50

Kopiuj/wklej, czyli Internet w służbie dziennikarzy i naukowców

Podniebni nurkowie, obsikane książki, samojebki (sic!), porażenie piorunem jako atrakcja turystyczna, brutalne polowanie na Romów jako miejska impreza, telefonujący pies czy w końcu piekarnia grozy. To chleb powszedni polskich mediów, szczególnie internetowych, choć nie tylko. Zanim jednak powiesimy psy na sieci i studentach zatrudnianych za półdarmo, by udawali dziennikarzy, warto przypomnieć, że to zdziczenie najpierw pojawiło się w świecie nauki i oświaty. A że przykład idzie […]

Podniebni nurkowie, obsikane książki, samojebki (sic!), porażenie piorunem jako atrakcja turystyczna, brutalne polowanie na Romów jako miejska impreza, telefonujący pies czy w końcu piekarnia grozy. To chleb powszedni polskich mediów, szczególnie internetowych, choć nie tylko. Zanim jednak powiesimy psy na sieci i studentach zatrudnianych za półdarmo, by udawali dziennikarzy, warto przypomnieć, że to zdziczenie najpierw pojawiło się w świecie nauki i oświaty. A że przykład idzie z góry…

Czego uczą polskie szkoły

Tylko jednego – zasady czterech „Z”: zakuć, zdać, zapomnieć, zapić. Wczoraj Grzegorz Marczak podawał na łamach Facebooka przykład idiotycznych zadań dla V klasy szkoły podstawowej. Ja dorzucę mój ulubiony – do dziś trzeba zakuwać semikonserwatywne struktury kwasu dezoksyrybonukleinowego, ale nikt w szkole nie nauczy, które grzyby są jadalne, a które trujące. Efekt? Ludzie, którzy na cenzurce mieli piątkę z biologii, umierają co roku w bólu po zjedzeniu muchomora sromotnikowego.

Jeśli zaś chodzi o oświatę wyższą, lepiej nie jest, bowiem tu wkracza instytucja kopiuj/wklej suto zakrapiana patologiczną bezmyślnością.

Na ile, Waszym zdaniem, ważna jest treść referatu w szkole wyższej? Nie jest ważna w ogóle. Liczy się natomiast bibliografia. Teksty więc przygotowuje się w sposób prosty – piszemy cokolwiek, potem kopiujemy bibliografię z sieci, z innych opracowań, a następnie otrzymujemy ocenę bardzo dobrą. To złota zasada, która dotyczy również licencjatów, magisterek i doktoratów. I dodatkowa podpowiedź – jeśli piszecie pracę dyplomową, wybierzcie taki temat, na którym promotor i komisja się po prostu nie znają (dajmy na to: „Wpływ felietonów Terlikowskiego na dorożkarstwo w Kenii”). Wtedy łykną wszystko jak pelikan cegłę, bowiem skupią się właśnie na bibliografii. Dla przykładu – istnieje poważna praca naukowa, której autor udowadnia, że Tetris to gra, która ma fabułę – chodzi w niej bowiem o miłość jednego klocka do drugiego…

Uważacie, że zmyślam? Nie ma roku, by nie wybuchała afera dotycząca plagiatów na poziomie doktorskim. A sama metoda stara jest jak świat – gdy napisałem zwycięską pracę na olimpiadę polonistyczną w szkole średniej, mój nauczyciel powiedział – idź do biblioteki i spisz parę tytułów, bo bibliografia najważniejsza. Mało tego, podawać można nawet książki, które nie mają z tematem nic wspólnego, lub tytuły ordynarnie zmyślone – nikt tego nigdy nie zweryfikuje…

Jak to się ma do mediów

Czym skorupka nasiąknie, tym na starość traci. Czego nas nauczą w szkole, to pokażemy w pracy zawodowej. A że media dziś tną koszta i zatrudniają studentów za półdarmo, efekt jest po prostu opłakany. Zasada jest prosta. Wyobraźcie sobie, że siedzicie na stołku naczelnego i analizujecie sytuację. Najlepiej sprzedają się gwałty, rozboje i gołe cycki. No to przepraszam, czy do kreowania takich informacji potrzebujemy dziennikarzy? Strata pieniędzy i czasu! Chińskim sposobem weźmiemy tanią siłę roboczą (student za browara stanie na głowie – i to nago) i będzie dzieciarnia tyrać na akord. Warto przy tym wprowadzić recykling informacji. Po roku o danym niusie nikt nie pamięta, więc można go przekleić i puścić znowu. Czytelnik łyknie wszystko bez oporu.

