27

Ten „moto-kanał” na YouTube to kolejny dowód na to, że można tam znaleźć dobre treści

Wiele mówi się na temat tego, że YouTube to zbieranina patologii pomieszana ze stadem głupków i przyprawiona nie lepszą widownią. Cokolwiek sądzicie na temat polskiej, czy też zagranicznej sceny twórców w tej platformie, można tam znaleźć naprawdę dobre, wartościowe i przede wszystkim - ciekawie skonstruowane materiały. Ostatnimi czasy przeżywam "fazę" na motoryzację od strony "hardware'owej", więc i moje youtube'owe zainteresowania są nieco inne.

Pewnie wielu z Was pomyślało sobie, że chcę wspomnieć tutaj Kickstera – jego też lubię, ale niekoniecznie o niego mi chodzi. Sebastian w nieco „jajcarski” sposób przedstawia to, co powinniśmy wiedzieć o motoryzacji. Nie boi się czasami bardzo mocnych porównań, wyśmiewa pewne zachowania w społeczeństwie (palenie kapora w Gulfie III na ręcznym pod Tesco?) i widać, że całkiem dobrze się bawi tworząc filmy. Ja natomiast chciałbym wspomnieć o kanale „Miłośnicy czterech kółek”, którego głównym bohaterem jest Michał Jesionowski – lepiej znany jako „Łysy” albo „Michu”, jak dla mnie sympatyczny „duży Pan” z nieco przerzedzonym czubkiem głowy i fajnymi tatuażami.

Będzie trochę w stylu „drogi pamiętniczku” – dla mnie ważne jest to, że Michu zainspirował mnie do mocniejszego zainteresowania się tym, czym jeżdżę

Dla większości kierowców samochód po prostu jedzie – do przodu, do tyłu i jeszcze skręca. Na dodatek ma biegi na skrzyni, klimatronik (albo korbotronik), dmuchawki i „jakieś tam filtry”. Michał Jesionowski natomiast w prosty sposób pokazuje, że auto to przede wszystkim maszyna, która by dobrze się sprawować wymaga od właściciela pewnej dozy zainteresowania. W prosty sposób, nieco „z jajem” mówi o rzeczach, którymi na co dzień nie zaprzątamy sobie głowy. Z kanału „Łysego” dowiedziałem się, że warto zajrzeć do odmy, że gaz to wcale nie „paliwo biedy”, a także że nie wolno oszczędzać na oponach i kupować „chińczyków”, czy używek z nieco mglistą historią (w sumie, to o tym wiedziałem od zawsze). Przy okazji, rozwiewa sporo mitów na temat motoryzacji oraz… testuje „cudowne” urządzenia dodające nieco więcej ogierów pod maską lub niutonometrów.

Od kilku tygodni wieczorami oglądać więc zmagania „Łysego” z motoryzacją i nawet doszedłem ostatnio do wniosku, że zamiast oddawać wysłużonego już 20-letniego Volkswagena na złom, oddam mu honory, odrestauruję i doprowadzę do jak najlepszego stanu – mimo, że mam w planach kupić nowe, lepiej wyposażone i mocniejsze auto. Odpicowanie swojego Golfa w kombi traktuję obecnie jako „punkt honoru”, chociaż przyznam Wam, że i tak sporo zrobiłem w tym aucie – głównie po to, żeby bezproblemowo przechodziło przeglądy i po prostu sprawowało się tak jak należy.

Mało tego, Michu wprost mówi o tym, na co zwracać uwagę w kontekście nie tylko starszych, ale i nowszych aut – co warto robić, o czym warto pamiętać m. in. mając w planach zwiększenie mocy silnika, a czego absolutnie nie robi się mając jakiekolwiek auto. Poza tym, sporo bawi się samochodami – sprawdzając w „złomkach”, czy na przykład silnik diesla pojedzie na oleju rzepakowym, albo benzyniak na denaturacie lub benzynie ekstrakcyjnej. Dowiedziałem się nawet, że ceramizer do silnika to wcale nie taki głupi pomysł – Michu to skrupulatnie sprawdził mierząc m. in. ciśnienie na cylindrach.

Michu, jeżeli to przeczytasz – to serio, bardzo Ci dziękuję

Chętnie bym z Tobą wypił piwo, pogadał trochę o samochodach i zobaczył, przy czym teraz dłubiesz i jakie masz dalsze plany na rozwój „Miłośników 4 kółek”. Dołączyłeś przebojem do mojego własnego panteonu ciekawych twórców na YouTube’ie obok „Naukowego Bełkotu”, „Kickstera” (którego lubię głównie za mocny, nieco brutalny humor) oraz „Spinki Film Studio” i kilku innych.

Wam, czytelnikom również polecam obejrzenie przynajmniej kilku odcinków „Łysego”, bo naprawdę warto. Przy okazji, jeżeli znacie jakieś inne, równie dobre kanały o motoryzacji, sekcja komentarzy jest Wasza. Miłego weekendu!