Brutalne gry budzą kontrowersje od dawna. Wielokrotnie były podawane przykłady graczy, którym wirtualna rozrywka myli się z rzeczywistością. Różne badania pokazują różne wyniki. W jednym wypadku potwierdzają szkodliwe działanie gier, w innym podkreślają pozytywne skutki grania, jak poprawienie refleksu i koordynacji oko-ręka.

Serwis e-prawnik poformował, że właśnie zakończyło się postępowanie rozpoczęte w 2006 roku w Kalifornii. Producenci gier zaskarżyli prawo zabraniające sklepom sprzedaży brutalnych gier dzieciom pod karą grzywny.  Sąd najwyższy USA uznał, że takie prawo narusza wolność słowa, gwarantowaną przez pierwszą poprawkę do konstytucji.

Wiadomość średnio ciekawa, bo nie dotyczy polskich realiów, ale przypomniał mi ile kontrowersji, zupełnie dla mnie nie zrozumiałych, budzą gry przeznaczone dla dorosłych odbiorców. Po pierwsze, dyskusje na temat tego, czy takie gry w ogóle powinny być sprzedawane. A alkohol i papierosy, oraz cała masa innych rzeczy przeznaczonych tylko dla dorosłych mogą być sprzedawane? I nikt o tym nie chce dyskutować? Podstawowe założenie jest takie, że osoba dorosła jest odpowiedzialna za siebie i swoje poczynania. Jeżeli pije, to tak, żeby nie zaszkodzić innym, jeżeli gra w gry, to tylko w takie, które sprawiają jej przyjemność, nie oddziaływując zbyt silnie na psychikę. Oczywiście, nie każdy dorosły jest odpowiedzialny, ale sensowność pytania, czy brutalne gry powinny być sprzedawane na rynku, jest podobna do sensowności pytania czy alkohol, lub samochód powinien być dostępny, skoro potrafią zabijać. Odpowiedzią na lekkomyślnych dorosłych nie jest zakazanie wszystkiego, co jest potencjalnie niebezpieczne.

Druga kwestia dotyczy tego, czy sklepy sprzedające gry powinny być straszone grzywną za sprzedanie gry dla dorosłych, osobie nieletniej, jak to ma miejsce w przypadku alkoholu i papierosów? Nie uważam, że ograniczenia wiekowe są bezsensowne, natomiast myślę, że od ich egzekwowania są rodzice. Gra komputerowa to nie pół litra, nie da się jej wypić pod sklepem. To nie papieros, którego można spalić w szkolnej toalecie. Do gry potrzeba konsoli z telewizorem, albo komputera i dużo czasu. Wystarczy minimalne zainteresowanie rodziców, tym co robi dziecko, kontrolowanie na co dziecko wydaje pieniądze, żeby niemal całkowicie wykluczyć kontakt pociechy z brutalna produkcją. Jeśli idzie o nowe technologie i zagrożenia dla dzieci, dużo bardziej bałbym się internetu i tego co małolat może w nim znaleźć, niż gry komputerowej.

Elektroniczna rozrywka przestała być zajęciem tylko dla dzieci. Średni wiek gracza to ok. 32 lat i stale rośnie. Utrudnianie dystrybucji gier dla dorosłych ma tyle sensu, co utrudnianie wyświetlanie filmów dla dorosłego widza, a tych przecież nie brakuje ani w TV, ani w kinach. Czym gry zasłużyły na to specjalne traktowanie? Zostawmy ludziom wolność wyboru.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

    Ja za to autorytarnie mogę powiedzieć wszem i wobec – gry nie mają negatywnego wpływu na dzieci. One wiedzą, że są to TYLKO GRY.

    Natomiast niebywale groźna jest telewizja bowiem dzieci – choć nie tylko bo dorośli także – nie tylko biorą to za RZECZYWISTOŚĆ, ale mimo woli na zasadzie „małpowania” powielają wzorce zachowań, język itd. itp.

    Reasumując – gry są cacy (jakiekolwiek by nie były), za to prawdziwym zagrożeniem są filmy i telewizja. A tam hektolitrów agresji, krwi i flaków nie brakuje, nawet w bajkach (vide ostatnio Auta 2) :(

    p.s.
    Mój 3,5 letni syn namiętnie gra w Killzone 3, reszta gier typu pogłaszcz eyepeta itp. milusińscy to jednorazówki, do których wraca tylko okazjonalnie.

