292

Niemcy eksperymentują z dochodem gwarantowanym. Ciekawe, jak zmieniłbym swoje życie z takimi pieniędzmi…?

Co byś zrobił, gdybyś co miesiąc otrzymywał pieniądze na życie, tzw. przychód gwarantowany? Gdyby nie istniał problem zdobycia środków na podstawowe zakupy, czynsz, spłatę kredytu. Pytanie, które warto sobie zadać, bo odpowiedź może nie być oczywista. Tymczasem przybywa ludzi, którzy takie pieniądze otrzymują, za Odrą umożliwia to projekt Mein Grundeinkommen. Kilkadziesiąt osób otrzymuje w ramach eksperymentu tysiąc euro miesięcznie.

Mein Grundeinkommen nie jest podobno inicjatywą nową, ale wcześniej jakoś na nią nie trafiałem. Okazuje się, że niejaki Michael Bohmeyer postanowił sprawdzić w Niemczech ideę dochodu podstawowego. Pomysł ciekawy, ale skąd wziąć na niego pieniądze, gdy państwo kręci nosem nad takimi projektami? Biznes raczej tego nie sfinansuje, bo prócz reklamy niewiele zyskuje, pomysłodawca może i lubi eksperymenty, przeznaczy na to część swojego majątku, lecz na całość się nie zdecyduje. Na szczęście żyjemy w czasach sporych możliwości: postawiono na crowdfunding.

W ramach finansowania społecznościowego projekt wsparło kilkadziesiąt tysięcy osób. Całkiem sporo, nawet przy niższych wpłatach da to sumę, z którą można już coś zrobić. Kolejnym krokiem była loteria – na tej zasadzie dobierani są uczestnicy projektu. Nie ma znaczenia wiek (dzieci też mogą brać udział, te młodsze potrzebują zgody rodziców), płeć, wykształcenie, zawód, ani nawet to, czy wykonuje się pracę. Bez znaczenia jest też stan posiadania: do loterii może się zgłosić człowiek biedny jak mysz kościelna i krezus. Właśnie na tym polega dochód gwarantowany, pieniądze dostaje się bezwarunkowo.

Do tej pory w loterii wytypowano 85 osób, z czego 10 to dzieci (listę znajdziecie na stronie projektu). Pieniądze będą otrzymywać przez rok, każda osoba co miesiąc dostaje tysiąc euro. Dużo? Dla przeciętnego Polaka pewnie tak, ale w kraju wysokorozwiniętym i bogatym nie jest to kwota porażająca. Mówimy raczej o minimum socjalnym. Ale właśnie o to chodzi: o minimum, które pozwoli przeżyć, da gwarancję, zabezpieczenie i pozwoli coś zmienić w życiu. Jedni się dokształcą, inni przebranżowią, może ktoś postanowi spróbować sił z własnym biznesem. Jakaś część stwierdzi, że nie zmienia nic albo… nie pracuje, nie działa – po prostu się obija. Ile osób, tyle pomysłów.

Przyznam, że chociaż Mein Grundeinkommen nie jest pierwszym projektem dochodu podstawowego, o jakim piszę, to wcześniej nie zastanawiałem się, co sam zrobiłbym z tymi pieniędzmi. Rozmawiałem o takim eksperymencie z szefem Y Combinator, śledziłem poczynania urzędników w Finlandii, przywoływałem też przykłady innych państw, w ktorych ta idea jest dyskutowana. Ale do tej pory nie zadałem sobie pytania: Sikorski, co ty byś zrobił, gdybyś przez najbliższy rok dostawał pieniądze zapewniające przeżycie i spłatę zobowiązań?

Z jednej strony pojawia się odważna myśl, że w końcu zacząłbym realizować wielkie plany i projekty niczym autor Mein Grundeinkommen, któregoś dnia po przebudzeniu zacząłbym diametralnie zmieniać swoje życie. Z drugiej strony… Może te pieniądze poszłyby do skarpety, na czarną godzinę czy jakąś inwestycję, a w moim życiu nie zmieniłoby się zbyt wiele, nadal wykonywałbym tę sama pracę? Spora zagwozdka. Chciałbym przeżyć taki eksperyment, by sprawdzić, ile odwagi i pomysłów dałaby świadomość, że przez jakiś czas mogę działać naprawdę swobodnie. O ile przychód gwarantowany daje takie poczucie…