49

Magazyn Porażka – było śmiesznie, ale teraz to jest porażka

Magazyn Porażka chyba kojarzycie, prawda? Fanpage, na którym autor urealnia trochę wizję pracy, przedsiębiorców i sukcesu często lansowaną w mediach, telewizji czy przy okazji różnych imprez startupowo-biznesowych. Ja również lubię stąpać twardo po ziemi, dlatego z częścią tego, co jest publikowane na łamach Magazynu Porażka na Facebooku się zgadzam.

Niestety, ostatnio obejrzałem wywiad z twórcą tego magazynu, czyli Kamilem Fejferem. Piszę niestety dlatego, bo to, co jeszcze przed chwilą wydawało mi się momentami rozsądne, teraz nabrało dla mnie dość smutnego kontekstu.

Kamil w wywiadzie dla Gazeta.pl przedstawia swój pesymistyczny pogląd na świat. Owszem, trzeba mierzyć siły na zamiary. Kiedy jednak ktoś w tych czasach mówi o hamowaniu ambicji, porzuceniu indywidualizmu i szukaniu stabilizacji oraz zachęca do wstępowania do związków zawodowych – to coś we mnie pęka.

Odnoszę wrażenie, że mam do czynienia z takim antycoachem. Klasyczny coach biznesu wmawia nam “możesz wszystko”, Kamil natomiast prezentuje wizję “nic się nie uda, szukaj etatu i ochrony związkowej”. Ze skrajności w skrajność. Przy czym obie te wizje mogą być dla odbiorców szkodliwe.

Kamil stawia na porażkę w życiu przeciętnego śmiertelnika i to jest naprawdę smutna wizja. Nawet jeśli większość z nas nie odniesie sukcesów o jakich czytamy w mediach, to jednak nastawienie na “prawdopodobną porażkę” i szukanie stabilizacji na etacie ze wsparciem związków zawodowych jest dla mnie jednak koszmarem.

Zawsze i wszędzie wspierałem i będę wspierał przedsiębiorczych ludzi, którzy przeczą tej smutnej wizji. Przedsiębiorców i innowacji potrzebujemy w Polsce jak wędrowiec wody na pustyni. Oczywiście, nie każdy będzie przedsiębiorcą, nie każdy odniesie sukces, ale jeśli przestaniemy próbować będziemy jedynie zapleczem z siłą roboczą. Nie twierdzę, że praca na etacie jest zła – ale porzucenie ambicji i zaprzestanie bycia indywidualistą jest najgorszym, czego można komuś życzyć.

W naszym pięknym kraju mamy nadal darmową edukację, mamy wiele programów wspierających przedsiębiorczość, mamy programy unijne finansujące rozwój. Praktycznie wszystko, co jest potrzebne, aby spróbować powalczyć o lepsze zawodowe życie bez konieczności poddawania się na starcie. Jeśli się nie uda to trudno, nic się nie stanie. Gorzej jednak, kiedy posłucham rad z Magazynu Porażka i nigdy nie spróbujemy z obawy przed stresem i trudnościami.

magazyn porażka i marzenia o wakacjach

Mam też nieodparte wrażenie, że ten brak ambicji i szukanie natychmiastowej stabilizacji zawodowej jest mocno odczuwalny w młodych pokoleniach. Widać to szczególnie w rozmowach z kandydatami do pracy (szczególnie tymi, dla których to jest początek ścieżki zawodowej). Nie tylko brakuje im entuzjazmu, ale czasem też mam wrażenie, że właśnie ambicji – mało kto pyta o rozwój, szkolenia czy o to, czego się może nauczyć. Co dziwne, ludzie przestali też pytać o potencjalne podwyżki, uznając, że już na początku muszą wywalczyć tyle, aby było stabilnie i na tym koniec. Bardzo ciężko jest dziś znaleźć entuzjastycznego i zaangażowanego pracownika – a przecież na początku tylko tego oczekuje pracodawca.

Może to jednak tylko ja mam pecha do rekrutacji i w rzeczywistości jest dużo lepiej? Kiedy jednak rozmawiam ze znajomymi przedsiębiorcami na ten temat, niestety, potwierdzają ten niepokojący “trend”.

Dziś na stronie Magazynu Porażka widzę zdjęcie z podpisem “12 wspaniałych miejsc, do których nie pojedziesz, bo nie masz płatnego urlopu” jednym słowem “życie porażka” freelancera. Prawdziwe? Owszem dla tych, którzy myśleli że freelancer to taka łatwiejsza droga ku lepszym pieniądzom.

