71

Loudness Wars – o kastracji dźwięku słów kilka

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego muzyka z stworzona w ubiegłym wieku przeważnie brzmi lepiej od tej współczesnej (lub współczesnych "remasterów")? Jak to jest, że na 10 melomanów/audiofili, których spytacie o najlepiej brzmiące albumy, co najmniej połowa z nich prędzej czy później wspomni o Pink Floyd? Przecież to były lata 70-te i 80-te, a technologia była wtedy w powijakach. Nawet Nokia 3210 jeszcze nie istniała :)

Zastanówcie się więc teraz razem ze mną jak to możliwe, że gdy słuchamy tytułowego utworu ze starej płyty Genesis – Invisible Touch z tłoczenia z 1986 roku, to brzmi on lepiej niż z oficjalnej składanki „Platinum Collection” z 2004 roku? Dlaczego instrumenty brzmią naturalniej, łatwiej je rozróżnić i sam utwór jest bardziej „skoczny”? To przecież dokładnie to samo wykonanie! To nie żadne spotkanie muzyków po latach, specjalna wersja studyjna dla iTunes ani nic podobnego. To po prostu nowa metoda masteringu, która wywołała w świecie nagraniowców, melomanów i audiofili tzw. „Loudness War”.

Skąd „wojna” w nazwie? Ano stąd, że w wyniku walki między wydawcami o coraz głośniejsze nagranie, muzyka jest dosłownie kastrowana z przekazu emocjonalnego, jaki artysta chciał nam przekazać i przez to my – słuchacze – jesteśmy dosłownie ofiarami tej wojny. Łatwo to można zrozumieć, gdy się pomyśli o tym jak trudno teraz uświadczyć gęsiej skórki gdy ulubiony kawałek się „rozkręca”, do tego mało kto już stosuje ciche pasaże w trakcie utworu, bo potem to i tak zostanie zrównane z głośniejszymi partiami niczym po przejeździe walca drogowego. Lubicie te subtelne instrumenty w trzecim planie? One również giną bezpowrotnie podczas kompresji. Tak samo jest z agresywnością perkusji i elektrycznych gitar. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że słuchanie tak „zmielonej” muzyki szybko męczy nasz słuch i mózg. Znacznie szybciej niż w przypadku nagrań o dużej dynamice i naturalnym brzmieniu.

Jasne, można powiedzieć, że to jest kolejny wymysł audiofili i nikt tego nie słyszy, ale to nie jest prawda. Wiele osób z branży muzycznej już dawno zwróciło uwagę na ten problem.

Bob Dylan powiedział w wywiadzie dla Rolling Stone:

Słucha się tych nowych płyt i są okropne, dźwięk je całkowicie przykrywa. Nie można niczego rozróżnić: ani wokalisty, niczego – zupełnie jak szum” a samo Rolling Stone określiło to zjawisko jako „Śmierć Hi-Fi.

Kolejnym profesjonalistą potępiającym omawiane zjawisko jest Geoff Emerick – Inżynier dźwięku pracujący m.in. z Beatlesami, Paulem McCartneyem, Elvisem Costello, Trevorem Rabinem, Kate Bush i Jeffem Beckiem.W 2003 roku otrzymał nagrodę Technical Grammy Award, która jest przyznawana za wybitne osiągnięcia w dziedzinie nagrań.

Ted Jensen, który jest uznawany za osobę odpowiedzialną za brzmienie albumu Death Magnetic Metallici, na oskarżenie o fatalną realizację nagrań odpowiedział:

Zdecydowanie podzielam Twoją reakcję. Jestem zmuszony uderzać głową o mur limitera skali każdego dnia. W tej sytuacji nagrania już dotarły do mnie w tej spłaszczonej formie. Wystarczy, że powiem, iż nigdy nie zostałbym zmuszony do przesterowania rzeczy tak bardzo, jak tu. Uwierz mi, że nie jestem dumny z tego iż jestem łączony z tym i możemy mieć nadzieję, że wyniknie z tego coś dobrego w pewnej formie gwałtownego sprzeciwu przeciwko głośnością ponad wszystko.

