25

Przedmaturalny hit sprzedażowy – czyli jak zarobić na strachu uczniów?

Nie winię za to polskiego (tak, polskiego!) twórcy urządzenia. Skoro jest popyt na takie rozwiązania, jest i podaż. W sieci pojawił się "cudowny kalkulator", który tylko z wyglądu przypomina najprostsze urządzenie do obliczeń. W środku czai się natomiast maszyneria, która pozwoli "roztrzaskać" niemal każde zadanie matematyczne na maturze, dzięki czemu można sobie otworzyć drogę do dobrych studiów bez napasania się energetykami i przyswajania ogromnych zasobów wiedzy.

Kalkulator z sugestywnie brzmiącej strony spisuj.pl wygląda jak tani, bazarowy egzemplarz elektronicznej maszyny liczącej, która da sobie radę z typowymi zadaniami matematycznymi. Dlaczego? Bo takie można ze sobą przynieść na maturę z przedmiotów ścisłych. Te zaawansowane są kategorycznie zakazane. Opisywany przez nas sprzęt – mimo, że wyglądem przypomina dopuszczoną do użycia podczas egzaminu wersję, to mimo wszystko kryją się w nim funkcje, które pozwolą na bezproblemowe ukończenie procesu ewaluacyjnego nie tylko z wynikiem pozytywnym. Posiadanie takiego sprzętu w trakcie matury to wręcz przepustka do tego, by wyciągnąć z niej „maksa”.

Co znajdziemy w takim kalkulatorze? Oprócz zaawansowanych funkcji kalkulatora graficznego, otrzymujemy dostęp również do WolframAlpha, dzięki któremu nie tylko poznamy wynik zadanego działania, ale również drogę dotarcia do niego. W przypadku pytań otwartych, wystarczy tylko przepisać każdy z kroków tak, aby sprawdzający arkusz miał poczucie, że ma do czynienia z „kumatym” maturzystą. Ale to nie wszystko. Urządzenie doposażono w slot na karty SIM, za pomocą której można łączyć się z internetem (również do WolframAlpha) i korzystać np. z zasobów Wikipedii. Ci, którzy mają dobrze przygotowany materiał w formie tekstowej, mogą go wgrać do kalkulatora za pomocą kart pamięci. Obłęd.

matura, kalkulator

Ile sobie życzy producent za takie funkcje?

1000 złotych. Tyle, co w miarę dobry smartfon (chociaż i bez szału). Smartfon jednak nie wygląda jak prosty kalkulator i wprawne oko pilnującego sali nauczyciela wychwyci incydent w postaci korzystania z takiej „pomocy”. Co wtedy? Unieważnienie egzaminu dla ściągającego. Całkiem nieciekawa perspektywa, prawda?

Ja chciałbym powiedzieć o czymś zupełnie innym. Spójrzcie na matury podstawowe – zarówno z języka polskiego i matematyki. Obecnie mamy do czynienia ze szkoleniem uczniów do występowania w roli wróżbitów, którzy mają ocenić, co autorowi przyszło na myśl parując w wierszu ze sobą firankę i szklankę. Stawiam furę dobrego alkoholu, że wywołany do odpowiedzi ze swojej twórczości poeta orzekłby, że „tak mu się rymowało”. Matematyka? Jest arkusz wzorów. Dosłownie wszystko można rozwiązać mając na miejscu wszystkie klepki i ową pomoc. Co przeszkadza? Stres, czas, zmęczenie – z tym ostatnim to bym w sumie nie przesadzał.

1000 złotych. Tyle kosztuje strach maturzysty

Matura z elementarnych przedmiotów w wersji podstawowej to nic innego, jak test na inteligencję – odrobinę kulawy, ale jednak. Mając do dyspozycji tyle pomocy naukowych, trudno jest go oblać (choć niektórym to się udaje). Zamieram z bezsilności na myśl o tym, że ktoś mógł nabyć taki sprzęt do matury podstawowej – można uznać, że jest kafel w plecy. Co innego osoby, które zdają przedmioty rozszerzone. Tam można by było uzasadnić wybór takiego „cheata”, ale jest to działanie nielegalne. Kalkulator na maturze ma być prosty i basta.

Producent kalkulatora doskonale zdaje sobie sprawę, do czego może przydać się taki kalkulator, dlatego też na swoich stronach zasłania się zapisem, że wcale nie namawia do łamania prawa, a urządzenie stanowi tylko „sprzęt kolekcjonerski”. Nic dziwnego. Za tym jednak kryje się pewna doza „cwaniactwa” (może to za „duże” słowo) połączona z życiową zaradnością. Jest popyt? Jest podaż. Jest biznes, są i pieniądze. Patrząc na to, jak rozeszły się te kalkulatory na Allegro, mogę jedynie pogratulować producentowi głowy na karku, choć takiego działania nie pochwalam.

