155

Kto ma płacić za dobre dziennikarstwo? Bo za złe płacimy wszyscy

Czytając tekst Macieja Sikorskiego o roli i kryzysie dziennikarstwa w obecnym świecie naszła mnie nieco przewrotna myśl: ratowanie dziennikarstwa należałoby zacząć od ratowania czytelników przed nierzetelnymi dziennikarzami.

Autorem tekstu jest Karol Schwann, obecnie PR-owiec w agencji Szapiro Business Advisory. Wcześniej przez ponad sześć lat pracował jako dziennikarz, redaktor i redaktor naczelny.

 

Absolutnie zgadzam się z postawioną przez autora tezą, że rzetelne i dobre dziennikarstwo jest istotne. Na tyle, że w czasach malejących nakładów należy się o nie zatroszczyć. Maciej Sikorski pozostawia otwartą kwestię, jaką formę ta pomoc powinna przyjąć. Jednym z zaproponowanych przez niego pomysłów jest dofinansowanie mediów, czy to z pieniędzy prywatnych, czy to publicznych. I słusznie zauważa, że taki transfer środków może rodzić patologie.

Jednak spójrzmy na problem upadającego (mam tu na myśli zarówno kondycję finansową, jak i poziom) dziennikarstwa od drugiej strony:  aby podnieść poziom mediów, trzeba zacząć od ich odbiorców. Uściślając: przyszłych odbiorców. Mamy tu bowiem do czynienia ze ścisłym powiązaniem poziomu mediów z poziomem ich czytelników/widzów. Instytut Badań Edukacyjnych przeprowadził w zeszłym roku eksperyment z którego wynika, że 60 proc. polskich gimnazjalistów nie potrafiło odróżnić w tekście faktów od opinii. Raczej ciężko wierzyć w to, że będą oni w przyszłości świadomymi odbiorcami przekazów medialnych. Po ukończeniu szkoły uczeń powinien posiadać podstawowe kompetencje, dzięki którym będzie odporny na stosowane w mediach manipulacje, przekłamania i „pisanie pod tezę” a dodatkowo sam będzie w stanie ocenić wiarygodność poszczególnych źródeł oraz wskazać teksty, które powstały bez dochowania elementarnej rzetelności dziennikarskiej.

Jednak aby wyrobić kompetencje świadomego odbiorcy mediów, trzeba w ogóle czytać. I w tym przypadku mamy dramat. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Bibliotekę Narodową w 2015 roku. Jeśli w ostatnim roku przeczytaliście więcej niż kilka artykułów na Antyweb, to jesteście bardziej oczytani niż 45,6 proc. respondentów wspomnianego badania. Bo właśnie tyle, w ciągu 12 miesięcy poprzedzających wizytę ankietera, nie przeczytało tekstu dłuższego niż 3 strony maszynopisu. Natomiast 15 proc. w życiu (!) nie przeczytało żadnej książki.

Wracając do tematu mediów. Maciej Sikorski w swoim tekście zastanawia się, jak powinny być dotowane. Można pójść nieco inną ścieżką: dotować nie media, a serwisy zajmujące się weryfikowaniem wiadomości (mamy ładny odpowiednik w języku polskim, więc nie ma sensu używać zwrotu „fact-checking”). W ten sposób pośrednio duże koncerny, takie jak wspomniany w tekście Facebook czy Google mogłyby dołożyć cegiełkę do rozwoju społeczeństwa i jednocześnie uniknęlibyśmy sytuacji, gdy dane medium uzależnia się od swojego darczyńcy. Google już zrobiło pierwszy krok w tę stronę: w zeszłym roku koncern przekazał 150 tys. euro trzem brytyjskim organizacjom weryfikującym przekazy medialne. W ten sam sposób na jakość dziennikarstwa mogłoby, nie bezpośrednio (i o to chodzi), mieć wpływ również państwo.

Wtem ktoś zapyta: „dobrze, ale w takim razie z czego mają się utrzymywać media?” Jeśli media mają być rzetelne, nie powinny utrzymywać się tylko z reklam i innych płatnych treści. W takim razie z czego? Być może dojrzewamy już do czasów, gdy zacznie dominować model mediów utrzymywanych tylko przez czytelników. Obecnie wpływy ze sprzedaży wydawnictw/dostępu do treści stanowią mniejszy lub większy odsetek całkowitych przychodów danego medium. Być może w przyszłości rozpowszechni się model, w którym ze struktury przychodów całkowicie znikną reklamy, ewentualnie poszczególne wydawnictwa będą dorabiały w pokrewnych branżach (już teraz widać, jak część mediów dywersyfikuje dochody, oferując na przykład organizację rozmaitych wydarzeń). W tym przypadku w upowszechnianiu formy „dziennikarstwa obywatelskiego” mogłoby pomóc państwo, stosując dodatkowe zachęty podatkowe i odpisy dla osób, którzy z własnej kieszeni łożą na czytane przez siebie tytuły.

A czemu temat poziomu mediów interesuje mnie, PR-owca? Bo od tego wspomnianego poziomu zależy także poziom branży public relations. Będzie on zdecydowanie wyższy, gdy naszymi partnerami w pracy będą rzetelni i rzeczowi dziennikarze, tworzący wiadomości dla świadomych odbiorców, umiejących odróżnić fakty od przesądów, teorii spiskowych i niepotwierdzonych doniesień. W komunikacji rzeczowa i spokojna dyskusja jest zawsze czymś na wagę złota. Emocje zdecydowanie bardziej przydają się kibicom i sportowcom.