No to mamy tego bubla czy nie? Ee, znaczy się bańkę? Mark Suster w rozmowie dla Business Insider powiedział, że tak, ale ta nowa bańka jest inna, niż bańka sprzed 10 lat. I choć publicznie się o tym nie mówi, to za kulisami, w prywatnym świecie inwestorów, zdaje się, że większość ludzi jest doskonale świadoma istnienia kolejnej bańki internetowej. Tym razem jednak, bańka jest bardziej… specjalistyczna. Czy zaś pewniejsza? No z tym już mam problemy. Ale po kolei…

Dla przypomnienia, z bańką mamy do czynienia w momencie, gdy firma jest wyceniana na więcej, niż tak naprawdę jest warta. To tak w skrócie. I widzimy to na prawie każdym kroku – od Twittera po „Grupony” wszelkiej maści.

Mark Suster z GRP Partners mówi wprost – inwestorzy są gotowi płacić duże sumy ponieważ postrzegają daną firmę, dany startup jako cenniejszy niż jest w rzeczywistości. Cenność ta nie jest jednak umiejscowiona w czasie rzeczywistym, lecz gdzieś w przyszłości. Zamiast więc cenić aktualny przychód i dochód, inwestorzy wyceniają firmę na podstawie oczekiwanych wyników finansowych w przyszłości, a dokładniej, wyceniają firmę na podstawie oczekiwanej skali wzrostu tejże firmy.

Co więcej, Suster podkreśla, że aktualna bańka jest zlokalizowana, nie jest więc globalna. Odnosi się po pierwsze do startupów związanych „technologicznych” (nie mówimy więc o wpompowaniu 10 milionów w serwis o kotach), po drugie, ogranicza się do największych ośrodków startupowych. W przypadku USA mówimy więc o Dolinie Krzemowej, zaś w innych regionach USA się tego nie odczuwa. Podobnie sytuacja wygląda na całym świecie. Można więc powiedzieć, że bańka jest pompowana nie tyle przez dziwne inwestycje, co przez plotki i nagłośnienie konkretnych transakcji w mediach.

No i bańka ogranicza się do początkujących firm. Wielkie firmy nie są przeceniane – ludzie cenią wzrost, a wielkie firmy już nie wzrastają, przynajmniej nie aż tak, są stabilne. Suster podkreśla więc, że nie można mówić o bańce w przypadku gigantów – Microsoftu, Apple, czy choć, dodając od siebie, Amazonu. W te firmy nie pakuje się gigantycznych pieniędzy, bo nie są już “atrakcyjne” dla inwestorów. Za to młode firmy mogą liczyć na rundy finansowania.

W ostatecznym rozrachunku mówimy tutaj o dwóch rzeczach – o spekulacjach i o budowaniu portfolio. Inwestorzy spekulują, że firmy, w które inwestują, będą kiedyś większe. A wtedy miło będzie się pochwalić, że ma się w nich swoje udziały. To taki marketing, portfolio własnego profesjonalizmu, w stylu mówienia przyszłym klientom „patrzcie, mamy takie doświadczenie i wyczucie, że zainwestowaliśmy w startup X, który dzisiaj jest gigantem.” Ewentualnie można się pochwalić “tak, mamy swoje udziały w Twitterze, jesteśmy pro,”. Jak mówi Suster, chodzi tutaj o kolekcjonowanie logosów.

Czyli tak naprawdę na tym polegają inwestycje – inwestować w to, co ma szansę w przyszłości być dochodową firmą. Aktualne inwestycje w startupy technologiczne opierają się na spekulacjach, ale to już przecież element gry – kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje. Można się czepić, że aktualne “spekulacje” nie są poparte konkretnymi liczbami. Ale przecież nawet mając jakieś liczby, to i tak będą to spekulacje. Można też argumentować, że znowu robi się to, co robiono dekadę temu – inwestuje się, bo każdy chce dostać swój kawałek tortu i nie wypaść z gry. I też będzie to racja.

Czy jednak ta bańka, jeśli w ogóle pęknie, spowoduje jakieś wielkie straty? Cóż, wielkie firmy niczego się nie boją, bo ich wartość nie jest spekulowana, a realna. Tymczasem bańka sama w sobie rośnie wokół konkretnej niszy i jeśli pęknie, to na kilka lat jedynie ta nisza ucierpi. Cała reszta rynku pewnie popatrzy, pomyśli i dalej będzie robić swoje.