Ale po co zmieniać brzmienie w taki sposób? Oczywiście dla pieniędzy. Ktoś pomyślał, że jak dany utwór będzie w radiu głośniejszy od innych (przy niewielkich różnicach głośności mózg odbiera na początku głośniejszą muzykę jako lepiej nagraną)i na plastikowych głośniczkach w naszych laptopach/telefonach utwór miał większy „pazur”, to lepiej się sprzeda. Najczęściej uzyskiwane jest to poprzez kompresję dynamiki i zwiększenie poziomu głośności. Co otrzymujemy w zamian? Spadek jakości nagrania, mniejszą głębię, obciętą ilość detali, pogłosów i zniekształcenia (clipping) gdy przesterowany utwór wychodzi poza skalę dźwięku możliwego do odtworzenia. Okazało się jednak, że my – konsumenci – wcale nie jesteśmy tacy głusi i sprzedaż tak nagranych albumów zamiast wzrosnąć, spadła. To, że w tanim radiu samochodowym skompresowana muzyka brzmi lepiej, nie miało żadnego przełożenia na sukces finansowy. Publikacja z maja 2011 roku w „Journal of the Audio Engineerig Society” (artykuł „The Loudness War: Do Louder, Hypercompressed Recordings Sell Better?”) udowodniła tą tezę.

Jak to wygląda na wykresie? Weźmy na warsztat najpopularniejszą piosenkę serialową, czyli The Rembrandts – „I’ll Be There” z „Przyjaciół”.

Widzimy na wykresie dosłownie ścianę dźwięku, która bardzo szybko zaczyna męczyć słuchacza. Utwór został nagrany w 1995 roku.

A jak muzyka powinna brzmieć? Tak jak np. „Faith” Georga Michaela:

Różnica jest dosłownie miażdżąca. Dynamika jest ogromna, rozdzielczość stoi na bardzo wysokim poziomie, cały utwór brzmi harmonijnie, naturalnie i chce się go słuchać raz po razie. Rok nagrania: 1987.

Tutaj zaś bezpośrednie porównanie na bazie kolejnych remasterów piosenki Michaela Jacksona – Black or White. Czy trzeba coś dodawać?

Całą sytuację rewelacyjnie tłumaczy Matt Mayfield z firmy Matt Mayfield Music na tym filmiku:

Krótko, zwięźle i na temat.

Na nasze szczęście, dla równowagi powstają organizacje non-profit, które zrzeszają artystów i nagraniowców aby zadbać wspólnie o najwyższą jakość nagrań. Do takich należą m.in. niemieckie Pleasurize Music oraz Turn Me Up!, które stara się wprowadzić procedury badania i oznaczania płyt, które są poprawnie masteringowane. Warto też zerknąć na facebookowy fanpage Dynamic Range Day i prześledzić ich coroczne nagrody przyznawane za muzykę wolną od kompresji. Można tam znaleźć wiele znanych gwiazd i naprawdę dobrych albumów. Dzięki nim odkryłem ostatni album Daft Punk – Random Access Memories, który wygrał w 2014 roku. Może nie wszystkie utwory mi odpowiadają, ale np. taki „Contact” lub „Within” brzmią po prostu F E N O M E N A L N I E! Rozdzielczość dźwięku, nasycenie, dynamika, bas! Sprawdźcie sami. Znajdźcie albumy innych nominowanych i wygranych. Odkrywajcie świetną muzykę nagraną w doskonały sposób i piszcie w komentarzach co wam przypadło do gustu :)

Photo: Gudella/Depositphotos.

  • Forrest Gump

    Fajny artykuł. Oby!!! więcej podbnych zamiast nieudolnego wprowadzania polityki byle tylko dowalić rządowi i PiS

    • Pan Zenek

      Fajny artykuł. Koniec.

  • PhD

    „Najgorsze w tym wszystkim jest to, że słuchanie tak „zmielonej” muzyki szybko męczy nasz słuch i mózg. Znacznie szybciej niż w przypadku nagrań o dużej dynamice i naturalnym brzmieniu.” odnośnik do badań naukowych potwierdzających te teorię, bez obrazy ale wydaje mi się to stwierdzenie totalną głupotą(neurologia i audiologia jest w kręgu moich zainteresowań ta pierwsza nawet zawodowo)

    • hu-yu-wan

      Popieram postawę sceptyka, ale nie za bardzo wyobrażam sobie jak mogłoby wyglądać badanie potwierdzające/obalające tę teorię.
      Ze swojego doświadczenia, a więc nie będąc miarodajną próbą ;), mogę napisać, że przez ostanich kilka lat faktycznie coraz mniej i mniej słucham muzyki, bo nie mam audiofilskiego zacięcia a z drugiej strony muzyka puszczana z różnych spotify’ów czy innych mp3 szybko mnie męczy/drażni; flac’a z Floydów mogę przesłuchać od początku do końca z przyjemnością pomimo braku dobrego sprzętu odsłuchowego.

