34

Mikołaj Małaczyński z Legimi: większość ebooków w Polsce jest pobierana nielegalnie

Kilka dni temu pisałem o zmianach w abonamentowej ofercie Legimi, w ramach którego do oferty trafił nowy czytnik za złotówkę. Przy tej okazji zadałem prezesowi i współzałożycielowi serwisu kilka pytań dotyczących popularności ich usługi, a także rynku ebooków w Polsce. Tomasz Popielarczyk: Legimi to rewolucyjna usługa abonamentu na ebooki. A od niedawna również czytniki za złotówkę. Czegoś takiego nie powstydziłby się nawet Amazon. Macie wgląd do notatek Jeffa Bezosa […]

Kilka dni temu pisałem o zmianach w abonamentowej ofercie Legimi, w ramach którego do oferty trafił nowy czytnik za złotówkę. Przy tej okazji zadałem prezesowi i współzałożycielowi serwisu kilka pytań dotyczących popularności ich usługi, a także rynku ebooków w Polsce.

Tomasz Popielarczyk: Legimi to rewolucyjna usługa abonamentu na ebooki. A od niedawna również czytniki za złotówkę. Czegoś takiego nie powstydziłby się nawet Amazon. Macie wgląd do notatek Jeffa Bezosa czy sami uznaliście, że to będzie strzał w dziesiątkę?

Mikołaj Małaczyński: Mamy na razie wgląd tylko do naszej skrzynki próśb i skarg od użytkowników, którzy pomimo nienajlepszych prognoz dla branży e-czytników, zachęcili nas do przeprowadzenia pilotażu w sierpniu. Od tego są start-upy, żeby budować swoją ofertę w oparciu o tzw. “customer development”. Nam wolno zaryzykować i się pomylić i niejednokrotnie wcześniej tak bywało. Tym razem jednak mieliśmy sporo przesłanek aby stwierdzić, że duet: dobry e-czytnik + nielimitowany dostęp do książek to może być hit. Mieliśmy ubiegłoroczne badania rynku. Poza tym nie brakowało też u nas w zespole zagorzałych entuzjastów tego rozwiązania, z Arturem Wasilewskim, naszym marketing managerem i szefem projektu na czele. Przymierzaliśmy się do zaoferowania e-czytnika za złotówkę już od 2013 roku i gdyby nie splot wielu pozytywnych sygnałów z rynku, motywacji wewnątrz firmy, współpracy wydawców i wsparcia naszych inwestorów nie moglibyśmy dziś powiedzieć: Polska jako pierwsza na swoim rynku ebooków może poszczycić się tak skrojoną, pionierska ofertą.

TP: Tysiąc czytników sprzedanych w abonamencie w kwartał to nie jest jakoś szczególnie duża. Mimo to uznajecie ją za sukces i wyrobienie 200 proc. normy. Dlaczego? Nie spodziewaliście się takiego zainteresowania?

MM: To miał być pilotaż. Wystartowaliśmy w sezonie ogórkowym, w sierpniu. Poza tym wiemy z różnych źródeł ile w Polsce sprzedaje się e-czytników innych niż Kindle. Nie prowadziliśmy szeroko zakrojonych działań promocyjnych. 500 szt. to był nasz plan do wykonania w tym krótkim okresie, ale już po kilku dniach złapaliśmy wiatr w żagle i stąd szybka kontynuacja.

fota_Mikolaj

TP: Ilu aktualnie macie opłacających regularnie abonament użytkowników? Jakie oferty są wybierane najczęściej?