Oto na przykład pewien wysmakowany portal podał 9 października tego roku, że szykuje się film kinowy na postawie „Stawki większej niż życie”. Doskonała informacja! Szkoda tylko, że sprzed dwóch lat. W momencie publikacji tej informacji film kinowy zdążył już zaliczyć klapę i sprzedawano go, o ile pamiętam, za bezcen w charakterze dodatku do jakiegoś damskiego pisemka. Dopiero pod naporem krytyki do niusa dopisano, że film już powstał, ale sama treść informacji pozostała niezmieniona.

Takich przykładów są setki, jeśli nie tysiące.  Recykling informacji to w końcu ważna rzecz – tak bardzo, że pewien portal miejski w 90 procentach przypadków kończy swe materiały sakramentalnym stwierdzeniem „do tematu powrócimy”.

Bezmyślne kopiuj/wklej to też świetny sposób na zarządzanie CMS-ami, na których stawiane są portale. Ktoś nasikał na książki? Świetny nius! Gdzie go umieścić? Chwileczkę, mocz, książki… No tak, książki! Wrzucamy to więc do działu „kultura”!

W ten sam sposób atak na Romów trafił do działu imprez. W sukurs przyszedł też „najlepszy portal Wilanowa”…

Jak ważna jest umiejętność kopiowania, wiedzą też dziennikarze, którym płaci się honorarium, czyli tzw. wierszówkę, której wysokość zależna jest od liczby znaków. Słowem, im więcej, tym lepiej. A jeśli nie ma skąd skopiować, najlepiej powielić… samego siebie.

Opowieść tę można by ciągnąć w nieskończoność. Wystarczy włączyć jakikolwiek polski portal, by znaleźć masę przykładów. Zwykliśmy narzekać na produkty z Chin (niska jakość, tania siła robocza), a nagle okazuje się, że dokładnie w ten sam sposób tworzone są obecnie polskie media. Czekać tylko, aż i studenci okażą się zbyt kosztowni i zaczniemy zatrudniać żebrzących pod marketami Rumunów, którzy trafili do Polski przez zieloną granicę. Podejrzewam, że poziom językowy mediów specjalnie się nie pogorszy.

 Kali bydź dziennikarz, Kali robidź portala. I szafa gra. W końcu udowodniono przecież, że ludzki mózg wyposażony jest w mechanizm prawidłowego odczytywania źle zapisanych wyrazów, po co je więc pisać poprawnie? To nieekonomiczne – albo dziennikarz musi się męczyć, albo zatrudniać trzeba korektora. W obu przypadkach spada efektywność redakcji. Wiedzą o tym dobrze np. w ostoi polskiej kultury, jaką jest Polskie Radio:

Pamiętajmy też, że dobry tytuł to połowa sukcesu. Od kiedy Pan Profesor Miodek stwierdził, że słowo „zajebisty” jest brzydkie, a wywodzi się od wulgaryzmu, media oszalały ze szczęścia. Wszak owoc zakazany smakuje najlepiej!

 

Mógłbym tak jeszcze długo, ale szanuję Wasz czas. Poniżej zresztą odsyłam do źródeł, którymi możecie się rozkoszować przez długie godziny. Na koniec jednak po prostu muszę podać mój ukochany przykład – Panie, Panowie, oto pies, który umie czytać i korzystać z telefonu…

Reasumując

Jest źle. Media toczy wirus głupoty. Śmiem jednak twierdzić, że chorobę tę prasa nabyła w trakcie stosunku bez zabezpieczenia, który był wynikiem romansu z polską oświatą. To w szkołach oducza się myśleć, za to uczy oszukiwać i sprytnie działać możliwie jak najmniejszym kosztem. Kiedy patrzę na naukowców dysortografów, którzy dodatkowo potrafią mówić „wziąść” czy „poszłem”, nie mam najmniejszych wątpliwości. Dziś tytuły doktorskie kupuje się tak samo jak magisterskie – ba, te pierwsze są nawet tańsze! A potem ci doktorzy uczą innych. Tyle że w tym przypadku spełnia się stara biblijna zasada – gdy ślepy prowadzi ślepego, obaj w dół wpadną. Nim więc rzucicie kamieniem w onety, gazety, kotlety, pamiętajcie, że winne są… uniwersytety. Rzekłem.

