10

Krzysztof Gonciarz dla Antyweb prosto z Pjongczang: „Ja chcę pokazywać sportowców jako ludzi”

Telewizyjne relacje z Igrzysk Olimpijskich są praktycznie zawsze takie same i nie potrafią pokazać prawdziwych twarzy sportowców czy klimatu jaki panuje na miejscu. Krzysztofa Gonciarza znacie przede wszystkim z jego świetnych, bardzo popularnych vlogów - i własnie w tej formie relacjonuje dla nas sportową imprezę w Pjongczang. Pociągnąłem go za język by dowiedzieć się jak powstają tego typu materiały i jak to jest wrócić do pracy dziennikarza.

Vlogom Krzysztofa Gonciarza kibicuję od pierwszego odcinka, tak samo długo je również regularnie oglądam. Podoba mi się zarówno forma, treść, jak i techniczny aspekt materiałów. Owszem, nie każdy temat interesuje mnie tak samo – przy takiej intensywności vlogów nie da się w każdym odcinku zadowolić wszystkich. Kiedy dowiedziałem się, że Krzysztof Gonciarz rozpoczął współpracę z Eurosportem i pojedzie relacjonować Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pjongczang zastanawiałem się, czy będzie potrafił zaciekawić mnie tym tematem – skłamałbym bowiem mówiąc, że spędzam przed telewizorem długie godziny i oglądam poszczególne dyscypliny na IO.

Jak nikt inny na świecie

Pierwszy odcinek z Pjongczang szybko rozwiał moje wątpliwości przypominając, że Gonciarz potrafi odnaleźć się ze swoim vlogiem w każdej sytuacji, a nawet jeśli temat niekoniecznie jest jego konikiem, część wiedzy uzupełni, jej brak wykorzysta by pokazać temat od strony laika. I tym właśnie mnie kupił – ani on, ani towarzysząca mu Kasia Mecinski nie udają dziennikarzy sportowych, nie próbują przekonać widzów, że nagle stali się wielkimi fanami skoków czy zjazdów. Wzięli się za to, co robią najlepiej – oddają klimat imprezy, pokazują jej zaplecze, a przede wszystkim ludzi. Ludzką twarz sportowców, którzy nie są przecież jedynie maszynami do zdobywania medali. I to właśnie sprawia, że te filmy są wyjątkowe.

Ach, dodam jeszcze – zupełnie przy okazji – że żaden inny youtuber na świecie nie relacjonuje tegorocznych IO w ten sposób. Jesteśmy więc świadkami czegoś naprawdę nowego i świeżego, nie tylko na polskim YouTube.

Choć Krzysztof i Kasia marzną teraz w Korei, nie przeszkodziło nam to w rozmowie.

Eurosport przyszedł z propozycją do Ciebie czy Ty do Eurosportu?

Inicjatywa wyszła od Eurosportu, który szukał pomysłów na dotarcie ze sportami zimowymi do innego typu odbiorcy, młodych ludzi nie interesujących się sportem.

Ktoś inny na świecie robi jeszcze materiały z IO w ten sposób?

Z tego co wiem, nie. To kwestia dostępu do licencji olimpijskich: Eurosport ma tutaj status broadcastera, a więc może mieć własne kamery skierowane na sportowców i zawody. Są na Igrzyskach inni YouTuberzy, ale z tego co wiem zaproszono ich na rodzaj wycieczki objazdowej po zawodach, bez możliwości nagrywania czegokolwiek. My jesteśmy tu jako socialmediowy zespół telewizyjny.

Czy oprócz vlogowych materiałów na Twój kanał YT robicie jeszcze jakieś materiały z Igrzysk Olimpijskich. Na przykład coś dla kanałów social media Eurosportu?

Robimy filmy facebookowe dla Eurosportu (poszerzone wątki z vloga), fragmenty naszych nagrań są też pokazywane na antenie. Myślimy nad tym, jak maksymalnie wykorzystać – różnymi kanałami – materiał, który nagrywamy. Treść musi być dopasowana do platformy, taki “serial” vlogowy jaki ja tworzę już od prawie 500. odcinków dobrze pasuje do YouTube’a, ale już na FB lepiej mieć filmy na konkretne tematy.

Ile ostatecznie zabrałeś ze sobą obiektywów?

