109

Poczułem, że pasja do nowoczesnego sprzętu mnie opuszcza. Technologia stała się irytująca

Od jakiegoś czasu sądziłem, że współczesna technologia stała się... nudna. Aż do dnia, w którym spojrzałem na swój telefon i zrozumiałem jedno. Technologia nie stała się nudna. Stała się irytująca.

Autorem tekstu jest Filip Turczyński, fan technologii mobilnych oraz wyznawca chmury obliczeniowej. W wolnym czasie prowadzi bloga o fajnych miejscach w Polsce Skomplikowane.pl.

Nie wiem, czy i wy tak macie, ale w pewnym momencie poczułem, że cała pasja do nowoczesnego sprzętu mnie jakby opuszcza. Ileż można cieszyć się z tych tylko na pozór innowacji proponowanych nam przez producentów? Telefony komórkowe od dłuższego czasu stoją w miejscu i ostatnią prawdziwą rewolucją było wprowadzenie na powszechną skalę systemów operacyjnych i wyświetlaczy dotykowych (iPhone). Smartwatche? Tak na dobrą sprawę, żaden z producentów do dziś nie dał nam konkretnego argumentu przemawiającego za ich kupnem. Miałem ich w użytkowaniu kilka i poza powiadomieniami i wyświetlaniem godziny nie oferowały mi niczego, czego nie osiągnę, po prostu wyjmując telefon z kieszeni.

Dobra. Spójrzmy na tablety i komputery. Te pierwsze przechodzą wielkie wymieranie te drugie to głęboka stagnacja. Kolejne premiery urządzeń zwyczajnie nie zajmują głowy dłużej niż parę minut, bo i czym? Kto pamięta jakieś urządzenie Acera, Asusa albo Della sprzed roku?
No właśnie.

Problem irytacji dosięga obecnie każdej dziedziny technologii użytkowej. Spójrzmy na Microsoft – z jednej strony mamy do czynienia z naprawdę fajnym sprzętem, jakim jest Xbox, by potem łatać go na bieżąco, czego dowodem są nieskończone ilości patchy na tak prozaiczną zakładkę, jak wczytująca się w nieskończoność zakładka „do instalacji’.

Pogoń za gigahercami, pikselami i ilością ramu obecnie bardzo przypomina mi wyścig Intela i AMD podczas wojny procesorów z lat 90. Tyle że tutaj mamy do czynienia z problemem na skalę masową, bo dotykającą każdej kategorii urządzeń.

Czego mi zatem brakuje?

Wspomnianej komplementarności. Kupuję dobry sprzęt posiadający kosmiczne podzespoły i doprowadza mnie on do szału swoimi błędami w oprogramowaniu lub jego brakami. Nawet te najbardziej highendowe urządzenia potrafią się zacinać lub restartować. Nie otrzymują oczywistego wsparcia technicznego przez rozsądny okres lub jakieś ich funkcje nie są dostępne dla któregoś z regionów (Cortana!).

To wszystko sprawia, że jako użytkownik przestaję zwracać uwagę na nowości. Marketingowcy zachęcają mnie do wydania grubych tysięcy złotych, zapominając o tym, że przez chore deadline’y i gonitwę przed konkurencją często nie dają mi takiego urządzenia, jakiego oczekuję – kompletnego i w pełni sprawnego.

Jestem przekonany, że rynek w końcu się ustabilizuje. Już teraz widać pewne spowolnienie w rozwoju telefonów komórkowych i zegarkach (o komputerach PC nie wspominając). Wyścig wygra ten producent, który zacznie dostarczać sprzęt kompleksowy – sprawny, bez wad, z pełnym pakietem funkcji i wsparciem technicznym.

Czego wam i sobie życzę.