 ***

PS. Zaraz pojawi się około setki komentarzy, że Antyweb też robi błędy, a Marczak nie dba o przecinki (spalić i zakopać!!!). Jasne, zgadzam się – wszak errare humanum est. Pamiętajcie jednak, że nie stoi za nami wielki koncern medialny. Jesteśmy grupą pasjonatów, którzy dzielą się z Wami własnymi zainteresowaniami. Kochacie nas, nienawidzicie nas, ale zawsze czytacie. Zdobyliśmy wysoką pozycję w rankingach, ale nie osiągnęliśmy tego, jadąc na oklep na matce Madzi. Nie publikujemy gołych cycków (choć ja osobiście je lubię, Koledzy zapewne też), nie tłumaczymy zachodnich źródeł autotranslatorem (skydivers -> podniebni nurkowie!), nie nabijamy kabzy liczbą znaków, nie powtarzamy za innymi jak tępa papuga i nie pstrykamy sobie fotek półnago na koniu. Owszem, wiele razy się potykaliśmy i potykać będziemy, wszak blog to swego rodzaju organizm żywy, który nie jest wolny od wad. Ale uczymy się pilnie.

 

Źródła:

Cała Polska czyta dziennikarzom | Nagłówki nie do ogarnięcia | Polsky Python

  • Piotr Borowski

    fajne przykłady
    niestety w dobie internetu ważna jest szybkość, a nie prawdziwość wiadomości
    dlatego osobiście lubię felietony, które w prawdzie nie podają najświeższych newsów, ale za to są przemyślane

  • Marcin

    Narzekałeś jakiś czas temu, że nie ma mnie jak piszesz dobry tekst. Otóż jestem. Czapki z głów, bo tym razem nawet udało Ci się uniknąć bezzasadnego hejtu. Wszystko jest merytoryczne, poparte źródłami, może poza tym kupowaniem doktoratów, to są jedynie domysły, ale sam wiem jak to wygląda więc muszę przyznać, że domysły mocno uzasadnione. Rzeczy o których tu napisałeś są faktycznym a nie jedynie wydumanym problemem, zarówno mediów jak i przede wszystkim szkolnictwa. Lubie takie teksty, bo wskazują nie tylko jakiś problem, ale i wskazują jego faktyczne źródło. Pozostaje mi jedno pytanie, co z tym problemem można zrobić? Wiem, że nie Twoją rolą jest znać na to odpowiedź, ale może masz jakiś pomysł.

    • Marcin M. Drews

      Zasada z doktoratem wygląda tak. Znajdujesz promotora, dajesz mu napisany tekst, płacisz koło ośmiu tys. zł i się bronisz. A obrona to formalność. Wierz mi, pracowałem dla dwóch szkół wyższych jako nauczyciel akademicki. Wiem, co mówię. :)

    • jscst

      (…)Wiem, co mówię. :)(…)

      Szkoda, że Prokuratura nie wie.

    • Marcin M. Drews

      A co z tą sytuacją zrobić? Najpierw oczyścić uczelnie z ciotek, wujków, kuzynów i całej reszty nieudaczników, która przyjęta została po znajomości. To byłby dobry początek. Ze stosownymi ministerstwami, a także kuratoriami należałoby zrobić to samo. Pamiętasz przykład chorej psychicznie nauczycielki, która wykładała, że Kolumb był Polakiem i opłynął całą Ziemię? Dyrektor ją wywalił, kuratorium przyjęło z powrotem… A rodzice, którzy zgłosili problem, zostali wykluczeni społecznie… O_o

    • jscst

      (…)Pamiętasz przykład chorej psychicznie nauczycielki, która wykładała, że Kolumb był Polakiem i opłynął całą Ziemię?(…)

      Ponoć jest teoria, że Kolumb był Władysławem Warneńczykiem. A co do głupich teorii to w „Świecie nauki” można regularnie dostawać regularne wiadomości na temat amerykańskich kreacjonistów i co wyprawiają w ichniejszej oświacie.