    • Marcin Matysik

      Tutaj jest praca opisująca m.in. ten problem: http://www.academia.edu/13800723/The_Mastering_Loudness_War_Can_The_Effects_of_Hyper-Compression_and_Increasing_Loudness_In_Commercially_Released_and_Broadcast_Music_Be_Reduced . Niestety tak jak piszesz, ciężko to poprawnie zbadać, bo zmęczenie słuchaniem muzyki jest dość subiektywne.

    • hu-yu-wan

      Jak przyznaje sam autor:

      The majority of research is empirical and anecdotal (…)

      Listening Fatigue
      Listening fatigue can be mental or physical and there exists a wide range of anecdotal evidence, however published studies on the topic are rare as it is particularly difficult to measure fatigue effectively.

      Nie wiesz więc z odpowiednio dużą pewnością, czy

      (…) słuchanie tak „zmielonej” muzyki szybko męczy nasz słuch i mózg

      a już tym bardziej:

      Znacznie szybciej niż w przypadku nagrań o dużej dynamice i naturalnym brzmieniu

      Wydaje mi się, że mnie faktycznie męczy bardziej, ale z drugiej strony generalnie nie lubię hałasu i go unikam znacznie konsekwentniej od rodziny czy znajomych; może w rzeczywystości jestem jednym na tysiąc z taką „przypadłością”. Nikt nie wie, bo nikt nie sprawdził i zapewne naukowo nie sprawdzi.

    • PhD

      To nie jest praca naukowa!!! a zwykła osoby „Niestety tak jak piszesz, ciężko to poprawnie zbadać, bo zmęczenie słuchaniem muzyki jest dość subiektywne.” autorze nie pisz o rzeczach o których nie masz pojęcia wystarczy pare minut z ABR aby można było sprawdzić stan zmyslu suchu.

    • hu-yu-wan

      Nie znam się ale wypowiem – wczytawszy się w Wikipedię wnioskuję, że ABR nadaje się idealnie do oceny stanu słuchu bo pozwala na sprawdzenie reakcji na dźwięk na granicy słyszalności (tak, że świadomie nie odróżnimy dźwięku od naturalnego szumu wywołanego np. przepływem krwi, ale można to wychwycić w EEG).
      Biorąc pod uwagę, że każðy ma swoją indywidualną odpowiedź na bodźce nadal nie za bardzo rozumem, jak wyglądałoby badanie sprawdzające czy muzyka o małej dynamice jest bardziej męcząca (czy mając lepszy materiał spędziłbym słuchając go z przyjemnością dłużej). Problemem już będzie samo ustalenie, z jaką głośnością powinny być odtwarzane materiały o różnej dynamice, żeby porównać „zmęczenie” jakie wywołują.

    • PhD

      „Wydaje mi się, że mnie faktycznie męczy bardziej, ale z drugiej strony generalnie nie lubię hałasu i go unikam znacznie konsekwentniej od rodziny czy znajomych; może w rzeczywystości jestem jednym na tysiąc z taką „przypadłością”. Nikt nie wie, bo nikt nie sprawdził i zapewne naukowo nie sprawdzi.” sprawdz czy nie masz problemu ze słuchem na danych częstotliwościach oraz ABR, chociaż po prostu wszystko zależy od różnych bodzców w przeszłości oraz jak się twój mózg ukształtował. Co do badań zainteresuj się Michael Merzenich przeprowadził bardzo ciekawe badania na temat PAC(primary auditory cortex) plastyczności.

    • Digins

      Potwierdzam tezę empirycznie.