  • kofeina

    Bo to z tym wmawianiem, że każdy powinien iść na swoje by spełniać swoje ambicje jest tak samo jest z tym nawoływaniem, że niby każdy powinien mieć wyższe wykształcenie. Nie każdy się do tego po prostu nadaje.

    W ogóle, to samo stwierdzenie, że spełniać własne ambicje można tylko „na swoim”, jest po prostu kłamstwem. Można swoje ambicje spełniać na etacie.

    • Drooith

      Oczywiście, też to wychwyciłem że niby Ci którzy mają własną działalność to tacy ambitni, innowacyjni indywidualiści. A ludzie na etacie szukają tylko bezpieczeństwa i w miarę dobrej pensji w firmie w której są związki zawodowe – nie mają ambicji i nie chcą się rozwijać.

      Nie wiem, pracuję na etacie ze świetnymi ludźmi którzy spełniają wszystkie te wielkie plusy o których napisałeś Grzegorzu. Znam pewnie też sporo osób które mają działalność tylko z powodu ‚optymalizacji podatkowej’ – wykonują faktycznie pracę etatową.

      Gdzieś tam ogólnie rozumiem genezę Twoich stwierdzeń (‚na swoim’ to zawsze na swoim) ale jednak to co przeczytałem w tym artykule to bardzo mocne szufladkowanie nie mające w mojej ocenie wiele wspólnego z rzeczywistością.

    • JA się z tym zgadzam – też pracowałem w korpo na etacie i było świetnie.

    • Nikt nie nawołuje, żeby nie iść na etat. Każdy robi co chce i w czym czuje się dobrze. Tutaj mamy jednak wizję w której nic się nie uda a etat jest jednym zbawienie – i te związki zawodowe jako zabezpieczenie.

    • SceptycznyStefan

      Grzegorz, „Każdy robi co chce i w czym czuje się dobrze” to jest jeden z mitow propagowanych przez apologetow ultraliberalnego, w sensie ekonomicznym, kapitalizmu. Otoz nie kazdy robi co chce, nie chcesz chyba bronic tezy, ze osoby sprzatajace biura na Domaniewskiej o 4tej nad ranem robia to z powolania, prawda? Znaczaca czesc osob na rynku pracy wykonuje swoja prace, bo na inna nie ma szans a zrec trzeba.
      Nie mowie, ze „nic sie nie uda” ale trzeba spojrzec na sprawy realnie, ile znasz osob, ktore otrzymaly np. kase z polskich funduszy VC (finansowanych z moich podatkow jako osoby placacej je w kraju platniku netto), ktore pochodza ze wsi w przyslowiowym suwalskim albo z rodziny o super niskich dochodach?
      Dalej, o sporo osob fucka na zwiazki zawodowe, zobacz sobie jak wyglada sytuacja przyslowiowych „fizoli” w takiej Danii czy innym kraju skandynawskim o wysokim stopniu zrzeszenia i porownaj sobie to do sytuacji w Polsce.
      Konczac, bo mi prosecco sie grzeje, niestety przyszlosc wielu z nas jest determinowana zanim sie urodzimy i trzeba wiele pracy, oraz cala mase szczescia, zeby sie wybic. Niestety nie jest to dane wszystkim.

    • Dokładnie byłem na etacie byłem na swoim. 2 rózne światy w tym wywiadzie nie jest przecież powiedziane idź na etat i się zapisz do zwiazku zawodowego tylko jest powiedziane o takich opcjach nic wkurzającego ani demotywujacegow tym wywiadzie nie ma. generalnie kolkeś głośno mówi swoje ambicje marzenia i aspiracje mierz na siły jakimi dysponujesz. I facet mówi że nie musisz mieć porsche aby się spełnić bo taki wygląd świata jest teraz wszędzie sprzedawany fajna fura niezła dupa i 3 razy w roku wakacje na korfu z tysiącem zdjęc na insta bo inaczej jesteś cienki.

    • Alot

      Robią to, bo nie dostali lepszej propozycji / nie wywalczyli sobie pozycji dającej prawo do wyboru lepszych propozycji.
      Tak czy siak, robią to, bo na cokolwiek innego byli za krótcy.
      Z tym zastrzeżeniem, że to nie zarzut, ale zwykła konstatacja.
      Są ludzie, którzy przegrali młodość na tyle, że na starość są pod ścianą, są ludzie młodzi, którzy przegrywają każdy dzień a ich ambicje są pustym wołaniem nieudacznika i są ludzie, którzy ryzykują wszystko i mają.