    • Michał

      Amerykańscy kreacjoniści <3

    • Misiek

      Pracowałem na uczelni w marketingu przez 3 lata, dzień, w którym odszedłem był zbawieniem dla mojej duszy. Lepiej chyba reklamować jakiś syf jak fajki niż być przyczynkiem do czyjegoś zmarnowanego życia… Zmarnowanego przez edukację, która jest na tragicznie niskim poziomie, edukację bez refleksji, bez dyskusji, edukację oszukaną. Nie każdy wie, że te ponad 300 prywatnych uczelni nie płaci dochodwego podatku tak jak i inne firmy o pewnej misji i statusie edukacyjnej. Uczelnia w obliczu niżu demograficznego dobudowuje budynek wykładowy czy hale sportową za hajs z dotacji UE lub z czesnego (a czesne moze być przeznaczone tylko na rozwój uczelni) oczywisce zupełnym przypadkiem władze uczelni budują 3 inne wypasione chaty, te same cegły, kolory, faktury……, Rektor, często jednocześnie właściciel nie może zarabiać na zyskach i ma tylko stała pensję ( np. 16 tysi) jak ma rodzinę to oni też w końcu zrobią jakimś trafem wykształcenie wyższe, nawet doktorskie i bedzie kilka wypłat po naście tysi… Tymczasem studentom można zabrać na filologi Praktyczną naukę pisania bo jeden semestr bez bedzie taniej… Polskie uczelnie są winne, państwowe tak samo jak nie bardziej:( ale ja widzę winę również w MiSW bo gdyby raz była porządna całościowa kontrola na uczelni prywatnej z wydawanego hajsu, która jednak bierze jakiś znikomy % swoich środków z państwa to byłaby afera na cała Polskę a takiej nie było jeszcze… Nie było bo środowisko kryje się wzajemnie. Stare dziadki prof uczą następnie młodych a Ci ulepszają sposoby na kombinowanie. Studenci, często chcą odejśc jak widzą jak są traktowani ale przecież zakończenie studiów po miesiącu wiążę się zazwyczaj z rokiem przerwy i opłatą za cały semestr a nie tylko miesiąc (próbny) Czy uczelnia nie może zrobić oferty w stylu przyjdź, spróbuj jak się nie spodoba w ciągu miesiąca nie płacisz… Nie mogą bo uczelnie w 90 % nie realizują programu na czas , nie realizują go wcale, realizują po łebkach, realizują najgorszą kadrą byle by miała tytułu potrzebne do minimum kadrowego. Ba czesto minimum jest tylko na papierze a uczą sami magistrowie bez doświadczenia i z wiedzą na poziomi studentów… Jedna solidna kontrola i wszystko by wyszło ale nie ma chętnych, mediom, któe mogłyby to zrobić to po prostu pasuje. Głupi naród łyka każdą telenowele, wiecej kupuje, mniej myśli i się słucha jak mamusi.

  • Kuba Wątor

    Rispekt za epilog :)

  • Damian

    Jeśli sam generalizujesz mówiąc, że doktoraty się kupuje na luzaku, to ja mogę generalizować media i wrzucić Cię do jednego wora z „głupimi” mediami.

    • Marcin M. Drews

      Sęk w tym, że nie generalizuję. Zasada z doktoratem wygląda tak. Znajdujesz promotora, dajesz mu napisany tekst, płacisz koło ośmiu tys. zł i się bronisz. A obrona to formalność. Co do reszty natomiast, wrzucaj mnie, gdzie chcesz. :) Jeśli miało mnie to ukłuć, to przykro mi, ale nie zadziałało. :)

    • Marcin

      Czy kupione czy nadane w drodze tradycyjnej procedury, fakt jest taki, że zarówno ich jakość jak i wymagania co do nich się obniżyły w efekcie wielu młodych doktorów na drugorzędnych uczelniach (a może nawet tych pierwszorzędnych) to wywołuje uśmiech politowania. Znajomy ostatnio opowiedział mi taką smutną anegdotę. Jeden z jego kolegów ze studiów doktoryzował się a że na studiach był głąbem, to znajomy pyta go wprost. Jak taki głąb jak Ty mógł zrobić ten doktorat i teraz uczyć studentów, Ty ledwo zdawałeś z roku na rok? Odpowiedź była szczera i rozbrajające. Mam kilka przykładów na kartce i je przepisuje na tablice, na kartce mam też komentarze w chmurkach i czytam te komentarze tłumacząc przykład. Znajomy zapytał, a co jak ktoś nie rozumie i zada pytanie, którego nie masz w swoich komentarzach? Odpowiedź padła. Mówię im, że to było na wykładzie i trzeba było uważać. Podobnie tragicznie wygląda potem kwestia pisania magisterki z takim gościem za promotora. :/

