Jestem pewien, że wśród marzeń fanów Star Wars najwyższe miejsca znajdują chęć posiadania miecza świetlnego, umiejętność władania Mocą oraz szansa, by zasiąść za sterami jednego ze statków. Nie wiem czy i kiedy pojawi się możliwość spełnienia dwóch pierwszych z wymienionych, ale mam świetną wiadomość dla pilotów-amatorów. Łapcie za kontrolery i X-Wingi oraz Tie Fightery w górę!

W połowie lipca firma Propel zorganizowała w Brukseli specjalne wydarzenie. Zaproszono na nie dziennikarzy z całego świata, a zaprezentowane tam nowości zostały objęte embargiem aż do końcówki sierpnia. Projekt, który Proper rozwinął wraz z Disneyem nie miał łatwej drogi. To już drugie podejście tej firmy do licencjonowanych dronów ze świata Gwiezdnych Wojen i tym razem postarano się dopiąć wszystkie szczegóły na ostatni guzik. Przygotowano dla nas nie tylko konferencję, podczas której omówiono wszystkie techniczne kwestie oraz samą wizję gry, ale także mini-szkolenie mające w błyskawicznym tempie zrobić z nas pilotów. Propel nie bierze pod uwagę porażki i prawdę mówiąc nie potrafię uwierzyć w to, że drony Star Wars mogą zawieść. I firmę, i fanów.

Drony Star Wars

star wars prapel gif

Miniaturowe wersje takich statków jak X-Wing, Tie Advanced Dartha Vadera, Sokoła Millenium i imperialnego ścigacza Speedrunnera wraz z tematycznie wykończonymi kontrolerami ujrzeliśmy po raz pierwszy przed rokiem. To właśnie wtedy Propel zapowiadał rewolucję w kategorii licencjonowanych zabawek* Star Wars. Czy informacja o ich propozycji wykroczyła poza kręgi najwierniejszych fanów marki? Ponowienie całego projektu, liczne poprawki w modelach i ruszająca wkrótce re-promocja potwierdzają początkowe fiasko wizji Propela. Do tego przyznają się także pracownicy firmy, którzy w Brukseli nie ukrywali zadowolenia z poczynionych w ciągu ostatnich kilku miesięcy postępów. Nowe drony to nie tylko latające modele znanych wszystkim statków, ale fundamenty nowego trendu, w ich planach globalnego fenomenu. Celem jest zbudowanie licznej społeczności, która będzie gromadziła się na turniejach – mniej lub bardziej profesjonalnych – w celu rozegrania pojedynków. W dedykowanej aplikacji stworzymy własny profil, przejrzymy historię stoczonych batalii i znajdziemy wydarzenia, na które możemy się wybrać. Tym razem pomyślano chyba o wszystkim – od aspektu społecznościowego, przez użyte technologie, po otoczkę godną marki Star Wars.

star wars propel prezentacja

Za całość odpowiada Darren Matloff – aktualny CEO Propela. W jego wypowiedziach nie brakuje prawdziwego entuzjazmu i radości z osiągniętych rezultatów. Wyraźnie widać, że jest zakręcony na punkcie prezentowanego produktu, choć nie brakuje w tym wszystkim odrobiny marketingowego przekazu. Jestem bardzo ciekaw, czy przytoczona przez niego historia o wizycie z ojcem w kinie na Gwiezdnych Wojnach w 1977 roku jest prawdziwa. Jeśli od tamtego momentu rzeczywiście dążył do stworzenia produktu na miarę zaprezentowanych dronów, to można powiedzieć, że jego marzenie już się prawie spełniło. Prawie, bo przed firmą najważniejszy egzamin, do którego podchodzą po raz drugi.

