44

Liroy chce zreformować polskie radio. Super, ale nie tędy droga

Jestem pod ogromnym wrażeniem transformacji Liroya (teraz już Pana Posła Piotra Liroya-Marca), który niegdyś bez ogródek śpiewał o swojej chęci do odbywania czynności seksualnych, a teraz żongluje różnorakimi pomysłami. Niektóre są ciekawe, ale lekko nierealne. Ten natomiast jest... owszem ciekawy, ale prawdopodobnie szkodliwy i mam nadzieję, że kompletnie nierealny.

Panu Liroyowi nie podoba się fakt, że w polskich rozgłośniach radiowych częściej „puszcza się” muzykę zagraniczną niż tą stworzoną przez działających nad Wisłą wykonawców. Dlatego też, w imię promowania wolnej konkurencji proponuje nowy zapis (w formie projektu), który będzie niczym innym jak ingerencją prawną, wedle której połowa emitowanych utworów ma stanowić propozycje od polskich artystów. Uzasadnienie? Ochrona polskiej kultury (już pal licho z tym, że sporo w niej zachodnich naleciałości…) oraz równy dostęp do dóbr kultury własnej.

Projekt Liroya-Marca art. 15 ust. 2 ustawy o radiofonii i telewizji:

Nadawcy programów radiowych, z wyłączeniem programów tworzonychw całości w języku mniejszości narodowej lub etnicznej, lub w języku regionalnym w rozumieniu art. 19 ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym (Dz. U.z 2015 r. poz. 573), przeznaczają co najmniej 50% dobowego czasu nadawania w programie utworów słowno-muzycznych na utwory, które są wykonywanew języku polskim lub są związane przez osobę wykonawcy (zespół wykonawczy, solistę lub dyrygenta), kompozytora lub autora opracowania, z kulturą polską, z tego co najmniej 10% w ciągu 12 miesięcy od wejścia w życie ustawy, a po tym czasie co najmniej 20% na utwory wytworzone przez twórców niezależnych. Co najmniej 60% utworów słowno-muzycznych, które są wykonywane w języku polskim lub są związane przez osobę wykonawcy (zespół wykonawczy, solistę lub dyrygenta), kompozytora lub autora opracowania, z kulturą polską powinno być nadawane w godzinach 5-24.

via WirtualneMedia.pl

Polska muzyka nie ma szans z zagranicznymi propozycjami

To według Liroya-Marca jest jednym z powodów, dla których w rozgłośniach radiowych królują obce piosenki. Polscy wykonawcy, aby móc z nimi konkurować muszą nie tylko dopasowywać się do zachodnich wzorców (które w sposób naturalny zmieniają również i naszą rodzimą muzykę), ale również są zmuszone zawierać kontrakty z zachodnimi wytwórniami, które mają spory wpływ na to, jak później wygląda muzyka. Według posła, następuje wtedy zatracenie tradycyjnych, polskich wartości kulturowych.

Nie chcę być w tym momencie złośliwy, ale Pan Liroy prawdopodobnie zapomniał jak to było, gdy był cielęciem, a w tym momencie wychodzi z niego typowy wół. O ile szanuję jego przemianę i z uwagą śledzę jego pomysły polityczne, tak muszę przypomnieć i jemu i Wam, że w przeszłości sam, prawdopodobnie bez żadnych nacisków z zewnątrz zapatrzył się na Cypress Hill i z utworu Hole in the head pożyczył sobie sample’a, którego następnie wykorzystał w utworze: „Scyzoryk”.

Liroy – Scyzoryk:

Cypress Hill – Hole in the head

Nie chciałbym, aby był to najważniejszy argument za tym, by taki projekt nie został w ogóle wcielony w życie. Odniosę się do pewnej ułomności logicznej uzasadnienia proponowanego zapisu: Pan Piotr Liroy – Marzec mówi o wspieraniu wolnego rynku muzyki. Wiecie, jeszcze nie widziałem „wolnego rynku”, który jest tworzony przez czysto regulacyjny zapis nakładający na kogokolwiek pewne obostrzenia. A tymczasem ten projekt się do tego sprowadza: ma być połowa polskiej muzyki w radiu i basta.

Eksperci oraz wydawcy nie mają złudzeń. Proponowany projekt nie jest potrzebny – za to może mieć szkodliwe dla rynku muzycznego skutki

Dyrektor muzyczny Radia ZET – Zbigniew Zegler dla WirtualneMedia.pl wypowiedział się, iż rolą stacji komercyjnej jest granie takiej muzyki, jaką chce usłyszeć możliwie szeroko grono odbiorców. Działa tutaj więc swego rodzaju wolnorynkowy mechanizm, w którym to „niewidzialna ręka rynku” (a to już jest bardzo lubiane określenie przez sympatyków pewnej partii) reguluje to, co jest lubiane, a to, co nie jest. Czy stacje radiowe mają cokolwiek w tej kwestii do gadania? Pośrednio tak, ale to przede wszystkim notowania oraz badania pokazują to, co jest pożądane na rynku muzycznym. Regulowanie tego ustawą, stosowanie swego rodzaju „handicapów” dla polskich produkcji to już nie tyle akcja pomocowa, co siłowe wyciąganie za uszy rodzimego przemysłu do góry.

Absolutnie nie mam nic przeciwko polskim produkcjom muzycznym – ja się ogromnie cieszę, gdy pojawia się coś, co naprawdę cieszy ucho i wskazuje na wysoki standard twórcy. Biorąc jednak pod uwagę ogół muzyki popularnej w naszym kraju… nie dziwię się, że jest jej mniej w radiu niż zagranicznych propozycji. Na proponowanych przez Liroya zmianach zaś mogą zyskać serwisy streamingowe (zachodnie!), gdzie konsumenci będą realizować swoje potrzeby.