  • Sylwia Talar

    A ja was po prostu kocham. Za bystrość umysłów i… „nie cofanie się do tyłu”, jak robi większość tzw. „profesjonalnych mediów”. ;)

  • Zgadzam się, że z mediami bywa źle. Temu się nie da zaprzeczyć. Tym niemniej jednak, nie wiem czy powodem takiego stanu rzeczy jest szkolnictwo. Piszesz, że nikt w szkole nie uczy rozróżniania grzybów trujących od jadalnych, a potem jeden z drugim truje się muchomorem sromotnikowym. Ja nauczanie początkowe mam już od bardzo dawna za sobą. Ale mógłbym przysiąc, że na (przynajmniej) jednej lekcji uczyliśmy się o grzybach. I nawet gdyby tak nie było, to od czego są rodzice? Od czego człowiekowi rozum? Czy zbieranie i jedzenie(!) grzybów, co do których nie ma się pewności że są jadalne, jest powodem złego systemu edukacji?
    Uczepiłem się tych grzybów, a my tu o dziennikarstwie przecież. Konkluzja jest jednak prosta i jasna – po pierwsze wpadki dziennikarskie wynikają z niedbałości „dziennikarzy”. Nie dla każdego bowiem, tak jak dla nas, ważna jest nie tylko treść, ale i forma. Po drugie brak profesjonalnej korekty. Po trzecie – goniący czas. Zauważmy, że wszystkie zaprezentowane wpadki dotyczą dziennikarstwa internetowego, gdzie newsy błyskawicznie tracą swoją aktualność. Po czwarte…, po piąte… Długo by tak można. W każdym razie, niezależnie od tego, co by nie wpływało na internetowe dziennikarstwo, jak bardzo terminy by nie goniły, jak bardzo zły przykład dają (niektórzy) naukowcy, na końcu zawsze jest człowiek. To on decyduje, czy stworzony przez niego tekst nie przyniesie autorowi wstydu po publikacji.
    Wg mnie mamy do czynienia z dwoma zjawiskami:
    a) ‚wielka olewka’ – gdy autor wie, że napisał głupotę, ale ma to gdzieś;
    b) ‚wielka głupota’ – gdy autor nawet nie wie, że się ośmiesza danym tekstem.
    Obie wersje są bardzo groźne, i nie nastrajają do optymistycznego patrzenia w przyszłość, a ich połączenie wpędza w depresję. :(

  • Peter

    Naprawdę. Aż do dzisiaj nie miałem pojęcia, że facebook jest źródłem jakichkolwiek materiałów.

  • Anna Ledwoń

    „Chińskim sposobem weźmiemy tanią siłę roboczą (student za browara stanie na głowie – i to nago) i będzie dzieciarnia tyrać na akord.” Z całym szacunkiem, jako studentka i w imieniu bliskiej i znajomej mi braci studenckiej, wypraszam sobie.

    • Andrzej

      rzeczywistości nie oszukasz…

    • Anna Ledwoń

      No to widocznie zagięłam czasoprzestrzeń i żyję w innym Uniwersum, a połączenie z Waszym światem osiągam tylko na Antywebie :)

    • Polecam wycieczkę w rejony miasteczka studenckiego w Krakowie w okresie juwenaliów. To jest inne Uniwersum i nierzadko weryfikuje prawdy na temat znanego nam świata…;)

    • Anna Ledwoń

      A studiuję na AGH, więc coś o tym wiem :) Natomiast ja wypowiadam się za siebie i moich znajomych, a nie całość populacji studenckiej Polski :P

    • Wyjątki tylko potwierdzają regułę ;) Ale tu nie ma się czego wstydzić – ja z dumą wspominam studenckie wybryki. Radzę zbierać takie wspomnienia – po latach są bezcenne…

    • Anna Ledwoń

      Kto mówi, że ich nie mam… ;)
      Ale w życiu trza zachować równowagę! O!