A dla ciekawskich, film z wywiadem poniżej.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • korbusjer

    „Czyli tak naprawdę na tym polegają inwestycje – inwestować w to, co ma szansę w przyszłości być dochodową firmą, na tym polegają inwestycje.”

    Zaraz, zaraz na czym polegają inwestycje, bo się zgubiłem czytając na czym polegają inwestycje?

    • Wojciech Usarzewicz

      Pardon, zagalopowałem się – już poprawione :).

    • http://www.facebook.com/alex.pasek Alex Pasek

      Ah…. jaki „odkrywczy” artykuł…

      Cenność ta nie jest jednak umiejscowiona w czasie rzeczywistym, lecz gdzieś w przyszłości. Zamiast więc cenić aktualny przychód i dochód, inwestorzy wyceniają firmę na podstawie oczekiwanych wyników finansowych w przyszłości, a dokładniej, wyceniają firmę na podstawie oczekiwanej skali wzrostu tejże firmy.
      [...]
      Czyli tak naprawdę na tym polegają inwestycje – inwestować w to, co ma szansę w przyszłości być dochodową firmą. Aktualne inwestycje w startupy technologiczne opierają się na spekulacjach, ale to już przecież element gry – kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje.

      A ta „cenność” to rozumiem że chodzi o wartość? :)

      Ale jak już o wartości startupów i bańce mowa to podsumuje to słowami Warrena Buffeta: “Only when the tide goes out do you discover who’s been swimming naked”

    • http://pff-blog.blogspot.com dzieciak

      o ‘taniość’ pewnie

  • Piotr

    W końcu jakiś dobry, interesujący art na AntyWebie ;)

  • http://www.facebook.com/pawel.doligalski Paweł Doligalski

    Moim zdaniem nie aż tak dobry. Zastrzegam, że video nie oglądałem.

    „inwestorzy są gotowi płacić duże sumy ponieważ postrzegają daną firmę, dany startup jako cenniejszy niż jest w rzeczywistości (…) Zamiast więc cenić aktualny przychód i dochód, inwestorzy wyceniają firmę na podstawie oczekiwanych wyników finansowych w przyszłości, a dokładniej, wyceniają firmę na podstawie oczekiwanej skali wzrostu tejże firmy”

    Rzecz w tym, że oczekiwane wyniki w przyszłości decydują o bieżącej wartości firmy. W najprostszych modelach wyceny akcji, wartość akcji jest równa oczekiwanemu, zdyskontowanemu strumieniowi przyszłych dywidend. Nie można mówić że bańka istnieje, bo wycena przedsiębiorstw jest oparta na oczekiwaniach, gdyż zawsze, jeśli mamy do czynienia z rozsądnym inwestorem, oczekiwania wpływają na ocenę bieżącej wartości firmy.

  • Sebastian

    Taak jedynie ta nisza ucierpi. A pieniadze na akcje spolek z tej niszy to skad sie biora? Wewnatrz tej nizszy sa produkowane? Jak banka peknie i inwestorzy straca kase na tych frmach to cos mi sie zdaje, ze inne branze tez ucierpia przez brak inwestycji.

  • http://www.koszla.pl Jacek Koszla

    Heh – przypomniał mi się cytat z Listy Schindlera – ”Pan dba o funkcjonowanie firmy. Ja się na tym nie znam. Ale będę dbał o atmosferę wokół niej.” Firma funkcjonowała świetnie. Jak widać 70 lat później atmosfera jest równie ważna.

  • Pongo

    Filmu nie oglądałem, ale po przeczytaniu powyższego wpisu jestem zaskoczony jego beznadziejnym poziomem. Na Antywebie zawsze dostrzegalna była pewna ignorancja ekonomiczna, w czym nie ma nic dziwnego bo to przecież blog dla technologicznych geeków. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego redaktor Usarzewicz cały swój artykuł poświęcił kwestiom, o których najwidoczniej nie ma większego pojęcia.

