No
52

Moda na aplikacje „LITE”. Wcale mnie to nie dziwi, bo deweloperzy srogo przeginają

Coraz więcej przybywa w mobilnych sklepach "lekkich" odpowiedników popularnych aplikacji. Drodzy twórcy, a może zamiast przeładowywać swoje programy, po prostu zadbajcie, aby... działały jak należy. Oszczędzilibyście sobie pracy, a nam niepotrzebnych nerwów.

Jeżeli miałbym wskazać jeden z trendów ostatnich miesięcy wsród dużych graczy, to… nie, nie byłoby to rozkradanie kolejnych charakterystycznych dla Snapchata elementów. Postawiłbym bowiem na „lekkie” wersje ich usług. Regularnie bowiem dostajemy programy, które pozwolą nam zaoszczędzić transfer, do poprawnego działania potrzebują mniej pamięci RAM, są doskonale obsługiwane nawet na smartfonach i tabletach, które swój czas świetności mają już dawno za sobą — i najczęściej powodem ich powstania są rynki biedne, słabo rozwinięte. Wśród takich aplikacji znalazły się między innymi: Messenger Lite, YouTube GoTwitter LiteGoogle Search Lite, Firefox Focus czy rozpoczynający dziś betę Firefox Rocket. Mają wiele wspólnych mianowników, a oprócz tych o których otwarcie mówią ich autorzy — niemal w każdym przypadku można dodać jeszcze jeden. Ogromne zainteresowanie użytkowników, którzy nie dość, że korzystają z szybkich urządzeń z wyższej półki, to nie mają też problemów z dostępem do szybkich łącz internetowych. Dlatego informacje takie jak ta o biciu rekordów popularności przez Messenger Lite ani trochę mnie dziwią.

aplikacje lite cieszą się coraz większą popularnością

Chcemy szybkich aplikacji? No chcemy

Smartfony już dawno przestały być domeną najbogatszych i stały się… elementem szarej rzeczywistości. Korzystają z nich zarówno młodzi, jak i starzy. Ci bogaci i ci, którzy nie mają milionów na koncie. To sprzęty, które można kupić za złotówkę w abonamencie, który przecież i tak wielu z nas płaci od lat. Kiedyś w ramach takich ofert dostawaliśmy inne urządzenia i teraz są inne. A skoro poza dzwonieniem, wysyłaniem wiadomości, słuchaniem muzyki i prostymi grami mogą nam one zaoferować coś więcej — to chętnie z tego korzystamy. Bo czemu by nie. Ekspresowy dostęp do poczty e-mail, materiałów wideo i całej gamy komunikatorów, a dzięki przeglądarce internetowej — właściwie cały świat w zasięgu ręki. Problem polega jednak na tym, że to co jeszcze kilka lat temu było proste i działało naprawdę sprawnie — obecnie obrosło w dziesiątki funkcji, których tak naprawdę nie potrzebujemy do szczęścia.

I dlatego coraz więcej użytkowników zwraca się ku prostocie. Czy dziwi mnie widok znajomego, który na swoim nowym Galaxy Note 8 zamiast postawić na „pełną” wersję facebookowego komunikatora, wybiera lżejszą wersję? Nie. Czy dziwią mnie narzekania, kiedy do popularnych platform dołączają kolejne kopie znanych z innych platform funkcji? Ani trochę. Czy dziwi mnie, że tworzone są naprawdę fajne aplikacje, które dostępne są tylko w kilku państwach na świecie? Tak, to… naprawdę mnie dziwi.

Wszyscy cenimy sobie komfort pracy, a co za tym idzie — lubimy korzystać z usług, które działają szybko i bez problemu. Dlatego mimo pewnych oczywistych braków i ograniczeń — wielu z nas wciąż wybierze aplikacje, które działają sprawniej. Stąd jestem zaskoczony, że twórcy męczą nas przeładowanymi potworkami, z których korzystanie jest coraz mniej przyjemne. Dobrze jednak, że myślą o tych, którzy nie są w stanie z nich korzystać — te alternatywy coraz częściej okazują się lepszym wyjściem.