    • PhD

      Empirycznie wiele potwierdzało że palenie fajek nie ma zlego wplywu na zdrowie… Zapewne wiesz że to raczej jest mało prawdopodobne :)

    • karroryfer

      Nie trzeba badań aby wiedzeć że muzyka w której zdarzają się chwile ciszy jest lepsza od jednostajnego łomotu.
      No chyba że ktoś jest takim phd jak ty
      :P

    • LinekPark

      Epica… :)

  • Jestem Lujem

    Yyyy… wykresy przedstawione dla porównania dotyczą dwóch różnych piosenek? :P

  • itakumre

    Fajny art. Z tym, że dotyczy to głównie muzyki popularnej, takiej puszczanej w radiu.
    Do lokalnej muzyki używam programu MusicBee gdzie zamiast paska postępu utworu mam właśnie wykres natężenia dźwięku i widać tam jak na dłoni różnicę między muzyką niszową a właśnie tą z głównego nurtu.

  • NG

    Sprawa znana melomanom. Nie znana w ogóle zwykłym zjadaczom chleba. Na moim sprzęcie głównie dobrze chodzą tylko płyty z lat 70 – 80. Współczesne realizacje – zwłaszcza rock to coś strasznego – w większości przypadków. Kiedyś kolega przyniósł mi kilka płyt jakiejś kapeli i mówi – „posłuchaj, to jest nagranie demo – z ich domu, ze studia domowego, nigdy oficjalnie nie wydane na płycie. Muszę przyznać, że byłem zaskoczony jakością nagrania – chociaż to był jakiś taki niszowy metal. Następnie wrzuca drugą płytke i mówi: A teraz posłuchaj ich płyty oficjalnie wydanej, z koncernu płytowego – i usłyszałem ścianę agresywnego głośnego dźwięku”. Mam wrażliwe uszy i drogi i dobry sprzęt w domu i żadne walory artystyczne nie zmusiły by mnie abym taką płytę wrzucił do odtwarzacza. No niestety masa płyt jest niesłuchalna w ogóle. A im lepszy sprzęt kupicie i lepiej pokój przystosujecie do słuchania muzyki tym więcej płyt nadaje się na śmietnik.

    • Marcin Matysik

      Właśnie o to mi chodziło, by naświetlić sytuację osobom niezorientowanym w temacie ;)

    • NG

      Obawiam się, że tu akurat więcej będzie tych obeznanych :) Gdyby udało się Pan w „pani Domu”, „gali” „Zwierciadle”, „Przeglądzie wędkarskim” itd zamieścić ten artykuł… :D

    • Marcin Matysik

      Kto wie.. Może kogoś jednak uświadomię w ten sposób ;) Jedna osoba wystarczy by moja praca nie poszła na marne ;)

    • Liliana

      No to jestem. Jedna osoba uświadomiona ;)

    • zamrai

      Ja też się podpisuję jako uświadomiony. O kompresji dźwięku wiem ale do głowy by mi nie przyszło, że tak kastrują nawet nowe wydania CD.

    • Marx

      dopiszę się. Wiedziałem że coś jest nie tak, ale nie wiedziałem co, Teraz już wiem.

  • Stachu

    No tak, przykład muzyki z czołówki Friends, to już klasyka w tym temacie. Warto zauważyć, że to nie jest tak, że artyści nie dostrzegają problemu, bo równolegle z płytami CD z kompletnie zmasakrowanym dźwiękiem, wychodzą winyle z zupełnie innym masterem. Oczywiście trzeba zapłacić ekstra i mieć patefon czy inne ustrojstwo. Niedawno wydano płyty Rammsteina na winylu (XXI). W porównaniu z okropnymi wydaniami na CD, ta wersja po prostu miażdży. Kilka tygodni temu kupiłem płytę CD i po zgraniu na WV sprawdziłem dynamikę. DR5. Napisałem do zespołu z pytaniem czy wersja na czarnej płycie ma inny mastering, bo CD nie da się słuchać. W odpowiedzi dostałem informację, że zespół (przynajmniej wokalista) jest zadowolony z dźwięku bo nad masteringiem czuwał inżynier, który dostał za swoją pracę nagrodę Grammy. Sprawdziłem i rzeczywiście, dostał, ale nie za zniekształcanie dźwięku i masakrowanie dynamiki, ale za doskonałe mastery, np: Buddy Guy – Living Proof, czy pracę nad płytą Traveller Chrisa Stapletona. Przed kupnem jakiejkolwiek płyty warto wejść na http://dr.loudness-war.info/ i sprawdzić czy nie kupujemy bubla. Warto też wiedzieć, że na pewnej popularnej, rosyjskojęzycznej stronie aż roi się od doskonałych ripów winyli 24/192kHz, które warto ściągnąć i potraktować SoXem (do 16/44kHz), no, chyba, że macie dużo miejsca na dysku.

