25

Modyfikacje firmowego oprogramowania (firmware) – jesteście za, czy przeciw?

Często zdarza się, że dla danego produktu, obok oficjalnych uaktualnień oprogramowania udostępnianych przez producenta, jest dostępne oprogramowanie alternatywne, stworzone przez grupkę zapaleńców, które całkowicie zmienia właściwości urządzenia, dodaje nowe funkcje, modyfikuje interfejs. Zwykle nie modyfikuje oryginalnego oprogramowania, ale właśnie takie działanie pozwoliło mi odkryć swój przenośny odtwarzacz MP3 zupełnie na nowo. Planowałem kupić inny, jednak Rockbox spowodował, że zostanę z tym co mam i jestem bardzo zadowolony. W […]

Często zdarza się, że dla danego produktu, obok oficjalnych uaktualnień oprogramowania udostępnianych przez producenta, jest dostępne oprogramowanie alternatywne, stworzone przez grupkę zapaleńców, które całkowicie zmienia właściwości urządzenia, dodaje nowe funkcje, modyfikuje interfejs. Zwykle nie modyfikuje oryginalnego oprogramowania, ale właśnie takie działanie pozwoliło mi odkryć swój przenośny odtwarzacz MP3 zupełnie na nowo. Planowałem kupić inny, jednak Rockbox spowodował, że zostanę z tym co mam i jestem bardzo zadowolony.

W czasach telefonów komórkowych z Androidem na pokładzie, wgrywanie nieoficjalnego programowania stało się czymś dość powszechnym. Telefon to w zasadzie mały komputer i pozwala uruchomić każdy system operacyjny dostosowany do jego architektury, tak więc tego rodzaju możliwość raczej nie dziwi. Czasami jednak możemy zmienić oprogramowanie w bardzo małym i niepozornym urządzeniu o określonym przeznaczeniu, które normalnie nie zaklasyfikujemy na pierwszy rzut oka jako zdolne do uruchomienia niezależnego oprogramowania.

Jednym z takich przykładów są aparaty kompaktowe marki Canon z serii PowerShot oraz oprogramowanie CHDK. Wgranie tego oprogramowania na kartę pamięci aparatu, powoduje odblokowanie dodatkowych funkcji, takich jak: możliwość zapisu zdjęć w formie surowej – RAW, wydłużenie czasu otwarcia migawki i skrócenie go do wartości wcześniej nieosiągalnych (do 64 sekund i 1/10000 sekundy), włączenie detekcji ruchu oraz możliwości sterowania aparatem przez kabel USB, możliwość nagrywania dłuższych filmów (zniesienie limitów), a nawet uruchomienie w aparacie prostych gier:).

Innym przykładem jest Magic Lantern, oprogramowanie dodaje funkcje wideo w lustrzankach, które wcześniej dostępne były tylko w profesjonalnych kamerach kosztujących setki tysięcy dolarów. Jest to tak złożony temat, że nie chce poświęcać mu więcej miejsca, ale polecam wszystkim, którzy kręcą wideo swoimi lustrzankami.

Na koniec wymienię jeszcze DD-WRTTomato, alternatywne oprogramowanie dla routerów, które pozwala w znaczący sposób zwiększyć kontrolę i dodać nowe funkcje do tego rodzaju urządzeń. Jest zapewne pełno rożnego hardware, który w podobny sposób daje się modyfikować, a ja zwyczajnie o tym nigdy nie słyszałem, tutaj otwiera się pole do popisu dla czytelników w komentarzach :)

Osobiście staram się bez potrzeby nie grzebać w firmowym oprogramowaniu. Kupuje określony produkt, za który producent wziął odpowiedzialność i chcę aby tak zostało. Czasem mam świadomość sztucznych blokad funkcji, które dostępne są w wyższych modelach, ale rzadko zdarza się, abym ich faktycznie potrzebował, jeśli model, którego używam ich nie posiada. Innymi słowy, mam świadomość możliwości modyfikacji, ale zwykle po nią nie sięgam, tak jak nie skorzystałem z jailbrake na swoim iPadzie.

