34

Mikołaj Małaczyński z Legimi: większość ebooków w Polsce jest pobierana nielegalnie

Kilka dni temu pisałem o zmianach w abonamentowej ofercie Legimi, w ramach którego do oferty trafił nowy czytnik za złotówkę. Przy tej okazji zadałem prezesowi i współzałożycielowi serwisu kilka pytań dotyczących popularności ich usługi, a także rynku ebooków w Polsce. Tomasz Popielarczyk: Legimi to rewolucyjna usługa abonamentu na ebooki. A od niedawna również czytniki za […]

Kilka dni temu pisałem o zmianach w abonamentowej ofercie Legimi, w ramach którego do oferty trafił nowy czytnik za złotówkę. Przy tej okazji zadałem prezesowi i współzałożycielowi serwisu kilka pytań dotyczących popularności ich usługi, a także rynku ebooków w Polsce.

Tomasz Popielarczyk: Legimi to rewolucyjna usługa abonamentu na ebooki. A od niedawna również czytniki za złotówkę. Czegoś takiego nie powstydziłby się nawet Amazon. Macie wgląd do notatek Jeffa Bezosa czy sami uznaliście, że to będzie strzał w dziesiątkę?

Mikołaj Małaczyński: Mamy na razie wgląd tylko do naszej skrzynki próśb i skarg od użytkowników, którzy pomimo nienajlepszych prognoz dla branży e-czytników, zachęcili nas do przeprowadzenia pilotażu w sierpniu. Od tego są start-upy, żeby budować swoją ofertę w oparciu o tzw. “customer development”. Nam wolno zaryzykować i się pomylić i niejednokrotnie wcześniej tak bywało. Tym razem jednak mieliśmy sporo przesłanek aby stwierdzić, że duet: dobry e-czytnik + nielimitowany dostęp do książek to może być hit. Mieliśmy ubiegłoroczne badania rynku. Poza tym nie brakowało też u nas w zespole zagorzałych entuzjastów tego rozwiązania, z Arturem Wasilewskim, naszym marketing managerem i szefem projektu na czele. Przymierzaliśmy się do zaoferowania e-czytnika za złotówkę już od 2013 roku i gdyby nie splot wielu pozytywnych sygnałów z rynku, motywacji wewnątrz firmy, współpracy wydawców i wsparcia naszych inwestorów nie moglibyśmy dziś powiedzieć: Polska jako pierwsza na swoim rynku ebooków może poszczycić się tak skrojoną, pionierska ofertą.

TP: Tysiąc czytników sprzedanych w abonamencie w kwartał to nie jest jakoś szczególnie duża. Mimo to uznajecie ją za sukces i wyrobienie 200 proc. normy. Dlaczego? Nie spodziewaliście się takiego zainteresowania?

MM: To miał być pilotaż. Wystartowaliśmy w sezonie ogórkowym, w sierpniu. Poza tym wiemy z różnych źródeł ile w Polsce sprzedaje się e-czytników innych niż Kindle. Nie prowadziliśmy szeroko zakrojonych działań promocyjnych. 500 szt. to był nasz plan do wykonania w tym krótkim okresie, ale już po kilku dniach złapaliśmy wiatr w żagle i stąd szybka kontynuacja.

fota_Mikolaj

TP: Ilu aktualnie macie opłacających regularnie abonament użytkowników? Jakie oferty są wybierane najczęściej?

MM: Zbliżamy się do 10 tys. regularnie płacących abonentów spośród ponad 100 tys. użytkowników, którzy płacą nieregularnie. To wciąż niewiele, poniżej 10% rynku, ale tempo wzrostu w ostatnim czasie zauważalnie przyspieszyło co wg nas wynika z przekroczenia masy krytycznej oferowanych tytułów. Spośród 12 tys. książek każdy znajdzie przynajmniej 5 dla siebie, a to wystarczający powód do wypróbowania Legimi. Ponad połowa naszych klientów decyduje się na pakiet bez limitu, czyli najdroższy. Spośród pozostałych najpopularniejsza jest oferta za niecałe 7 zł, w ramach których możemy przeczytać 150 stron co miesiąc i dokupywać kolejne, płacąc tylko za wyświetloną treść a nie za całą książkę, a niewykorzystane strony przechodzą na kolejny miesiąc.