statek start wars dron

Lekkie, wytrzymałe, wyposażone – Propel robił co mógł

Każdy z zaprezentowanych dronów jest wykonany z tworzywa sztucznego (polimer), który jest niemal elastyczny jak papier. To zapewnia im wysoką odporność na zderzenia i upadki, których z pewnością nie będzie brakować. Firma chwali się, że przy ich produkcji osiąga się precyzję do 0,4 mm, co pozwala odwzorować nawet najmniejsze z charakterystycznych elementów filmowych statków. Akumulatory, które z łatwością wymienimy, pozwalają na utrzymanie drona w powietrzu do 8 minut. Rozpędzimy go maksymalnie do 50 km/h, a za pomocą bumperów na kontrolerze wykonamy unik (beczkę, w prawo lub w lewo). Wirniki zostały wykonane z tworzywa poliwęglanowego i postarano się, by były przezroczyste niemalże jak szkło – celem jest oczywiście uczynienie ich jak najbardziej niewidocznymi. Wszystko po to, by zachować jak najwięcej realizmu z filmów. Również dlatego, Propel zdecydował się odwrócić zasadę działania większości dronów i umieścił wirniki u dołu każdego z modeli. W efekcie dron odpycha się od podłoża budując odpowiednie ciśnienie. Wymagało to delikatnej ingerencji w oryginalną konstrukcję statków – dodatkowe elementy lub wydłużony kadłub.

sterowanie dronem star wars propel

Na tym Propel nie poprzestał. Kluczowymi do rozegrania powietrznych bitew elementami są lasery. Sięgnięto po technologię Li-Fi (Light Fidelity), która w teorii jest nie tylko szybsza od Wi-Fi, ale i bardziej precyzyjna. Oczywiście przeznaczeniem Li-Fi jest wysyłanie sygnałów przez jeden dron w kierunku drugiego. Gdy podczas pojedynku strzelamy w jednego z przeciwników (używamy do tego prawego triggera), moduły Li-Fi transmitują wszystkie niezbędne do zidentyfikowania graczy dane. Jeśli trafią one w odbiornik w drugim statku, kontroler zawibruje, a po trzech trafieniach dron samoczynnie, powoli i zachowując się jak prawdziwie uszkodzony statek, wyląduje na ziemi. To naturalnie jeden z kilku przewidzianych scenariuszy – w aplikacji dostępnych będzie co najmniej kilka trybów bitwy (last man standing lub zbieranie jak największej liczby punktów), po które będą mogli sięgnąć organizatorzy spotkań i turniejów.  Warto dodać, że alternatywą dla Li-Fi pozostaje sprawdzona podczerwień. W odróżnieniu od wiązki laserowej jest ona jednak mniej precyzyjna. Co z tego wynika? Propel postanowił wykorzystać tę cechę i proponuje ją mniej zaawansowanym graczom. W przypadku Li-Fi powierzchnia w jaką musimy wycelować i trafić to jedynie 10 cm x 10 cm. W przypadku podczerwieni zakres obejmuje aż 4 metry.

star wars propel kontroler

joystick, kontroler do drona start wars

sterowanie dronem start wars propel

Propel zdaje sobie sprawę, że wielu fanów Star Wars nie miało nigdy okazji latać dronem. Nie jest to łatwe, szczególnie w perspektywie pojedynków w powietrzu, ale kilkugodzinna sesja będzie wystarczająca, by nabrać odrobiny wprawy. Firma przewidziała więc scenariusz, w którym możemy poćwiczyć konkretne manewry bez odrywania drona od ziemi. W tym celu powstała specjalna aplikacja mobilna dostępna na iOS-a i Androida (premiera 1 września, dlatego miałem okazję ja sprawdzić tylko w Brukseli), która zawiera w sobie wirtualnego szkolenie na pilota drona. Po połączeniu smartfona lub tabletu z kontrolerem będziemy mogli sterować wirtualnym dronem, którym steruje się niemal tak samo, jak tym prawdziwym. Oczywiście w zaprogramowanym świecie brakuje takich czynników jak wiatr czy delikatnie skrzywione śmigło, dlatego wirtualny dron – w odróżnieniu od rzeczywistego – nie będzie tak nieprzewidywalny. Taka praktyka nauczy nas jednak podstaw zachowania drona i jego reakcji na nasze działania.

 

wygląd start wars propel w aplikacji

 

To był naprawdę dobry pomysł, który rozwinięto także na same drony, ponieważ zostały w nich zaprogramowane tryb treningowy oraz kilka wariantów prędkościowych. Wspomniany tryb oferuje stworzenie bezpiecznej, niewidzialnej przestrzeni, poza którą dron nie jest w stanie się wydostać. Dzięki temu nie odleci za daleko lub za wysoko i nie uderzymy im o ziemię. Aktywowane są także dodatkowe algorytmy mające zapewnić stabilność drona w powietrzu. Gdy z tego trybu zrezygnujemy, będziemy mogli wybrać jedno z trzech ograniczeń prędkości (do 30 km/h, 40 km/h i 50 km/h).