    W zasadzie można powiedzieć, że cały art jest MEGA infantylny, zupełnie jakby dorosły człowiek próbował wytłumaczyć 10-letniej dziewczynce o co w tym wszystkim chodzi. Pisanie do czytelników Antyweba jak do dzieci jest zupełnie nietrafionym zamysłem. Ogólnie ten zarzut dotyczy całego komentowanego tekstu, ale zacytuję największe byki:

    „…inwestorzy są gotowi płacić duże sumy ponieważ postrzegają daną firmę, dany startup jako cenniejszy niż jest w rzeczywistości. Cenność ta nie jest jednak umiejscowiona w czasie rzeczywistym, lecz gdzieś w przyszłości. Zamiast więc cenić aktualny przychód i dochód, inwestorzy wyceniają firmę na podstawie oczekiwanych wyników finansowych w przyszłości…”

    No i co to niby znaczy że cenność nie jest umiejscowiona w czasie rzeczywistym? Jakaś bzdura totalna. Bieżąca wartość jest wartością bieżącą i wprowadzanie tu jakiejkolwiek abstrakcji nie ma sensu. To, że inwestorzy dyskontują przyszłe przepływy pieniężne jest oczywistą oczywistością (radzę autorowi zapoznać się z definicją słowa „inwestycja”).

    „W te firmy nie pakuje się gigantycznych pieniędzy, bo nie są już “atrakcyjne” dla inwestorów. Za to młode firmy mogą liczyć na rundy finansowania.”

    No i co ma piernik do wiatraka. „Rundy finansowania” sugerują rynek pierwotny, natomiast Apple i Amazon cieszą się obecnie olbrzymim zainteresowaniem inwestorów na rynku wtórnym. To co się ostatnio wyprawia na akcjach Apple przechodzi ludzkie pojęcie. Kapitalizacja tej firmy wzrosła ostatnimi czasy tak drastycznie, że chyba nie ma bardziej atrakcyjnej spółki na giełdzie. W szczególności dla spekulantów. Amazon też jawi się jako spółka o olbrzymim potencjale. Sądzę, że jakby przeanalizować wolumen obrotów na tych spółkach to przerósłby on wielokrotnie owe „rundy finansowania”.

    Radzę autorowi zapoznać się też z definicją słowa spekulacja (w kontekście rynków finansowych rzecz jasna), bo akapity dotyczące tego zjawiska są poniżej wszelkiej krytyki.

    Zwykle nie mam w zwyczaju tak ostro krytykować czyichś wypocin ale tym razem po prostu poziom bzdur jakie tu przeczytałem jest powalający. Tekst jest dziecinny i w dużej mierze bez sensu. Nie ma w nim ani jednego argumentu popierającego lub obalającego tezę, że na rynku jest jakakolwiek bańka. Ona oczywiście jest, ale z tekstu to nijak nie wynika.

    • Wojciech Usarzewicz

      Amen! :) Widzisz, problem w tym, że moje wypociny nie były kierowane do studentów ekonomii, a tymbardziej do kogoś, kto potrafi coś zaklasyfikować jako „wypocinę” :).

    • Pongo

      Wojciech Usarzewicz: Amen! :) Widzisz, problem w tym, że moje wypociny nie były kierowane do studentów ekonomii, a tymbardziej do kogoś, kto potrafi coś zaklasyfikować jako “wypocinę” :).

      Nie zarzucam Ci tylko infantylizmu, ale także pisanie bzdur. Co innego być daltonistą, a co innego wmawiać komuś, że kolor zielony to w rzeczywistości czerwony. I uwierz mi, rozmawiamy o rzeczach absolutnie podstawowych, zrozumiałych nie tylko dla ekonomistów. A co się tyczy wypocin, to chodziło mi o to, że napisałeś tekst, który jest tylko laniem wody i nie ma wartości merytorycznej:

      http://sjp.pwn.pl/slownik/2540217/wypociny

    • Wojciech Usarzewicz

      To jak już zarzucasz, to zarzucaj to jeszcze pod imieniem i nazwiskiem, jako i ja piszę bzdury jawnie :).