    • SceptycznyStefan

      Mysle, ze nie siegasz wystarczajaco gleboko do samego poczatku tego procesu. To nie jest w az tak duzym stopniu Twoja zasluga, ze Ci sie udalo, jak mogloby Ci sie wydawac. To nie jest tak, ze ludzie nie moga „sobie wywalczyc” czegos, czesc z nich nie ma na to po prostu szansy; bo pochodzenie, bo choroba, bo chodzili do chujowej podstawowki na koncu swiata, itp. I to wlasnie boli, jak kazdy zmarnowany potencjal.
      Dalej, owszem, sa ludzie, ktorzy ryzykuja i wygrywaja duzo, doskonale, ciesze sie z tego! Pytanie ile jest osob, ktore ryzykuja wszystko i nie maja nic. Owszem, jest ta nieszczesna czesc populacji, ktora nie nadaje sie do niczego tylko do picia bronka za 1.5pln pod sklepem. Kolejne pytanie, ktore sie z tego rodzi, to jaki procent z tych piwozlopow mialby lepsze szanse na cokolwiek, gdyby ich start w zycie byl inny?
      Nie postuluje urawnilowki, mowie tylko, ze dobrze byloby brac pod uwage, ze nasz start w zycie determinuje nas bardziej niz sadzimy (i jest na co cala masa badan) i ze przekreslanie innych „bo to ochlaje i nic im sie nie udalo” jest srednio fajne.

    • Alot

      Próg wejścia. Jest coraz niższy.
      Rezygnuje się z obostrzeń, rezygnuje się z wymagań.
      Buduje się w ludziach fałszywe przekonanie, że mogą, że powinni, że im się uda.

      A po zainkasowaniu wpisowego / czesnego, zostawia ich sam na sam z porażką.

    • SceptycznyStefan

      Slow clap. Bardzo zgrabne podsumowanie. Dokladnie.

    • Mr.D

      Stefanie, w dobie internetu każdy kto tylko chce może zdobyć wiele umiejętności, sam zdobyłem dzięki temu wiedzę z infobrokeringu/marketingu/medycyny, sądząc po konwersji całkiem dobrą. Prawda jest taka że wielu rzuca się z motyką na słońce, dziwi Cię że nieprzygotowana osoba osiąga porażkę? Biznes to ciężki kawałek chleba, żeby coś mieć trzeba na to zapracować. Wielu zakładało ich biznesy w przeświadczeniu że odwalą na odpierdziel i będą żyli jak królowie, to niestety krótkowzroczne widzenie osób które teraz dają wiatr w skrzydła Fejferowi który dobrze trafił jest niszowy i bije na tym kasę o ironio:). Tylko że on działa na bardzo cienkim lodzie, Jego środowiskiem są osoby sfrustrowane a i może wywodzące się z patologii co zrobią gdy dzieki nim wbrew temu co mówi odniesie sukces?

    • PIT

      Jaką zdolność negocjacyjną ma jednostka zarabiająca do średniej krajowej ? a grupa 10 osób ?

    • Alot

      Odpowiem Ci w nieco przewrotny sposób.
      Zaczynasz od jednej sztuki produktu. Za uzyskane z jej sprzedaży środki kupujesz materiały i wykonujesz 2 sztuki produktu. Za uzyskane pieniędze kupujesz materiały na 4 sztuki, potem 8, 10, 20, 30 itp.

      Podobnie jest ze zdolnością negocjacyjną. Budujesz ją systematycznie.
      Chyba, że jesteś (tu wpisz dowolne określenie) i wydaje Ci się, że gołąbki same przylecą…

    • PIT

      Podałeś przepis na budowanie związków zawodowych/grupy wpływu – dzięki ;).

    • Tu nie ma wcale takiej wizjji tu jest jasno powiedziane jeśli nie zarobisz na porsche to nie wypruwaj flaków po 15h na dobe i może normalne zycie tez być fajne

    • Ale nie trzeba zarobić na porsche aby być na swoim

    • No nie trezba oczywiście i on o tym mówi prezynajmniej ja tak to rozumiem. Każdy mówi wolnośc finansowa być na swoim itd. A prawda jest taka że wiekszośc się do tego nie nadaje. Bo samozatrudnienie to nie biznes. A co drugi teraz otwiera startup :) bo jest enterpretenuer :)

    • kofeina

      Nie twierdzę, że praca na etacie jest zła – ale porzucenie ambicji
      i zaprzestanie bycia indywidualistą jest najgorszym, czego można komuś
      życzyć.

