52

LG G5 smartfonem wyprzedzającym swoje czasy. Co nie zagrało?

My geecy, nerdzi, fani technologii łakniemy innowacji. Wieszamy psy na producentach z branży mobilnej, że działają zachowawczo i nie szukają nowych pomysłów. A tymczasem, gdy te trafiają na rynek, okazują się niepowodzeniem. Czy zatem opłaca się być nudnym?

W minionym kwartale na rynek trafiło 343,3 mln smartfonów. W porównaniu z rokiem ubiegłym to niewiele więcej – zaledwie 0,3 proc. (wówczas dostawy wyniosły 342,4 mln). Nikogo to jednak nie dziwi, bo w Q1 2016 wzrost w skali roku wyniósł zaledwie 0,2 proc. Rynek smartfonów wydaje się stać w martwym punkcie. Albo wystrzeli w górę za sprawą jakiegoś bodźca, albo sukcesywnie będzie hamował i w końcu zacznie się kurczyć. Smartfony podzielą wówczas los laptopów, które z roku na rok sprzedają się w coraz mniejszej liczbie egzemplarzy. Oczywiście nie będzie to miało aż tak dużej skali, bo producenci przyzwyczaili nas już do wymieniania sprzętu mobilnego maksymalnie co dwa lata, a Google do wypuszczania każdego roku nowego Androida, którego nasz model ze średniej półki na pewno nie zobaczy. Ale ja nie o tym.

LG G5 nie muszę Wam przedstawiać. Smartfon w recenzji na Antywebie zgarnął solidną notę i okazał się udanym produktem – mimo kilku wpadek. Trudno zresztą pisać o nim źle – to odważny koncept modularnego urządzenia, ale też przede wszystkim solidna słuchawka z topowymi podzespołami i jednym z najlepszych aparatów fotograficznych na rynku. Spędziłem z nim o wiele dłużej niż 2 tygodnie i nie zmieniłbym w mojej recenzji nawet jednego słowa.

Rynek jednak zweryfikował ją dość brutalnie, bo LG G5 sprzedawać się nie chce. Kiedy Samsung notuje rekordowe w swojej historii wyniki finansowe wygenerowane w głównej mierze przez sprzedaż SGS7, mobilna dywizja LG przeżywa kryzys. Drugi kwartał br. (czy też pierwszy roku fiskalnego w LG) przyniósł stratę na poziomie 132 mln dolarów. To tylko nieznaczna poprawa względem poprzedniego kwartału, kiedy strata wyniosła 168 mln dolarów. Wówczas Koreańczycy tłumaczyli to wysokimi nakładami finansowymi na produkcję i promocję LG G5, co nadchodzące okresy miały zrekompensować. Niestety tak się nie stało, choć sprzedaż w skali roku wzrosła o aż 12 proc. LG Mobile przyznaje w informacji prasowej, że to niezadowalające wyniki. I trudno się dziwić, bo całe LG radzi sobie doskonale i bije kolejne rekordy, chwaląc się zyskiem operacyjnym na poziomie 500 mln dolarów.

Co nie zagrało? W swojej recenzji sprzed kilku miesięcy pisałem:

…ta najmocniej promowana modułowość i ekosystem urządzeń na chwilę obecną są iluzją. W modułach do G5 nie widać nawet grama innowacyjności. Wprowadzone na rynek akcesoria też niczego nowego nie stanowią.

Oceniają LG G5 miałem ogromne nadzieje związane z modułami, jakie LG mogłoby jeszcze wprowadzić na rynek. Smartfon był obietnicą spójnego ekosystemu hardware’owego, którego sercem miała być aplikacja LG Friends do zarządzania tym wszystkim. Finalnie niestety producent potrafił powiedzieć tylko „A”, zaś na „B” zabrakło pary w ustach. LG G5 skończył z trzema dość nudnymi modułami, które nie oferowały na tyle dużych korzyści, aby klienci rzucili się po nie do sklepów. Pomijam już tutaj fakt, że na ogół osoby kupujące telefon z najwyższej półki oczekują produktu kompletnego, do którego nie będą musieli już dopłacać. I choć LG G5 taki był, to pozostawiał pewien mały niedosyt. Ten mogły zaspokoić nowe moduły, których nigdy nie zobaczyliśmy (i prawdopodobnie nie zobaczymy). Plan LG stanął pod dużym znakiem zapytania.

Minęła połowa roku. LG G5 miał swoją premierę kilka miesięcy temu. Samsung Galaxy S7 bije rekordy. Co teraz? LG ma się skupić na seriach K i X, które po wprowadzeniu we wszystkich regionach świata miałyby przynosić zyski. Dużą nadzieją jest też seria V. Model V10 okazał się dużym sukcesem i zebrał bardzo pozytywne oceny – w tym moją. Zatem V20 wejdzie na rynek z pewnym kredytem zaufania, co być może przełoży się na lepsze wyniki. Mam wrażenie, że wśród fanów LG jest jeszcze cała masa osób używających modeli G3 i G4, a to doskonała grupa docelowa dla nowych urządzeń. To już jednak wyłącznie spekulacje.

Jednocześnie kilka tygodni temu na konferencji w USA Lenovo zaprezentowało swoje modułowe smartfonyz serii Moto Z. Oczywiście mechanizm ten przemyślano od nowa, więc pod pewnymi względami jest lepszy od pomysłu LG. Wcale to jednak nie musi oznaczać sukcesu sprzedażowego. Jeśli ten nadejdzie, dla Koreańczyków będzie to znak, że zrobili coś źle. Jeśli Moto Z się jednak nie sprzedadzą, może to stać się wyraźnym sygnałem, że zarówno one jak i G5 wyprzedzają swoją epokę. No chyba, że ten mityczny czas modułowych smartfonów jest jedynie marketingową mrzonką i nigdy nie nadejdzie, a moje gadżeciarskie serce kolejny raz dało się omotać idylliczną wizją telefonów z klocków.