Bodajże 9. Byłoby mniej, ale uznałem że potrzebuję dwóch zestawów w dwóch standardach: MFT do Lumixa GH5 i natywnych Sony do A7S2 (do zdjęć nocnych). Jestem w ogóle dość zadowolony ze sprzętu który postanowiłem przywieźć. Mój MVP wśród obiektywów na Igrzyskach to teleobiektyw Leica 100-400mm (na GH5, a więc ekwiwalent 200-800mm przy pełnej klatce). W połączeniu ze 180fps slow-motion daje piękne zdjęcia sportowe.

Myślisz, że znajomość Korei Południowej, jej kultury i ciekawostek oraz Twoje wcześniejsze materiały z tego kraju miały wpływ na to, że z ramienia Eurosportu jesteście tam teraz właśnie Ty i Kasia, a nie ktoś inny?

Szczerze mówiąc nie wiem, ludzie mnie raczej nie kojarzą z Koreą Południową, mimo że spędziłem tam łącznie kilka miesięcy. Nie da się ukryć, że z Tokio mamy blisko. Jeśli miałbym obstawiać, myślę że zdecydowały inne czynniki, ale to pytanie do Eurosportu. Na pewno doświadczenie z Korei pomaga w poruszaniu się po tej przestrzeni, i dzięki niemu możemy np. zaprosić sportowca do filmu, w którym pokazujemy mu coś z lokalnej kultury.

Nie bałeś się, że słaba znajomość tematyki sportów zimowych będzie zbyt duża przeszkodą w całym przedsięwzięciu? A może spędziłeś dużo czasu przygotowując się merytorycznie do tego wyjazdu?

Bałem się, owszem. Nie jest żadnym problemem się doszkolić i po kilku dniach nauki robić to samo, co wszyscy inni dziennikarze na igrzyskach. Postanowiłem więc tego nie robić i pielęgnować ignorancję. My tu nie robimy dziennikarstwa sportowego, od tego Eurosport ma dość fachowców. A w reportażu pozycja ignoranta jest bardzo uprzywilejowana. Jak zadajesz elementarne pytania, dostajesz zazwyczaj ciekawe odpowiedzi. Chcę, żeby osoba nie wiedząca o sporcie absolutnie nic, dobrze się bawiła oglądając moje filmy, i póki co odzew publiczności pokazuje, że to działa. Setki osób napisało do mnie prywatnie, że te filmy to pierwsza “relacja sportowa” którą są w stanie oglądać z zainteresowaniem.

Z reprezentantką Polski w łyżwiarstwie na krótkim torze poszliście do sklepu spożywczego, a potem próbowaliście wspólnie lokalnych smakołyków. To jest coś zupełnie innego niż zimne, bezosobowe pokazywanie sportowców przez telewizje relacjonujące zawody. Moim zdaniem świetny pomysł – wiesz, że dzięki Wam młodzi ludzie nie tylko dowiedzą się kto jest kim, ale spojrzą na sportowców w ten “ludzki” sposób, prawda?

Kiedy ustawiasz ludzi na wywiad, zazwyczaj ubierają oni maskę. Efekt jest zazwyczaj nudny, chyba że masz do czynienia z naprawdę medialną osobą o wyrazistej osobowości i oratorskim zacięciu. Ja chcę pokazywać sportowców jako ludzi, nie zmuszam ich do niczego, chcę by to miało dokumentalny charakter. Mówię im, by ignorowali kamerę, prowadzę rozmowę tak samo, niezależnie czy nagrywamy czy nie. Chcemy z Kasią każdemu naszemu bohaterowi zaproponować miłe spędzenie czasu i po prostu to dokumentujemy. Efekt bardzo się podoba publiczności i – co dla mnie szczególnie ważne – samym sportowcom, którzy mówią że to co robimy jest bardziej zabawne i mniej stresujące od formalnych wywiadów. Dziś na przykład umówiliśmy się z polską parą łyżwiarzy figurowych na plaży i puszczaliśmy fajerwerki na nowy rok księżycowy. Czuję, że uwieczniamy w obiektywie naprawdę fajne momenty i ta treść jest bardzo prawdziwa. Wczoraj razem z saneczkarzem Mateuszem i biatlonistką Kamilą stałem przy torze biatlonowym i kręciłem, jak zagrzewają do walki biegnącą Monikę Hojnisz. Miałem ciarki, bo czułem że to jest jakiś kawałek rzeczywistości, w którym są prawdziwe emocje, chwila która nigdy się nie powtórzy, a w promieniu 50 metrów nie ma żadnej innej kamery. Bo w innych miejscach trasy jest lepsze ujęcie na sportowców, więc wszyscy fotografowie stoją gdzieś indziej.