      W tym miejscu wskazujesz, że praca na etacie to coś dla lamusów.

    • Nie prawda

    • Anonim

      „Można swoje ambicje spełniać na etacie.”
      O ile nie są zbyt wygórowane. ;)

    • kofeina

      Ta.

  • Piotr Potulski

    To jest kwestia spojrzenia. Wychowaliśmy się w czasach, kiedy w modzie były inne ideały niż teraz. Ale masz moim zdaniem rację, że nastała moda na bycie życiową pierdołą dumną z tego czym jest. Warto też pamiętać, że tak entuzjastycznie przyjmowane przez większość pracodawców „elastyczne formy zatrudnienia” nie koniecznie są tym czego oczekuje większość pracowników. Warto wreszcie pamiętać, że jakkolwiek u nas związki zawodowe to karykaturalna formacja będąca przybudówką tej, czy innej partii politycznej to sama idea nie jest do końca zła.

    • SceptycznyStefan

      „Ale masz moim zdaniem rację, że nastała moda na bycie życiową pierdołą dumną z tego czym jest” masz na to jakikolwiek dowod czy jest to po prostu Twoj poglad? Z tego, co widze w mediach, to wlasnie nacisk jest na to, ze trzeba byc ultra-fit i jesli zarabiasz mniej niz Lewandowska to jestes porazka zyciowa. No i musisz miec super telefon bo inaczej to kaplica. I koniecznie live stream na insta, fury, dupencje z glonojadem i bling.
      Jako domorosly socjolog stawiam teze, ze fala depresji i poczucia nieadekwatnosci jest wlasnie w duzej mierze spowodowana tym, co ludzie, szczegolnie gowniarzeria wczesnolicealna, widzi w mediach.

    • Piotr Potulski

      Jedynie własne obserwacje. Zresztą możliwe, że to nie moda tylko sposób na usprawiedliwienie jak to ładnie nazwałeś, własnej nieadekwatności, na zasadzie – mógłbym mieć ajfona i kaloryfer na brzuchu, ale wali mnie to – wolę [wstaw jakąś wymówkę]. Patrząc na to ile wysiłku milenialsi wkładają w kreowanie własnego wizerunku, twoja tezę wydaje się prawdopodobna. Z drugiej strony moje pokolenie zapatrzone w ideał biznesmena – właściciela hurtowni bananów jeżdżącego używanym mercedesem też potrzebowało paru lat, żeby się trochę ogarnąć, więc może i dla tych dzieciaków jest nadzieja.

    • SceptycznyStefan

      Mysle, ze nalezymy do tego samego pokolenia. U mnie na wiosce idolem byl gosc, ktory, doszedl od handlu na „szczekach” do paru hurtowni w ciagu paru lat, kasy mial w cholere ale tak czy siak byl burakiem. Natomiast dla mnie byl przez pewien czas guru biznesu, szczegolnie kiedy przychodzilem jego dzieci doksztalcac z matematyki. Za kazdym razem kiedy jego starsza corka odpalala Tomb Raider na kompie, na ktory musialbym pracowac 832 lata dajac korki z maty, lamalo mi sie serce ale jednoczesnie mialem nadzieje, ze skoro ten burak daje rade, to dam tez ja, byc kapitalista i spelnic marzenie rodzicow, zeby na wioske przyjechac maszyna z napedem 4 na 4.
      Piekne, dzikie czasy.

    • Piotr Potulski
  • Blazi

    Masz kołcz majków którzy mówią „mozesz wszystko” (wielu) i masz Magazyn który mówi „nie zdziw sie jak Ci sie nie uda” (jeden w całym polskim Internecie). Warto widzieć drugą stronę – zwlaszcza, że choć sam może Grzegorzu jako wlasciciel firmy tego nie widzisz, ale większości ludzi NIE udaje się osiągnąć życiowych celów i kończą np. na taśmie w fabryce.

    Poza tym Kamil ma dużo wiecej ciekawych rzeczy do powiedzenia – naprawdę rzadko zdarza się człowiek masakrujący „wolnorynkowych” korwin-kuców twardymi danymi i celnymi spostrzeżeniami. Pokazuje „lewackie poglądy” z sensowną argumentacją na wyraźnym tle społecznym którego nie widać zza komentaży „elity z Wykopu”.