  • Michał Hackleberry

    Matura z matematyki – postrzelać w zamkniętych, rozwiązać równanie kwadratowe, nierówność i zdane. No rzeczywiście, okropieństwo.

    • Z tablicami wcale nie trzeba strzelać. Równanie kwadratowe to bajka. No, ale nie każdy czuje się pewnie w takiej strategii. ;)

    • Blazi

      Na rozszerzonej już nie jest tak prosto. Mimo wszystko niechciałbym nie dostać się na wymarzoną uczelnie bo jakiś banan miał dostęp do wolframa i rozpykał maturę na 100% – tylko po to żeby wylecieć po 1 semestrze.

      Wiem, że są agenci zdający „na słuchawkach” ale taki sprzęt to zupełnie inna liga – na równi z desperatem zainteresuje się nim średniak z ambicjami i wątpliwym kręgosłupem moralnym.

    • Michał Hackleberry

      Szczerze mówiąc nawet z dostępem do całego internetu nie da się zdać rozszerzenia z matury na 100% albo nawet bliski temu wynik bez własnej wiedzy. Maturkę pisałem cztery lata pamiętam, ale z tego co pamiętam to nie było tam zbyt dużego nadmiaru czasu, naprawdę trzeba było czytać zadanie i zacząć pisać żeby się wyrobić. Gdzie czas na szukanie rozwiązań na wolframie. Tak mi się przynajmniej wydaje, nie wiem, nigdy nie lubiłem oszukiwać na kartkówkach, zaliczeniach, że już nie mówiąc o egzaminach.

    • Daniel

      No nie wiem. Poziom na studiach też czasami ma sporo do życzenia. Ale to już zależy od uczelni. Na studiach dowiedziałem się….niczego. No może oprócz przeżyć pewnych wykładowców (nudne życie) lub poznania jak się nazywają bo przedmiotu nawet nie wykładali. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że z 3 wykładowców na samym początku mówili, że nie są od tego przedmiotu bo mają doktora z czegoś tam a ma wykładać coś z informatyki :o

    • Arek P

      Bo na studiach uczymy się sami ;) Mnie to z jednej strony irytuje a z drugiej to uznaję. Na rozmowie kwalifikacyjnej i tak wyjdzie co i jak ;)

    • Daniel

      To ja wiem, że sami się uczymy. Ale jak już każą siedzieć 2 h na zajęciach to wymagam by jakaś wiedza była na nich przekazywana a nie tylko siedzenie i już. A to wyglądało tak, że jedyną opcją zaliczenia przedmiotu jest – wpis na liście obecności (wykład) i sprawozdania z ćwiczeń. A ja jestem z tych osób co lubi wymagających nauczycieli/wykładowców ale też takich co mogą czegoś nauczyć wyłożyć. A takie siedzenie i nic nie robienie – zaliczenie przedmiotu o tak to dla mnie strata czasu. Na 15 przedmiotów tylko 4 wykładowców było takich do których z przyjemnością chodziłem. A jeden to nawet potrafił zaciekawić swoim przedmiotem i zawodem, który wykonuje oprócz wykładania. No ale to tak samo jak w szkole. Jest nauczyciel co wyłoży przedmiot od a do z i mu nawet czasu zabraknie i taki co przyjdzie siądzie, i odlicza 45 minut. A co do rozmów kwalifikacyjnych. To już zależy od rektrutera czy firmy. Bo są takie co Ciebie sprawdzą pod każdym względem i są też takie co kończą rekrutacje na sprawdzeniu CV, po czym podejmują decyzję czy przyjmują czy też nie.

    • Michał

      Wyobraź sobie, że istnieją ludzie dla których „zdane” to nie wszystko. Na serio. Nie żartuję.

    • Michał Hackleberry

      No, super. To może niech się wezmą do nauki, bo obawiam się, że studia są jednak odrobinkę trudniejsze niż matura z matematyki. Magiczny kalkulatorek nie zrobi z durnia geniusza.

  • Michał Dec

    Ten kalkulator opisuje jakie mamy społeczeństwo w tych czasach, a dokładnie dzieci w szkołach. Nigdy nie byłem orłem i tak naprawdę nic się nie uczyłem, a zadania domowe przepisywałem przed lekcjami ale maturę napisałem na 60-70 procent. Wprawdzie było to 7 lat temu ale przez ten czas poziom w szkołach się nie podniósł, a wręcz powiedziałbym, że jest odwrotnie. Jednak z roku na roku można zauważyć ze zdawalnosc matur jest coraz gorsza. Dzieciaki są teraz mniej inteligentne przez tą technologię która nas otacza i nauczyły się iść na łatwiznę bo teraz każde zadanie praktycznie można znaleść w necie i niczego nie trzeba samemu rozwiązywać.