Sportowcom podobają się Wasze filmy z ich udziałem?

Tak mówią, chociaż oczywiście jest opcja że po prostu chcą być uprzejmi ;) Ale atmosfera tych nagrań jest bardzo pozytywna, jestem pełny podziwu jak sportowcy są ludźmi pozytywnymi i pełnymi energii. To chyba prawda, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Z dnia na dzień dowiaduje się, że wśród niektórych sportowców zrobiła się jakaś cyrkulacja linków do moich filmów (filmy mają blokadę regionalną i są emitowane tylko w Europie, stąd Olimpijczycy mogą oglądać je tylko korzystając z moich linków do chmur, które udostępniam bohaterom odcinków). Czasami ktoś z kim jeszcze nie rozmawiałem okazuje się znać wszystkie dotychczasowe. Często okazuje się, że podczas spotkania pada tekst typu “moja dziewczyna od lat was ogląda i jara się że coś nagrywamy razem”. Bardzo mi to schlebia i mam nadzieję że uda mi się oddać tę serdeczność poprzez udostępnienie im platformy, w której mogą opowiedzieć publiczności o sobie i swoich dyscyplinach. Jestem bardzo wdzięczny za to, że sportowcy wpuścili mnie bliżej siebie, niż większość mediów i udało mi się uwiecznić dzięki temu kilka naprawdę chwytających za serce momentów z zaplecza.

Wspominasz w filmach, że jesteście częścią ekipy Eurosportu. Odebraliście nawet z Kasią olimpijskie zestawy ubrań dla dziennikarzy relacjonujących imprezę. Jak bardzo praca Waszej dwójki, tam na miejscu, różni się od tego, co robią inne ekipy?

Najbliżej nam do tzw. reporterów “digitalowych”, których Eurosport również ma tutaj na miejscu. Też czasem odpalamy livestreama na Facebooku, gadamy do kamerki przy ludziach. Kiedy stoimy w sekcji dla stacji telewizyjnych i robimy to między wielkimi kamerami telewizyjnymi i reporterami z mikrofonem w dłoni, wyglądamy dość karykaturalnie. Ale ja się lubię wyróżniać w ten sposób, dla mnie sieciowe wideo to medium, z którego jestem dumny, a nie powód do wstydu. Nie zamieniłbym się na żadną z tych wielkich kamer.

Fajnie jest znów być, w pewnym sensie, dziennikarzem?

Tak! Bardzo miło że o to pytasz, bo dla mnie to jest ciekawe spięcie w jedną całość moich dwóch życiowych “karier”. Kiedy ludzie komentują tę naszą pracę i mówią o tym, że “Eurosport wziął YouTubera, ciekawe jak sobie poradzi człowiek bez doświadczenia”, uśmiecham się myśląc o swoich 10 latach spędzonych na dziennikarstwie gamingowym, o tych wszystkich nieprzespanych nocach podczas targów E3, wpychaniu się na wywiady na pokazach prasowych, hackowaniu stanowisk z prezentacjami gier, tak by nagrać kawałek gameplaya nie łamiąc NDA. No wszystkie te wspomnienia wracają tu do mnie i cała ta szuflada umiejętności otworzyła mi się w głowie po dobrych paru latach nieużywania. Dobrze mi z tym, czuję się, jakbym był na swoim miejscu, bo praca którą mi tu powierzono, wykorzystuje bardzo szeroki zakres umiejętności, nad którymi przez lata pracowałem. Wolę być anonimowym dziennikarzem, obserwatorem ciekawej rzeczywistości, niż YouTuberem-pseudocelebrytą. Niestety-stety, to ten drugi świat otwiera drzwi do tego pierwszego.

Czym wspólna akcja z Eurosportem i samo uczestnictwo w tak dużej imprezie różni się od innych dużych materiałów, które realizowałeś w ramach daily vlogów?