    • Tak się bawi AGH

      Studiujesz na AGH, to znasz z pierwszej ręki takie „ciekawostki” jak

      Podpalenia wind w akademikach.

      Zamknięcie bezdomnej kobiety w toi to, później przewrócenie toi toi.

      Pomysł na toi toi powtarzają na AGH co roku
      „W sieci pojawił się filmik z wybrykiem grupy studentów podczas juwenaliów AGH. Przewrócili zajęty toi-toi.”

      Nawet na YouTube filmy były z akcji ToiToi

    • Anna Ledwoń

      No cóż, w społeczności kilku tysięcy osób zawsze muszą znaleźć się jakieś debile.

    • PanMarian

      jacyś debile- nie jakieś debile
      o tym artykuł właśnie….

    • Andrzej

      To niestety efekt tego że swołocz zaczęła chodzić na studia. Szkoły stosują system chyba 20 poprawek bez wyrzucania studenta na zbity pysk, bo dostają kasę na każdą sztukę (nawet na głupie bydło)…

      Pamiętam jak zaczynałem studia 10 lat temu i jaki piękny przesiew był po pierwszym roku i jaki żal ze strony niektórych że trzeba opuszczać duże miasto, akademik i kompanów od wódki… Dziekanaty się nie patyczkowały z hołotą, która minęła się z powołaniem. Nikt nikogo do studiowania nie zmusza, do operowania łopatą magistra nie trzeba…

    • Anna Ledwoń

      Masz rację połowiczną. Wszystko zależy od uczelni, a konkretniej nawet od dziekana danego wydziału. Uogólnianie zawsze przypominało mi „statystycznego Polaka”.

    • fajsbuk

      Staniesz na głowie dla draki, nie tzreba browara, byle na fejsbuku focia z coll impry była.

    • Anna Ledwoń

      Nie umiem stać na głowie, ale fajnie się bawisz na imprezach widzę :D

  • Marcin Laskowski

    Uh bolesna sprawa i prawdziwa, niestety.

  • Kasia

    Sama prawda o polskich mediach. Studenci piszą teksty nawet pewnie nie półdarmo ale za sam fakt, że zdobywają doświadczenie w jednej ze znanych korpo medialnych. Ich tekstu nikt nie czyta przed publikacją, bo liczy się czas. Oni sami niewiele wiedzą o świecie, bo szkoła nie uczy ich tego, co powinni wiedzieć jako dorośli ludzie – dla wielu gimnazjalistów stolicą USA jest NY. A im durniejszy tytuł, im bardziej kontrowersyjny, tym lepiej, bo lud kliknie. Co też nie jest bez znaczenia. I tylko nie wiadomo, czy śmiać się z tego, co można znaleźć w sieci, czy załamać ręce i płakać :)

  • jscst

    Jestem dziennikarzę, więc skomentuję:
    (…)W końcu udowodniono przecież, że ludzki mózg wyposażony jest w mechanizm
    prawidłowego odczytywania źle zapisanych wyrazów, po co je więc pisać
    poprawnie? To nieekonomiczne – albo dziennikarz musi się męczyć, albo
    zatrudniać trzeba korektora.(…)

    Antwyebowi za mało hejtu.

    (…)Pamiętajmy też, że dobry tytuł to połowa sukcesu. Od kiedy Pan Profesor Miodek stwierdził, że słowo „zajebisty” jest brzydkie, a wywodzi się od wulgaryzmu, media oszalały ze szczęścia. Wszak owoc zakazany smakuje
    najlepiej!(…)

    O, curva!

    (…)Recykling informacji to w końcu ważna rzecz – tak bardzo, że pewien
    portal miejski w 90 procentach przypadków kończy swe materiały
    sakramentalnym stwierdzeniem „do tematu powrócimy”.(…)

    Wraca w Interwencji.

    Od siebie:
    Radio, muzyka, fakty.

  • I hejter w kraju ;P

    To ja pohejtuję i walnę – PIĘKNY ARTYKUŁ!

    Poważnie!