    • Tekla

      OMG! 3,5 letni syn gra w Killzone 3?! o.O
      Ta gra ma oznaczenie PEGI 18, czyli zawiera elementy daleko posunietej przemocy i jest tylko dla doroslych.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000425052661 Maciej Rosiak

      W wieku 10 lat, gdy brat zainstalował na moim PC pierwszego TPS tzn. Max Payne’a wyłączyłem grę bo bałem się podejść do dzwoniącego telefonu, a Twój 3,5letni synek tak sobie już strzela do wszystkiego?

      Syn znajomego nieco później zaczynał od twojego grając w Crisis’a i inne. Aktualnie ma 6 i nie może od komputera się oderwać, co jest chyba jego jednym z mniejszych problemów obserwując zachowanie.

      Ale daj znać o jego stanie psychicznym za kilka lat

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Tekla: nie wiem o jakiej daleko posuniętej przemocy mówisz.
      Bzi Pan strzela do nas my do Bzi Pana i tyle.

      Więcej agresji i naprawdę daleko posuniętej przemocy (są nawet sceny torturowania) jest w Auta2.

      Maciej Rosiak:
      Mój syn gra na kompie „od urodzenia” (na konsoli od niedawna) i zawsze jest to tylko jeden z elementów jego codziennych zabaw.
      To od zaangażowania rodziców zależy w co się bawi dziecko.

    • http://www.facebook.com/wrobel.marcin Marcin Wróbel

      Prosze nie mow mi ze powaznie uwazasz ze dzieci wiedza ze „to tylko gry”. Karmienie ich agresja zaowocuje odpowiendnimi kontaktami z rowiesnikami, gdzie beda rozwiazywaly swoje – dla nas czesto malo wazne – problemy w sposob jaki poznaly w zabawie.

  • http://www.alra.pl/ Rafał

    Tak odrobinę z innej beczki: skąd informacja o średnim wieku graczy?

    Średni wiek gracza to ok. 32 lat

    • Jan Rybczyński

      Dodałem linka, do artykułu. Dzięki za uwagę.

  • sieciobywatel

    Nie do końca rozumiem, skąd się wzięły te kontrowersje dotyczące sprzedaży gier dorosłym. W USA oprócz garstki oszołomów (takich co to im seks pozamałżeński też przeszkadza) nikt nigdy nie proponował takich zakazów.
    Postępowanie dotyczyło sprzedaży brutalnych gier dzieciom. Już rodzic takiego dziecka mógł bez problemu mu grę kupić.
    Jak słusznie zauważył prawnik przegranej strony, obecnie 13-latek może sobie kupić grę, gdzie będzie mordować i gwałcić kobiety, ale nie może sobie legalnie kupić egzemplarza Playboya. I to faktycznie jest absurd.

    • mojav

      A są takie gry w USA? Nie słyszałem o grze zawierającej sceny gwałtu dokonywane przez gracza dopuszczonej do legalnej sprzedaży na zachodzie/w Europie. Co innego Japonia.

    • sieciobywatel

      Najwyraźniej są:
      Justice Samuel A. Alito Jr., in a concurrence joined by Chief Justice John G. Roberts Jr., voted with the majority but did not adopt its reasoning. Justice Alito said the California law was too vague. A more carefully worded law, he wrote, might survive constitutional scrutiny.

      Justice Alito said the majority opinion was too quick to dismiss differences between current video games and other media.

      “The objective of one game is to rape a mother and her daughters,” he wrote.

      http://www.nytimes.com/2011/06/28/us/28scotus.html?pagewanted=2&_r=1

    • mojave

      Już nie jedno słyszałem z ust prawników i polityków. Pewnie słyszał o japońskich eroge/hentai i teraz gada głupoty. Gdyby coś takiego wyszło każdy by o tym słyszał, bo zaraz media zrobiłyby aferę. Wystarczyło, że w DNF zamiast flagi z obozu wroga zabiera się kobiety i mówiły o tym wszystkie amerykańskie media a za nimi wiele polskich.