MM: Zbliżamy się do 10 tys. regularnie płacących abonentów spośród ponad 100 tys. użytkowników, którzy płacą nieregularnie. To wciąż niewiele, poniżej 10% rynku, ale tempo wzrostu w ostatnim czasie zauważalnie przyspieszyło co wg nas wynika z przekroczenia masy krytycznej oferowanych tytułów. Spośród 12 tys. książek każdy znajdzie przynajmniej 5 dla siebie, a to wystarczający powód do wypróbowania Legimi. Ponad połowa naszych klientów decyduje się na pakiet bez limitu, czyli najdroższy. Spośród pozostałych najpopularniejsza jest oferta za niecałe 7 zł, w ramach których możemy przeczytać 150 stron co miesiąc i dokupywać kolejne, płacąc tylko za wyświetloną treść a nie za całą książkę, a niewykorzystane strony przechodzą na kolejny miesiąc.

TP: Dlaczego InkBook? Teoretycznie jest masa innych marek czytników. Wy jednak zdecydowaliście się na współpracę z wrocławskim Arta Tech. Czemu akurat z nimi?

MM: Historycznie Legimi powstało w tym samym roku, co ArtaTech i od początku łączyła nas wspólna wizja rozwoju rynku ebooków, w której połączenie dobry sprzęt + wygodny dostęp do treści jest decydujący. ArtaTech dobrze to rozumie i obiecał nam troszczyć się o satysfakcję swoich klientów. Oczywiście, jeszcze może i powinno być lepiej. Ale już dziś e-czytniki Inkbook są bardzo dobrej jakości i dodatkowo objęte zostały dwuletnią gwarancją, z czego pierwszy rok jest realizowany w modelu door-2-door na koszt producenta, czyli klient nie ponosi nawet kosztów przesyłki. My również nieustannie pracujemy na dostosowaniem aplikacji do oczekiwań czytelników.

InkBOOK_Obsidian

TP: Według niektórych źródeł aż 70 proc. czytników w Polsce to Kindle. W jaki sposób posiadacz tego urządzenia, może najprościej korzystać z Waszej abonamentowej oferty?

MM: Odpowiedź jest prosta. Nie może. I dlatego przygotowaliśmy alternatywę dostosowaną do polskiego rynku. Nigdy nie stawialiśmy sobie za cel rywalizować technologicznie z Kindle, za którym stoi kilkusetosobowy dział Amazonu. Okazuje się jednak, że e-czytniki swój kluczowy etap rozwoju mają za sobą i już dziś nie w sprzęcie tkwi przewaga, a w sposobie udostępniania treści.

TP: Jak wygląda dalszy plan na rozwój abonamentu? Będziecie tylko poszerzać bazę książek czy może macie też zamiar dodawać nowe urządzenia, usługi, możliwości? Co to konkretnie mogłoby być?

MM: Poszerzanie oferty to podstawa – nieustannie nad tym pracujemy. W 2012 roku zaczynaliśmy z ofertą 2000 tytułów, teraz jest 12000, a to nie koniec oczywiście. Naszymi partnerami są obecnie Play i T-mobile, dzięki którym nie trzeba podawać numeru karty płatniczej, żeby przez miesiąc przetestować usługę – można ją potem opłacać razem z rachunkiem za telefon, co dla niektórych jest bardziej wygodne. Przed nami kolejne integracje, aby objąć całość rynku. Rozpoczęliśmy także udostępnianie ebooków w bibliotekach w Gdańsku, Wrocławiu i Warszawie, a z perspektywy użytkownika wszystko działa tak samo, z tym że trzeba się pofatygować raz w miesiącu do biblioteki po kod aktywacyjny. Pomysłów na dalszy rozwój mamy sporo – w Polsce i za granicą. Na przykład pracujemy nad przedsięwzięciem z naukowcami z kilku miast w Polsce, dzięki któremu czytając książkę w Legimi będzie można poprawić swoją precyzję i efektywność czytania. To poważny projekt, o którym na razie nie mogę więcej powiedzieć.

TP: Jak wygląda dziś polski rynek ebooków? Niektóre zagraniczne media bardzo pochlebnie wypowiadają się o naszym odejściu od DRM, dużym zróżnicowaniu i wysokiej dynamice wzrostu. Czy faktycznie jest tak cudownie i kolorowo? Jak to się ma do informacji, że Polacy nie czytają książek?

