22

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna może być sprywatyzowana. Alternatywą unicestwienie…

Sfinansowana z pieniędzy publicznych i oddana w prywatne ręce? Jeśli ten scenariusz zostanie zrealizowany, nie zabraknie głosów krytycznych uznających tę decyzje za niedopuszczalną. O czym mowa? Wedle ostatnich doniesień, Międzynarodowa Stacja Kosmiczna miałaby się doczekać prywatyzacji w połowie przyszłej dekady. Powód jest prosty: brak pieniędzy na funkcjonowanie obiektu - jeśli nie przejmie tego biznes, ISS prawdopodobnie trzeba będzie zniszczyć. Ale czy firmy za 6 lat będą gotowe, by przejąć ten projekt? I jaki użytek zrobią z konstrukcji, która pochłonęła już grubo ponad sto miliardów dolarów?

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to projekt godny uwagi z przynajmniej kilku powodów. Po pierwsze, zaangażowało się w niego sporo państw, jest owocem współpracy nacji, które niekoniecznie utrzymują dobre stosunki. Po drugie, pochłonął do tej pory gigantyczne środki, niektórzy twierdzą, że to najdroższy pojedynczy obiekt, jaki zafundowała sobie ludzkość. Po trzecie, są tam prowadzone badania, których nie można wykonać w innym miejscu. Po czwarte, ISS można śledzić z Ziemi – dla fanów tematu to spory atut.

I chociaż mogłoby się wydawać, że ten program będzie kontynuowany przez długie lata, jego przyszłość jest niepewna. Budowana od końca XX wieku stacja ma zapewnione finansowanie do roku 2024. Niedawno media sporo mówiły o tym, że po tym czasie funkcjonowanie MSK będzie zagrożone, że eksploatacja obiektu może się zakończyć. Teraz pojawia się nowy pomysł: administracja prezydenta Donalda Trumpa bierze pod uwagę prywatyzację ISS. Szok? Nie do końca, o takim rozwiązaniu wspominano już kilka lat temu – Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to temat sporów od dłuższego czasu.

Jak miałoby wyglądać to prywatne użytkowanie? Trudno stwierdzić, sprawa jest otwarta. Pojawiają się jednak wątpliwości dotyczące chociażby terminu przekazania ISS firmom – rok 2024 to w sektorze kosmicznym nieodległa przyszłość i biznes może sobie nie poradzić z wyzwaniem tego typu. Nie brakuje opinii, że NASA powinna się wstrzymać z takim ruchem do roku 2028, by wszyscy lepiej się przygotowali na zmianę. Kłopot w tym, że to czekanie nie będzie na rękę agencji kosmicznej: jej budżet jest mocno ograniczony i podmiot nie jest w stanie realizować kilku dużych projektów: jeśli z publicznych pieniędzy będzie utrzymywana Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, nie ma szans na eksplorację Marsa czy nawet Księżyca.

Idea jest taka, by niską orbitę zostawić już biznesowi i skupić się na dalszych wyprawach. Nawet jeśli uznamy, że to ma sens, a prywatne firmy sobie poradzą, daje o sobie znać jeszcze inna kwestia: dogadanie się z państwami współtworzącymi stację. Cały czas mowa o planach USA, tymczasem ISS to projekt międzynarodowy – zmiana jego przeznaczenia może wzbudzać sprzeciw krajów, które wpakowały w ten projekt miliardy dolarów. Niezadowolona może też być część ekspertów, bo nie jest do końca jasne, czym miałaby się zajmować stacja w nowych warunkach: do tej pory prowadzono tam badania naukowe – czy podobnie będzie po roku 2024? Jakie firmy konkretnie mogłyby działać w przestrzeni kosmicznej i nad czym by tam pracowały?

Drażliwym tematem stanie się też pewnie podsumowanie kosztów: wydano grubo ponad sto miliardów dolarów (same USA zainwestowały sto mld dolarów), przez lata amerykańscy podatnicy łożyli na to swoje pieniądze, można było za to zrealizować wiele przedsięwzięć na Ziemi, a teraz mają z tego korzystać firmy? Jaka w tym korzyść dla przeciętnego obywatela? Zapewne pojawią się głosy, że w błoto wyrzucono olbrzymie środki – Jakub pisał o tym przy okazji startu rakiety Falcon Heavy. Nie należy zatem wykluczać, iż czekają nas ostre spory (w tym międzynarodowe) i obarczanie się „winą”. W tym czasie inni będą się zastanawiać, jak Międzynarodowa Stacja Kosmiczna może być rozbudowana – na orbicie powstanie małe miasto…?