22

Lotnisko Chopina zamknięte dla pasażerów od 2027 roku. Co potem?

Porty lotnicze w Polsce już teraz bywają bohaterami anegdot, a nie można wykluczać, że tematów do żartów przybędzie. Wszystko za sprawą planów budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Bo chociaż projekt jest bardzo ambitny i nie brakuje argumentów przemawiających na korzyść tej inwestycji, to jak zwykle brakuje koordynacji działań i jasnego postawienia sprawy. A gdy już padają konkretne deklaracje, nie wiadomo, jak na nie reagować.

Lotnisko Chopina zostanie zamknięte – taki komunikat podały wczoraj media. Nie używano przy tym stwierdzeń „kiedyś”, „w przyszłości” czy „w dłuższej perspektywie”, podano konkretny rok: 2027. Może się wydawać, że dekada, która dzieli nas od wspomnianego celu, to szmat czasu. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o projekcie i biznesie, w którym czas mija inaczej niż w świecie komputerów i smartfonów.

Głośno o planach zamknięcia stołecznego portu powiedział w telewizji publicznej pełnomocnik rządu odpowiedzialny za budowę Centralnego Portu Lotniczego. Mikołaj Wild wspominał o tym już kilka tygodni temu, ale teraz wydaje się pewny swoich słów. Gdy prace w Gminie Baranów będą zmierzać ku końcowi i będzie można uruchomić nowe, duże lotnisko, stołeczny port ma być wygaszany. Tu jednak pojawia się pewna ciekawostka: nie ma pewności, co stanie się z tym gigantycznym obszarem.

Wspomina się, że może tam funkcjonować… lotnisko. Tak, to nie żart. Port imienia Fryderyka Chopina mógłby obsługiwać loty czarterowe i transportowe, a także samoloty wojskowe. Złośliwi powiedzą, że to czysta złośliwość polityków: innych pasażerów przeniosą kilkadziesiąt kilometrów pod Warszawę, sami natomiast będą korzystać z opustoszałego lotniska ulokowanego w mieście. I wskażą na obronność jako kwestię, która będzie przemawiać za utrzymaniem tego miejsca przy życiu.

Przeciwnicy tego rozwiązania przekonują oczywiście, że przeprowadzka do CPK musi oznaczać całkowitą likwidację stołecznego portu – tereny przez niego zajmowane, a mowa o setkach hektarów, powinny być przeznaczane pod rozbudowę stolicy. To przyniesie przynajmniej część środków na budowę CPK. A ta inwestycja pochłonie dziesiątki miliardów złotych. W wersji mniej radykalnej wspomina się o okrojeniu tego portu do niezbędnego minimum, ale pozostawieniu go do dyspozycji pasażerów – jeśli ktoś chce latać z tego miejsca, niech płaci więcej. Ruch spadnie, lotnisko nadal będzie zarabiać, pozyska się sporo terenu pod inwestycje.

W obecnej sytuacji jest tak, że lotnisko w Modlinie ma problem z rozbudową i modernizacją/remontami, ponieważ nie może pozyskać na to środków (efekt politycznej zawieruchy). Centralny Port Lotniczy to na razie projekt istniejący na papierze – wciąż nie wiadomo np. skąd pozyskać środki na jego budowę. A lotnisko Chopina w obecnym kształcie nie przetrwa, na co wskazują słowa wspomnianego pełnomocnika. Przewoźnicy i pozostałe firmy z sektora transportu czy logistyki mają problem, nie mogą podejmować decyzji na temat rozwoju. Przynajmniej nie długofalowo. To samo dotyczy zresztą portu stołecznego i jego okolic: czy warto jeszcze pakować pieniądze w to miejsce? Czy ostatnie inwestycje miały sens?

Jak to często u nas bywa: pada sporo słów, plany są wielkie, ale już na etapie projektowania widać, że szykuje się niezłe zamieszanie. Możliwe, że teraz urzędnicy i politycy zaczną debatę na temat przyszłości portu stołecznego, będą przedstawiać najlepsze, ich zdaniem, rozwiązania, kłócić się, a budowa CPK zejdzie na dalszy plan. W efekcie lotnisko nie powstanie nawet za dwie dekady. To przypomina sytuację z polskim samochodem elektrycznym: najpierw zajmiemy się autem i to jego karoserią, a potem infrastrukturą oraz sektorem energetycznym, który wymaga modernizacji i inwestycji…