0

Twitter i protest użytkowników – głos w tej sprawie zabrał sam CEO

Ostatnie tygodnie dla Twittera nie były zbyt łaskawe. Nie dość, że ostatnie wyniki finansowe platformy społecznościowej zapoczątkowały słuszne w mojej ocenie dyskusje na temat niezbyt pewnej przyszłości Twittera, to w dodatku do Sieci wyciekły doniesienia o tym, że Twitter zmieni się aż za bardzo i wręcz podkopie pielęgnowaną od lat ideę serwisu społecznościowego.

Po tym, jak największe media na świecie zaczęły pisać o możliwości wdrożenia algorytmu do Twittera, użytkownicy w ostry sposób wyrazili swoje niezadowolenie. Wśród najbardziej rozchwytywanych trendów znalazł się nawet hashtag „RIPTwitter”, który dotyczył wpisów nieszczędzących krytyki Twitterowi. Użytkownikom nie spodobał się algorytm, który miał przejąć kontrolę nad tym, co użytkownik widzi na stronie głównej usługi – zamiast postów w porządku chronologicznym (od najnowszych do najstarszych), użytkownicy mieli zostać rzuceni na pastwę bezdusznemu mechanizmowi, który miał za zadanie wyłuskać najbardziej interesujące treści. Taki mechanizm istnieje na Facebooku i trudno byłoby powiedzieć, że posiada on więcej zwolenników, jak przeciwników. Mnie w sumie też się nie podoba i częściej patrzę co dzieje się w „Najnowszych”. „Najciekawsze” według Facebooka dla mnie najciekawszymi nie są.

Przede wszystkim Dorsey zaprzeczył, jakoby Twitter miał wprowadzić wspominane zmiany w tym tygodniu. Nie zaprzeczył jednak temu, że takowe rozwiązania w ogóle zostaną wprowadzone. Ponadto, zasugerował, że oś czasu będzie jeszcze dopieszczana, a co to oznacza – to wie zapewne tylko sam Dorsey i kilka innych osób. Niemniej jednak w Sieci pojawiały się doniesienia o tym, że eksperymentuje się z algorytmem na małej grupie użytkowników i tego również nie zdementowano. Nie można zatem wykluczać, że platforma społecznościowa szykuje się do przekształcenia działania osi czasu w sposób, w jaki wskazywał chociażby BuzzFeed.

Dlaczego Twitter tak komunikuje się z użytkownikami?

twitter

Musimy sobie ustalić, że Dorsey chcąc nie chcąc musiał odpowiedzieć na wątpliwości społeczności. Gdyby tego nie zrobił, spirala krytyki nakręciłaby się do takich rozmiarów, że trudno byłoby nad nią zapanować. Wpisy Dorseya nie miały charakteru odnoszącego się do konkretnych doniesień, był to raczej sygnał: „czytamy was, nie olewamy”, przy czym żadne konkretne deklaracje po prostu nie padły. Niejasne komunikaty ze strony Twittera mogą oznaczać, że gigant rzeczywiście przymierza się do zmian i gdyby spekulacje jakkolwiek uciął, albo by stworzył jeszcze grubszą aferę (wyobraźmy sobie, że Dorsey potwierdza algorytm), albo dementuje ową plotkę, po czym ostatecznie wprowadza owe rozwiązanie. W tym wypadku Twitter nie chciał powiedzieć nic konkretnego i choć uspokoił pewną grupę osób, to mimo wszystko nie wyjaśnił nic.

I to właściwie najlepsze, co można było zrobić w tej sytuacji. Z tym, że obawiam się iż kryzys jeszcze się nie skończył i kolejny pożar z tego samego powodu powstanie za całkiem niedługo, gdy będziemy mówić o realnych, wprowadzonych już zmianach w usłudze. Dorsey nie uraczył nas konkretami, zostawił nas z niejasnymi informacjami i mglistym przekonaniem, że „słucha społeczności”. To nie jest tak, że miał dobre intencje. Tak po prostu trzeba było zrobić.

Grafika: Joi Ito @ Flickr na licencji CC BY 2.0