MM: Stan czytelnictwa to zawsze pretekst do biadolenia. Dlatego powiem tylko o tym, co napawa optymizmem: ebooki rosną w siłę wśród młodych, młodzi czytają więcej niż parę lat temu. Jeśli więc nawet teraz nie jest kolorowo, to w przyszłości nie będzie na szczęście gorzej. Sprawa zabezpieczeń na polskim rynku, czyli odejścia od DRM to faktycznie fenomen na skalę światową. Legimi ma w tym swój skromny udział, ponieważ opracowaliśmy najpopularniejszy w kraju system zabezpieczeń znakiem wodnym. Niemcy, którzy również z niego od niedawna korzystają, dopiero stopniowo wycofują się z DRM. Głównym wyzwaniem na kolejne lata jest przyspieszenie digitalizacji backlisty – powinniśmy mieć w ofercie polskich e-księgarń nie tysiące, a setki tysięcy tytułów. Ich utrzymywanie na serwerach prawie nic nie kosztuje, a dla przeciętnego, nieświadomego użytkownika wciąż niestety alternatywą jest portal z gryzoniem w tle.

2015-11-05_114932

TP: Bardzo często zdarza się, że w dniu premiery za ebooka i za książkę drukowaną płacimy niemal tyle samo. Widziałem nawet kilka sytuacji, gdy ebook był droższy. Nie wierzę, że wynika to wyłącznie z wyższego podatku VAT.

MM: Wydawcy dziś borykają się z problemami coraz niższych nakładów, co przekłada się na wzrost ceny jednostkowej książki. Jeśli chcemy, aby wciąż wydawali dobre tytuły, musimy się liczyć z tym, że trzeba za to zapłacić. Obecnie mamy dwa skrajne bieguny nastrojów – czytelnicy uwielbiają regularne promocje cenowe, a wydawcy robią co mogą, by dać tylko palec, a nie całą rękę i nie zdewaluować rynku. I paradoksalnie jest w tym troska o ofertę, nie ma w tej logice nic z pazerności. Jeden z wydawców powiedział mi kiedyś, że gdyby nagle cały nakład papierowy miałby zostać zastąpiony wersjami elektronicznymi, to wydawnictwo wiele ze swoich tytułów musiałoby wycofać z oferty, bo nie byliby w stanie opłacić kosztów zaliczek licencyjnych. Między innymi dlatego budujemy alternatywę – abonament. Czytelnik wie, że płaci za legalny dostęp. Otrzymuje bardzo korzystną cenę w zamian za o wiele większą niż zwykle lojalność. A wydawca nie musi stosować obniżek, które szkodzą jego biznesowi.

TP: Kto dziś najwięcej zarabia na ebookach w Polsce?

MM: Czy się to komuś podoba, czy nie – pośrednio najlepiej zarabia Amazon. Nie promuje się prawie wcale, a ma już 70% rynku e-czytników. Ma w tym procesie sprzymierzeńców w niemal wszystkich księgarniach, które promują ofertę na ten właśnie e-czytnik. I to on w przyszłości oczywiście będzie liderem sprzedaży pojedynczych plików, tak jak iTunes jest liderem sprzedaży pojedynczych piosenek. Amazon natomiast nie łączy sił z operatorami komórkowymi czy innymi partnerami i tu jest duże pole do popisu dla nas.

TP: A co z piractwem? Jak bardzo pobieranie nielegalnie udostępnianych ebooków w Polsce jest rozpowszechnione. Czy odejście od DRM aby nie zintensyfikowało tego zjawiska?

