google chrome logo
11

Trudna „miłość”. Microsoft tak bardzo nie lubi Chrome’a, że… tworzy dla niego rozszerzenie

Wzajemna miłość Google i Microsoftu wygląda trochę jak koegzystencja psa i kloszarda w ciasnej ulicy. Zarówno jedna i druga firma bardzo lubi dopiec swojemu konkurentowi na przeróżnych płaszczyznach - a to Google w ramach własnego projektu bezpieczeństwa wytknie błędy w oprogramowaniu, a potem Microsoft gwoli odwetu zrobi dokładnie to samo.

Wygranych w takich potyczkach nigdy nie ma – za to Wy, czytelnicy macie o czym czytać, a ja na przykład mam o czym dla Was napisać. Microsoft jednak konflikt z Google wyniósł na nieco inny poziom. Od dawna wiadomo, że przeglądarka Chrome jest solą w oku dla Redmond, które nie dość, że pogrzebało swój sztandarowy projekt przeglądarki internetowej (Internet Explorer), to w dodatku z nowym nie radzi sobie w ogóle (Microsoft Edge). Google w tym momencie jest niekwestionowanym liderem rynku przeglądarek – mimo faktu, iż Chrome jest w pewnym sensie kulawy.

Microsoft wyszedł z założenia: Google Chrome jest mniej bezpieczny, więc stworzymy coś, co bezpieczeństwo podniesie

Zacznijmy jednak od produktu / usługi Windows Defender, który to Microsoftowi naprawdę się udał. Niedawne zestawienia skuteczności pokazały, że ten pakiet bezpieczeństwa jest tak dobry jak inne komercyjne propozycje – dodatkowo nie spowalnia komputera, co jest oczywiście bardzo ważne dla użytkowników. Sam zresztą zauważyłem, że Windows Defender świetnie daje sobie radę, choć wcale nie wykluczam potrzeby korzystania z innych pakietów antywirusowych.

Microsoft Windows Defender Browser Protection

Microsoft na fali zadowolenia użytkowników z Defendera postanowił nieco dopiec Chrome’owi. Otóż, wydał w Chrome Web Store rozszerzenie, które nazywa się Windows Defender Browser Protection – zgodnie z opisem ma ono chronić użytkownika przez różnymi zagrożeniami – również przed phishingiem oraz złośliwymi stronami.

Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa przyjęli to rozszerzenie z „ironicznym uśmiechem”, jednak Microsoft oznajmia, iż jego działanie wcale nie jest bezcelowe. Powołuje się na raport z NSS Labs, który wskazuje na fakt, iż Edge jest w stanie zablokować aż 99% ataków phishingowych, podczas gdy Chrome daje sobie radę jedynie w 87 procentach. Ta różnica miała być dla Microsoftu tak duża, że zdecydował się on wspaniałomyślnie pomóc gorzej zabezpieczonym użytkownikom.

Nie da się jednak ukryć, że to zwyczajny pstryczek w nos, a nie „rozszerzenie z dobrymi intencjami”

Dobre chęci stanowią budulec dla piekła – nieco zmienione przeze mnie przysłowie świetnie obrazuje tę sytuację. Jest jeszcze takie, w którym mówi się o nadgorliwości, ale wcale nie jestem pewien, czy powinno ono się tu znaleźć. Pewne jest jedno: Microsoft może i miał dobre chęci, może i chciał uczynić przeglądanie sieci w Chrome bezpieczniejszym, ale nie trzeba być geniuszem żeby zauważyć to, co znajduje się między wierszami. Właściwie, to trzeba być mocno nierozgarniętym, by nie zauważyć, że Redmond miało ochotę dokopać Google.

Czy powinniście instalować to rozszerzenie? Z pewnością by Wam nie zaszkodziło, ale nie widzę potrzeby mnożenia bytów nad potrzeby. Zwłaszcza, jeżeli korzystacie z systemu Windows 10, kompletnie nie widzę powodu, dla którego mielibyście dodawać do Chrome’a Windows Defender Browser Protection.