Pod koniec marca rząd wrócił do pomysłu laptopa dla ucznia, tym razem miałyby one jednak trafić nie do gimnazjalistów, a do podstawówek. Netbooki miałyby zostać przekazane na własność każdemu pierwszoklasiście, czyli rząd wydałby pieniądze na około 350 tysięcy egzemplarzy urządzenia, bo tyle dzieci jest w roczniku. Co ciekawsze, rząd planował zakup jednego netbooka za 400 zł z wliczonym w cenę oprogramowaniem dla uczniów i nauczycieli. Nikomu niepotrzebne cuda na kiju – zakupienie niskobudżetowych urządzeń elektronicznych w niczym nie pomoże, potrzeba zmiany skostniałego systemu edukacyjnego. Wydanie blisko 150 milionów złotych by odbębnić obowiązek wprowadzenia zmian to czysta głupota.

Pomysł na laptopa dla gimnazjalisty legł w gruzach ze względów finansowych – skąd zatem wzięły się nagle pieniądze na komputery dla uczniów podstawówek? Rząd planował przeznaczyć na wdrożenie tego pomysłu w życie pieniądze uzyskane od operatorów komórkowych za opłaty koncesyjne na rzecz państwa za telefonię trzeciej generacji. Może i pieniądze są, ale uważam, że wydanie ich w taki sposób jest bezsensowne. Pierwsza kwestia to jakość sprzętu i oprogramowania. Czterysta złotych za netbooka z oprogramowaniem najpewniej pisanym na zamówienie? Rozumiem, że przy zamówieniu tak ogromnej liczby egzemplarzy producent maksymalnie zjedzie z marży, ale raczej nie będzie dokładał do biznesu. By osiągnąć taką cenę, trzeba by było zbudować komputery z naprawdę słabych części komputerowych albo wręcz zamówić netbooki typu no-name z Androidem.

Druga kwestia dotyczy tego, że nawet jeśli pieniądze na netbooki są, to kto je będzie potem naprawiał? W Polsce modne jest zachowanie w stylu – mam kasę, to kupuję, nie ważne co będzie potem. A potem, jak coś się popsuje, to trzeba sobie od ust odejmować, żeby tylko zapłacić za naprawę. W przypadku zakupu tego typu sprzętu dla uczniów, trzeba by było zabezpieczyć pewną część pieniędzy na ew. naprawy czy wręcz wymianę sprzętu. Tylko połowa budżetu powinna być moim zdaniem wydana na zakup sprzętu, druga połowa powinna zostać odłożona na jego serwisowanie. Bo jak by to miało wyglądać – uczniowi zepsuje się komputer i jest wykluczony z lekcji? Nie może brać udziału w lekcjach, dopóki komputer nie wróci z serwisu albo wręcz – dopóki rodzice nie kupią nowego?

Jednym z głównych problemów, które są zaporowe dla tego typu projektów, są niedokształceni nauczyciele, który to temat Gniewomir poruszył w jednym z ostatnich wpisów. Drugi poważny problem to tak na prawdę skostniała struktura oświaty. To tutaj trzeba wprowadzić zmiany najpierw, zanim ktokolwiek wpadnie na pomysł kupowania sprzętu dzieciakom. Do tego typu wdrożenia trzeba szkoły przygotować, a nie kupić sprzęty, z których i tak nie będzie się na lekcjach korzystało (mogę się założyć, że tak by to wyglądało na obecną chwilę!). Nauczyciele, zwłaszcza starsi, traktowaliby nowe urządzenia jako dodatek, który wykorzystaliby raz na kilka godzin przedmiotu, żeby tylko pokazać, że coś się robi. Sam chodzę jeszcze do szkoły, więc wiem jak to wygląda – szkoła kupuje kilka telewizorów HD, które wiszą na ścianach cały czas wyłączone, ale jeśli pojawi się w szkole gość z ministerstwa, to szkoła może powiedzieć, że wykorzystuje nowoczesne metody nauczania. Tak samo sprawa ma się z tablicami multimedialnymi, projektorami etc.