MM: Według badań ponad połowa książek dziś jest pobierana nielegalnie. Legimi jest jakąś odpowiedzią na ten stan rzeczy. Podobnie wyglądały początki Spotify, które szybko zostało okrzyknięte legalną alternatywą do pobierania muzyki z sieci p2p, będącego plagą w Szwecji. Odejście od DRM nasiliło tzw. “miękkie piractwo”, czyli nadużywanie dozwolonego użytku. Dziś jednego ebooka średnio czyta ponad dwóch czytelników. Rozwój dysków w chmurze sprawia, że co raz łatwiej wymieniamy się plikami w zamkniętych grupach – ze znajomymi, kolegami z klubu, pracy itd. To zjawisko jest poniżej radarów monitoringu antypirackiego. Wydawców staramy się przekonywać do abonamentu między innymi argumentując, że książkę w abonamencie czyta jeden użytkownik, a nie kilku czy kilkudziesięciu. Jako twórcy zabezpieczeń ebooków znakiem wodnym czujemy się do pewnego stopnia współodpowiedzialni za ten stan rzeczy i również mamy pewne pomysły na “uszczelnienie” obrotu plików zabezpieczanych watermarkiem, ale to temat na odrębną rozmowę, w przyszłości.

TP: Dziękuję bardzo za rozmowę.

  • pirat z biblioteki

    Dopóki w takich systemach jak Legimi będzie tylko niewielka częśc ogólniedostępnej oferty wydawniczej niech nie mówią że kto nie płaci u nich abonamentu ten musi być piratem.

    • Andrzej

      W Legimi jest większość, chyba 70-80% tytułów

    • eee what ?

    • Andrzej

      Policzyłem właśnie bo w artykule pada liczba. Wchodzisz na publio, listujesz same ebooki w formacie epub (pdfy to nie ebook;-)

      Wychodzi że jest 15923 książek. A w Legimi jest 12 tysięcy (nie liczyłem, ale tyle twierdzą, że jest). Czyli 75%

    • Marx

      czyli że po polsku wydano tylko 16 tys książek? really?

    • gom1

      czyli że po polsku wydano tylko 16 tys książek? really?

      Jak sobie wyobrażasz spiracenie „analogowej” książki? Tylko mi nie pisz o staniu nad kserokopiarką…

    • Marx

      o jakie „piracenie” chodzi? dociekam co znaczy ten procent, ale jak widać jest on typowo „statystyczny”…

    • gom1

      o jakie „piracenie” chodzi?

      Mowa o oficjalnie wydanych e-bookach.

    • Marx

      aaa, to taka statystyka jest w sumie niewiele mówiąca i raczej bezużyteczna

    • Marx

      jak ebooków nie było i czytałem na palmtopie, to książki były OCR-owane. Nie bardzo wiem jak za pomocą kserokopiarki chciałbyś zrobić ebooka…

  • GalAnonim

    „Fascynuje” mnie podejście do tematu DRM, rzekome nadużywanie dozwolonego użytku i nazywanie go „piractwem”, zmiękczonym jakoby przez dodanie słowa „miękkie” ale jednak piractwo. Rzecz w tym, że między innymi dlatego wolę książkę papierową, bo nikt nie nazwie mnie piratem, jak podrzucę ją bratu lub mamie, co więcej, jak uznam, że mi się biblioteczka roztyłą, to mogę moją książkę „uwolnić” czyli puścić w świat. Skąpiradłom też w sumie bardziej się opłaca książkę kupić w wersji papierowej, bo po przeczytaniu mogą ją spieniężyć na alledrogo albo w antykwariacie czy jakimś pchlim targu. Czasem na takiej operacji wychodząc całkiem do przodu, bo niewielkie nakłady książek powodują, że niektóre pozycje z czasem zyskują na wartości zamiast tracić. Przykład? Ceny „snu numer 9” niemiłosiernie skoczyły po premierze filmu „Atlas chmur” (znalezienie związku między jednym a drugim zostawiam dociekliwym). Obecny kształt rynku e-booków totalnie do mnie nie trafia. To jak rynek muzyki sprzed napstera. Czytniki też mnie nie kręcą. To jak „discmany” sprzed pojawienia się „iPod’a”. Jak pojawi się e-papier, który będzie zachowywał się jak papier, dawał rolować, składać, miał rozmiar „książkowy” czyli co najmniej te 11 cali, przyjemną fakturę, i jak pojawi się naprawdę wolny rynek książek, bez żadnych DRM, znaków wodnych, własnościowych formatów, gdzie to użytkownik będzie decydował gdzie i co chce nabyć oraz co ze swoim nabytkiem zrobi, to może wtedy zrezygnuje z klasycznej książki. Może.