    • NG

      Taki RIP Vinyla jest lepszej jakości od CD? nigdy nie miałem okazji czegoś takiego słuchać.
      U mnie zasadniczo Vinyle chodzą lepiej, szczególnie te nie tknięte cyfrowym masteringiem :) Czyli wszystkie stare i trzeszczące kupowane pokątnie w dziwnych miejscach.

    • Stachu

      Jak ci nie przeszkadza większy szum i kliki to ripy LP są o niebo lepsze. Oczywiście często taki rip jest przepuszczany przez iZotope, czy AA, co powoduje eliminację większości trzasków, często wszystkich (w miarę słyszalnych).

    • Zephyrus

      Technicznie, winyl nie jest lepszy w żadnym aspekcie od CD. http://www.diffen.com/difference/CD_vs_Vinyl_Record Oprócz jednego. Natura tego nośnika wymusza taki a nie inny mastering. Nie można generalnie stosować Loudness na czarnych krążkach. Gdzie w przypadku CD-Audio to hulaj dusza. Z drugiej strony. Nośnika cyfrowego nie można pogłaśniać w nieskończoność. W wyniku tego, sprasowanie dynamiki.

      Ale zdarzają się ówczesne wydania na CD wybitne pod tym kątem.

      2007 rok.
      Halo 3 OST, dwu płytowe wydanie. Średni dynamic range dobijający do 14 i 15.
      A z czego ta płyta? A z gry. By Martin O’Donnell & Michael Salvatori

      CD1
      http://dr.loudness-war.info/album/view/1780
      CD2
      http://dr.loudness-war.info/album/view/1781

      Do tej pory używam jako mojego ulubionego samplera.

    • q23main

      Dzięki za pokazanie http://dr.loudness-war.info/

    • Spark

      Dobra to teraz poproszę ten rosyjski portal :) może być na priv :D

    • Stachu

      rutracker. org

    • Spark

      Nie znam rosyjskiego :(

    • Stachu
    • Spark

      Niestety mam bana na Google. :)

    • Digins

      Warto jeszcze zaznaczyć, że DR to nie wszystko. Znam albumy z DR12, których nie da się słuchać i takie z DR5, które słucham z przyjemnością.

    • Stachu

      Oczywiście, ale ta reguła nie ma zastosowania w przypadku metalu.

    • wefhy

      No właśnie – ripy winyli. Też często takich szukam, bo faktycznie brzmią lepiej niż inne nagrania, tylko szkoda, że żeby dostać dobrą muzykę, musi ona przejść przez dodatkowe analogowe stadium, gdzie tracimy jednak trochę na jakości.
      Nie wiem, czy artyści nie wpadają na pomysł, żeby na przykład otworzyć dodatkową sprzedaż wysyłkową płyt CD/DVD dobrej jakości dla rzeczywistych fanów, czy po prostu umowy z wytwórniami im tego zabraniają, ale szkoda, po prostu szkoda, że wszystko zostało zdominowane przez popularne przesterowane płyty… niby jakieś 192kHz 24b, a jakość koszmarna.

    • Stachu

      Jeśli mowa o starszych nagraniach to „analogowe stadium” jest ich naturalnym stanem i digitalizacja wnosi potencjalne straty. W przypadku kopiowania winyli ważny jest sprzęt i o jeśli musisz szukać muzyki na torrentach to trzeba to robić tam, gdzie oprócz samego torrenta są też informacje o sposobie zgrywania i sprzęcie jaki został użyty. Nie wiem co masz na myśli pisząc przesterowane ripy, ale ja jeszcze się nie naciąłem. Wysoka rozdzielczość i częstotliwość nie mają znaczenia jeśli chcesz po prostu słuchać muzyki, jak zrobisz downsampla do 16/44kHz to zaoszczędzisz sporo miejsca.

