20

Boję się, że ta gra zabierze mi setki godzin życia

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać do dziczy polować na potwory? Popularna seria gier o tej tematyce doczekała się właśnie najnowszej odsłony i jeśli wierzyć recenzjom, zdecydowanie warto się nią zainteresować. Ja uwierzyłem i włączyłem, a teraz na chwilę odchodzą od konsoli by Wam o niej napisać.

Wkładając płytę z Monster Hunter: World do napędu PlayStation 4 Pro czułem ekscytację, ale i strach. To produkcja, w którą można błyskawicznie wsiąknąć zapominając nie tylko o wszystkich innych grach, ale i otaczającym świecie. I po pierwszych kilku godzinach jestem pewien, że gra długo nie opuści mojej konsoli. Jestem wirtualnym łowcą i polowanie na potwory to dla mnie świetna odskocznia od kolejnych strzelanek.

Z jednej strony żałuję, że zachodnie media miały grę wcześniej niż polskie, z drugiej cieszę się na myśl o każdej kolejnej sesji przy konsoli. Przez kilka godzin Monster Hunter: World udało mi się jedynie musnąć, o jakiejkolwiek recenzji nie może być więc na chwilę obecną mowy. Jeśli jednak nie zdecydowaliście się na zakup w przedsprzedaży, odeszliście od sklepowej półki w piątek i zostawiliście sobie weekend do namysłu, postaram się przekonać Was, że szkoda tracić czasu na rozmyślania. Monster Hunter: World to świetna odsłona tej kultowej w Japonii serii.

O tym, że Monster Hunter: World jest grą na setki godzin przekonuje już ekran tworzenia postaci. Niememu bohaterowi (lub bohaterce) wybierzecie oczy, włosy, brwi, usta, nos – jest tego tyle, że niektórzy znajomi spędzili w kreatorze postaci przynajmniej pół godziny. Oczywiście warto choć minimalnie dostosować łowcę pod swoje gusta, stworzona postać będzie się bowiem pojawiać w scenkach przerywnikowych. Pierwsze misje dość zgrabnie pokazują podstawy zabawy, trzeba jednak pamiętać, że to gra której będziecie się uczyć długie godziny.

Od lat mówi się o pętli, w którą wpadają gracze – tworzenie broni, wyprawa (samotnie lub z kompanami), ubijanie bestii, zbieranie materiałów z pokonanego stwora. Mimo iż na pierwszy rzut oka wydaje się to monotonne, gwarantuję Wam że szybko się nie znudzi. Nie jestem może weteranem serii, ale w kilka odsłon udało mi się „delikatnie” wsiąknąć.

Nowy Monster Hunter to zdecydowany skok jeśli chodzi o oprawę graficzną

Gram na PlayStation 4 Pro, które podpiąłem do OLED-a Sony KD-55A1 – mogę więc skorzystać zarówno z wyższej rozdzielczości jak HDR-u. I nie będę ściemniał, w Monster Hunter: World najlepiej grać z tymi bajerami by nie stracić smaczków, które przygotowali twórcy. To zdecydowanie najładniejsza odsłona serii, trzeba jednak pamiętać, że producenci dostali zupełnie nową generację konsol mają więc pole do manewru.

Zaskoczył mnie trochę ekran, na którym mogę wybrać opcje graficzne. Ukryto to zgrabnie pod hasłami mówiącymi o jakości grafiki, rozdzielczości czy płynności animacji. Totalnie mi to w świecie konsol nie leży i wolałbym aby gra zdecydowała za mnie. Od ustawień graficznych i kombinowania mam PC, nie chcę widzieć takich rzeczy na konsolach. Muszę jednak przyznać, że Japończycy dali radę i Monster Hunter: World wygląda naprawdę dobrze. Szczególnie w lokacjach z dużą przestrzenią – wrażenie robią zarówno widoki jak i dbałość o detale, co przy tak dużej grze nie jest wcale łatwe.

Teoretycznie tak duża i skomplikowana w swojej mechanice gra powinna od razu odstraszać świeżaków. Tymczasem Monster Hunter: World to najlepsza okazja by zaznajomić się z serią. Gra nie straciła nic na swoim poziomie trudności, mimo tego zdaje się zapraszać do wspólnej zabawy i poznawania specyficznych mechanizmów rozgrywki, których nie ma u konkurencji. Pierwsze zadania zachęcają, są proste, podobnie jak pierwsze walki z większymi przeciwnikami – owszem, bywają wymagające, jednak nie zniechęcają.

Schody oczywiście zaczną się za kilkadziesiąt godzin, jednak do tego czasu każdy pozna mechanizm na tyle dobrze, że będzie wiedział co robić. I tak, w dziczy spędzicie pewnie tyle samo czasu co w ekranach ustawiania ekwipunku – nie mówiąc o nauce zachowań zwierząt. To ogromny ekosystem, gdzie niektóre gatunki polują na sobie wzajemnie i sprytny łowca będzie potrafił wykorzystać te zależności by ułatwić sobie zadanie.

Warto zostać łowcą

Monster Hunter nigdy nie był serią dla wszystkich. Jednocześnie osoby, które zdecydowały się podjąć profesję wirtualnego łowcy zostawiają w kolejnych odsłonach setki godzin. Najnowsza część zbiera świetne recenzje i choć mamy dopiero styczeń to już wiadomo, że przy takich ocenach gra powalczy o tytuł najlepszej produkcji 2018 roku. Patrząc na ilość misji, dodatkowych aktywności czy wreszcie czas jaki trzeba poświęcić by sprawnie eliminować większe stwory jestem pewien, że jeśli dacie radę wysiedzieć przy grze 10 pierwszych godzin, nawet nie zauważycie kiedy licznik dobije do pierwszej, a potem drugiej setki. Już teraz, przy premierowym zakupie, Monster Hunter: World jest dla wielu osób odskocznią od klasycznych produkcji AAA, które da się skończyć w kilka godzin. Gracze, którzy przeliczają wydane pieniądze na godziny spędzone przy produkcji będą więc zadowoleni. Ja natomiast boję się, że wszystko inne pójdzie w odstawkę, bo kilku pierwszych godzinach jestem tym światem zauroczony i choć oczywiście nie każde rozwiązanie przypadło mi do gustu, to chcę spędzać tam kolejne wieczory. Nawet kosztem kurczaków w PlayerUnknown’s Battlegrounds.