    • k

      Ja jednak widzę „minimalną” różnicę między udostępnianiem rodzinie w ramach dozwolonego użytku, a udostępnianiem kopii ebooka kilkudziesięciu „znajomym” z jakiegoś forum. Podobnie jak w pożyczaniu książki papierowej bratu, a kserowaniem jej w kilkudziesięciu egzemplarzach i „rozdawaniu” np na uczelni.
      Do mnie książki papierowe też nie trafiają, od XV wieku prawie się nie zmieniły. Można by nawet powiedzieć że: To jak „książka papierowa” sprzed pojawienia się ”iPoda”. ;)

    • k

      Na końcu miało być „iPada”

    • GalAnonim

      Czytaj ze zrozumieniem. MM nazwał „piractwem” korzystanie z prawa do dozwolonego użytku i wyraźnie to rozwinął „Wydawców staramy się przekonywać do abonamentu między innymi argumentując, że książkę w abonamencie czyta jeden użytkownik, a nie kilku czy kilkudziesięciu” a ja nazwałem rzecz po imieniu, że to skurwysyństwo. A iPad, ze wszystkimi swoimi zaletami (tak, mam, używam, nawet mam w nich sporo książek ale takich służbowych – instrukcje, dokumentacje, etc.) jako czytnik książek jest, hmm, marną namiastką przyjemności obcowania z prawdziwą, papierową książką.

    • k

      Akurat mam wrażenie że to ja czytałem ze zrozumieniem wypowiedz MM.
      Cytując MM

      „Odejście od DRM nasiliło tzw. “miękkie piractwo”, czyli nadużywanie
      dozwolonego użytku. Dziś jednego ebooka średnio czyta ponad dwóch
      czytelników. Rozwój dysków w chmurze sprawia, że co raz łatwiej
      wymieniamy się plikami w zamkniętych grupach – ze znajomymi, kolegami
      z klubu, pracy itd. ”

      A Ty skomentowałeś to:

      „Fascynuje” mnie podejście do tematu DRM, rzekome nadużywanie
      dozwolonego użytku i nazywanie go „piractwem”, zmiękczonym jakoby przez
      dodanie słowa „miękkie” ale jednak piractwo. Rzecz w tym, że między
      innymi dlatego wolę książkę papierową, bo nikt nie nazwie mnie piratem,
      jak podrzucę ją bratu lub mamie, co więcej, jak uznam, że mi się
      biblioteczka roztyłą, to mogę moją książkę „uwolnić” czyli puścić w 
      świat. ”

      Więc MM nazwał “miękkim piractwem”, nadużywanie dozwolonego użytku i podał przykład wymiany plików w zamkniętych grupach.
      Ty skorzystałeś z sofizmatu, sugerując, że MM twierdzi że dozwolony użytek to ”miękkie piractwo”.

      BTW: Dla mnie w czytaniu zwykłych książek (nie komiksów, dla dzieci i nie technicznych) chodzi o czytanie „tekstu” a nie np posiadanie ładnie wyglądającego rekwizytu na półkę. Obecnie to czytniki ebooków najlepiej nadają się po prostu do czytania – śmiem twierdzić że w niektórych wypadkach nawet lepiej niż papier. (np. noszenie ze sobą książki >1000str i czytanie w tramwaju)

  • „TP: Według niektórych źródeł aż 70 proc. czytników w Polsce to Kindle. W jaki sposób posiadacz tego urządzenia, może najprościej korzystać z Waszej abonamentowej oferty?
    MM: Odpowiedź jest prosta. Nie może.”

    I pozamiatane…

    • puchatek2

      MM: Nie może bo Amazon nie pozwala?

