Komunikacja wewnętrzna startupu. Du ju spik germany?

Ostatnio moje wpisy kręcą się wokół PM. Startup w końcu to projekt jak każdy inny. W zarządzaniu projektami jest dziewięć obszarów zarządzania (według PMI). Wspominam o nich tutaj. Czasami się zastawiam, który z nich jest kluczowy aby projekt się udał. Oczywiście wszystkie są istotne i komplementarne oraz wiele zależy od otoczenia projektu. Jeśli jednak ktoś by mnie poprosił o wybór jednego. Bez wahania wybrałbym zarządzanie komunikacją.

Chyba nikt nie zaprzeczy, że głównym kapitałem firmy czy też przedsięwzięcia są ludzie. To dobry zespół stanowi trzon. Nie jedna osoba ale kilka osób, które potrafią rozmawiać, dzielić się wiedzą, iść na kompromisy i zapominać o konfliktach. Ta swoista synergia i przewaga grupy nad jednostką zawiera się w powiedzeniu „co dwie głowy to nie jedna”. Jednak Ci ludzie muszą się komunikować. Jeśli tego nie ma to nawet najlepszy pomysł padnie wcześniej czy później.

Co jeśli ludzie nie potrafią się dogadać? Częsta sytuacja to różne interpretacje treści zadań, inne spojrzenie na przykład na model biznesowy, rozbieżne oczekiwania od pracodawcy, inaczej identyfikowane potrzeby użytkownika aż w końcu nieustalone zasady codziennej komunikacji.

Głównym produktem pośrednim projektu oraz kanałem komunikacji jest dokumentacja projektowa i kod. Wszelkie e-maile, specyfikacje, projekty graficzne, listy zadań, serwery plików oraz źródła samej aplikacji są miejscami, w których na co dzień umieszczamy efekty naszych prac. Warto poświęcić kilka godzin na identyfikację takich „miejsc” i pogadanie z ludźmi o tym jakie mają z nimi problemy lub co by tam poprawili.

Załóżmy, że mamy firmę – 15 osób, wszyscy na kompach, prowadzi biznes internetowy. Kilka porad z moich doświadczeń, które zmniejszają szum w komunikacji:

  • wspólne opisywanie zadań (np. scrum) aby ich interpretacja była jednoznaczna,
  • minimalizowanie zmian w zakresie w trakcie iteracji,
  • jedna osoba odpowiedzialna za zadanie lub jego koordynację,
  • nadawanie sensownych tematów e-mailom,
  • pisanie w danym wątku e-mailowym wyłącznie na jeden temat (nie tworzenie nowych bez potrzeby!),
  • przy dłuższych wątkach usuwanie osób nie powiązanych z tematem,
  • na czacie statusowanie, że wyszedłem z firmy,
  • jak w feng shui usuwamy wszystkie śmieci z chmur i serwera plików i trzymamy wszystko w odpowiednio nazwanych katalogach,
  • stosowanie narzędzi wersjonujących dokumenty i trzymających historię, mi Google Docs zaspokaja te potrzeby,
  • niektórzy sprawdzają pocztę co dwie godziny, popieram, i nie przerywać ludziom co chwila, ze złości niewiele zrozumieją,
  • testerzy w bug-tracker nie piszą w opisie błędy tylko „jak jest” ale „jak jest i jak ma być”,
  • w przepływie pracy takie dzielenie zadań aby na przykład testerzy nie dostawali wyników pracy programistów na koniec dnia, a ma być na dziś (to szerszy temat),
  • na spotkaniach jasna artykulacja celu spotkania, mierzenie czasu dla każdego punktu agendy, podsumowanie ustaleń, jeśli „jeszcze musimy coś ustalić później” to robimy to tu i teraz, trzymanie się zasady „mówisz problem, proponujesz rozwiązanie” (tam gdzie problem jest wewnętrzny),
  • specyfikacja standardów kodowania (dla łatwej rotacji i podnoszenia kwalifikacji),
  • minimalizowanie po czasie wciąż używanej dokumentacji do niezbędnego minimum, dokumenty typu „one big picture” mile widziane,
  • niektórzy stosują (ja nie) słownik wewnętrznego slangu organizacji aby łatwiej wdrażać nowych ludzi.