TP: Dlaczego InkBook? Teoretycznie jest masa innych marek czytników. Wy jednak zdecydowaliście się na współpracę z wrocławskim Arta Tech. Czemu akurat z nimi?

MM: Historycznie Legimi powstało w tym samym roku, co ArtaTech i od początku łączyła nas wspólna wizja rozwoju rynku ebooków, w której połączenie dobry sprzęt + wygodny dostęp do treści jest decydujący. ArtaTech dobrze to rozumie i obiecał nam troszczyć się o satysfakcję swoich klientów. Oczywiście, jeszcze może i powinno być lepiej. Ale już dziś e-czytniki Inkbook są bardzo dobrej jakości i dodatkowo objęte zostały dwuletnią gwarancją, z czego pierwszy rok jest realizowany w modelu door-2-door na koszt producenta, czyli klient nie ponosi nawet kosztów przesyłki. My również nieustannie pracujemy na dostosowaniem aplikacji do oczekiwań czytelników.

InkBOOK_Obsidian

TP: Według niektórych źródeł aż 70 proc. czytników w Polsce to Kindle. W jaki sposób posiadacz tego urządzenia, może najprościej korzystać z Waszej abonamentowej oferty?

MM: Odpowiedź jest prosta. Nie może. I dlatego przygotowaliśmy alternatywę dostosowaną do polskiego rynku. Nigdy nie stawialiśmy sobie za cel rywalizować technologicznie z Kindle, za którym stoi kilkusetosobowy dział Amazonu. Okazuje się jednak, że e-czytniki swój kluczowy etap rozwoju mają za sobą i już dziś nie w sprzęcie tkwi przewaga, a w sposobie udostępniania treści.

TP: Jak wygląda dalszy plan na rozwój abonamentu? Będziecie tylko poszerzać bazę książek czy może macie też zamiar dodawać nowe urządzenia, usługi, możliwości? Co to konkretnie mogłoby być?

MM: Poszerzanie oferty to podstawa – nieustannie nad tym pracujemy. W 2012 roku zaczynaliśmy z ofertą 2000 tytułów, teraz jest 12000, a to nie koniec oczywiście. Naszymi partnerami są obecnie Play i T-mobile, dzięki którym nie trzeba podawać numeru karty płatniczej, żeby przez miesiąc przetestować usługę – można ją potem opłacać razem z rachunkiem za telefon, co dla niektórych jest bardziej wygodne. Przed nami kolejne integracje, aby objąć całość rynku. Rozpoczęliśmy także udostępnianie ebooków w bibliotekach w Gdańsku, Wrocławiu i Warszawie, a z perspektywy użytkownika wszystko działa tak samo, z tym że trzeba się pofatygować raz w miesiącu do biblioteki po kod aktywacyjny. Pomysłów na dalszy rozwój mamy sporo – w Polsce i za granicą. Na przykład pracujemy nad przedsięwzięciem z naukowcami z kilku miast w Polsce, dzięki któremu czytając książkę w Legimi będzie można poprawić swoją precyzję i efektywność czytania. To poważny projekt, o którym na razie nie mogę więcej powiedzieć.

TP: Jak wygląda dziś polski rynek ebooków? Niektóre zagraniczne media bardzo pochlebnie wypowiadają się o naszym odejściu od DRM, dużym zróżnicowaniu i wysokiej dynamice wzrostu. Czy faktycznie jest tak cudownie i kolorowo? Jak to się ma do informacji, że Polacy nie czytają książek?

MM: Stan czytelnictwa to zawsze pretekst do biadolenia. Dlatego powiem tylko o tym, co napawa optymizmem: ebooki rosną w siłę wśród młodych, młodzi czytają więcej niż parę lat temu. Jeśli więc nawet teraz nie jest kolorowo, to w przyszłości nie będzie na szczęście gorzej. Sprawa zabezpieczeń na polskim rynku, czyli odejścia od DRM to faktycznie fenomen na skalę światową. Legimi ma w tym swój skromny udział, ponieważ opracowaliśmy najpopularniejszy w kraju system zabezpieczeń znakiem wodnym. Niemcy, którzy również z niego od niedawna korzystają, dopiero stopniowo wycofują się z DRM. Głównym wyzwaniem na kolejne lata jest przyspieszenie digitalizacji backlisty – powinniśmy mieć w ofercie polskich e-księgarń nie tysiące, a setki tysięcy tytułów. Ich utrzymywanie na serwerach prawie nic nie kosztuje, a dla przeciętnego, nieświadomego użytkownika wciąż niestety alternatywą jest portal z gryzoniem w tle.