    • sieciobywatel

      Pewnie jakieś pokłosie afery z Rapelay sprzed kilku miesięcy. Ale nie ma to znaczenie. Ale zdaje się moje pytanie było o coś innego:

      Wiadomość średnio ciekawa, bo nie dotyczy polskich realiów, ale przypomniał mi ile kontrowersji, zupełnie dla mnie nie zrozumiałych, budzą gry przeznaczone dla dorosłych odbiorców. Po pierwsze, dyskusje na temat tego, czy takie gry w ogóle powinny być sprzedawane.

      Spytałem gdzie była mowa o zakazie sprzedaży gier dorosłym, bo według mojej wiedzy w całej sprawie chodziło o zakaz sprzedawania takich gier dzieciom. I chciałem się dowiedzieć, czy to tylko nadinterpretacja autora artykułu, czy coś może przeoczyłem (ten temat i pokrewne interesują mnie od wielu lat).

    • Jan Rybczyński

      W tej konkretnie sprawie nie było mowy o zakazaniu sprzedaży gier dorosłym, ale przecież zakaz dystrybucji brutalnych gier w niektórych krajach jest powszechną od dawna praktyką, przodują w tym Niemcy i Australia. Po prostu część gier jest w tych krajach w ogóle niedostępna. Część z tych gier na prawdę nie powala brutalnością.

      U nas będzie ocenzurowana Fifa 12 :) Dlaczego? Bo część zespołów jest sponsorowana przez kasyna, a ustawa antyhzardowa zabrania reklamowania wszelkich treści związanych z hazardem w internecie czy jakoś tak. Normalnie absurd, żeby trzeba było piłkę nożna cenzurować :-)

  • Jan Rybczyński

    sieciobywatel:
    Jak słusznie zauważył prawnik przegranej strony, obecnie 13-latek może sobie kupić grę, gdzie będzie mordować i gwałcić kobiety, ale nie może sobie legalnie kupić egzemplarza Playboya. I to faktycznie jest absurd.

    Czy ja wiem, czy to jest absurd? Przecież z zakupienia takiej gry jeszcze nic nie wynika, trzeba w nią jeszcze zagrać i to nie przez 5 minut, a kilka godzin. Wątpię, żeby gra rozpoczynała się od sceny gwałtu. Jednym słowem dziecko musi przynieść taką grę do domu i odpalić ja w salonie, czy nawet w swoim pokoju. Naprawdę niewiele trzeba, żeby rodzic takich rzeczy dopilnował.

    Natomiast Playboya może przejrzeć w parku czy piwnicy. Nie ma sensownego sposobu, żeby dziecko upilnować, żeby takich gazet nie przeglądało.

    Tak czy siak uważam, że to rodzice powinni wychowywać dziecko, a nie prawo, czy szkoła.

    • sieciobywatel

      Już to widzę, jak każdy rodzic jest w stanie przypilnować w co gra jego dziecko. Większość nie ma na to czasu, część umiejętności. Może 5% faktycznie ma na tyle wiedzy, żeby umieć rozsądnie kontrolować co ich pociechy robią w domu (wiedza techniczna i pedagogiczna + sporo mądrości życiowej).
      W każdym razie, do tej pory obowiązujące prawo jedynie ułatwiało rodzicom kontrolę nad tym, w co grają ich dzieci. Jeżeli uważali, że dziecko powinno w jakąś grę grać, to mogli ją po prostu kupić.
      Nie oszukujmy się, ale w całej sprawie nie chodzi o wolność słowa, tylko o pieniądze, jakie mogą zarobić koncerny rozrywkowe.

    • Jan Rybczyński

      To, że w całej sprawie nie chodzi o wolność słowa, tylko o pieniądze, nie ulega wątpliwości, myślę jednak, że to niewiele zmienia, jeśli chodzi o to, że rodzice mają wychować dziecko, nie prawo. Prawo to jest ostateczność.

      Jeżeli mówisz, że rodzice nie są w stanie kontrolować w co gra dziecko, nie mają na to czasu, wiedzy itd. to znaczy, że tym bardziej nie są wstanie ochronić dzieci przez zagrożeniami z internetu, a te uważam za o wiele groźniejsze z wielu powodów:
      - internet jest znacznie łatwiej dostępny
      - treści i zdjęcia w nim zamieszone, to nie fikcja, przynajmniej nie w takim sensie jak gra komputerowa
      - ilość nieporządnych treści w internecie jest nieporównanie większa, niż we wszystkich brutalnych grach razem wziętych
      - kontrola tego co dziecko przegląda w internecie jest nieporównanie trudniejsza
      - zakazanie dostępu dziecku do internetu może mieć jeszcze gorszy skutek, więc tego nie biorę pod uwagę

      Jeśli naprawdę jest tak jak mówisz, to czeka nas pokolenie dzieci skrzywdzonych przez internet, bo rodzice nie potrafili ochronić ich przed tym, co niesie ze sobą życie w obecnych czasach.