To niektóre stosowane przeze mnie praktyki dla poprawy komunikacji zespołu. Dla niektórych takie zasady kojarzą się z wojskiem, trudno. Wiadomo, jest potrzebna elastyczność i nie wszystko do wszystkiego pasuje. Jednak będę obstawał, że bez reguł komunikacji będzie słabo. Robi się krótko mówiąc burdel. Częściej dochodzi do konfliktów i ludzie mają mocniejsze poczucie niesprawiedliwości (zawsze je mają w jakimś stopniu). Jak ktoś dwa tygodnie po zleceniu zadania mówi mi, że miał problem, ale nic mi nie powiedział to znaczy, że firma ma duży problem.

Poza komunikacją w ramach zespołu ważne jest komunikowanie wszystkich o tym co się dzieje z firmą. Niektórzy nie popierają takiego podejścia. Ja stawiam na zaufanie. Większe ryzyko, ale lepsze efekty. Jeśli pracownik ma myśleć systemowo i pomagać innym musi wiedzieć jaka jest jego rola i wpływ na całość. Z bardziej zmotywowaną osobą zawsze łatwiej się dogadać. O mrukach gdzie w potoku slangu można wynieść jedynie fangę w nos już pisałem.

A co z naszym startupem?

W startupach często pierwszym dokumentem będącym częścią komunikacji jest eksplikacja pomysłu (o ile ktoś zamierza spisać bo działa sam). Jest sercem jest oczywiście idea, ale „opakowanie” (forma) konsumowalne dla czytelnika jest również bardzo istotne. Zaplanowanie odpowiedniej struktury dokumentu i dostosowanie go do odbiorcy (wyrzucenie reszty) to podstawa. Jak dostanę 50 stron czegoś i czytam streszczenie, po którym wiem jeszcze mniej to zastanawiam się jak z taką osobą będzie mi się rozmawiać i ogólnie pracować. Przydatne są wszelkie próby typu przeczytanie przez znajomych i najpierw zweryfikowanie czy wiedzą o czym ja piszę, a nie tylko czy pomysł jest wspaniały.

I na koniec podstawowa zasada komunikacji. Za jej sprawność odpowiadają nadawca i odbiorca. Upewnij się, że osoba do której mówisz lub piszesz zrozumiała przekaz. To zwykły szacunek. Jeśli członkowie zespołu startupu mają to gdzieś to podejrzewam, że podobnie będzie wyglądać komunikacja z użytkownikiem… ale to już inna działka.

Grafika z dreamstime.com
Maciej Oleksy

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • migacz1125

    Niby prosta check lista rzeczy ale jak najbardziej słuszne.

    Odnośnie specyfikacji standardów kodowania. Czy osoba trzymająca się do tej pory jednej specyfikacji przechodząc do innego projektu powinna zmienić konwencję ?

    Jedna osoba odpowiedzialna za zadani. Zadanie chyba dość słuszne zwłaszcza jeżeli chodzi o zadania bardziej złożone. No i przypadki nadzoru ? Zanim coś wyjdzie od Ciebie 10 akceptacji od osób nad Tobą co z tym robić ?

    • https://plus.google.com/u/1/104184185030275670702/ Maciej Oleksy

      W kilku projektach starasz się mieć te same standardy/konwencje. Znam kilka przypadków kiedy autor przepadł i masa pracy na dojście „co gościu miał na myśli”.

      Jest zadanie zmiany czegoś na front-end. Bierze udział np. i developer i grafik. Aby pytając o status nie było pingponga ustala się jedną odpowiedzialną nawet jeśli robią po 50%. To nie tylko duże zadania. Ja wolę tak.

    • migacz1125

      Ok. Tylko czy nie pojawi się tu problem kto ma tą odpowiedzialność na siebie wsiąść ? Jeżeli na kogoś spada odpowiedzialność (zwłaszcza czyjaś) to trzeba to chyba jakoś uzasadnić.

      Ogólnie rozwiązanie wydaje mi się ok :)

      CO do konwencji to masz tu na myśli dokumentowani i opisywanie kodu ?