 

star wars propel dron start dron star wars w locie star wars propel dron lata w powietrzu

Ze względu na swoje rozmiary, statki od Propela wymagały bardzo starannego przygotowania wszystkich czynników mających wpływ na ich zachowanie w powietrzu. Przede wszystkim mowa tu o algorytmach współpracujących z czujnikami, w które wyposażono drony. To one mają zapewnić stabilność i pewne sterowanie. Jak wygląda to w praktyce? Możecie być pewni, że nawet na delikatnym wietrze dron będzie miał spore problemy. Utrzymanie go w nieruchomej pozycji graniczy z cudem, więc dobrze jest mieć dużo wolnej przestrzeni wokół. Propel przygotował sporo uproszczeń, jak choćby system startowania i lądowania za pomocą jednego przycisku – dłuższe przytrzymanie klawisza powoduje, że dron unosi się kilkadziesiąt cm nad ziemię i czeka na dalsze instrukcje. Z lądowaniem różnie bywa, ale dwukrotnie system uratował mi skórę sadzając drona bezpiecznie na ziemi w sporej odległości ode mnie. W neutralnych warunkach – w mieszkaniu czy na hali – zachowanie drona jest bardziej przewidywalne, choć o pełnej stabilności w 100% przypadków mówić nie można. Nie brakowało sytuacji, w których dron samoczynnie oddalał się w jednym z kierunków i należało go manualnie utrzymywać w jednym miejscu. To z całą pewnością największa bolączka samych dronów.

zestaw star wars propel - dron

W zestawie z dronem otrzymujemy oczywiście kontroler (bezprzewodowa łączność 2,4 GHz i Bluetooth), dwa akumulatorki, zaślepkę, sieciową ładowarkę z dockiem oraz kilka par wirników. Naładowanie jednego z akumulatorów zajmuje około 30 minut, ale 90% stopień naładowania osiągniemy po kilkunastu. Mając do dyspozycji tylko dwa nasza zabawa nie potrwa więc za długo – na dłuższe sesje niezbędne jest wyposażenie się w co najmniej 2-3 dodatkowe akumulatorki. Jako plus uznam wykorzystanie typowego kabla USB, gdyż w terenie można skorzystać z mocniejszych powerbanków.

Tutaj zaczyna się cała frajda dla fanów Star Wars

Zacznijmy od kontrolera, którego wyjątkowość nie kończy się na tematycznych znakach i kolorach (biały dla pilotów Rebelii, czarny dla pilotów Imperium). Po umieszczeniu wewnątrz czterech baterii R6 (by to zrobić musimy skorzystać z umieszczonego w kontrolerze śrubokrętu) i uruchomieniu go, od razu zrozumiemy zamiary Propela. Z głośników wbudowanych w kontroler zabrzmią dźwięki robotów, komendy członków eskadry X-Wing, klasyczne cytaty z filmów i klimatyczna muzyka skomponowana przez Johna Williamsa. Usłyszymy między innymi głos Obi-Wana (“May the Force be with you”), “smutne” dźwięki RD2D podczas wyłączania kontrolera i komendy pilotów podczas łączenia kontrolera z dronem (“X-Wing engaged”) czy komunikat chwilę przed startem (“Ready for take off”). W tle cały czas przygrywać nam będą utwory z filmowej ścieżki dźwiękowej, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by z tych wszystkich dodatkowych atrakcji zrezygnować lub po prostu… przyciszyć.