    • Chodziło mi raczej o to, że znam wiele osób korzystających z czytników i tylko jedną osobę, która ma inny czytnik (Sony) a nie Kindle. Więc totalnie nie rozumiem pomysłu Legimi.

    • puchatek2

      A ja rozumiem doskonale. Znaleźli niszę gdzie żaden wielki gracz im nie będzie bruździł i działają. Dają alternatywne rozwiązanie do Amazonu. A dlaczego nie ma ich na Kindlach? Zgaduję że Amazon: albo wykluczył taką możliwość, albo zażądał kwot które czyniły to przedsięwzięcie nieopłacalnym. Nikt nie będzie dopłacał by być na kindlu skoro może zarobić gdzie indziej.

    • Chodzi mi o to, że aby abonament Legimi działał na Kindle wystarczy umożliwić komuś pobranie dowolnej książki z ich biblioteki w formie pliku .mobi i wrzucenie na swój czytnik. Czy to jakiś problem? Żaden. Problem zaczyna się w momencie kiedy chce się skorzystać z technologii DRM, która wprowadza jakiekolwiek ograniczenie w dostępie do pliku. Bardzo ładnie. Tylko jeśli w tym samym czasie czytam w tytule „MIKOŁAJ MAŁACZYŃSKI Z LEGIMI: WIĘKSZOŚĆ EBOOKÓW W POLSCE JEST POBIERANA NIELEGALNIE” to oznacza to ni mniej ni więcej tylko tyle, że są uczciwi, którzy płacą za książki i ci nieuczciwi, którzy tego nie robią – i najwyraźniej bez problemu dostęp do tych nielegalnych kopii otrzymują. Brzmi to zatem trochę jak jakieś rozdwojenie jaźni. Jeśli według MM większość uprawia piracenie i nie ma z tym problemów, to po co ten DRM? Ebooki są coraz tańsze, albo pojawiają się promocje z bajecznymi obniżkami i można na nich skorzystać kupując sobie książki do czytania na zapas. W tej sytuacji naprawdę trzeba się uprzeć na zabawę w piractwo. I równie mocno trzeba się uprzeć na DRM.

    • puchatek2

      ten drm nie jest dla Legimi a raczej dla wydawnictw. Jakoś nie wyobrażam sobie by jakiś dom wydawniczy dał komukolwiek możliwość gospodarowania ich plikami bez jakiegokolwiek zabezpieczenia przed niepowołanym dostępem . Dlatego książki w abonamencie są dostępne tylko w aplikacjach Legimi i nie są one przetrzymywane w urządzeniu jako pliki .mobi, tylko szyfrowane we „własnym” formacie. Gdyby były w .mobi lub innym szeroko dostępnym formacie to mielibyśmy wysyp 12 tys, książek na portalu z gryzoniem w godle.I tu jest problem. I kto by to kupił w Legimi? Garstka a tak są nas tysiące i biznes jakoś się kręci.
      Autor wywiadu mógłby się swoją drogą zainteresować dlaczego nie ma apki na kindle.
      A nie dać się zbyć prostym „Nie może”. Nie może bo co, dlaczego, co stoi na przeszkodzie? Jak robimy wywiad i nie drążymy, nie zadajemy niewygodnych pytań to jest to marketingowa papka – artykuł sponsorowany a nie dziennikarstwo.
      Albo mamy aspiracje albo nie.

    • Mateusz Woliński

      Jeżeli chodzi o Kindle, to nie ma po co drążyć tematu. Nie można i nie będzie można korzystać z aplikacji Legimi na Kindle. No chyba, że zmieni się polityka Amazonu.

      @przemekzawadzki:disqus: Jak chcesz wrzucić na swój czytnik plik w formacie mobi to musisz go kupić.
      Abonament działa na innej zasadzie. Kupujesz dostęp do plików poprzez aplikację. I w tej aplikacji czytasz książki. Nie otrzymujesz plików, tylko dostęp do nich. Na tym polega abonament i czytanie w chmurze.