    • wefhy

      Nie neguję tego, że naturalny stan starych nagrań to analogowy. Mówię o nowszych, gdzie mamy
      Audio-> zapis cyfrowy – > winyl -> zapis cyfrowy – > audio. Uznając oczywiście, że chcemy posłuchać muzyki w dobrej jakości, ale na cyfrowym sprzęcie.
      Jak dla mnie logiki tu nie ma i wolał bym od razu dostać wersję sprzed nagrania na winylu. Nawet jak miałbym zamawiać płytę od artysty i czekać na swoją kolejkę po kilka tygodni.
      Nie pisałem nic o przesterowanych ripach. Wspomniałem tylko o przesterowanych płytach(CD/DVDaudio), które mogę znaleźć w sklepie na półce.

      Co do jakości przechowywania – na PC mam miejsce, więc wolę oryginał. Na czymkolwiek przenośnym – AAC 320 kbps vbr. To dość optymalne rozwiązanie.

    • Stachu

      No i co stracisz na torze Audio-> zapis cyfrowy – > winyl -> zapis cyfrowy – > audio? I w którym miejscu?

  • rdubisz

    Temat wałkowany wielokrotnie i świadomym słuchaczom znany od lat. Problem tylko w tym, że takich słuchaczy jest ułamek ogółu kupującego muzykę. A przeciętnemu konsumentowi jest to kompletnie obojętne, bo i tak słucha pirackiej mp3 w 128 kbit/s na telefonie ze słuchawkami za 10 zł lub z głośników laptopa.

    • Marcin Matysik

      Ale sytuacja zaczyna się zmieniać. Teraz większość telefonów brzmi przyzwoicie a niektóre nawet bardzo dobrze. Do tego dochodzą usługi takie jak Tidal Hi-Fi, a ludzie też zaczynają wydawać coraz większe pieniądze na słuchawki.

    • rdubisz

      To prawda, ale nadal jest to zwyczajnie margines. 99% ludzi to nie obchodzi, więc szybkiej zmiany na lepsze bym się nie spodziewał. Jedyna nadzieja w niezależnie wydawanej muzyce – z moją kapelą naszą pierwszą płytę w całości nagraliśmy, wyprodukowaliśmy i wydaliśmy sami. No i dzięki temu dynamika nie jest skompresowana i słychać wszystko, co miało być słychać ;)

    • Marcin Matysik

      Jasne, zmiany wymagają czasu. Ale żyjemy w dobie informacji i jesteśmy coraz bardziej świadomymi konsumentami ;)

  • Jasiek

    Grzegorzu Marczaku :) proszę więcej takich tekstów, a nie politycznego gówna.
    Pozdrawiam ciepło

    • Marx

      dokładnie tak. Wartościowy tekst warto docenić. Szkoda że redakcja i tak oleje nasze komentarze ciepłym sikiem. Bo liczą się odsłony a nie merytoryczna dyskusja. Bo trzeba mieć na SUVa.

    • wefhy

      Merytoryczna dyskusja zwiększa liczbę odsłon, bo ludzie wchodzą odpowiadać ;)

      … Niestety każda dyskusja ją zwiększa :P

    • Marx

      merytoryczna dyskusja to nic przy politycznych flame’ach

  • Piotrooo

    Zróbcie porównanie jakości dźwięku popularnych streamingów 😉

  • Filip

    Tylko częściowo zgadzam się z autorem. To prawda, że niższy poziom kompresji jest zaletą starych kawałków (np. Pink Floyd), ale jest wiele innych aspektów nagrań (jakość mikrofonów, poziom szumów, brzmienie instrumentów), które moim zdaniem stawiają gorzej stare płyty. Nie kumam ludzi, którzy uważają nagrania z lat 80. za jakościowo lepsze. Są również zwolennicy 30 letnich samochodów, ale nikt rozsądny nie powie, że w latach 80tych produkowano lepsze auta.

    • Marcin Matysik

      To przesłuchaj proszę jeden z moich ulubionych przykładów z 1988 roku: Tracy Chapman – Fast Car. Tylko koniecznie na pliku dobrej jakości. Naprawdę sądzisz, że nowe utwory brzmią lepiej albo bardziej naturalnie? Jest fajny film o tym, jak m.in. nowe metody nagrywania dźwięku psują muzykę – Sound City. W zasadzie to jest paradokument prowadzony przez Dave’a Grohla z wieloma gwiazdami popularnej muzyki.