    Można się z nim nie zgadzac ale warto czytać, chocby jako antidodum do wszechobecną propagandę pogoni za sukcesem (czytaj: hajsem) w ktorej przyszlo nam żyć.

    • Mr.D

      Czytałeś jego dane? według nich magazynierka w anglii funduje siostrze analitykowi danych wakacje na Bali… Powiem Ci że sam pracuję z danymi i mogę CI przedstawić badania naukowe które przedstawią Ci obraz papierosów jako zdrowych :). Danymi można manipulować, a nie oszukujmy się czytelnicy Fejfera to w 90% osoby które są we wszystkim bierne(nie mają żadnych umiejętności) tym samym nie maja nawet podstaw do weryfikacji tych danych, słuchają go po lepiej się żyje jeżeli to nie twoja wina tylko całego świata, to że jesteś gruby to wina świata nie twoja idz na kebaba:) Tak to wygląda.
      „Można się z nim nie zgadzac ale warto czytać, chocby jako antidodum do wszechobecną propagandę pogoni za sukcesem (czytaj: hajsem) w ktorej przyszlo nam żyć.” Ciekawe że sam monetyzuje swój biznes, czyli z twoich argumentów wychodzi że jest hipokrytą.

  • Grzegorz Cisak

    Tego marudy nie da się zdzierżyć.

  • Bigos Trismegistos

    Bawi mnie fakt, że oczekujesz od osoby, na plecach której chcesz się bogacić Grzegorzu, będzie entuzjastycznie nastawiona do tego biznesu. Dlaczego ktokolwiek miałby podchodzić do stosunku pracy z zaangażowaniem? Przecież na koniec dnia i tak jego praca służy nabijaniu kabzy w kieszeni właściciela.

    Rozumiem, że właściciele są zaangażowani – w końcu oni posiadają to, na co inni mają pracować. Ale oczekiwanie tego od pracownika to trochę zakrawa na kpinę. Chcesz zaangażowania? Wyskakuj z udziałów. A jak nie, to 8h planu minimum i do domu, to jedyna opłacalna postawa.

    • Blazi

      Nie myl zaagarzowania we własny rozwój czy zwyklej uczciwosći że do roboty przychodzisz pracować a nie sie opierdzielać z darmowym zostawaniem po godzinach w imie Matki Firmy.

    • Bigos Trismegistos

      Nie mylę. W pracy sprzedajesz 8h swojego czasu i umiejętności. Umawiasz się z pracodawcą na jakiś zakres obowiązków i szlus. Żadne „zaangażowanie” czy „entuzjazm” nie wchodzi w grę, te rzeczy nie są na sprzedaż.

    • Blazi

      OK, rozumiem. Nigdy nie pracowałem w korporacjach – może tam takie podejście jest słuszne, ale w mniejszych i (zwłaszcza) rozwijających się firmach z takim podejściem stałbyś w miejscu jako taki kontraktowy wyrobnik kiedy wszyscy wokół pięliby się do góry. Jak Ci to nie przeszkadza to w sumie nic w tym złego…

      Bez choćby małego zaangażowania nie masz motywacji do podejmowania własnego działania czy choćby chęci doskonalenia się. Innymi słowy patrząc od strony pracodawcy ani nic nowego ponad to co robisz nie wniesiesz ani nie poprawisz wydajności. Ot, przyjść, odrobić pańszczyznę, wyjść. Niektórym to pasuje (pracodawcom także bo to w końcu uczciwy układ) ale tak zamykasz sobie drzwi do awansu w organizacji – bo niby czemu miałbyś dostać go Ty a nie ktoś komu się chce?

      W sumie ta dyskusja całkiem nieźle tłumaczy część historii jak to świeżaki po studiach po kilku miesiącach zostają kierownikami kiedy to „stara gwardia” z kilkuletnim stażem stoi w miejscu. :)

    • alavar

      Oj, to, że „z takim podejściem stałbyś w miejscu” to chyba bardziej fantazja pracodawców, którzy lubią mieć rację i samozadowolenie.

    • Blazi

      To obserwacje z mojego życia i moja opinia. Wiem, że to dosyć mała próba (o ile nawet nie dowód anegdotyczny) ale wiem też, że bez zaangażowania sam nie byłbym w tym miejscu w którym teraz jestem. Powoli zaczynam rozumieć też skąd się bierze niechęć do tych, którym w pracy chce się robić coś więcej… :)

    • Bigos Trismegistos

      Teraz to Ty mylisz samorozwój z zaangażowaniem w pracę.

