6

LEGO CITY: Tajny agent – recenzja. Takie GTA, tylko z klocków LEGO

Port czteroletniej gry z Wii U nie brzmi jak zachęta do zainteresowania się „nową” produkcją ze świata LEGO, która pojawiła się na sklepowych półkach. Jestem wręcz pewien, że dlatego ją ominęliście - a ja spróbuję sprawić, byście naprawili ten błąd. LEGO CITY: Tajny agent to bowiem bardzo fajna gra, którą zdecydowanie warto się zainteresować.

Policjanci i złodzieje

Bohaterem Tajnego agenta jest Chase McCain, który po wielu latach wraca do LEGO City. Swego czasu pojmał tam Reksa Fury’ego, groźnego bandytę i oprycha. Pech chciał, że jegomość ulotnił się z więzienia. Co ma zrobić nasz stróż prawa? Oczywiście pojmać przestępcę, co jak możecie się domyślić po pierwsze nie będzie łatwe, a po drugie wymusi na glinie działania pod tak zwaną przykrywką. Mogłoby się wydawać, że firma która od lat skupia się przede wszystkim na przenoszeniu do świata LEGO znanych bohaterów, nie będzie potrafiła tchnąć życia we własne kreacje. Nic bardziej mylnego – zarówno główna postać, jak i bohaterowie poboczni są naprawdę fajnie zrealizowani, podobnie jak ich wzajemne relacje. Dobrze się nimi gra, dobrze się ich ogląda i słucha – a tego obawiałem się chyba najbardziej.

Wspomniałem o serii GTA nie bez powodu – oczywiście Tajnemu agentowi daleko do jej rozmachu i nawet nie próbuje udawać dzieł Rockstara, natomiast skojarzenia są raczej naturalne. Duże (naprawdę, duże) wirtualne miasto, naprawdę konkretna swoboda i sposób prowadzenia rozgrywki. Misje wykonujemy w klasyczny dla GTA sposób, otrzymujemy zadanie, jedziemy w jakieś miejsce na mapie, odbywamy rozmowę, oglądamy filmiki przerywnikowy. Mi taki system zawsze pasował, dlatego między innymi tak lubię serię o gangsterach. Jest też oczywiście podprowadzanie samochodów, na szczęście bez zbędnej przemocy.

Podoba mi się różnorodność misji, twórcy fajnie wpletli poszczególne zadania, szczególnie te zręcznościowe i logiczne – odpowiednio rozłożono je w grze, przez co trudno tu o powtarzalność i uczucie nudy. Zaspojluję mam nadzieje minimalnie, ale to pokaże jakiego typu zadania można w grze spotkać – byłem na stacji kosmicznej, by w innej misji uczyć się kung-fu. Powtórzę więc, jest naprawdę zróżnicowanie co nie zawsze jest domeną gier z serii LEGO. Przez około 16 godzin, jakie spędzicie z wątkiem fabularnym, Tajny agent gwarantuje naprawdę fajną zabawę. Oferuje natomiast więcej, również pod względem czasu, jeśli zaczniecie zwiedzać miasto i wykonywać misje poboczne.

Dodatkowo w grze (oczywiście nie jest to nowość dla serii) odblokowujemy stroje – wspominam o tym dlatego, że dopiero niektóre pozwalają dostać się tam, gdzie wcześniej nie było to możliwe.

Nie sposób również nie wspomnieć o humorze, który od lat jest znakiem rozpoznawczym gier z serii LEGO. Znajdziecie go również tu i mówiąc szczerze, naprawdę się przy tym tytule śmiałem i to w dodatku bardzo często. Gagi są zabawne, podobnie jak pokazywane przez twórców sytuacje – rozbawią zarówno młodszego, jak i starszego odbiorcę. Bardziej dojrzali gracze na pewno wyłapią też nawiązania do różnych dzieł popkultury, przede wszystkim filmów.

Zawsze w grach z serii LEGO polecam tryb kooperacji na podzielonym ekranie. Nie jest inaczej w przypadku Tajnego agenta, choć oczywiście nie ma co liczyć na poprawę elementów, które w tym trybie od lat nie dogrywają. Mówię oczywiście o kamerze, która czasem bezsensownie szaleje, przez co ekran dzielony jest na pół wtedy, gdy kompletnie nie jest to potrzebne. Ja jestem już do tego przyzwyczajony, ale wiem, że mniej doświadczeni z serią gracze są wtedy zdezorientowani. Tak czy inaczej, grywałem na podzielonym ekranie w Tajnego agenta i bawiłem się przy tym świetnie – szczególnie podczas zwiedzania miasta i beztroskiej zabawy oderwanej od misji głównych i pobocznych.

Trochę widać, że to konwersja

Gry z uniwersum LEGO nigdy nie rzucały na kolana jeśli chodzi o oprawę graficzną i cicho liczę, że któregoś dnia będzie to poziom filmów LEGO Przygoda albo LEGO Batman. Póki co jednak widać, że Tajny agent ma na karku kilka lat – owszem, dostaliśmy FHD, jest więc lepiej niż na Wii U, kuleją niestety niektóre tekstury – nie są odpowiednio ostre. Gra w otwartych lokacjach działa w 30 klatkach, w zamkniętych framerate jest już wyższy i bliżej mu do 60. Na szczęście są to stałe wartości i nie zauważyłem przycięć. Dodam, że grałem na PlayStation 4 Pro i zwykłym PlayStation 4. Ponarzekam też trochę na model jazdy. W Tajnym agencie dostajemy sporo samochodów i niestety wszystkie prowadzą się prawie tak samo, jak drewniane klocki. Jestem w stanie uwierzyć, że to taka koncepcja, jednak można było akurat w przypadku gry stawiającej tak mocno na swobodę w mieście (a co za tym idzie również pojazdy) posiedzieć przy tym dłużej i wprowadzić większą różnorodność.

Gra została zlokalizowana, ale dostaliśmy tylko napisy. Z punktu widzenia dorosłego gracza to dobra wiadomość, ale uwierzcie mi – po wirtualnym klockowym Przebudzeniu Mocy chciałbym już każdą grę z serii LEGO słyszeć w rodzimym języku i mówię to jako rodzic. Mój syn uwielbia gry z tej serii i choć uczy się już angielskiego, wciąż woli polskie głosy, potrafi się dzięki temu lepiej wrzuć w rozgrywkę. Szkoda, że tym razem Cenega nie zainwestowała w pełniejszą polonizację.

Werdykt

LEGO CITY: Tajny agent udowadnia, że aby zrobić dobrą grę z uniwersum LEGO nie są wcale potrzebne licencje Marvela, DC czy Star Wars. Traveller’s Tales potrafiło pokazać własnego bohatera, wziąć w obroty świat znany z katalogów z klockami i stworzyć fajną, wciągającą, zabawną historię – posiłkując się oczywiście mechanizmami znanymi ze swoich innych gier. Tajny agent to nie tylko fajna przygoda, ale i przyjemny w eksploracji otwarty świat, z którego zwiedzania frajdę miałem nie tylko ja, ale również mój syn – szczególnie kiedy graliśmy we dwóch na jednym ekranie. Polecam i pozdrawiam, Paweł Winiarski.

Ocena: 8/10