    • Daniel

      Znaleźć w necie? Pffff. Zgodziłbym się ale by do takiego poziomu dojść trzeba coś mieć. Wejdź np. na stream jakiegoś streamera czy ytubera. Non stop możesz zobaczyć tam pytaia typu. Za ile ta gra? Czy ta gra jest na PC? itd. Albo zobacz dzieciaki w szkole. Zadanie z historii czy innego przedmiotu hmm, może angielski. Znajdą się tacy co nie zrobią bo… – nie umiałem, nie wiedziałem. No i masz też dowód w postaci matur. Tablice matematyczne a prawie nikt z nich nie korzysta – a masz tam wszystkie wzory (podstawowe lub nawet nie podstawowe). Problem w tym, że większość nie potrafi korzystać z dobrodziejstw jakie ich otaczają. Masz internet w domu to masz skarbnicę. To nie są czasy, że musisz lecieć do biblioteki po książkę bo jest potrzebna albo musisz czekać do następnego dnia bo Cie jakieś słowo/pojęcie dręczy. Wchodzisz na Google.pl i szukasz pojęcia. Ale nawet tego nie potrafią. Kurcze no. Mają problem by odpowiedzieć na pytania do tekstu. Ehmm.

    • Adept Nauki

      „Tablice matematyczne a prawie nikt z nich nie korzysta”
      Wiesz czemu? Znam osoby które po raz pierwszy zobaczyły arkusze ze wzorami dopiero na maturze. W niektórych szkołach to na próbnych dostali i to było uznane za dobrodziejstwo nauczycieli.
      Oczywiście można zobaczyć je na stronach komisji egazminacyjnych ale więszość uczniów których znałem nawet nie wiedzieli co to jest bo im wszyscy dorośli (w tym kadra nauczycielska) mówili „podstawa programowana jest dziwnie napisana”, „to co będziecie mieli to loteria”
      Młodzież (w znacznej części) potrafi bez problemu znaleść informację jaką chce problem w tym gdy nie wie się, że dana informacja istnieje bo nie da się umyślnie szukać informacji o której istnieniu się wie, a uczniowie często nie są informowani o elementarnych sprawach bo taki przedmiot jak godzina wychowawcza (nie wspominając o WDŻ) istnieje w szkole bardziej teoretycznie niż to państwo

    • Daniel

      I tu masz też rację. Ja z tablic korzystałem w ostatniej klasie – klasa maturalna. A matematyka była na zasadzie 2 lata powtarzania bo matura i to może być na maturze. A to co przerabialiśmy nie było nawet na maturze. A te przedmioty co wymieniłeś to wiesz. WG to rozmowa bardziej o wycieczkach niż o ważnych sprawach bo się nudzą. A WDŻWR to taka nauka, że więcej się dowiesz z neta czy pierwszego lepszego filmu 18+.

    • Michał Dec

      Po części masz racje ale mam wrażenie że jeszcze pierwsze kilka roczników urodzonych po 1991 potrafiło i korzystało z dobrodziejstw internetu, a dopiero te ostatnie roczniki są tak oswojone z technologia, a raczej tylko z rozrywka płynąca z jej strony, że po prostu zglupieli.
      Ja 7 lat temu czasami pomagałem sobie na sprawdzianach z polskiego używając internetu na Nokii n95, gdzie przeglądanie internetu, jak i same jego koszty były straszne.
      Jakbym w tamtych czasach miał dostęp do wiedzy ja wtedy, a do tego posiadam smartphone czy smartwatch to jak nic miałbym same 5 w szkole.

  • pawbuk6

    Proponuję jeszcze więcej godzin religii i historii zamiast matematyki…

    Nie bez powodu jest taki strach przed matematyką – w szkołach jest malo godzin tego przedmiotu, a jest on jednym z trudniejszych (obok fizyki i chemii). I w dzisiejszych czasach bardzo się przydaje (studia informatyczne, ekonomiczne czy ogólnie techniczne to na początku glównie matma).

    A co do matur – ja bym wprowadził zdawalność od 50% i zaczął odsiewać nieuków i idiotów, a nie pozwalał im iść na studia.

    • Bartek Pastuszka

      Niech maturę mają ludzie tak jak teraz jest ale wróćmy do egzaminów wstępnych na studia, wtedy faktycznie studiować znowu zaczną Ci którzy faktycznie chcą studia ukończyć (ergo może poziom studiów wreszcie będzie jakikolwiek), a nie „pójść bo trzeba”.

