13

Kończę z cyfrową prasą – oby papier żył jak najdłużej

Jeszcze nie całkowicie i nie wiem jak długo wytrzymam. Uwielbiam nowe technologie, fajne i przydatne gadżety, a także nowoczesne, świetnie wyglądające i bardzo wygodne w obsłudze aplikacje. Ale gdy chodzi o prasę, to jestem tym wszystkim zmęczony. Wolę papier.

Ostatnie tygodnie przyniosły dobrą pogodę, kilka dni wolnych od pracy i parę wyjazdów. W tym czasie każdy z nas spędza wolny czas na swój sposób – ja lubię czytać, dlatego zawsze wyposażam się w pokaźną listę tekstów i tytułów do pochłonięcia. Pomocne bywają wtedy takie usługi jak Instapaper czy Pocket, a nawet i Facebook Save. Nie mam nic przeciwko tabletom, a tak jak pisałem, mój iPad przeżywa teraz swoją drugą młodość. Polski rynek prasy cyfrowej wypada dziś niebo lepiej niż jeszcze kilka lat temu, dlatego bez obaw wznawiałem subskrypcje niektórych tytułów.

Ale zauważyłem, że od pewnego czasu czytam sporo mniej. Nie wynika to z braku mało interesujących treści czy zapełnionego kalendarza. Każde wolne 5 minut można przeznaczyć na dłuższy lub krótszy tekst, ale pomimo ciągłego dostępu do nowych wydań tygodników i dzienników, wcale nie mam ochoty otwierać żadnej z tych aplikacji na smartfonie i wpatrywać się w tekst na ekranie cztero-, pięcio- czy nawet sześciocalowym. Sytuacji nie poprawiają iPad ani laptop, natomiast nigdy nie potrafiłem przekonać się do czytania tygodnia czy dziennika na Kindle’u lub innym czytniku. Nie czytam wszystkie od deski do deski, a nawigacja wcale nie jest taka łatwa i przyjemna. Tytuły wielokrotnie niewiele mówią, dopiero wstęp i grafika główna pozwalają ocenić, czy artykuł będzie dla mnie interesujący i wart uwagi.

Wtedy wkracza papier

Tak, wersje fizyczne – papierowe – są znacznie droższe niż subskrypcje. Tak, trzeba pamiętać, żeby je zabierać ze sobą. Tak, mogą się łatwo niszczyć w torbie czy plecaku. Tak, wiem że nie przeczytam nic po zmroku bez dodatkowego oświetlenia. I tak, zauważyłem że nie zmienię rozmiaru tekstu.

A mimo to, gdy do ręki trafił mi jeden z numerów, po prostu czytałem. Nie tekst po tekście, ale po przejrzeniu zawartości wydania szybko oceniłem, które artykuły mogą być wartościowe i ciekawe, a następnie czytałem jeden po drugim. Zanim się zorientowałem minęło prawie 40 minut – czas zleciał błyskawicznie, a powiadomienia ze smartfona można było zdecydowanie łatwiej zignorować, gdy znajdował się w kieszeni, aniżeli gdy trzymałbym go wibrującego w ręce.

Ale nie o powiadomienia tu chodzi, lecz o samą czynność czytania. Wzbraniałem się przed zakupem papierowej wersji od bardzo długiego czasu, bo to drożej, bo to niewygodnie, bo mam wykupioną subskrypcję, a gdy zupełnie przypadkowo w rękach wylądowała papierowa wersja bardzo szybko zmieniłem zdanie.

Jeśli miałbym wskazać przyczynę takiej sytuacji, to zdecydowałbym się na aspekt psychologiczny – być może lepiej reaguję na absencję smartfona, laptopa, jakiegokolwiek ekranu, co mnie odpręża i pozwala zrelaksować. To prawdziwa odskocznia od ciągłego przywiązania i wpatrywania się w wyświetlacze, dlatego mam nadzieję, że papierowa prasa pozostanie z nami jak najdłużej.

Sprawdźcie sami, może u Was będzie podobnie.