    A tę „śmietankę” muszę zapamiętać – „Nim więc rzucicie kamieniem w onety, gazety, kotlety, pamiętajcie, że winne są… uniwersytety” :)

    Zgadzam się bez dwóch zdań.

  • mirosławborubar

    Jednego autorowi nie można odmówić- konsekwencji:) Akurat w przypadku pana Drewsa nigdy nie mam wątpliwości czyj tekst czytam:)

    I teraz tak, ogólnie rzecz biorąc to jak zwykle artykuł jest mocno negatywnie nastawiony w jedną stronę. A przecież to nie wina mediów, że ludzie chcą takich treści jakich chcą i media je tylko im dostarczają. Po co komu czekać kilka miesięcy, jak news z rana w południe już bywa zapomniany i można go spokojnie powtórzyć (a już po kilku dniach to mało kto się zorientuje). I tu pojawia się moim zdaniem problem szkół. Już nawet nie chodzi czego tam uczą, bo gdyby uczyły myślenia, to by dzieci znały te różne kwasy tworzące DNA, ale i też dobrze radziłyby sobie w przyszłości. A kwestia jest taka, że za szkolnictwo powszechne odpowiada rząd. Rząd chce być u władzy (i opozycja-na zmianę). Żeby ten cel osiągnąć jak najmniejszym kosztem, należy ludzi słabo edukować. Raz, że powstaną wtedy elity, a dwa, że reszcie nie potrzeba merytorycznych argumentów żeby reszta poszła i zagłosowała np. na mnie. Wystarczy kilka niby cwanych sztuczek z retoryczną gadką, kilku klakierów rozlokowanych w sali, którzy będą co chwila klaskać i wiwatować i już ciemny lud to kupi. Media dostają rykoszetem, bo muszą dostarczać ludziom to czego chcą.

    I tu pojawia się miejsce na reformę mediów publicznych, które powinny działać dla obywateli, ale nie dla ich rozrywki, tylko dla ich rozwoju. W zarządzie powinni zasiadać eksperci i w większości (a przynajmniej po równo) powinni być mianowani przez organizacje pozarządowe/społeczne itp. Do tego powszechna opłata abonamentowa od gospodarstwa domowego i można liczyć, że następne pokolenia będą od początku lepiej edukowane i nie będą się tak zapychać papką typu dlaczego ja. Pozdrawiam

  • Muchomor Sromotnikowy

    Bo muchomory to trzeba umieć jeść… Lamusy :D

  • Michał

    Ci podniebni nurkowie mnie rozwalili hehehe

  • Michał

    Tak mi się nawinęło… w tym kraju chodzi o to, że ludzie są głupi i nie widzą machlojek i przekrętów. Opisać je i skrytykować też każdy (no, większość) potrafi. Chodzi tu o to że nikt, nawet jeśli ma rozwiązanie jakiegoś problemu, nie kwapi się żeby wprowadzać je w życie. Wszyscy jakoś tak godzą się na niekompetentne władze, na pociotki w oświacie, urzędach… I powstało tyle już tekstów o tym a jak było, tak jest.

  • Artur

    Zgoda co do kondycji polskich mediów. Ja w zasadzie przestałem je już czytać, przerzuciłem się na zagraniczne. Problem pojawia się dla tych, co tego zrobić nie mogą, bo nie znają żadnego języka poza polskim… Nawet takie rodzynki jak PressEurop (szczerze polecam!) nie pomogą, bo częstotliwość publikacji jest zbyt mała.

    Jedna uwaga na koniec – pewnie pachnąca herezją ;) Piszesz: „Efekt? Ludzie, którzy na cenzurce mieli piątkę z biologii, umierają co roku w bólu po zjedzeniu muchomora sromotnikowego.” – no i co z tego? Jak ktoś idzie na grzyby, to powinien się znać na grzybach, dokształcać się w tym kierunku we własnym zakresie, a nie oczekiwać, że wszelką wiedzę konieczną do bezpiecznego i mądrego życia wyniesie ze szkoły. Mam wrażenie, że wszyscy chcieliby zrzucić pełnię odpowiedzialności za późniejsze życie absolwentów na szkoły – że ma nie tyle uczyć, ale przede wszystkim wychowywać i dostarczać praktycznej wiedzy w stylu „jak ugotować jajko?”, „jakie grzyby zbierać, a jakie omijać”, „jak wybrać samochód”. To się nie uda, ba!, to będzie szkodliwe dla nas wszystkich. Naprawdę, nie o to chodzi w edukacji – szkoła ma dawać wędkę (wiedzę), a nie rybę.