    • Filip

      Znam ten utwór, ale jutro przesłucham pod kątem brzmienia. Nawet jeśli brzmienie mnie zachwyci, będzie to jeden z wyjątków. Poza tym podajesz utwór z roku 1988, gdzie poziom nagrań zaczął już być wystarczająco dobry. Przysłowiowy Pink Floyd (z całym szacunkiem) to lata 70te, gdzie królowały kartonowe bębny, szumy i płaskie częstotliwości wysokie.

    • LinekPark

      Dave mądry gość. Dobrą muzykę robi, a ostatnio także dobry dokument o jej tworzeniu.

    • wefhy

      Ale tu chodzi o to, że te wszystkie elementy jak jakość mikrofonów, czy brzmienie instrumentów w porównaniu do kompresji dynamiki są po prostu pomijalne.
      Owszem, mają znaczenie, dlatego dzisiejsza muzyka nagrana tak jak trzeba jest znacznie lepsza od 40-letnich winyli. Niestety mało kto takie nagrania wydaje.

  • aquarius01

    Dlatego zrezygnowałem ze streamowanej muzyki i nie kupuję nowych płyt w wielkich wytwórniach. Mam sporo własnego materiału do przesłuchania z lat 80/90 i ich się trzymam a nowe zakupy tylko z małych i niezależnych wytwórni. Pozdrowienia dla GAD Records :)

  • aquarius01

    Artykuł spoko. Podkładem szybko i bezproblemowo jak na antyweb przystało. Oby tak dalej :)

  • Spark

    Daft Punk – Random Access Memories to moim zdaniem najlepiej nagrana płyta ostatnich 10 lat. Sam tylko hit Get Lucky chłopaki z Daft Punk składali 8 miesięcy! dopracowując każdy detal brzmienia. Przy nagrywaniu kawałka Giorgio By Moroder do rejestracji głosu Morodera użyli dwóch mikrofonów – pierwszy mikrofon z czasów świetności Morodera oraz najnowocześniejszy mikrofon mający wszystkie inne pod sobą. Nałożyli dwa nagrania na siebie i dlatego głos Morodera gdy opowiada o swoich początkach jest tak ciepły i miły dla ucha.

  • CO JA CZYTAM
    Że niby „Random Access Memories” jest dobrze zmasterowane i ma prawdziwą dynamikę? Ci gościowie chyba nigdy nie słuchali wersji z HDTracks. Utwór nr 1 jest świetny, ale zmasakrowany przez Loudness War brzmi jak luźny stolec.

  • Abotage

    Wszystko dlatego, bo jakość sprzętu do odtwarzania muzyki zmalała, kiedyś naturalnym było np. kupno karty dźwiękowej, dziś ludzie słuchają muzyki przez laptopy z chińskimi kartami dźwiękowymi o beznadziejnej jakości albo przez głośniczki bluetooth o małej mocy. Jeszcze w latach 90 w segmencie konsumenckiego audio były wieże o dużej mocy, z dużymi głośnikami które brzmiały całkiem nieźle (choćby taka Aiwa NSX999). Że nie wspomnę o wzmacniaczach i kolumnach dających jeszcze lepszy dźwięk. Nie było potrzeby sztucznego podgłaśniania muzyki bo sprzęt był mocny. Teraz wszystko musi być slim, mini i eko, dlatego moc jest malutka (15, 30W – tyle co nic). W/w Aiwa pobierała z sieci 820W ale przy połowie głośności miałeś w domu salę koncertową.

    Słucham głównie starszych nagrań na starym (późne lata 80) sprzęcie i mam moc oraz jakość za którą dziś musiałbym zapłacić z tysiąc złotych jak nie więcej. Polecam taki sprzęt, działa bezawaryjnie do dziś i cieszy ucho ciepłym miłym dźwiękiem.