Temat zmian w samym systemie edukacyjnym poruszyłem na AntyWebie już dwukrotnie – we wpisie o Rocketship Education oraz we wpisie o możliwej dominacji książki elektronicznej nad tradycyjną. Ciekawy pomysł został także zaprezentowany podczas jednej z konferencji TEDx – Salman Khan przedstawił swój projekt Khan Academy. Właśnie takich zmian oczekuję. W innym przypadku nie ma mowy o wprowadzaniu netbooków, tabletów czy Bóg wie czego jeszcze.

Jeśli nie zmieni się systemu od podszewki, wszelkie tego typu inicjatywy będą skazane na porażkę. Już w 2007 roku New York Times donosił o tym, że szkoły rezygnują z tego typu projektów ze względu na brak oczekiwanych efektów. Problemem jest tutaj jednak również to, że szkoły nie myślą o nowych technologiach jako zamienniku obecnie stosowanych do nauki metod, a jako o narzędziach, które wpłyną na polepszenie wyników edukacyjnych, np. osiąganych w testach, co jest bez sensu, bo nikt nagle nie przeskoczy na wyższy poziom intelektualny tylko dlatego, że czyta książkę na iPadzie zamiast na papierze. Szkoły w Stanach skarżyły się także na to, że dzieciaki grają na komputerach, a przecież gry też mogą być edukacyjne [1].

Potrzebne jest tutaj zrozumienie nowych technologii i tego, w jaki sposób można je wykorzystać do zmiany struktury oświaty, a nie rzucać się na hura na kupno netbooków, bo znalazły się na to pieniądze.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://gardenblog.pl Krzysztof

    Skoro rodzice wydają rocznie po około 300-400zł na książki (zwłaszcza w podstawówce) to mogliby dopłacić i starczyłoby na lepszy sprzęt. Oczywiście są też ludzie bardziej ubodzy, których trzeba by zwolnić z takiej opłaty. No ale myślę, że jednak większość rodzin byłaby w stanie wyłożyć kilka stów, zamiast pakować kasę w książki, które w większości i tak są prawie nieużywane.
    Inna sprawa, że w wielu szkołach rzeczywistością jest wciąż jedna pracownia komputerowa z 15 stanowiskami na 500 uczniów i niedouczony nauczyciel informatyki.

  • http://www.webfan.pl Paweł
  • http://jquerymobiledictionary.dyndns.org naugtur

    Jeśli to zostanie w ogóle zrealizowane, można się spodziewać wysypu netbooków w cenach do 100zł na allegro. Komputery mają być przekazane na własność i nikt nie pisze o żadnych gwarancjach ze strony obdarowanego, że będzie przynajmniej nosił ten złom do szkoły.
    Z resztą jak to ma wpłynąć na nauczanie? Ktoś dostosuje program do netbooków, które i tak w bieżącej dekadzie dostanie tylko jeden rocznik?

  • http://www.motivationals.org Uncle Demotivator

    Trochę za bardzo uogólniasz pisząc, że szkoły nie wykorzystują sprzętu, który kupują. Możliwe, że większość tego nie robi, ale z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że nie wszędzie tak jest. Szkołę skończyłem już dość dawno temu, więc myślę, że dzisiaj nie jest tak źle jak Ci się wydaje – wszystko zależy od nauczyciela, a nie możesz powiedzieć, że wszyscy są niechętni korzystaniu z nowych technologii.

    Swoją może gdzieś opublikowano wyniki badań dotyczących tego zagadnienia i może łatwiej byłoby ocenić skalę zjawiska?

    • http://www.facebook.com/krzysztof.drozdz Krzysztof Dróżdż

      Oj tam od razu wyniki badań. Jeszcze może ze źródłem? Przecież o wiele lepiej jest podyskutować na zasadzie „Ja wiem, bo chodzę do szkoły i mi się wydaje…”. ;)

      PS. Wybaczcie zgryźliwość. Nie chcę nikogo urazić, ale jeżeli używam w samochodzie opon, to nie wypisuję zaraz artykułów jako ekspert od ogumienia, że gdyby dodać jakiś składnik, to byłyby znacznie lepsze. Może zatem warto pomyśleć nad choć odrobiną pokory w swoich artykułach?