  • El_Chupacabra

    Bardzo dobrze napisany artykuł. Sam jakiś czas temu popełniłem wpis na forum w podobnej tematyce. Przyjemnie się czytało, niestety mniej przyjemna jest sama treść bo to przykra prawda. System edukacji jest w coraz gorszej kondycji, poziom zarówno nauczania jak i wszelkich egzaminów spada, a wszystko zaczęło się jeszce pogłębiać po wprowadzeniu gimnazjów. Na podjęcie analizy tej sytuacji trzeba by poświęcić pewnie cały artykuł, a i tak byłoby to zapewne strzępienie języka po próżnicy…

    Podsumowanie też jest świetne. Każdy ma prawo do popełniania błędów, byle tylko potrafił się do tego przyznać. Antyweb to naprawdę fajne dzieło „grupy pasjonatów”! Oby tak dalej. Trzymajcie poziom (i pion też)! Pozdrawiam

  • Arn

    Hm. Trochę mi te wszystkie teksty pachną ostrym resentymentem. Dziennikarsko-naukowym. Nikt tak nie bardzo nie hejtuje jak osoba nieskutecznie aspirująca. „Patrzcie – jestem taki jak wy! Co najmniej! Ale lepszy”.

  • MWW

    A ja pamiętam ze szkoły że było dosyć dobrze omówione które grzyby są trujące a które nie. Ale ja kończyłem 8 letnią podstawówkę i 4 letnie liceum….

  • TakWamPowiem

    Na głupotę koleżanek i kolegów po fachu nie mam rady, ale nie twierdźmy, że to wyłącznie wina twórców treści. Medium ma zarabiać, więc kiedy widzę, że teksty o głupotach klikają się najlepiej (generując zyski z reklam), to często jest to pokusa nie do odparcia. Skoro wydawcy są nastawieni na liczbę czytelników, którzy masowo czytają właśnie te głupoty, a nie poważne analizy i inne teksty z wyższej półki, to cóż poradzić? Wolę tworzyć lolcontent i mieć za co żyć. Misję pozostawiam bogatszym.

    • Masz sporo racji, ale problem leży nie tylko w „lolkontencie”. Zwróć uwagę ile w cytowanych tekstach literówek, błędów składniowych i logicznych. Kłopot stanowi więc ogólny poziom ‚dziennikarstwa’.

  • Tofik

    Szanowny panie Drews,
    Zapraszam do zrobienia doktoratu z nauk przyrodniczych, ścisłych lub technicznych na którymś z czołowych polskich uniwersytetów metodą kopiuj-wklej. Życzę powodzenia. Proszę nie pisać uogólnionych banialuków o kupowaniu tytułów na podstawie Pańskiego doświadczenia w podrzędnych szkołach wyższych i/lub na słabych kierunkach humanistycznych (czarne owce zawsze się trafią). Ciekawe dlaczego młodzi polscy doktorzy fizyki, biologii czy chemii bez problemu znajdują pracę w zawodzie za granicą? Ciekwe też, dlaczego przy zatrudnianu w centrali Google w USA, w labolatoriach IBM czy Intela, firmy wolą kandydatów z doktoratem, niż tych bez ;)

  • Ingratus

    „Kali bydź dziennikarz, Kali robidź portala.” Kali Pisać na Antyweb.

    • jscst

      No wiesz:
      Na Antywebie panują antystandardy.

  • GN

    „Czym skorupka nasiąknie, tym na starość trąci”, a nie „traci”… ach ta autokorekta ;-)

  • cmoknijmnie

    Znowu ten kretyn

  • Kisiel

    Ten przykład z Hansem Klossem jest błędny. Mikulski mówił ostatnio o tym, że powstanie kolejny film, w którym zostaną pokazane czasy współczesne. A Marcin pisze o filmie Vegi, w którym Brunner i Kloss są młodymi facetami. Chyba ktoś tutaj nie widział filmu… może warto było kupić tę damską gazetkę z dodatkiem.

    • gif

      no właśnie, przydałby się lepszy research