    • wefhy

      Z tymi kartami dźwiękowymi to nie przesadzajmy. Ja mam na przykład w komputerze zintegrowaną – ALC1150. Co prawda nadal ustępuje miejsca dedykowanym DAC’om, ale kupne karty dźwiękowe sprzed 15 lat mają się do niej nijak. Co z tego, że były dedykowane, kosztowały wiele i zajmowały sporo miejsca. Jednak nawet mimo tej miniaturyzacji technologia poszła do przodu.
      Inna kwestia, że wzmacniacze A już rzadko widuję gdziekolwiek. Nawet w wyższej klasie, AB stało się standardem. W produktach na rynek masowy dostajemy ogromnej mocy wzmacniacze D… Dlaczego? Bo „mają więcej watów” i przez to lepiej się sprzedają.
      A ja na przykład nie pamiętam, kiedy ostatnio podkręciłem wieżę, czy wzmacniacz słuchawkowy powyżej 1/4 skali. No przecież ogłuchnąć można.

      PS A ww Aiwa to nie ma czasem transformatora na jakieś 250W? te 820 to się wydaje być bajką

  • LinekPark

    Staram się to wszystko od jakiegoś czasu zrozumieć, choć nie mam narzędzi do sprawdzenia takich rzeczy. Mam więc pytanie, co sądzicie o jakości brzmienia tego kawałka o swietnym tekście, choć nie o tym dziś?

    http://www.youtube.com/watch?v=CivOTXAOhrU

    • Marcin Matysik

      Przydałby się WAV albo FLAC do sprawdzenia i zbadania. Z Youtube niewiele jestem w stanie ocenić :/

    • LinekPark

      Płyta dopiero w końcówce października. :/

  • barrtekk

    Super artykuł! Zawsze mówię o sobie, że nie słyszę muzyki ale chyba od zawsze to czułem i myślę, że dlatego tak lubię muzykę klasyczną i poważną. Na pewno zobaczę „Sound City”.

    Jak jest ze streamingiem? Czy podawane utwory jako te ‚dobre’ w Spotify i tak będą słabe? Odtwarzam bezpośrednio na Fidelio E6.

    • Marcin Matysik

      Spotify to kontrowersyjny temat od dawna. Jest tam stosowana normalizacja dźwięku, która potrafi nieco obniżyć dynamikę, ale nie na każdym sprzęcie jest to nawet słyszalne. Można też ją wyłączyć w opcjach, ale wtedy może być potrzebna częsta regulacja poziomu głośności przy zmianie utworów.

  • masi0

    Świetny artykuł! Brawo! Więcej takich poproszę!

  • Misiekthebeer

    It’s true…
    Choc powoli widać powrót do przykładania się do masteringu nagrań, poza tzw. Mainstreamem.
    Moze po tym nieszczesnym death magnetic, ktos powiedzial ze nie tedy droga. Bo chyba rak id tego momentu, zaczelo sie szerzej pisac i mowic o masteringach.

    I cały czas sa artyści, ktorym zalezy i zależało na doskonałej realizacji dźwięku, na równi z nagrywanym materiałem.

    A tak btw metallica nie do konca miala szczescie do realizacji nagran. „Czarna” plyta brzmi okropnie, mimo genialnej zawartosci.

  • tb

    na soundcloudzie i mixcloudzie widac obwiednię kawałków i jakos wykorzystywanie 100% dynamiki nie jest tam powszechne, opisane tu praktyki dotyczą może marginesiku, paru wytwórni. ciekawsza imo jest kwestia głębokosci modulacji w radio – porównajcie sobie np dwójkę i rmf

    • Marcin Matysik

      Kings Of Leon, U2, Metallica, Soundgarden, Porcupine Tree, Foo Fighters, Dream Theater, Audioslave, Oasis, Red Hot Chili Pepper, Michael Jackson, Genesis.. To jest „marginesik” ?!

    • tb

      12 kapel w odniesieniu do jakichś 10 tys to nawet margnesik, rzekłbym. ale rozumiem ocb, pewnie je kwalifikujesz do tzw „lepszych” tj powszechnie znanych więc nie wypada ich nazywać marginalnymi :)

    • Marcin Matysik

      Bardziej chodzi mi o ich popularność i przełożenie na ilość sprzedanych płyt ;) A wymieniłem tych wykonawców „na szybko” z pamięci. Pełna lista byłaby naprawdę długa. Zobacz proszę na http://dr.loudness-war.info . Rozumiem, że niektórzy wykonawcy chcą takiego brzmienia, ale większość nie ma wyboru, bo wytwórnia ma swoją wizję nagrania.