10

Nie, unoszące się talerze to to żadne czary. To LevitatingX!

Coraz więcej ostatnio pojawia się na rynku gadżetów rodem z opowieści sci-fi, czy tych pełnych magii. I wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek, bo kolejne wyrastają jak grzyby po deszczu!

Po pierwszych zapowiedziach Google Glass świat na chwilę oszalał. Opowieściom związanych z potencjałem takiego gadżetu nie było końca — każdy snuł inną wizję tego, w czym takowe mogą się sprawdzić. Na szczęście poza zabawą, dużo mówiło się też na temat potencjalnych zagrożeń, które mogą się z nimi wiązać. Dość szybko jednak okazało się, że okulary Google nie są gadżetem dla mas. Może dlatego, że nie jest to produkt jakiego oczekiwaliśmy — a ten nadejdzie dopiero za jakiś czas. Podobnie jak tablet w formie, którą pokochały tłumy. To jeden z najżywszych przykładów, o którym prawdopodobnie słyszeli wszyscy, przecież miał nam zaserwować świat, jaki znamy z filmów sci-fi. No dobrze, ale skoro na ten moment Google Glass się nie udało, to może LevitatingX trochę w tej kwestii nadrobi?

Nie, tutaj nie szukałbym odniesień w wizjach przyszłości, a jeżeli miałbym je do czegoś porównać, to do wykreowanych, magicznych, światów. Działanie gadżetu opiera się o zawieszenie elektromagnetyczne (EMS) i jeżeli wierzyć materiałom promocyjnym — ich konfiguracja jest dziecinnie prosta.

Bazy nad którymi unosić się mogą przedmioty dostępne mają być w dwóch wariantach. Pierwszy, działający na baterię wytrzymującą ok. 8h (większy), drugi — bez wbudowanego akumulatora, czas podłączony do źródła prądu. Jednak to dopiero początek wydatków, bowiem wszystkie zaprezentowane przez twórców unoszące się elementy zaprojektowane są specjalnie z myślą o LevitatingX. Na ten moment ekipa odpowiedzialna za projekt chce zaoferować unoszące się nad bazami: kubki, talerze, salaterki, poduszki na biżuterię, kwiatki, a także różnej maści ozdoby.

Jeżeli chodzi o ceny, to tanio nie będzie — ale jak na tak magiczny projekt, nie ma tragedii. Bazy wycenione zostały na 129,99 i 149,99 dolarów. Do tego każdy z dodatków to wydatek rzędu kolejnych kilkudziesięciu dolarów. Nie da się jednak ukryć, że ta technologia jutra nie jest czymś, co już teraz na stałe zagości w naszych salonach.

Bo nawet jeżeli nie będziemy spożywać jutro śniadania na lewitującym talerzu, to warto pomyśleć o możliwościach, które otwierają takie rozwiązania. Chociażby przed ludźmi, którzy całe życie poświęcili designowi. W restauracjach kucharze i obsługa robią wszystko, byśmy nigdy nie zapomnieli spędzonego u nich wieczoru — takie sztuczki mogą być na wagę złota. Poza tym wystawy sklepów jubilerskich, czy oprawy najrozmaitszych wydarzeń związanych z designem lub technologią. Nawet w tak wczesnym stadium LevitatingX zdaje się mieć naprawdę dużo zastosowań. Nurtuje mnie tylko pytanie: ile wkładu będą w stanie udźwignąć w tej efektownej formie wszystkie z naczyń?

Jeżeli jesteście zainteresowani projektem, a przy okazji chcielibyście nabyć go odrobinę taniej — zwróćcie się w stronę Kickstartera. Wszystkie zamówione bazy i lewitujące dodatki mają trafić w ręce nabywców już w czerwcu. Zakupy można także zrobić na oficjalnej stronie projektu.

  • Krzysztof

    to już było, w różnych wydaniach

    • NDIE

      redaktorzy mają płacone od sztuki więc nawet jak już wszyscy widzieli to i tak to opiszą żeby sie ilość zgadzała

    • Kamil

      Jasne. Były lampy i inne gadżety, ale ze względu na różnorodność rzeczy które mają w ofercie i dość przystępną cenę, w końcu coś bardziej mainstreamowego ;)

  • kofeina

    Da się ukroić na tym kotleta?

    • Kamil

      Obawiam się, że restauracje które by z tego skorzystały nie serwują kotletów :(

  • DonEladio

    Do firmy jako bajer pod klientów to ok, do domu nie wiedzę sensu. Po za tym ile to bierze energii na tą, bądź co bądź, mało użyteczną funkcję?

    • Kamil

      Wydaje mi się, że nigdzie nie powiedzieli.

      Ale tak — na ten moment to fantastyczny „efekt wow”, z którego raczej w domu nie skorzystamy. No chyba, że ktoś wyprawia wyjątkowo ekskluzywne przyjęcia w jednej ze swoich 10 jadalni ;)

  • Tomecki

    ….ale…po co to?

  • Worm Nimda

    Pytanie zasadnicze – po co?
    Odpowiedź z reklamy – żeby zaimponować innym.
    Ten produkt nie ma żadnego praktycznego zastosowania. Więc odpowiedzi na pytanie „Po co?” jest prosta – „Po nic.”.

    • Paul

      A po co napisałeś ten komentarz? Aby zaimponować innym? On też nie ma żadnego praktycznego zastosowania.