    • Pongo

      Może jeszcze ksero dowodu osobistego? Na Antywebie wypowiadam się od czasu do czasu, myślę że niektórzy mnie tu kojarzą pod tym pseudonimem więc zamierzam być konsekwentny. Uważam przy tym, że nie wiele to zmienia czy piszemy pod nazwiskiem czy pod pseudonimem. Liczy się nie to KTO pisze, tylko CO pisze (no chyba, że zakładamy jakiś konflikt interesów). Staram się pisać tylko na tematy o których mam jakieś pojęcie. Jak się na czymś nie znam to się nie wypowiadam.

    • http://www.facebook.com/tomasz.gregorczyk Tomasz Gregorczyk

      popieram antypudelek się nam tutaj robi, a ten artykuł jakoś tak od początku do końca jest jakby niczym tylko o tym samy co o niczym :)

      w kółko jedno i to samo

      a tak naprawde dobrym przykładem jest my space który po 5 latach był warty ułamek swej ceny ;)

  • h2ols

    hmm.. podstawowy problem to fakt, ze w warunkach rynku, na ktorym wyznacznikiem „wartosci” jest cena wyrazona w nominalnej liczbie srodka platniczego za „x”, nie istnieje zadne inne kryterium wyznaczenia wartosci.patrz regularne banki;] maly case a propos ceny i wartosci: http://www.youtube.com/watch?v=oagmlbhobnY

  • xx

    „No i bańka ogranicza się do początkujących firm. Wielkie firmy nie są przeceniane”

    wtf? akapit z tym zdaniem byl ostatnim, ktory przeczytalem – my naprawde myslimy o tym samym Internecie?

    btw goraco zachecam by wpisy celowaly w troche inny target niz `gimnazjalisci` – wchodze na Antyweb zeby czegos sie dowiedziec a nie przedzierac sie przez taka łopatologie jak we wpisie powyzej

  • Paweł Adamczak

    “tak, mamy swoje udziały w Twitterze, jesteśmy pro,”

    :)

  • http://geoterm.pl Krzysztof P.

    W mojej ocenie rynek IT jest o wiele większy niż to było 10 lat temu. Świat wygląda inaczej. Dziedziny i nisze powoli wydzielają staja się powoli mikroświatami. Może bez granic, lecz ze zdefiniowanym odbiorcą i w razie zmiany/urealnienia wycen firm z jednej niszy niekoniecznie przełoży się to na firmy z całej branży(targetu/treści i inna dowolna klasyfikacja).

  • http://komunikacjajestdlaludzi.blogspot.com/ Zonk

    Tym razem jednak, bańka jest bardziej… specjalistyczna. Czy zaś pewniejsza? No z tym już mam problemy.

    Pewne są 3 rzeczy:
    1/ śmierć
    2/ podatki
    3/ to, że AntyWeb zamuli nawet TilePRO64

    Co do dwóch pierwszych mam wątpliwości…

    XD

  • Pingback: Blog NetCenter Solution · Prasówka 30.07.2011

  • http://blastboy.pl Blastboy

    Muszę się zgodzić z Sebastian i Pongo, że gdy w końcu pęknie bańka spowodowana głównie przecenianiem serwisów internetowych, to dotknie to również inne firmy z IT. Wielkość przeceniania stron można było już zauważyć na przykładzie MySpace i Bebo, które w czasach swojej świetności były kupione odpowiednio za 580 mln $ i 850 mln $, a potem sprzedane za 35 mln $ i 10 mln $. Co prawda sporo zarabiały na reklamach, ale wątpię żeby się zwróciły. Podobnie sytuacja wygląda na polskim rynku z grono.net i nk.pl. Grono już wielokrotnie zmieniało właścicieli, a nk dramatycznie traci użytkowników. Ludzie szybko się nudzą i o ile nie są przywiązani do serwisu to szybko zastępują go nowym, lepszym, ciekawszym. Najlepiej przywiązuje się użytkownika do siebie proponując mu wiele produktów wymagających jednego konta co najdobitniej ukazuje Google.
    Co do sektora technologiczno-sprzętowego to pompowany hajs w Apple jest moim zdaniem taką samą bańką jak pompowanie pieniędzy w złoto. Co prawda Apple ma świetne wyniki sprzedażowe ale jego wycena rośnie zbyt szybko przez co gdy pęknie bańka to spadki będą dwucyfrowe.