    • Dzięki. Ja rozumiem jak to działa. Nie musisz mi tłumaczyć. Chodzi o to, że jeśli ktoś twierdzi, że wszyscy piracą bez problemu to nie ma sensu mówić o DRM. Pomijając fakt, że czytanie w aplikacji na komputerze, tablecie czy telefonie nie jest w moim rozumieniu alternatywą w dla książki drukowanej. Ale jeśli pomysł Legimi działa, a ludzie kupują i faktycznie czytają to ja im życzę jak najlepiej. W dowolnej skali to i tak sukces. Tylko to po prostu nie jest to oferta dla mnie i wielu innych osób. Czytnika raczej nie zmienię.

    • Mateusz Woliński

      Patrząc na ceny w Publio i Woblinku mimo wszystko korzystanie z gryzonia wydaje się mocno naciągane. Mnóstwo książek można kupić po 10.90.

      U nas w ramach abonamentu masz dostęp do 12.000 pozycji. Wiadomo, nie są to wszystkie wydawnictwa, ale dla kogoś kto chce czytać, znajdzie sporo ciekawej literatury.

      Dlatego wprowadziliśmy ofertę z czytnikiem. Czytasz, masz tablet – niby spoko, ale… Nowy czytnik spory wydatek. Kindle, PocektBook, Kobo – nie wszystko można dostać od ręki. Ceny dla niektórych też mogą być zaporowe.

    • Jeśli ktoś nie ma czytnika i nie zależy mu na Kindle to na pewno Legimi z czytnikiem za 1 zł jest dobrym pomysłem. Bo jak rozumiem ze specyfikacji: własne pliki .mobi i .epub można na nim spokojnie otworzyć(?).

    • gom1

      Bo jak rozumiem ze specyfikacji: własne pliki .mobi i .epub można na nim spokojnie otworzyć(?).

      Tak. Zarówno w aplikacji Legimi (pośrednio), jak i niezależnie, bezpośrednio na czytniku.

    • Maciek Bugaj

      Mam pytanie czy planujecie stworzyć aplikacje dla e-czytników Pocketbook?

    • Mateusz Woliński

      Ten temat dość długo się u nas przewija. Na razie nic konkretnego się z tego nie wykrystalizowało.

    • Maciek Bugaj

      Szkoda, ale jeśli powstanie od razu wypróbuję :) Czytniki tej firmy najbardziej przypadły mi do gustu.

    • Jak kupujesz książkę w .mobi to ona nie ma żadnego DRM. Co najwyżej niektóre z nich mają ukryty kod identyfikujący konto osoby, która zrobiła zakup czy jawnie dodany tekst typu „Kopia dla XXXX xxxx@yyy.zzz„. Ale kopiować można „ile chcieć”. Jeśli zatem MM twierdzi, że ludzie piracą, tzn. że „wysyp już jest”.

  • puchatek2

    Brakuje odpowiedzi na pytanie którego prowadzący nie zadał a które nurtuje wszystkich użytkowników Legimi.
    Kiedy oferta dla 2 czytników? Zapowiedzi zapowiedziami – ważna jest data, zdążycie wyklarować się przed świętami?

    • Mateusz Woliński

      Spokojnie, pracujemy nad tym. Traktujemy ten projekt priorytetowo, bo wiemy, że sporo z Was czeka. Postaramy się jak najszybciej udostępnić taką możliwość.

    • puchatek2

      Czy możesz zdefiniować „jak najszybciej” ? najlepiej w dniach. :)
      Bo jak moje pociechy mówią zaraz to ja wiem że jest to od 15 min do nigdy (czytaj zapomniałem).

  • iks

    Jakim cudem większość e-booków ma być pobierana ‚legalnie”, jak większości książek nie da się ściągnąć „za opłatą”.
    A swoją drogą wasze notoryczne okłamywanie czytelników o „nielegalności” pobierania e-booków poza sklepami to jest bezczelność.