    • http://szymon.barczak.info Szymon Barczak

      @Krzysztof W mojej szkole zakupiono dwa 40-calowe telewizory HD wraz z odtwarzaczem DVD. W ciągu całego roku szkolnego obejrzeliśmy dwa filmy krótkometrażowe na historii i jeden film z czyjejś studniówki na godzinie wychowawczej, gdy planowaliśmy studniówkę naszej klasy. Moja szkoła wykupiła też abonament na usługę e-dzienniczka od jakiejś firmy. Nauczyciele wpisują tam oceny raz na miesiąc, dwa miesiące, bo i tak rodzice tam nie zaglądają. To tylko przykłady.

      Gadam ze znajomymi, w ich szkołach jest tak samo – pompuje się pieniądze w coś, czego się potem nie używa. Poza tym, moja mama uczy w szkole, rodzice mojej Lubej uczą w szkole i mówią to samo.

      Jak ludzie mówią, że w Polsce drogi są w kiepskim stanie, często są dziurawe, to też musisz uzyskać wyniki badań na ten temat, bo nie uwierzysz, nawet samemu widząc ich stan?

    • http://dailydemotivators.blogspot.com Uncle Demotivator

      Ale nie możesz na podstawie tak niewielkiej próby stwierdzać, że wszędzie tak jest. Odnosząc się do przykładu z drogami – za oknem mam ulicę, która jest niemalże w idealnym stanie, co dowodzi, że nie wszystkie drogi w Polsce są beznadziejne. Czyli „wszyscy mówią, że polskie drogi są złe”, ale jednak dobre też się zdarzają. I tak samo jest z edukacją.

      Tylko żebyś dobrze zrozumiał o co mi chodzi – zapewne w większości polskich szkól jest tak, jak to opisałeś, ale nie możesz na podstawie tak małej grupy jak Ty i Twoi znajomi stwierdzić, że wszystkie szkoły w Polsce nie wykorzystują nowoczesnego sprzętu, bo to po prostu nieprawda. Już stwierdzenie „większość szkół” (chociaż dalej nie masz żadnych solidnych podstaw poza „bo moi znajomi…”) będzie brzmiało lepiej i będzie bliższe prawdy.

      Wolałbym, żeby ludzie częściej podpierali się wynikami badań, niż „bo wszyscy tak mówią”.

  • http://pokarm.blogspot.com pokarm

    Ten artykuł tylko potwierdza moje przekonanie o tym, że ludzie nie mają pojęcia o edukacji. I nie czepiam się tu bynajmniej autora ale społeczeństwu jako całości.

    Ludziska nie zapominajcie, że osobami odpowiedzialnymi za poziom edukacji małolata nie jest szkoła czy korepetytor – tylko rodzice który o 0-6 roku życie pracują z dzieckiem.

    Dziecko które w wielu 0-3 gro swojego czasu spędziło przed telewizorem nigdy nie będzie „normalne” i nie w smak mu będą jakiekolwiek wasze teorie dotyczące edukacji na przyzwoitym poziomie.

    I choćby „zjadło tysiąc kotletów” i tak nie będzie czytać książek…

  • Waszer

    Wprowadzanie komputerów, poprzez przekazanie małemu uczniowi laptopa i zmuszenie go do korzystania na każdej lekcji z jego zasobów wprowadzi analfabetyzm. Dziecko idące do szkoły ma się nauczyć myśleć a nie uczyć obsługi systemu komputerowego, pisać na papierze (a nie na klawiaturze), współpracować i egzystować w grupie, nabierać doświadczenia w relacjach międzyludzkich. Posiadanie nierozłącznie komputera to wszystko zabija. Czeka nas świat dyslektyków, „skracaczy myślowych”, odtwarzaczy zamiast kreatorów treści. Do tego dochodzi obsługa programów multimedialnych jako pomoc do lekcji ,wołających o pomstę do nieba ze względu na ich niechlujne wykonanie przez firmy, które od lat siedzą zakotwiczone w rynku edukacji szkolnej. Uczenie umiejętności szukania „co autor miał na myśli” wprawdzie skraca proces nauki ale nie uczy myśleć. Bo na co czytać książki skoro odpowiedni, potrzebny cytat można śmiało wyszukać i wkleić go w odpowiednie miejsce.

    • http://forum.samsungbada.pl ???

      Waszer: pisać na papierze (a nie na klawiaturze)

      Wystarczy dać tablet zamiast laptopa ;)

  • stefan

    > netbooki typu no-name z Androidem.

    predzej z ubuntu niz androidem

    • http://szymon.barczak.info Szymon Barczak
    • http://forum.samsungbada.pl ???