      Z mojego doświadczenia (FE dev, 10 lat exp, zarobki porównywalne z dyrektorskimi w PL) nie wynika, żeby osoby zaangażowane w projekt na poziomie emocjonalnym radziły sobie lepiej niż te, które przychodzą tylko odbębnić swoje taski. Nie zaobserwowałem też, żeby zaangażowanie i wykazywanie entuzjazmu jakoś przeszkadzało – raczej pozostaje to bez wpływu. Za to od osób, które chętnie akceptują więcej odpowiedzialności po jakimś czasie wymaga się więcej odpowiedzialności za tę samą lub niewiele wyższą pensję. Moim zdaniem jest to postawa netto nieopłacalna dla pracownika i co tu dużo mówić – dość naiwna. Ale jeśli ktoś lubi poświęcać się dla swojego szefa to w zasadzie nie mogę mu zabronić. I nie dziwię się, że szefowie piszą potem płaczliwe blognotki jak to „nikt nie chce zaiwaniać z entuzjazmem na moją firmę, chlipu chlip :(” – to jest w ich interesie, żeby przekonać ludzi, że pełna poświęceń praca na kogoś innego przynosi chlubę.

      A co do samorozwoju vs zaangażowanie w pracę:

      Przecież najczęściej interesy pracodawcy (zarobienie jak największej kasy przy ponoszeniu minimum kosztów) rozmijają się z interesami pracownika (zarobienie jak większej kasy poświęcając minimum sił i czasu) – a oba te interesy są sprzeczne z celami Dobrego Rzemieślnika – wyprodukowaniem dobrego produktu.

      Większość ludzi jest naturalnie Dobrymi Rzemieślnikami – kogo nie zapytasz, ten chciałby wykonywać swoją pracę dobrze, solidnie, produkować świetne produkty i świadczyć użyteczne usługi. Tak nie może być na rynku, w którym konkuruje się ceną, bowiem wyprodukowanie produktu najlepszego jaki umiemy jest o wiele droższe niż trzaskania masówki optymalizowanego pod współczynnik koszt/jakość. A celem pracodawcy zawsze będzie (a przynajmniej powinno być u racjonalnego pracodawcy) dążenie do tego drugiego, bo wtedy osiąga on najwyższy dochód. Podnoszenie jakości produktu odbywać się może tylko jeśli uzasadni to wzrost sprzedaży lub ceny. Pod tym kątem są szkoleni i wynagradzani pracownicy – jeśli nad jedną sztuką produktu (niech to będzie program komputerowy, artykuł na bloga czy parapet) spędzisz 500% więcej czasu niż inni pracownicy żeby podnieść jego jakość o 50% to dostaniesz zjebę od pracodawcy, że tracisz czas. Dlatego nie wierzę, że zaangażowanie w pracę podwyższa kwalifikacje. Doświadczenie w pracy podwyższa kwalifikacje, to na pewno, po 30 latach trzaskania parapetów na pewno trzaskasz je szybciej niż świeżak.

      Umiejętności, w sensie „możliwości wytwarzania lepszych jakościowo produktów” poprawia się kosztem swojej bieżącej pracy. To eksperymentowanie i ćwiczenie nowych technik, w których początkowo jesteśmy przecież mniej wydajni niż w codziennej masówce. W mojej branży nowych technologii uczę się po pracy, jako hobby – one po jakimś czasie stają się standardem w branży i ich znajomość popłaca monetarnie, ale jeśli miałbym zajmować się tylko tym, czego chce pracodawca, to nigdy nie wyszedłbym poza znajomość jQuery i HTMLa :)

  • neversoft

    To znaczy, że Pan Stefan z mini koparką, który kopie dziury to też jest innowacyjny, przedsiębiorczy bo na swoim? :)

  • Driggooziz

    Co do walczenia o podwyżkę – niestety, ale część dużych przedsiębiorstw tak właśnie funkcjonuje – tyle ile wywalczysz na początku tyle będziesz miał, o podwyżkach nie ma mowy. Wystarczy wspomnieć, że w dwóch miejscach których pracowałem nowo zatrudnieni zarabiali więcej od stałych pracowników. I wtedy dochodzi do kuriozum gdzie osoba którą szkolisz zarabia więcej od ciebie.

  • Ciężko wyłapać w którym miejscu Kamil mówi serio, a w którym wchodzi w skórę naczelnego (przypomnę) „Magazynu Porażka”. Ale wydaje mi się, że całe to nagranie to jedno wielkie puszczanie oka to ludzi, którzy śledzą jego profil na Fejsie.