    • https://plus.google.com/u/1/104184185030275670702/ Maciej Oleksy

      Wiesz co, czasami nie da się tej odpowiedzialności określić, a jej tłumaczenie za wszelką ceną to często strata czasu przy małych zadaniach. Jeśli wykonawca na siłę się doszukuje dlaczego on to można odpowiedzieć „a dlaczego tamten?”. Zmotywowani (nie tylko kasą) ludzie nie robią takich problemów.

      Dokumentowanie w docsach i kodzie to jedno (ważne aby nie robić cegieł) a drugie że trzymamy się umieszczonych tam konwencji. Np. robimy co tydzień review code (czysto techniczne spotkanie), pod tytułem – czy wszystko zgodne, jak dalej rozwijać elastycznie, skalowanie, wydajnie itd. Czasem pomagają w tym unit tests, sam próbowałem wdrożyć, olałem. Teraz widzę że zaciągnąłem tzw. dług techniczny :) w skrócie teraz mam większy nakład pracy na retesty całości.

  • Blindfury

    Z całym szacunkiem, ale tego się nie da czytać: język jest delikatnie mówiąc „nieliteracki”, składnia do bani, stylistyka również. Używanie mundrych słów jak „eksplikacja” nic nie zmieni, jeśli nie zaczniesz, autorze, pisać poprawnie po polsku. Kochany Antywebie, nie chcę się wymądrzać, ale nie można dać tekstu komuś do sprawdzenia, a najlepiej do jakiegoś przeredagowania?

  • Monia

    Krótko i na temat, kapsułka dla małych zespołów IT. Raczej literatury nie oczekiwałam :)

    • Blindfury

      Nie chodzi o literaturę, tylko o w miarę zgrabne posługiwanie się polszczyzną, stosowanie interpunkcji, która pozwala zrozumieć sens zdania etc. Język pisany, niezależnie od tego, czy to to dokument techniczny, literatura piękna, czy tekst na blogu, wymaga nieco innego formułowania myśli, niż rozmowa z kumplami przy piwie, bo inaczej staje się jakimś koszmarkiem, na którego przebrnięcie ze zrozumieniem po prostu czasem szkoda czasu.

  • Piotrek

    A kiedy będzie sensowne istnienie ‘traffic managera’ w firmie, który prowadzi monitoring obciążenia poszczególnych pracowników pracą i przydziela aktualne zadania tym którzy są mniej obłożeni (i oczywiście mają kompetencje do wykonania tego zadania)?

    • https://plus.google.com/u/1/104184185030275670702/ Maciej Oleksy

      Nawet nie znałem takiego stanowiska :) To trochę jak asystent pm-a do optymalizacji wykorzystania zasobów, ale to chyba przy mega projekcie. Jeśli ten traffic będzie specjalistą w tradycyjnej strukturze to może dbać o ty aby ludzie jak najrzadziej przerywali pracę. Nie wiem.

      W małych firmach to kwestia talentów i dogadywania się w jednym pomieszczeniu „Rafał, skończyłeś może tamto? To weź to :)”. W większych np. w dziale call-center automatyzują to zazwyczaj systemy. Dla mnie odpowiednie rozłożenie to ludzie/automat po 50%. Po ustaleniu jakiegoś workflow dobieramy do tego fajne narzędzia. Poza tym jeśli w organizacji jest sekcja usług dla jednostek wewnętrznych to jego dyr lub wice najczęściej zarządza ludźmi i ich pracą. Mniej jest specjalistą a bardziej udrażnia przepływy. On nie jest m.in. od wykonywania zadań ale ich przydzielania i kontrolowania.

  • https://plus.google.com/u/0/112266986726771316857 sieciobywatel

    Jeden z lepszych tekstów tego roku na AW.
    Jedyne do czego mógłbym się ciut przyczepić, to trochę „polskawych” sformułowań – co wbrew pozorom też jest bardzo ważne w efektywnej komunikacji. Czasem warto poświęcić chwilę na przeredagowanie zdania. Poprawnie napisane zdania dużo łatwiej się „skanuje”, zdania nieporadne zmuszają do wracania wzrokiem.
    Nie mówiąc już o potencjalnych dwuznacznościach, na przykład w specyfikacji funkcjonalnej.
    Krótko mówiąc – warto dbać nie tylko o czytelność kodu, ale też dokumentacji. A koderzy – dobrze aby oprócz 5 języków programowania znali także przyzwoicie język używany w komunikacji.