    • sieciobywatel

      Jeśli naprawdę jest tak jak mówisz, to czeka nas pokolenie dzieci skrzywdzonych przez internet, bo rodzice nie potrafili ochronić ich przed tym, co niesie ze sobą życie w obecnych czasach.

      Owszem.
      Nie wiem czy skrzywdzonych, ale na pewno pokolenie zupełnie inne pod względem wartości o podstawowych wzorców. Co przyniesie zapewne wiele problemów i tragedii, bo nastąpi zderzenie z normami pokolenia mojego i poprzednich. Zakwestionowany zostanie cały syste gospodarczo-prawno-społeczny, który istnieje dzisiaj. Co niekoniecznie mnie martwi…
      W każdym razie jedyne co można zrobić, to we własnym zakresie dbać o jakość tego, co pojawia sie w Sieci, prawda? To już zadanie dla Ciebie jako autora na poczytnym blogu? ;P

  • Pongo

    Jan w swoim wpisie porusza de facto temat stary jak swiat, mianowicie:

    „Czy dziecko powinno być wychowywane przez rodziców czy przez państwo?”

    Jest to oczywiście kwestia dużo szersza. Państwo już od dawna wychowuje dzieci. Decyduje o tym czego nie wolno im sprzedawać (choćby wspomnianych gier), czego mają się uczyć (we wszystkich szkołach ten sam program), kiedy odbierać dziecko rodzicom (przykład dziewczynki, chyba ze Skandynawii, którą rodzice puścili samą w rejs łódką :)).

    Tak więc zakaz sprzedaży brutalnych gier dzieciom jest tego samego rodzaju co zakaz reklamy piw przed godziną 23. Doprawdy takich zakazów jest w naszym życiu codzienny od groma. To jest po prostu obecny. Nie ma się tu co dziwować, jak już to trzeba pójść do urny i mądrze zagłosować.

    Zresztą cieszmy się, że Polska to nie Niemcy. Za naszą zachodnią granicą ludzie muszą grać w gry, w których jest zielona krew :).

  • http://www.ekostrefa.pl Łukasz Ostrowski

    Zgodzę się ze zdaniem Arnolda B. „To od zaangażowania rodziców zależy w co się bawi dziecko.”

  • Ghoran

    Arnold Buzdygan: Ja za to autorytarnie mogę powiedzieć wszem i wobec – gry nie mają negatywnego wpływu na dzieci.

    Obawiam się, że nie możesz tak powiedzieć. Choćby z tej prostej przyczyny, że możesz się odnieść tylko do własnego dziecka, przy czym jest ono za młode, żeby zauważyć taki poważniejszy wpływ.

    Co do TV zgoda.

    A gry MOGĄ być szkodliwe i mieć negatywny wpływ. Ale „mogą” nie znaczy jeszcze „są”. Zależy sporo od osobowości dziecka.

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Nie opieram się na własnym dziecku, tylko na własnych badaniach, które kiedyś robiłem i są jednoznaczne – to telewizja demoralizuje dzieci i młodzież, a nawet dorosłych.
      Podstawowym problemem jest właśnie odbiór medium – gra to jest konwencja i już 2 letnie dziecko zdaje sobie z tego sprawę.
      Natomiast telewizja jest odbierana po części jako rzeczywistość oglądana przez okno a po części jako dziejąca się we własnym domu.
      Dlatego ma tak destrukcyjny wpływ.

      Oczywiście badania prowadziłem w sytuacji gdy telewizja jest wszechobecna, a gry nie pokazują niczego innego niż można wypatrzyć w niej.
      Gdyby nie było telewizji to gry pokazujące pewne formy agresji na pewno byłyby dla dzieci negatywnie „edukacyjne”. Ale tak nie jest.

    • sieciobywatel

      Gdzie można zapoznać się z metodologią i wynikami tych badań?