    A co do „dzisiejszej młodzieży”, to Grzegorzu wpadasz w pułapkę, która jest zastawiana na „starych” od setek lat. Już w IV wieku przed naszą erą Sokrates pisał: „Nasza młodzież ma dziś silne pragnienie luksusu, ma złe maniery, pogardza władzą i autorytetem, brak im poszanowania dla starszych. Wolą zajmować się bzdurami zamiast nauki.”

  • Marcin

    „Kamil w wywiadzie dla Gazeta.pl przedstawia swój pesymistyczny pogląd na świat. Owszem, trzeba mierzyć siły na zamiary. Kiedy jednak ktoś w tych czasach mówi o hamowaniu ambicji, porzuceniu indywidualizmu i szukaniu stabilizacji oraz zachęca do wstępowania do związków zawodowych – to coś we mnie pęka.”

    „Mierzyć siły na zamiary” to tyle co abstrahować od trudności wyzwań. Chodziło w tym fragmencie raczej dokładnie o odwrotność: „mierzyć zamiary na siły”.

    https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Mierz-sily-na-zamiary;1659.html

  • Juszi

    Mam zasięgi, a nie idzie mi frilans. Idź do związku i daruj sobie ambicję.
    Boże jedyny, tego się nie da słuchać.
    https://www.youtube.com/watch?v=oZLopuvUtV8

  • Reaver

    Rekrutuje ludzi do pracy i mam pare odmiennych refleksji:
    „mało kto pyta o rozwój, szkolenia czy o to, czego się może nauczyć.” – dla odmiany ja spotykam w wiekszosci kandydatow co chca sie rozwijac i szkolic, natomiast 90% ich wizji szkoleń to bullsh*t, ludzie chca sie ‘rozwijac’ ale nie wiedza po co, tzn chca wiedziec ‘how’ nie widzac ‘why’. Czesto clue polega na tym ze ktos zaplaci i wysyla na szkolenie, plus nie trzeba wtedy byc w pracy. Ja naprawde wole pracownika ktory szczerze mowi ze przychodzi gdyz potrzebuje pracy w tym momencie np. aby tylko zarobic, i nie bedziemy budowac razem kolejnej rewolucyjnej aplikacji ani nie wypuscimy nowego iPhone’a. Troche taki nieistniejacy w Polsce na dobra sprawe contracting ale to jest uczciwy deal.
    Natomiast z ludzmi z ktorymi chcialbym robic ta rewolucyjna aplikacje jest inna kwestia – jest ich jakis 1% i nie mozna ich miec jako ‘pracownika’ tylko partnera biznesowego, to sa osoby mocno zainwestowane emocjonalnie w prace i to jest ich pasja – ale nie jako korporacyjny slogan-bzdura ale autentyczna czesc ‘ja’. Mam wrazenie ze w Polsce jest oczekiwanie ze kazdy kandydat bedzie sie kwalifikowal do tej grupy, co jest absurdem.

    „Co dziwne, ludzie przestali też pytać o potencjalne podwyżki, uznając, że już na początku muszą wywalczyć tyle, aby było stabilnie i na tym koniec”
    To jest argument nr 1 managerow z pokolenia X ktory slysze w kolko jak zdarta plyte.. Ale jesli ktos poswieci 10 minut na namysl to zrozumie ze kazde pokolenie ma swoje doswiadczenia ktore w jakis sposob je formuja, a o ile sie nie mysle obecnie wchodzacy na rynek kandydaci byli bombardowani informacjami o kryzysie 2008-11. Niektorzy sami musieli podjac prace ponizej swoich kwalifikacji, inni doswiadczyli problemow ekonomicznych w swoim bezposrednim otoczeniu. Wiec teraz ludzie ktorzy w ostatnich 20 latach porobili blyskawiczne kariery znajac tylko tajemny jezyk angielski czy przedsiebiorcy wchodzacy na rynek gdy konkurencja byla zerowa sa zniesmaczeni bo oni robili staze za darmo a teraz mlodziez porownuje sie z rowiesnikami z Berlina czy Londynu i nie chce miec gorzej.