modele star wars propel - kolekcja star wars propel prezentacja pudełek i modeli

Wprawiający nas w bojowy nastrój kontroler, to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Firma jest w pełni świadoma tego, że fani oczekują czegoś ekstra, a wiele osób potraktuje te drony raczej jako modele, które warto mieć na swojej półce. To właśnie z myślą o nich powstała kolekcjonerska edycja licząca 100 tysięcy egzemplarzy. Już samo opakowanie ukazuje, z jakim produktem mamy do czynienia. Po zdjęciu górnej pokrywy ujrzymy oświetlonego drona w akompaniamencie jednego z trzech utworów (m. in. głównej melodii Star Wars). Wszystkie składniki zestawu są skrupulatnie zapakowane, a otwieranie kolejnych pudełek i odkrywanie ich zawartości to niezła frajda. Taki zestaw będzie bez wątpienia czymś wyjątkowym dla kolekcjonerów.

latający statek star wars na dłoni latający statek star wars propel od góry

Podczas konferencji Propel wielokrotnie zaznaczał, że drony nie są zabawkami. Pod wieloma względami ich nowy produkt rzeczywiście trudno zakwalifikować, jako zabawkę, ale gdy weźmiemy w dłonie kontroler, poderwiemy drona w powietrze i rozpoczniemy bitwę, trudno tu nie mówić o dobrej zabawie. W głowach pracowników firmy tłoczą się plany na turnieje i meetupy organizowane na całym świecie. Za część z nich będzie odpowiadać Propel, pozostałe mają powstawać oddolnie, a wybrane firma wesprze wysyłając swoich profesjonalnych pilotów, gadżety i inne potrzebne rzeczy. Pomagać w tym wszystkim będą serwery firmy gromadzące wszystkie informacje o graczach. Kontroler parujemy ze smartfonem za pomocą Bluetooth i łączymy się z siecią. Wtedy pozostaje jedynie zdobywać doświadczenie i piąć się w rankingach.

Czy warto?

Standardowy zestaw wyceniany będzie na 729 złotych. Wydanie kolekcjonerskie z czaderskim pudełkiem to już wydatek rzędu 859 złotych. To naprawdę sporo. Jednak jestem przekonany, że dla najbardziej oddanych fanów Star Wars pytanie nie brzmi „czy warto?”, lecz „kiedy mogę to kupić?”. Tym bardziej, że w dniach 1-16 września dostępna będzie promocyjna cena 774 złote na kolekcjonerkę. Dla entuzjastów dronów to też może być ciekawa propozycja, o ile mają ochotę na pojedynki w powietrzu. To za to dopłacamy.

star wars propel - dron unoszący się w powietrzu

Jak wielu zwykłych konsumentów skusi się na zakup? Podejrzewam, że niewielu, gdyż cena jest w ogromnej mierze uzależniona od nabytych przez Propel licencji – podobnie jak w przypadku innych licencjonowanych produktów musimy odprowadzić odpowiedni „podatek”. Czynnikiem decydującym powinna być jednak inna rzecz, a mianowicie potencjał Waszego regionu. Jeśli wśród znajomych lub w najbliższej okolicy znajdziecie innych zapaleńców i będziecie mieli zapewnioną regularność bitew, to cena za taki gadżet staje się dość sensowna. To w końcu dron wzorowany na statku z Gwiezdnych Wojen, a my niemal zasiadamy za jego sterami. O takich zabawkach marzyło mnóstwo ludzi, a teraz są one w zasięgu naszej ręki. Oczywiście, że produkt nie jest idealny, ale tak duże przedsięwzięcie zapewnia pewne zabezpieczenie.

Planowane są nie tylko aktualizacje oprogramowania dronów, kontrolerów oraz samej aplikacji, ale także nowe modele (w tym Sokół Milenium) i akcesoria. Propel uruchomi call center również w Europie, więc w przypadku problemów z dronem będziecie mogli po prostu zadzwonić do producenta i zgłosić usterkę lub poprosić o pomoc. Na początku nie porozmawiamy w języku polskim, zalecany jest język angielski, ale w przyszłości – kto wie – może nasz kraj doczeka się pełnego zaplecza technicznego. A wyjazd na drugi koniec świata lub kraju będzie dobrą okazją żeby zabrać drona ze sobą i powalczyć z zupełnie nowymi przeciwnikami. Takie są plany, taka jest wizja. Jak na razie podchodzę do tego wszystkiego z lekkim dystansem i będę czujnie śledził rozwój projektu. Już teraz robi dobre wrażenie, choć potrzebne jest kilka szlifów.

Zdjęcia Grzegorz Furtak.