  • Jan Rybczyński

    Ja również jestem przekonany, że wpływ filmów i gier jest przede wszystkim uzależniony od osobowości dziecka.

    Jedno dziecko może oglądać od małego brutalne filmy i grać w gry dla dorosłych i wyrośnie na wrażliwego, współczującego człowieka.

    Innemu dziecku wystarczy pograć w jakąś bijatykę, albo po prostu przegrać grę z kolegą, żeby zatłuc go młotkiem.

    Dlatego uważam, że to rodzice powinni wychowywać dziecko, a nie prawo. Dodatkowo jestem skłonny zgodzić się, że filmy mają bardziej negatywny wpływ na dzieci, niż gry. Film zawsze ogląda się jakby miał wiele wspólnego z rzeczywistością, mimo, że wszyscy wiemy, że to fikcja. Wystarczy zastanowić się, czemu ludzie boją się horrorów, skoro wiedzą, że to tylko film?

    Z grą jest tak, że niby sami bierzemy udział w różnych aktach agresji, ale łatwiej sobie uzmysłowić, że nie robimy tego ze złości i agresji, że to tylko gra. Chociaż oczywiście, bez wątpienia, są tacy, którzy również gier nie potrafią odróżnić od rzeczywistości, ale to jednak zdecydowana mniejszość.

    • sieciobywatel

      A co jako psycholog powiesz o roli gier i zabaw w kształtowaniu wzorców zachowań społecznych i wartości (Huizinga 1938, Caillois 1961)?
      Co z przyzwyczajaniem do schematu natychmiastowej, regularnej nagrody, który jest podstawą projektowania „grywalności” gier, a który nijak ma się do późniejszej rzeczywistości w świecie mięsnym?
      Moim zdaniem to wszystko jest zbyt skomplikowane, aby cokolwiek jednoznacznie rozstrzygać. Z moich doświadczeń wynika, że nawet na osoby dorosłe gry komputerowe mogą mieć negatywny wpływ i wręcz zrujnować życie.
      Co nie znaczy, że jestem zwolennikiem zakazów.

    • Jan Rybczyński

      Jako psycholog nie powiem niestety nic w tej kwestii, bo w tym zakresie nie czuje się dostatecznie kompetentny. Psychologia to szeroka dziedzina wiedzy i nie sposób mieć zdanie na każdy temat. Musiałbym zapoznać się z tymi badaniami, które przytoczyłeś, zastanowić się na ile odnoszą się do współczesnych realiów. Do tej pory to nie był zakres moich kompetencji.

      Na szybko, bez szerszego poszukiwania źródeł w tym temacie mogę podkreślić to co napisałem wyżej. Uważam, że cechy osobnicze odgrywają, jak zwykle, kluczową rolę. Są przypadki dzieci, które obracają się w złym towarzystwie, również w szkole, ale nigdy nie dają się wciągnąć. Nie jest to może zbyt częste, ale nie jest też ekstremalnie rzadkie. Są też odwrotne przypadki, wystarczy mały impuls i już dziecko przechodzi na ciemna stronę mocy.

      Jak słusznie zauważyłeś, dotyczy to również dorosłych, ponieważ nie ze wszystkiego się wyrasta. Dorośli również bywają podatni na oddziaływanie filmów i gier. Od uzależnienia od grania poczynając, na przenoszeniu wzorców z gier do, jak to określiłeś, świata mięsnego.

      Tym bardziej uważam, że w związku z tym jest to kwestia indywidualna. Rodzic powinien obserwować dziecko, na ile emocjonuje się grami (również tymi przeznaczonymi dla dzieci), ile to wywołuje u niego napięcia i stresu i regulować dostępność do gier. Dla niektórych dzieci ograniczenie wszelkiej rozrywki elektronicznej jest wskazane, ale o tym może decydować tylko rodzic, ewentualnie, specjalista na życzenie rodzica. Prawo, jedno dla wszystkich, nigdy nie będzie mogło określać co jest dobre dla określonej jednostki.

    • sieciobywatel

      Ok, jak najbardziej.
      Pytanie co z tymi dziećmi, których rodzice nie mają:
      - czasu,
      - kompetencji,
      - chęci
      na dokładanie starań.

