5

Kung Fury wraca na ekrany. Tym razem z gwiazdą kina

Kto nie widział Kung Fury, ten... sporo stracił. Piszę to całkiem serio, zabawa z obrazem trwającym kilkadziesiąt minut jest naprawdę dobra. Dotyczy to także spolszczonej wersji, w której usłyszeć można Tomasza Knapika. Wiele osób pewnie zapomniało już o tej produkcji, nie spodziewało się tego, że doczeka się ona kontynuacji. Tymczasem szykuje się mocny powrót z gwiazdą Hollywood na pokładzie.

Kung Fury? Niektórzy zachodzą pewnie w głowę, cóż to takiego, więc spieszę z wyjaśnieniem:

W styczniu 2014 roku udało się zebrać na Kickstarterze ponad 630 tysięcy dolarów. Wszystko po to, by stworzyć krótki film, który pełnymi garściami czerpie z klasyków kina akcji lat 80. i ulubionych kreskówek naszej młodości. Oczywiście przekoloryzowując absolutnie wszystko. Wczoraj materiał ujrzał światło dziennie. I jest obłędnie dobry.[źródło]

Tak, mowa o filmie, na który częściowo pieniądze zebrano z pomocą Kickstartera. Nie był pierwszym, który tak powstał, nie był ostatnim. Ale możliwe, że stał się najbardziej rozpoznawalnym i najczęściej oglądanym. Trudno się jednak dziwić: w jednym filmie mamy Hitlera, Kung Fu, dinozaury, wikingów, podróże w czasie. Fabułą tak zakręcona, że można się złapać za głowę.

Okazuje się, że film doczeka się sequela. I tym razem ma to być obraz pełnometrażowy. Na ekranie zobaczymy m.in. Davida Sandberga, czyli postać tytułową i twórcę obrazu, gwiazdę lat 80. i 90. XX wieku Davida Hasselhoffa, ale też Michaela Fassbendera, którego możecie kojarzyć m.in. z serii X-Men. Aktor bardzo znany, wcielał się i w Steve’a Jobsa, i w brytyjskiego/nazistowskiego oficera z filmu Bękarty wojny. Jedną z ostatnich i z pewnością mniej udanych ról jest policjant z Pierwszego śniegu. To naprawdę mocne nazwisko w świecie kina. Dla wielu osób udział tego aktora w Kung Fury może być sporą niespodzianką.

Z opisu fabuły wynika, że druga część… będzie równie pokręcona co pierwsza. Zdjęcia mają ruszyć latem tego roku, więc nie mówimy o projekcie, który doczeka się realizacji „gdzieś, kiedyś”. Ciekaw jestem, jak kina podejdą do tego pomysłu…