Ostatnio jednak sytuacja zmusiła mnie do zmiany podejścia. Ponad pół roku temu pisałem na Antyweb o tym, że wciąż potrzebne są małe odtwarzacze MP3, które nie konkurują z smartfonami wielkością ekranu czy dostępnymi funkcjami. Muzyki często słucham uprawiając sport, jeżdżąc na rowerze, a wtedy liczy się mały rozmiar i waga, oraz niewielka podatność na uszkodzenia. Dodatkowo czasem trzeba się liczyć ze stratą urządzenia w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Dlatego zdecydowałem się na zakup Sandisk Sansa Clip+, małego i bardzo prostego odtwarzacza.

Zdawałem sobie sprawę, że nie mam do czynienia z zaawansowanym sprzętem i nie spodziewałem się zbyt wiele, potrzebowałem jedynie najprostszych funkcji, ale okazało się z czasem, że Cpli+ mnie zawiódł. Właśnie te najprostsze funkcje nie działały tak jakbym sobie tego życzył. Player wyłączał się z powodu rozładowania baterii, kiedy wskaźnik pokazywał jeszcze przynajmniej 1/3 naładowania, co powinno przekładać się na przynajmniej 4 godziny słuchania muzyki. W efekcie wielokrotnie odtwarzacz rozładował się wtedy, kiedy był mi bardzo potrzebny. Tego rodzaju zaskoczenie jest naprawdę niemiłe. Domyślnie nie wyświetla się również album, jedynie wykonawca i tytuł utworu. Ilekroć chciałem sprawdzić z którego albumu leci aktualna piosenka, musiałem przebijać się przez dodatkowe menu. Czarę goryczy przelał zegarek, który owszem ustawiamy, ale nie wiem po co, bo zwyczajnie nie można go wyświetlić, co potwierdza nawet FAQ na stronie Sandiska. Najwidoczniej potrzebny jest do jakiś funkcji systemowych – zegarek, który jest ale go nie ma.

Zdecydowałem się wgrać oprogramowanie zastępcze – Rockbox i jestem bardzo zaskoczony ile udało się wykrzesać z tego małego odtwarzacza. Ilość ustawień i funkcji powala i nawet nie podejmuje się ich wszystkich posiać (zajmują kilkadziesiąt stron instrukcji w PDF), wymienię tylko najważniejsze zmiany na plus. Przede wszystkim, moje problemy zostały rozwiązane. Stan naładowania baterii jest określany bardzo precyzyjnie – w procentach i nie mija się z rzeczywistością. Wyświetlają się wszystkie informacje na temat utworu, a nawet zapowiadany jest kolejny, zanim jeszcze zacznie grać. Jakby tego było mało, można wgrać własne motywy, określające jak ma wyglądać ekran w trakcie odtwarzania. Dostępnych jest kilkadziesiąt wzorów. Jeśli natomiast chodzi o zegarek, to nie tylko mogę go zobaczyć w menu, czy wyświetlić an pełnym ekranie, a nawet w formie binarnej, ale mam również dostęp do budzika jak i kalendarza.

To dopiero wierzchołek góry lodowej nowych możliwości. W Rockbox jest dosłownie wszystko. Steki ustawień i preferencji. A co najlepsze, odtwarzacz włącza się mniej więcej cztery razy szybciej niż na oryginalnym oprogramowaniu. Są pogramy, takie jak kalkulator, zegar szachowy, metronom, jest kilkanaście gier, w tym kilka karcianych, wąż a nawet, jako całkowita ciekawostka, jest Doom, który w modelu z kolorowym wyświetlaczem (Clip Zip) wygląda tak:

Rockbox to raj dla geeków. Można modyfikować dosłownie wszystko, jak nie przez ustawienia, to przy pomocy plików konfiguracyjnych. Trzeba przyznać, że jego obsługa w pierwszej chwili wymaga oswojenia się z nowymi funkcjami przypisanymi klawiszom. Ilość rozmaitych menu, może przytłoczyć, a miejscami z punktu widzenia użyteczności, RockBox to prawdziwy koszmarek, jednak to wszystko nie zmienia faktu, że jeśli nawet ktoś nie potrzebuje tych wszystkich funkcji, to swoim podstawowym zakresie odtwarzacz niesamowicie zyskał. Samo szybsze uruchamianie jest bardzo wygodne, dlatego jedyne czego żałuję to, że dopiero teraz zdecydowałem się dokonać tej modyfikacji. Całkowicie przeszła mi ochota na pozbycie się Clipa+ i zastąpienia go innym odtwarzaczem.

Teraz czas na pytanie do czytelników Antyweb. Czy często zdarza się wam wgrywać nieoficjalne oprogramowanie w celu odblokowania nowych funkcji? Czy lubicie to robić, czy traktujecie to raczej jako zło konieczne, wymuszone sztucznymi ograniczeniami producenta? Czy obawiacie się ewentualnych konsekwencji, w postaci uszkodzenia urządzenia, utraty gwarancji?

Ja podsumuję, że generalnie nie przepadam za tym procesem i staram się go unikać, są jednak sytuacje, w których zysk jest naprawdę bardzo duży, na tyle duży, że w zasadzie bez modyfikacji nie chcę dalej używać danego urządzenia i wtedy zaczynam eksperymentować. Przykład z Clipem+ udowodnił mi, że warto.

Źródła grafik patrząc od góry: [1], [2], [3], [4], [5], [6].

  1. Jacek Łupieński napisał(a):

    jeśli ma usprawnić działanie, ulepszyć funkcje to czemu nie? ostatnio kolega kupił któryś z aparatów canona, nie żadna kompaktówka tylko już poważniejszy sprzęt – wgrał do niego zamienny soft i ma o wiele więcej przydatnych funkcji, myślę, że jeśli są dostępne pomysłowe, zastępcze rozwiązania to nie ma co się ograniczać 

  2. Marek napisał(a):

    CHDK dla starego Canona A610 to jak nowe życie! Zamiast od razu kupować lustrzankę można potrenować małym kosztem z bardziej zaawansowanymi funkcjami :)

    Nawet Windowsa XP mam poprawionego w wersji MX7F.
    Co do Androida to wiadomo, że jest również poprawiony..
    Jak ktoś lubi poprawiać sprzęt i w nim grzebać to jest świetna opcja!

  3. Krzysztof Pogłódek napisał(a):

    Ja na swoim routerze uzywam Tomato i bardzo sobie chwale. Zwlaszcza w porownaniu do oryginalnego firmware.

  4. Tomasz Andrzej Nidecki napisał(a):

    Na routerze mam DD-WRT. Na Milestonie mam Cyanogena. Na Kindlu mam niestandardowe wygaszacze. Na szczęście jeszcze niczego nie zbrickowałem ^^.

  5. Techniczny napisał(a):

    Zdecydowanie na tak. Domowe routery to tak naprawdę energooszczędne komputery. Używam OpenWRT w domowych routerach. Są jednak urządzenia, na których polegam na firmowym sofcie, bo zmiany nie dają wystarczającego zysku, żeby zrównoważyć ewentualne problemy (np. z gwarancją, choć nie tylko). Do takich urządzeń należy m.in. telefon (nie rootowany) i odtwarzacz WD TV Live (może dlatego, że mam routery).

  6. Mateusz R. napisał(a):

    Kiedyś miałem smartfon Toshiba G900, dzięki niefirmowemu oprogramowaniu dało się wgrać nowe wersje systemu z szybko działającymi nakładkami, możliwością podkręcenia procka i wieloma użytecznymi aplikacjami jak chociażby latarka z lampy aparatu, czego nie było w oryginale. 