      I jeszcze raz przypominam, że początek całej dyskusji to było moje pytanie do Ciebie związane z tytułem:
      Kontrowersje wokół gier dla dorosłych. Ja ich nie rozumiem
      Nie bardzo widzę, gdzie tutaj zakazy dla dorosłych, co wynikałoby z treści tego artykuły. Bo coraz bardziej wychodzi, że była to jakaś tania demagogia na zasadzie:
      Chcieli zabronić sprzedaży brutalnych gier dzieciom, ale nie zakażą -> Chcą zabronić dzieciom rozrywki -> Czarna lista gier komputerowych -> W USA będą palić komputery -> Tusk/Kaczor jest krypto-amiszem i będzie walczył z technologią
      Nie wiem jak gry komputerowe, ale tego przeinaczenia są na pewno bardzo szkodliwe.

    • Jan Rybczyński

      A ja na to pytanie odpowiedziałem, więc zacytuje sam siebie:

      Jan Rybczyński: W tej konkretnie sprawie nie było mowy o zakazaniu sprzedaży gier dorosłym, ale przecież zakaz dystrybucji brutalnych gier w niektórych krajach jest powszechną od dawna praktyką, przodują w tym Niemcy i Australia. Po prostu część gier jest w tych krajach w ogóle niedostępna. Część z tych gier na prawdę nie powala brutalnością.
      U nas będzie ocenzurowana Fifa 12 :) Dlaczego? Bo część zespołów jest sponsorowana przez kasyna, a ustawa antyhzardowa zabrania reklamowania wszelkich treści związanych z hazardem w internecie czy jakoś tak. Normalnie absurd, żeby trzeba było piłkę nożna cenzurować :-)

      A co do dzieci, których rodzice nie mają czasu, kompetencji itd. Cóż mogę powiedzieć, są na straconej pozycji i nie ma się co oszukiwać, że prawo, czy inne regulacje mogą to zrekompensować, bo nie mogą. Nie ma co udawać poprawności politycznej, że wszyscy mamy równe szanse, bo to nie jest prawda. Takim dzieciom będzie po prostu ciężej, bo do części rzeczy będą musiały dotrzeć samodzielnie, ucząc się na własnych błędach.

      Myślę, że na tym należałoby zakończyć tą dyskusję, to ani czas, ani miejsce, by roztrząsać dalsze szczegóły losu dzisiejszej młodzieży.

    • sieciobywatel

      Wybacz, uciekł mi ten komentarz.
      A co do tych dzieci „na straconej pozycji”, to pamiętaj, że będą chodziło do jednej szkoły z Twoimi, spotykać się będą na ulicy, w parku. Rozpatrywanie takich rzeczy z punktu widzenia tylko własnej rodziny to trochę krótkowzroczność.
      Też miałem wrażenie, że dyskusja się przeciąga. Gdybyś chciał kontynuować, to zapraszam na mejla, do którego zapewne masz dostęp (a Grzegorz na pewno). Lub jabbera (identyczny).

    • Jan Rybczyński

      Pamiętam o tym i wcale nie patrzę na to z perspektywy tylko własnej rodziny. Mimo wszystko obawiam się, że nie ma innego wyjścia na odpowiednie wychowanie dziecka, jak udział rodziców i nie ma się co oszukiwać, że jest inaczej.
      Jeśli rodzice nie mają odpowiedniej wiedzy, to najlepsze co można zrobić, to ich uświadamiać, co przyniesie lepsze skutki, niż wejście w ich rolę. Jeżeli nie znajdą czasu, albo chęci i uświadamianie nie pomoże, to niewiele więcej pozostało. Oczywiście, ze można organizować rożne zajęcia dodatkowe, spotkania z takimi dziećmi, ale od dawna wiadomo, że nie da się zastąpić rodzica. Lepsze to niż nic, ale niewiele lepsze. W drugiej kolejności po rodzicach, najwięcej zależy od samego dziecka, potem długo, długo nic i dopiero prawo, zajęcia dodatkowe itd.

      Wszystkim nam się lepiej będzie żyło, jeśli społeczeństwo będzie lepiej wykształcone i lepiej wychowane. Cała trudność w tym, że nie można tego załatwić jakąś ogólną, szeroko zakrojona akcją. Ani prawem.

      Do maila nie mam dostępu. Jeśli chcesz, pisz na mojego maila, składa się z mojego imienia i nazwiska (w tej kolejności) rozdzielonego myślnikiem, z końcówką @o2.pl.
      Pozdrawiam