139

Media w Polsce będą… polskie. Władza szykuje poważne zmiany

Ucichła walka o sądy, parlamentarzyści wyjechali na wakacje, mogłoby się wydawać, że nadszedł sezon ogórkowy, na jakiś czas zrobi się spokojnie. Na horyzoncie majaczy już jednak widmo kolejnej batalii, media z pewnością poświęcą jej sporo uwagi, bo sprawa dotyczy ich bezpośrednio. Politycy partii rządzącej otwarcie mówią już o dekoncentracji tego sektora, pojawia się hasło "repolonizacja". Celem ma być zapewnienie wolności słowa. Projekt zmian ma się pojawić już za kilka tygodni - zakładam, że wywoła burzę.

Media w Polsce nie są polskie – pewnie niejednokrotnie spotkaliście się z taką opinią. Nie trzeba daleko szukać – sporo mówi i pisze się dzisiaj o TVN, który jakiś czas temu trafił w amerykańskie ręce. A dzisiaj jego właściciel jest przejmowany przez jeszcze grubszą, amerykańską rybę. Największe stacje radiowe należą do „obcych”, podobnie jest z pokaźną częścią portali. Prasa, zwłaszcza lokalna, została zdominowana przez zagraniczny kapitał. To są fakty, grafiki prezentujące sytuację można łatwo odnaleźć w Sieci. Trzeba przy tym pamiętać, że część polskich mediów notowana jest na giełdzie, a zatem też może być częściowo we władaniu zagranicznych inwestorów – wystarczy, że kupią oni akcje.

Sytuacja wywołuje spore emocje, ponieważ pojawia się pytanie o obce wpływy w Polsce. Jeśli przyznamy, że media do czwarta władza, będziemy musieli stwierdzić, że w naszym przypadku leży ona poza Polską. I tu rodzi się problem, ponieważ według wielu osób zagraża to interesom kraju, daje pola do nadużyć, pozwala innym wywierać presję na rodzimych politykach, manipulować doniesieniami, skłócać Polaków. Jakim cudem media mają być po naszej stronie przy ewentualnym sporze Polski z Niemcami, jeśli owe media są niemieckie? Tak zapyta część komentatorów, a ich słowa padną na podatny grunt. Inną sprawą jest to, czy owe media uznajemy dzisiaj za „antypolskie”, czy dostrzegamy w nich ograniczanie wolności słowa, próby przedstawiania świata w sposób odstający od rzeczywistości.

Poruszam temat, ponieważ od kilku dni jest o nim naprawdę głośno. Pod koniec ubiegłego tygodnia Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu TV Trwam i na pytanie o duże reformy odpowiedział, iż czeka nas kwestia dekoncentracji mediów. Zaraz dodał, że pewnie spotka się ona z silnym oporem. Tylko tyle i aż tyle – to musiało się skończyć falą pytań oraz spekulacji. Dzisiaj zrobiło się jeszcze ciekawiej, ponieważ wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin poinformował, że projekt ustawy o dekoncentracji struktur właścicielskich w mediach zostanie ogłoszony jesienią, prawdopodobnie jeszcze we wrześniu. Przestajemy zatem mówić o odległych planach, bo tak można było odczytywać wcześniejsze deklaracje dotyczące repolonizacji tego sektora – tu jest bliski, w miarę konkretny termin.

Sellin przekonywał, że to działanie prorynkowe, ponieważ zakłada walkę z monopolami, powołał się także na duże państwa zachodnie, w których funkcjonują przepisy uniemożliwiające koncentrację, zwłaszcza w rękach zagranicznego kapitału. Zaczęto zatem spoglądać w stronę tej zagranicy, by mniej więcej dowiedzieć się, czego należy się spodziewać, które rozwiązania zostaną zaimplementowane u nas. Na razie jest to jednak wróżenie z kart, trzeba poczekać na projekt ustawy. A potem obserwować zmiany, jakie będą w nim wprowadzane. Nie ukrywam, że z wielkim zainteresowaniem czekam na te pomysły, jestem ciekaw, w jaki sposób dokona się dekoncentracji, kto na tym skorzysta, kto straci, jak mocno wpłynie to na rynek. Zastanawia to szczególnie, gdy trafia się na takie fragmenty artykułów:

Jesienią ub.r. pojawiły się doniesienia o tym, że przedstawiciele PiS mieli już rozmawiać z właścicielami Polska Press na temat odkupienia wydawnictwa. Miałby to zrobić należący częściowo do Skarbu Państwa bank PKO BP, co miałoby nastąpić do 2018 roku. Jednak na razie brak oficjalnego potwierdzenia tej informacji.[źródło]

Grupa wydawnicza Polska Press jest właściciele wielu gazet i portali regionalnych, zdominowała ten segment i… jest w niemieckich rękach. Gdyby miało dojść do dekoncentracji i repolonizacji, pewnie faktycznie mogłyby zostać w to zaprzęgnięte spółki skarbu państwa, przykładem PKO BP – wszak dysponują niezbędnym w tym przypadku kapitałem. Czy wtedy wolność słowa będzie bardziej zabezpieczona? Na przykładzie mediów publicznych widać, jak działają radio czy telewizja, gdy decydują o nich politycy. I nim ktoś zakrzyknie, że TVP jest bardzo obiektywna za rządów PiS, więc nie ma obaw o cenzurę i stronniczość: pamiętajcie, że rządy PiS mogą się skończyć po wyborach, a wtedy media trafią w ręce innej partii. Pytanie, jak bardzo zostanie rozbudowany ten repolonizowany twór? Ile pójdzie na to pieniędzy i jak gazety czy portale będą sobie radziły finansowo w rękach nowych właścicieli…

Masa pytań, a emocje będą tylko rosnąć – Grzegorz Schetyna już zapowiedział obronę niepublicznych mediów, po wakacjach zrobi się gorąco, nawet obecne upały mogą przy tym wypaść blado.