2015-11-05_114932

TP: Bardzo często zdarza się, że w dniu premiery za ebooka i za książkę drukowaną płacimy niemal tyle samo. Widziałem nawet kilka sytuacji, gdy ebook był droższy. Nie wierzę, że wynika to wyłącznie z wyższego podatku VAT.

MM: Wydawcy dziś borykają się z problemami coraz niższych nakładów, co przekłada się na wzrost ceny jednostkowej książki. Jeśli chcemy, aby wciąż wydawali dobre tytuły, musimy się liczyć z tym, że trzeba za to zapłacić. Obecnie mamy dwa skrajne bieguny nastrojów – czytelnicy uwielbiają regularne promocje cenowe, a wydawcy robią co mogą, by dać tylko palec, a nie całą rękę i nie zdewaluować rynku. I paradoksalnie jest w tym troska o ofertę, nie ma w tej logice nic z pazerności. Jeden z wydawców powiedział mi kiedyś, że gdyby nagle cały nakład papierowy miałby zostać zastąpiony wersjami elektronicznymi, to wydawnictwo wiele ze swoich tytułów musiałoby wycofać z oferty, bo nie byliby w stanie opłacić kosztów zaliczek licencyjnych. Między innymi dlatego budujemy alternatywę – abonament. Czytelnik wie, że płaci za legalny dostęp. Otrzymuje bardzo korzystną cenę w zamian za o wiele większą niż zwykle lojalność. A wydawca nie musi stosować obniżek, które szkodzą jego biznesowi.

TP: Kto dziś najwięcej zarabia na ebookach w Polsce?

MM: Czy się to komuś podoba, czy nie – pośrednio najlepiej zarabia Amazon. Nie promuje się prawie wcale, a ma już 70% rynku e-czytników. Ma w tym procesie sprzymierzeńców w niemal wszystkich księgarniach, które promują ofertę na ten właśnie e-czytnik. I to on w przyszłości oczywiście będzie liderem sprzedaży pojedynczych plików, tak jak iTunes jest liderem sprzedaży pojedynczych piosenek. Amazon natomiast nie łączy sił z operatorami komórkowymi czy innymi partnerami i tu jest duże pole do popisu dla nas.

TP: A co z piractwem? Jak bardzo pobieranie nielegalnie udostępnianych ebooków w Polsce jest rozpowszechnione. Czy odejście od DRM aby nie zintensyfikowało tego zjawiska?

MM: Według badań ponad połowa książek dziś jest pobierana nielegalnie. Legimi jest jakąś odpowiedzią na ten stan rzeczy. Podobnie wyglądały początki Spotify, które szybko zostało okrzyknięte legalną alternatywą do pobierania muzyki z sieci p2p, będącego plagą w Szwecji. Odejście od DRM nasiliło tzw. “miękkie piractwo”, czyli nadużywanie dozwolonego użytku. Dziś jednego ebooka średnio czyta ponad dwóch czytelników. Rozwój dysków w chmurze sprawia, że co raz łatwiej wymieniamy się plikami w zamkniętych grupach – ze znajomymi, kolegami z klubu, pracy itd. To zjawisko jest poniżej radarów monitoringu antypirackiego. Wydawców staramy się przekonywać do abonamentu między innymi argumentując, że książkę w abonamencie czyta jeden użytkownik, a nie kilku czy kilkudziesięciu. Jako twórcy zabezpieczeń ebooków znakiem wodnym czujemy się do pewnego stopnia współodpowiedzialni za ten stan rzeczy i również mamy pewne pomysły na “uszczelnienie” obrotu plików zabezpieczanych watermarkiem, ale to temat na odrębną rozmowę, w przyszłości.

TP: Dziękuję bardzo za rozmowę.