Różni się, ale ja się już do tych drastycznych zmian trochę przyzwyczaiłem. Miesiąc temu publikowaliśmy nasz odcinek Black Mirror we współpracy z Netflixem, który był pierwszą moją próbą zmierzenia się z fabułą. Jak o tym myślę, trudno mi wskazać dwa bardziej przeciwstawne konce spektrum tego, co można robić w sieciowym wideo. Na pewno Igrzyska Olimpijskie to wielkie wyzwanie logistyczne, transport i przejścia pomiędzy obiektami zajmują godziny. Relatywnie dużo czasu muszę też spędzać organizując zaplecze produkcyjne: nawiązywanie kontaktów ze sportowcami wziąłem na siebie, nie chciałem by ktoś odzywał się do nich “w moim imieniu”. To brzmi jak niewiele pracy, ale mówimy o umówieniu kilkudziesięciu spotkań w krótkim czasie – a najlepiej, by na każde mieć jeszcze ciekawy pomysł. Siedzimy nad tym z Kasią codziennie po kilka godzin, rozmawiając jednocześnie z całkiem solidną częścią polskiej drużyny olimpijskiej. Idąc na nagrania najczęściej widzimy się z daną osobą pierwszy raz, więc zawsze jest lekki stres, że może nam “nie pyknąć” kontakt, różne są typy ludzi. Mieliśmy bardzo dużo szczęścia pod tym względem.

Eurosport akceptuje materiały przed ich publikacją na kanale, czy macie z Kasią i montażystami całkowicie wolną rękę? Pytam również o kwestię dobierania konkretnych tematów i sportowców którzy pojawiają się na filmach – logistyka i planowanie to całkowicie Wasza działka?

Eurosport dał nam wielki kredyt zaufania. Oglądamy wspólnie filmy przed publikacją, ale to bardziej kwestia licencji i praw, niż merytoryki. W materiałach z Igrzysk trzeba uważać na wiele obostrzeń: nie mogą np. pojawić się z nich logotypy firm, które nie są sponsorami Igrzysk.

W pewnym sensie piszesz historię polskiego YouTuba, czujesz presję?

To ekscytujące, móc zrobić coś nowego i niepowtarzalnego. Nie czuję presji w sensie stresu, ale mam bardzo dużo pozytywnej energii, by dać tu z siebie wszystko. Nie chcę w żaden sposób ścinać zakrętów, nie daję sobie wiele czasu na odpoczynek. Naprawdę uwielbiam ten rodzaj pracy.

Co póki co było najtrudniejsze do zrealizowania z Pjongczangu? Oprócz dojazdów oczywiście.

Prawdziwy trud dopiero zaczyna się przede mną odkrywać. Przywołałem wcześniej przykład targów E3 – jako dziennikarz gamingowy doświadczyłem takiego bardzo hardkorowego grindu, gdzie pracujesz po 20 godzin na dobę przez 4 dni i wyciskasz jako zespół kilkanaście materiałów dziennie. Igrzyska to coś podobnego, tylko że zamiast 4 dni, trwają (łącznie z okresem tuż przed, w którym już ruszyliśmy z filmami) ponad 20. To jest ultramaraton jeśli chodzi o dziennikarstwo. W naszej centrali Eurosportu widzisz po twarzach, że z dnia na dzien wszystkim jest ciężej, trzeba rozsądnie dysponować siłami i zasobami kreatywnymi, żeby nie wystrzelać się ze wszystkiego przed konńcem imprezy.

Znamy się jeszcze z czasów Twojej pracy w TVGry – Twoim vlogom kibicuję od początku, o czym wielokrotnie wspominałem na łamach Antyweba. Czujesz, że wyjazd do Pjongczang to kolejny etap Twojej kariery? Ja tak to właśnie widzę. Ciekawe czy widzisz gdzie swój dailyvlogowy sufit, nad którym nic już nie ma.

Jestem bardzo wdzięczny życiu za to, że pisze mi tak fajny scenariusz. Kolejne etapy i projekty układają się w logiczną całość. Myślę że jeszcze będę miał niejedną niespodziankę dla widzów w tym roku.

Kawał świetnej roboty, czekam oczywiście na kolejne materiały. Trzymajcie się tam ciepło w Korei.

Dziękuję, u nas momentami -20C, więc ciepełko się przyda!