  7. Msb napisał(a):

    routery: oleg/openwrt,
    tv: samygo,
    ps: otheros++/mfw
    aparat: lantern,
    tel wystarczy zrootowany;)

  8. Tazmansky napisał(a):

    „właściciel treści nie udostępnił tego filmu na komórkach” :-(

  9. mzl napisał(a):

    Stosuję się do starej zasady – jak wszystko działa tak jak chcę i nowe możliwości nie są mi potrzebne to nie ruszam. Ale oczywiście nie mam żadnych oporów przed zmianami jeśli mi czegoś brakuje. Aktualnie zmieniony soft mam w telefonie i dvd :-)

  10. Rafał Mołotkiewicz napisał(a):

    Mam RockBoxa. Chwalę sobie. Jeśli firmware firmowy nie spełnia moich oczekiwań, nie widzę żadnych przeciwwskazań, by go wymienić.

  11. Marcin Lubke napisał(a):

    Na domowym routerze mam wgrany firmware Tomato, Rockboxa używam na opisanej w artykule Sansie Clip+, na kilku poprzednich telefonach z WM używałem różne, niestandardowe ROMy.
    Jedynie z Androidem jeszcze nic nie kombinowałem, bo na razie wystarcza mi oficjalny soft, ale myślę, że i na niego niedługo przyjdzie czas :)

  12. Mariusz napisał(a):

    jestem za laniem do WLASNEGO baku tego co mi sie podoba.

    1. Jan Rybczyński napisał(a):

      Oczywiście, trzeba mieć jednak świadomość, że jak do diesel’a nalejesz benzyny, to uszkodzisz silnik i nikt Ci nie uzna gwarancji, ani nie zechce pomóc. Tego rodzaju eksperymenty mogą być kosztowne. W większości przypadków ryzyko jest minimalne, ale nie znaczy, że nie ma go w ogóle.

  13. Klenio napisał(a):

    Ja podobnie jak autor staram się używać sprzętu w konfiguracji w jakiej go kupiłem. Jeżeli jednak sprzęt zawodzi i/lub producent nie kwapi się do aktualizacji oprogramowania to korzystam z wgrywania nieoficjalnego oprogramowania, bez obawy o utratę gwarancji – jeżeli sprzęt mnie zawodzi to nie ma to znaczenia. Ostatnio wgrywałem CyanogenMod-a na HTC Wildfire, którego producent skazał na Androida 2.2.1. Po aktualizacji same plusy, więcej funkcji, szybsze działanie.

    1. Jan Rybczyński napisał(a):

      Dokładnie, są sytuacje, w których zmiana na nieoficjalne rozwiązanie to jedyna słuszna droga, chyba, że planujemy po prostu rpzestać z danego urządzenia korzystać.

  14. Jan Rybczyński napisał(a):

    Zastanawiam się, czy są wśród czytelników AW osoby, które nie zdawały sobie sprawy z rozszerzenia możliwości sprzętu przez jego modyfikację i po przeczytaniu planują za eksperymentować :)

  15. MareX napisał(a):

    Nie wgrywałbym alternatywnego softu, gdyby producenci urządzeń słuchali ich użytkowników. W rzeczywistości mają ich… głęboko.
    Pierwszą zmianę oprogramowania wykonałem na palmtopie Sharp SL-5600. Ponieważ nowy system przyniósł nieporównywalnie większe możliwości, zawsze szukam czegoś nowego. Następny był odtwarzacz DVD. Potem Windows XP zamieniony na MX, w końcu Kindle 3 z dodanymi fontami i natywną obsługą EPUBów ;-)

  16. Erazza napisał(a):

    Sam uzywam Rockbox’a do Clipa+, bo ma ogromne mozliwosci. Zgadzam sie jednak z tym, ze jego projekt pod wzgledem uzytecznosci to koszmar nad koszmarami. Gdyby tak siasc i miesiac caly myslec o tym w jaki sposob zrobic to tak, zeby najbardziej niewygodnie jak sie da.. to i tak nie przebiloby sie metody nawigacji w tym sofcie.