  • „…mało kto pyta o rozwój, szkolenia czy o to, czego się może nauczyć. Co dziwne, ludzie przestali też pytać o potencjalne podwyżki, uznając, że już na początku muszą wywalczyć tyle, aby było stabilnie i na tym koniec. Bardzo ciężko jest dziś znaleźć entuzjastycznego i zaangażowanego pracownika”
    Często prowadzę rozmowy rekrutacyjne i fakt nikt nigdy o możliwości podwyżek i bonusów nie spytał, ale jeśli chodzi o rozwój i naukę to gdzieś 80% przypadków powodu zmiany pracy. Z entuzjastycznymi i zaangażowanymi pracownikami też nie jest wcale tak źle, zależy od człowieka.

    • Może po prostu mam mniej szczęścia albo przy mniejszej organizacji zakładają, że rozwoju nie ma ?

    • Możliwe. W dużej korporacji jest mnóstwo różnych stanowisk więc dużo łatwiej o awans, albo zmianę obowiązków.

  • alavar

    Generalnie autor i większość piszących tutaj wyraźnie znajduje się w grupie „wygranych”.
    I nie rozumie jak to możliwe, że są jacyś inni którzy mogą mieć inne spojrzenie na to wszystko. Kropka.

    • Mr.D

      Zaczynasz dyskusje po czym ją kończysz?.Dlatego nie ma cię w jak to nazwałeś grupie „wygranych”. Skoro chcesz się w tej grupie znaleźć weź się za siebie zamiast pisać kropki weź zacznij rozwijać swoje umiejętności biznes to nie kasa na tacy jak każdy i śmiem wątpić że ty też chciałbyś mieć podane wszystko na tacy.

  • Mr.D

    Serio? Autor Fejfer określa się analitykiem, i twierdzi że nie mógł znaleźć pracy… w czasach kiedy analitycy są pożądani i biorą dosłownie każdego(no dobra, większość)? To tylko daje do myślenia jakie umiejętności poza dyplomem posiada(czyżby takie same jak nazwa jego portalu?). Wracając do tematu, nic dziwnego że ludzie którzy są kompletnie nieprzygotowani zakładają biznes i upada,”przecież mieliśmy pomysł” brawo, ja ich mam dziesiątki dziennie, 90% liczy się wykonanie. Co do posiłkowania się przez niego danymi, ja jestem w stanie przedstawić argumenty poprzez badania naukowe że palenie jest zdrowe. Ludzie trochę dystansu albo człowiek chce zarobić na niszy(w sumie dobry temat na biznes) albo ma jakieś problemy… Kusząca wydaje się wizja żeby cedować swoje niepowodzenia na innego czynniki, jestem gruby to nie moja wina, nic z tym nie zrobię, idę na kebaba(mniej więcej taka logika towarzyszy Fejferowi). Prawdą jest że większość porażek to nasza wina, czy to nieprzygotowanie czy to brak podjęcia decyzji w odpowiednim czasie. Fejfer po prostu doszedł do wniosku że na tych ludziach można zarobić, biedni, sfrustrowani niepowodzeniami wolą wejść w błogą strefę gdzie przyjdzie wybawiciel mówiący to nie wasza wina powiadam wam, lepsze takie przeświadczenie niż chłodna kalkulacja swoich błędów i szukanie rozwiązania. Prawdą jest że obecnie wiele osób teraz otwiera biznesy chce zawojować świat nic sobą nie reprezentując, zero wiedzy, w dzisiejszych czasach nikt nie powie że nie ma dostępu do wiedzy, nie w dobie internetu. Tylko ludzie zamiast się rozwijać wolą oglądać na facebooku kotki czy czytać Fejfera który mówi o braku możliwości udanego biznesu tym samym go tworząc dzięki tym osobą. Samo to stawia autora w świetle Hipokryzji . Już tekst że siostra pracująca na magazynie w Anglii musi fundować wakacje siostrze analitykowi danych wakacje na bali jasno obrazuje że Fejfer nie ma elementarnej wiedzy na temat o którym pisze.

  • Łukasz

    Panie Kamilu wykonuje Pan świetną pracę, fantastyczny pomysł z Magazynem Porażka – trafia on w niszę ludzi mało ambitnych, liczących na namiastkę „stabilności” w świecie końca ery etatów. Fajnie się czyta zapewne Magazyn wymyślony przez FreeLancera dla ludzi, którzy mają trzymać się kurczowo etatów, dostawać się do związków zawodowych i wykorzystywać dzięki temu pozycję w zdobywaniu pracy a nie umiejętności i wartości własnej osoby. Natomiast szerokim łukiem mają omijać bycia Takim jak Pan – Freelancerem, bo zabraknie im czasu na życie! Świetna robota, pisać to co ludzie chcą usłyszeć i na tym zarabiać. Good Luck