      @Szymon Barczak, jednak android nie był robiony z myślą o komputerach, Ubuntu tak

  • http://www.facebook.com/Przemyslaw.Staroszczyk Przemek Staroszczyk

    @Waszer: problem w tym że obecny system edukacji NIE uczy myślenia. I w obecnym kształcie nie będzie kształcił dzieci w tym kierunku. Owszem nauczyciel z powołania będzie pracował z uzdolnionymi dziećmi. Ale w obecnej postaci system promuje równanie w dół niestety. Plus wszechobecne testy, które przy minumum wysiłku jest w stanie rozwiązać każdy dzieciak. Zresztą popatrz co się dzieje na rynku absolwentów… Problem w tym, że rodzice zrzucili edukację na państwo. Nie mamy prawdziwej polityki prorodzinnej, żłobki są zagraniem PRowym i nic nie zmienią. Do tego beznadziejna reforma ze zmianą wieku szkolnego. I niestety mamy ludzi których trzeba uczyć podstawowych rzeczy w wieku dorosłym o ile chcą się uczyć…

  • Maciej

    Kupowanie komputerow ‘na hura’ dla dzieciakow to nic innego jak lobby firm i kretynizm szkol i rodzicow. Owszem tanie lapki sa potrzebne w krajach bardzo slabo rozwinietych, ale ze wzgledu na brak papieru i kredek. Poza tym, madre glowy juz od paru lat widza zla tendencje do uzywania przez dzieci i mlodziez slow kluczowych, czasami laczonych we frazy, przez ktore dzieciak posiada konkretne informacje, ale nie wiedze. Jak pisal Lem, taka cyfrowa era kamienia lupanego – kazdy ma dostep do informacji i technologii, ale nikt nie wie jak to dziala.

    A poza tym, to podejscie lekko od dupy strony- uczelnie wyzsze maja problemy z ogarnieciem tego tematu, a co dopiero male i srednie szkoly podstawowe.

  • http://Formalnosci.pl Marcin

    Czasami mowa jest o laptopach, czasami o netbookach… Gdyby miało okazać się, że uczniowie mieliby dostać netbooki, to do kosztów całego programu trzeba będzie doliczyć drugie tyle na leczenie wad wzroku, okulary itp. Nie wiem czy osoby decyzyjne w tej sprawie pracowały kiedyś na netbooku i czy wiedzą jak długa praca na tak małym ekranie męczy wzrok. A dzieci musiałyby wpatrywać się w niego w szkole, w domu odrabiając lekcje…

    • http://www.facebook.com/krzysztof.drozdz Krzysztof Dróżdż

      Podejrzewam, że ta zmienność pojęcia wynika głównie z niewiedzy (niechęci dokładnego sprawdzenia) dziennikarzy.

      Jeśli zaś chodzi o psucie wzroku netbooków, to chyba nie do końca rozumiem. Czy Twój netbook ma „podwyższaną” rozdzielczość? 10″ netbook z rozdzielczością 1024×600 (standard) raczej nie ma jakoś specjalnie małego tekstu, który skrajnie męczyłby wzrok.

  • http://www.facebook.com/pawel.karbowniczek Paweł Karbowniczek

    a z drugiej strony to trzeba też przystosować budynek do tego, bo przecież gdzieś trzeba je ładować, aby na wszystkie lekcje bateria starczyła. Wiem o czym mówię bo na studiach też mamy kilka starszych sal i tam musimy nosić przedłużacz zr sobą:)

  • Miłosz

    Wydaje mi się, że lepiej by dali te laptopy studentom. Oni chociaż z nich skorzystają (osobiście nie wyobrażam sobie studiowania bez laptopa, przynajmniej na Politechnice), a dzieciak w podstawówce to co? Alfabetu z klawiatury się będzie uczył, albo skomplikowane obliczenia na kalkulatorze robił? Najpierw niech się nauczy pisać długopisem i liczyć na liczmanach bądź zwykłym kalkulatorze. Typowy przerost formy nad treścią.

    Moim zdaniem kupowanie laptopa pierwszoklasiście jest tak mądre jak kupowanie quadów na pierwszą komunię.

