latające taksówki Ubera
9

Już za dwa lata wystartują latające taksówki Ubera… o ile firma do tego czasu nie padnie

Latające taksówki - kiedyś wydawało się to nierealne, a dziś? Kilka dni temu stałem z synem w korku na wiecznie rozkopanej ulicy Marynarskiej w Warszawie (serce Mordoru), młody zapytał mnie, czy kiedyś samochody będą latać. Odpowiedziałem, że będą - bo przecież tak większość z nas widzi przyszłość.

Tylko skoro część kierowców nie radzi sobie z pojazdem na kołach, to jak da „ogranie” gdy ten wzbije się w powietrze? Patrząc jednak na to, co dzieje się na ulicach wielkich miast, nie widzę innej opcji – trzeba zagospodarować przestrzeń powietrzną nad nimi.

O planach stworzenia i spopularyzowania tego środka transportu czytam już od jakiegoś czasu. Niedawno odbyła się w Los Angeles druga podniebna konferencja Ubera, na której poruszono temat latających taksówek. I choć to cały czas tylko projekty, to pokazano kilka fajnych pomysłów. Część pachnie takim science-fiction, jakiego nie mogę się doczekać.

Uber współpracuje w tej chwili z pięcioma firmami, które planują dostarczyć maszyny latające – Karem, Embraer, Pipistrel, Aurora Flight Sciences (Boeing) i Bell. Wcześniej mówiło się jeszcze o współpracy z Mooney, jest to już jednak temat nieaktualny.

Jak będą wyglądać podniebne taksówki Ubera?

No dobrze, współpraca z producentami maszyn latających póki co nie ma namacalnych efektów – nie wiadomo też czy firmy dostarczą sprzęt na czas, jak będzie wyglądać kwestia regulacji prawnych i pozwoleń, ale możemy już zobaczyć koncepcyjne obrazki zaproponowanych maszyn latających. Jedne wyglądają futurystycznie, niczym z filmów sci-fi, inne jak projekty może i ergonomiczne, ale tworzone bez współpracy z designerami. Innymi słowy – brzydkie. Stawiałbym jednak przede wszystkim na funkcjonalność, a kwestie wizualne zepchnął na dalszy plan. Trzeba też pamiętać, że Uber stawia producentom wymagania – pojazdy mają być elektryczne, ciche, oferować możliwość pionowego startu i lądowania oraz produkcję na poziomie dziesiątek tysięcy egzemplarzy. Tak widać Uber szacuje zainteresowanie tematem. Odważnie, ciekawe czy nie zderzy się z rzeczywistością, szczególnie że równie dobrze za dwa lata może go nie być – w końcu firma nie zarabia, co od lat nie wróży dobrze.

EmbraerEmbraer

Brazylijski producent maszyn latających to bardzo doświadczona firma, zatrudniająca około 19 tysięcy pracowników na całym świecie.

To świetny pomysł i duże wyzwanie, nie mam co do tego wątpliwości.

– mówi CEO firmy, Paulo Cesar Silva

A sam pojazd? Taki trochę helikopter z gry science-fiction. Niestety trochę jak sklejka kilku pomysłów grafika.

Aurora Flight SciencesAurora Flight Sciences

Aurora Flight Sciences specjalizuje się w autonomicznych systemach powietrznych i od ubiegłego roku jest własnością Boeinga. Wojsku zaoferowało na przykład projekt helikoptera sterowanego za pomocą tabletu.
Jeśli ten obrazek ma prezentować podniebną taksówkę Ubera, to jestem więcej niż pewien, że designersko zostanie zjechana od góry do dołu – czy raczej od śmigła do śmigła.

Karem

Karem
Firma Karem przedstawiła natomiast projekt “motyl” czyli maszynę z czterema śmigłami – dwoma na skrzydłach i dwoma na ogonie. Pojazd ma zużywać mało prądu, a obracające się powoli wirniki emitować mniej hałasu niż klasyczne helikoptery.

Bell

Bell poszedł trochę mniej odważnie i na tegorocznych targach CES w Las Vegas zaprezentował projekt kabiny do swojej podniebnej taksówki – pokazał go jednak w VR. Czy wygląda to ładnie i w jakiś sposób innowacyjnie? Moim zdaniem nie, ale sprawia wrażenie konstrukcji przemyślanej przede wszystkim pod względem ergonomii.

Pipistrel Aircraft

Pipistrel Aircraft
Pipistrel Aircraft odpłynęło najmocniej i ich render wygląda jak żywcem wyjęty z gry o podniebnych wyścigach. Firma chce skupić się zarówno na wydłużeniu czasu lotu jak i osiąganiu dużych prędkości.

Obcokrajowcy bez znajomości miasta

Mam chyba sporo szczęścia korzystając z usług Ubera, szczególnie ostatnio. Od kilku miesięcy, prawie za każdym razem, system dobiera mi Polaków – w dodatku znających Warszawę. Oczywiście i tak jadą na nawigacji, ale przynajmniej nie ma bariery w dogadaniu się – a i same samochody to bardzo często ich własne zadbane pojazdy. Rozmawiając jednak o Uberze ze znajomymi, cały czas wraca temat kierowców-obcokrajowców. Nie dość, że topografia miasta jest dla nich tajemnicą, to często albo dukają po polsku, albo w ogóle nie znają naszego rodzimego języka. Niestety podobnie jest z angielskim, przez co jakakolwiek sensowna rozmowa graniczy niemal z cudem. W wielu przypadkach nie jest ona oczywiście konieczna, można wsiąść, przejechać trasę i wysiąść bez rozmowy – kiedy jednak coś jest nie tak z punktem odbioru albo zawiesi się aplikacja – dramat. W ubiegłym roku jechałem odebrać Mercedesa do naszej wspólnej akcji o startupach. Droga była łatwa – prosto i w prawo, pod samą siedzibą Mercedesa jest dziwny zjazd, ale to już końcówka trasy. Nawigacja nagle się zawiesiła, akurat na prostej drodze, później wystarczyło skręcić w prawo na dużym skrzyżowaniu. Co zrobił kierowca? Zjechał na pobocze, włączył awaryjne i czekał. Zasugerowałem, że wytłumaczę jak jechać, że droga jest prosta – chciał czekać, w przeciwieństwie do mnie. Na szczęście po chwili program wstał, straciliśmy może 2 minuty. A co by było, gdyby jednak aplikacja nie działała przez 30 minut? Tyle byśmy czekali?

A może firma pójdzie w autonomiczne rozwiązania – tylko przecież niedawno było głośno o tym, że autonomiczny samochód Ubera potrącił kobietę. Więc może lepiej najpierw uporać się z problemem na ziemi, a nie zabierać go w powietrze.

Latające taksówki to bez wątpienia usługa premium, jednak jeśli pojawiają się takie problemy przy najtańszej opcji samochodowej, to dlaczego potencjalny klient ma wierzyć, że podczas lotu będzie lepiej? Kilka razy Uber podwyższył poziom mojej usługi i wysłał mi lepsze auto – bywało, że z takim samym kierowcą-obcokrajowcem, który nie znał miasta. Usługa była więc lepsza jedynie w temacie samego samochodu. Czy podniebnymi taksówkami będą latać sami profesjonaliści z doskonałą znajomością pojazdu i orientacją terenu? Będą wymagane licencje? A może za sterami siądą “piloci” z łapanki, z którymi nie będzie można się dogadać. Wydaje się to niemożliwe, ale kiedyś niemożliwym było wsiąść do przewoźnika, który nie mówi po polsku i nie zna miasta. W Uberze wszystko może się więc zdarzyć.

grafiki
źródło