    • Arek P

      No dobra ale teraz pytanie: co Ci przeszkadzają osoby które „udają że studiują”? Są uczelnie gdzie nei trzeba sięwysilać. OK biznes jest biznes. Ale przecież potem tak czy siak rynek pracy zweryfikuje umiejętności takiego delikwenta. Więc po co się pieklić? Na Najbardziej renomowane uczelnie nie dostanie się osoba słaba a co więcej siętam nie utrzyma.

    • YoS2i

      Ano to $ jest przeszkodą. Kształcenie pozornie darmowe ( podatki ) po co uczyć kogoś jak i tak potem niema szans na zatrudnienie. Lepiej od razu za te pieniądze kurs spawacza itp. zatrudnienie gwarantowane

    • Bartek Pastuszka

      „Przeszkadzają” mi ponieważ cały ten trend to jest błędne koło na końcu którego okazuje się, że nie ma już czegoś takiego jak renomowana uczelnia. Serio uczelnie jako całość (nawet te „najlepsze”) to jest kompletny syf. Są na uczelniach kierunki, które są renomowane ale ogólnie uczelnia to jest kompletny dramat. Np Prawo na UJ (brzmi tak dumnie i renomowanie prawda?) to jest żenujący żart.
      Poziom nauczania jest może i wysoki ale standardy tegoż są już kompletnie żadne, do tego stopnia, że jeśli naprawdę chcesz funkcjonować w prawie zawodowo to idź do „najgorszej” uczelni w kraju ale pracuj w trakcie studiów w kancelarii. Ta „renomowana” uczelnia sprawi, że nie będziesz mieć czasu na prace (bo jest wymagająca, a jakże) ale po jej ukończeniu będziesz miał kompletne 0 umiejętności praktycznych i na rynku pracy będziesz dnem z ładnym dyplomem (i nie jest to wymysł tylko parafraza wypowiedzi pracodawcy krakowskiego, który sam stwierdza, że na cholerę mu absolwent z dyplomem na 5 z UJ, który nic nie umie).
      A cała ta sytuacja wynika właśnie z tego trendu, który krytykuję ergo przyjmowania masowo ludzi na studia, a potem dostosowywanie do tej masy systemu nauczania, który nie ma nic wspólnego z akademickim kształceniem. Na 1szym roku Prawa bywa 1200 osób. 1200 osób (dziennych i zaocznych) na kierunku, który powinien kształtować umiejętności wypowiadania się ( co jest fizycznie niemożliwe toteż zastępujemy wszystkie egzaminy normalnie ustne testami, które po kilku odsłonach albo wszyscy już znają więc poziom jest żaden albo są tak chamskie w swojej formie i treści, że część wykładowców by ich nie zdała).
      Reasumując przyjmujmy mało ludzi na studia to może wrócimy do jakiegoś poziomu, ale w chwili obecnej jest to tylko przyjmowanie ludzi na sztukę bo to od ilości studentów zależy ilość pieniędzy, którą uczelnia dostanie od państwa ( nawet rektor UJ przyznał, że obecna forma studiowania oszukuje studentów więc jak dla mnie sprawa zamknięta).

  • Bękart Mroku

    Ale po co taki kalkulator? Chyba można mieć tablice matematyczne? Czyj już nie?
    Masz tablice masz rozwiązane 90% zadań.
    Przy pozostałych trzeba wpaść na pomysł.
    Matura z matematyki powinna być wyzwaniem, przyjemnością umysłową. Powinna być po prostu trudna. Nie każdy musi mieć maturę. Może czas wrócić do czasów, że matura coś znaczyła?

    • Jerzy Koza

      Jeszcze trzeba umieć myśleć, a mózgu tablice nie zastąpią.

    • Bękart Mroku

      I dlatego matura nie powinna być dla każdego. Powinna znaczyć, że umiesz myśleć i coś zrobiłeś w szkole. Z czego ja z czego ale z matematyki powinna być na poziomie.
      Ja na swojej poczułem się jak idiota. Zadanka banalne, gdzie ja trafiłem? A powinno to być wyzwanie, człowiek powinien czuć radość ze zdania a nie niesmak.

    • Jerzy Koza

      Aby napisać podstawę na 80% wystarczy myśleć i trochę popatrzeć w tablice, a na rozszerzeniu już trzeba przynieść z sobą trochę wiedzy.

  • Damian

    Ci co kupili nie zwrócili uwagę na jedną rzecz, teraz wiedzą też o nim nauczyciele i wiedzą jak go używać. Więc panowie i panie, nie radzę tego wnosić, a tysiaczek raczej słabo wydany :)

  • kr0k0dyl

    Ja za 50 mam od roku 250/10 niedługo przechodzę na 250/20 za 40…. Chyba nie zła cena…