    Co do sprzętu w szkołach to się zgadzam, że w większości to jest na pokaz, bo albo nauczycielom się nie chce, nie potrafią czy też jest on w ogóle nie potrzebny. Przykład z życia: ostatnio byłem świadkiem jak zakupiono do liceum 20 jednostek z procesorem i5. Pytanie nasuwa się jedno po co, aż taki drogi i potężny procesor? Ja rozumiem, że cudze pieniądze łatwiej się wydaje niż swoje, no ale też bierzmy pod uwagę opłacalność inwestycji, bo później szkoły narzekają, że nie mają pieniędzy.

  • maxx537

    Jako już były uczeń mogę powiedzieć jedno. Nie chcę tablic multimedialnych, laptopa na każdym biurku i innych tego typu pierdół. W szkole chcę mieć za to wygodne krzesła, ławki i chłodzenie po to, by wygodnie móc się uczyć.
    Nie rozumiem jak możemy mieć w klasie krzesła, w których nie idzie wysiedzieć, zbyt niskie lub wysokie ławki sprzed 30 lat i do tego tablicę multimedialną za kilka/kilkanaście tysięcy złotych.
    Chcę mieć ładne i zadbane toalety w szkole, dobre boisko, na którym mogę zagrać i kompetentnych nauczycieli. Komputer każdy ma w domu lub w sali informatycznej. To wystarczy…

  • Kamil

    Chciał bym tutaj wszystkich zmartwic, albo raczej uspokoić. Nigdy tego nie wprowadzą, przynajmnie nie ten rząd i nie w tym dziesięcioleciu. To tylko przedwyborcza gra. Nie wprowadzą tego głównie z różnych problemów, a których tutaj wszyscy piszą. Ten program oprócz początkowego szału, był by jedną wielką klapą. Mówią tak, żeby połechtąć opinię publiczną, że rząd chce… :). Swoją drogą bardzo fajny i dobry felieton.

    • http://www.facebook.com/CowardTheAnonymous Coward Anonim

      Ja bym wlasnie strzelal, ze bezmyslnie i na szybko dadza te sprzety przed samymi wyborami. To najlepszy sposob na poprawienie sobie wizerunku nie swoimi pieniedzmi.

  • sieciobywatel

    Szymon, spójrz na to z nieco innej strony. Może i większość nauczycieli nie za bardzo będzie potrafiła wykorzystać możliwości jakie dają laptopy dla każdego ucznia. Ale wiele fajnych inicjatyw nie jest w Polsce dzisiaj możliwych właśnie z powodu braku indywidualnego sprzętu.
    Wyobraź sobie zorganizowanie np. sesji Hackasaurusa w polskiej szkole. Dzisiaj byłoby to bardzo trudne. Gdy każdy uczeń będzie miał laptopa o tych samych lub bardzo podobnych parametrach, przygotowanie warsztatów będzie o niebo łatwiejsze.
    Może i nie zasypie to cyfrowej przepaści, ale pomoże rozwinąć się setkom, jeżeli nie tysiącom dzieciaków z potencjałem. A i reszta wtedy coś skorzysta.

  • d-d

    nie, to nie nauczyciele i koszt jest problemem. Problemem jest nieodpowiedzialny Donald Tusk. Za jego hucpę zapłacą wszyscy ze swojej kieszeni, a najwięcej uderzy to jak zwykle w najbiedniejszych.

    • d-d

      PS. a jeżeli już coś rozważać to właśnie tanie czytniki żeby dzieci nie musiały dźwigać ciężkich tornistrów i nie psuły oczu na netbookach. i żeby skończyły się coroczne żniwa wydawców narzucających tysiącom rodzin wysokie ceny podręczników. ale do tego trzeba chęci i uczciwości, a nie powiązań i życia z układów.

  • h2ols

    1. ciekawsze w tym temacie jest tło finansowe tego pomysłu: kto zapłaci, a raczej kto uniknie opłat koncesyjnych w wyniku czego kupi zabawki kreujace nowych klientów ;]
    2. poza tym, czy ktoś pomyślał jak gapienie się w tak mały ekran spustoszy młode oczy? netboki radykalnie zawężają pole widzenia i zaburzają mieśnie akomodacyjne.

  • Pingback: Zamiast laptopów, rozdać uczniom eReadery

  • Pingback: Korea Południowa przechodzi na ebooki – w 100% szkół do 2015 roku