  17. niu tech napisał(a):

    Pierwsze co zrobiłem z moim Linksysem, to zainstalowanie DD-WRT. Oryginalny firmware nie ma połowy funkcji, np. bridge po WLAN.

  18. Xen napisał(a):

    Wgrałem Rockbox’a do swojego starego iPada Nano 2. Dzięki temu mogę odtwarzać muzykę w formacie FLAC, nie muszę męczyć się ze specjalnym oprogramowaniem do wgrywania plików, mam też w moim przekonaniu wygodniejszy i przejrzystrzy interface. Cała operacja zajęła 5 minut. Co ciekawe, odtwarzacz zyskał na niezawodności. Kiedy miałem oryginalny firmware Apple, zdarzyło mi się kilka „zwisów” wymagających pełnego resetu. Odkąd mam RB, nic takiego się nie wydarzyło.
    Na routerach „od zawsze” stosuję OpenWRT. Dzięki temu zwykły router staje się niemalże pełnowartościowym komputerkiem, na którym można instalować rozmaite aplikacje.

  19. Mateusz Sip napisał(a):

    kocham wszelkie modyfikacje. personalizacja, zwiększenie funkcjonalności, poprawa błędów z którymi producent nic nie robi/zbyt długo pracuje nad rozwiązaniem. rockbox na sansie e2xx, tomato na linksysie wrt54gl, wszelakie pochodne cyana na G1/Gio, XBMC na Xboxie, custom rom na mozarcie, tylko OS na kompie wrzucam czysty. Zazwyczaj wybierając sprzęt mocno sugeruję się wsparciem społeczności.

  20. Edward Skraba napisał(a):

    Mało ludzi zdaje sobie z tego sprawę (co wykorzystują producenci sprzętu), że wgranie nieoficjalnego oprogramowania nie jest związane z utratą gwarancji. Producent wyprodukował urządzenie, które to jest objęte gwarancją a nie zaś jego oprogramowanie. Ktoś przytaczał analogię paliwa w samochodzie ale to zupełnie inna sytuacja bo wlanie innego paliwa to postępowanie niezgodnie z instrukcją i sposobem użytkowania danego „produktu” (to tak jakbyśmy chcieli oglądać TV pod wodą).
    Wg mnie analogia pasująca tutaj to przykład laptopa z zainstalowanym systemem operacyjnym (np. Windows) – jeżeli przeinstalujemy go na Linuksa to nie tracimy gwarancji.Ponadto w żadnej instrukcji nie spotkałem się z uwagę iż nie można do telefonu wgrywać nieoficjalnego oprogramowania.

  21. Pio Jac napisał(a):

    Jestem użytkownikiem wymienionego w artykule Tomato (i to dodatkowo zmodyfikowanego względem „podstawowej” wersji o kolejne funkcje), warto wspomnieć o telefonie, na którym używam Androida w wersji oficjalnie niewspieranej przez producenta, posiadającej niedostępne w jakimkolwiek podstawowym Androidzie możliwości), a koniec artykułu zachęcił mnie do próby naprawy gniazda w moim Clip+, na Rockboxa czekałem już dawno.

  22. Tylkorty napisał(a):

    Zdecydowanie wymieniać i rootować. Ja zmieniłem w routerze firmware na Openwrt i nowe super fukcje stały się rzeczywistością.
    A rootować też warto, choćby telefony lub Set Top Boxy (od tv cyfrowej).

  23. Tomek napisał(a):

    Najgorsza sytuacja to taka, kiedy  dystrybutor lub producent na życzenie dystrybutora popsuł oprogramowanie firmowe. Taka sytuacja występuje w przypadku  większości telefonów komórkowych sprzedawanych przez operatorów. Operator dodaje jakieś tandetne  aplikacje, tapety itp. a jako dodatkową funkcjonalność klient otrzymuje jeszcze aktualizacje oprogramowania opóźnione o kilka miesięcy.