77

Kłopoty w raju – supernowoczesną kolejkę linową trafił szlag

O dolnośląskim pomniku próżności za przeszło 12 milionów złotych już pisałem. Władze miasta wraz z Politechniką Wrocławską postanowiły uruchomić nadrzeczną kolejkę linową. Jej trasa to całe 450 metrów. Już miesiąc po otwarciu cudeńko zdążyło się zepsuć, a potem zostało rąbnięte, uszkodzone i… odjechało do Szwajcarii. Arrivederci amore. Jeśli czytacie propagandowe materiały na temat Wrocławia, wiecie, że to miasto mlekiem i miodem płynące, gdzie wszyscy mają cudowną […]

O dolnośląskim pomniku próżności za przeszło 12 milionów złotych już pisałem. Władze miasta wraz z Politechniką Wrocławską postanowiły uruchomić nadrzeczną kolejkę linową. Jej trasa to całe 450 metrów. Już miesiąc po otwarciu cudeńko zdążyło się zepsuć, a potem zostało rąbnięte, uszkodzone i… odjechało do Szwajcarii. Arrivederci amore.

Jeśli czytacie propagandowe materiały na temat Wrocławia, wiecie, że to miasto mlekiem i miodem płynące, gdzie wszyscy mają cudowną pracę, wstają z pieśnią na ustach, a kładą się spać szczęśliwi i spełnieni. Serio, takie informacje publikowane są w mediach! Aż chce się zacytować piosenkę „Bo to mój kraj”:

Chłopi do skupu swą trzodę odwożą nowiutkim traktorem.
Bogaci do domów powrócą, a świnia uśmiecha się.

Jedną z perełek tak zwanej Europejskiej Stolicy Kultury jest Polinka – wspomniana kolejka linowa. Niewątpliwie jest to atrakcja – szczególnie dla dzieci. Pytanie, czy niezbędna w mieście, które ma kłopoty finansowe?

W każdym razie perełka długo nie błyszczała. Niespełna miesiąc po otwarciu kolejka zdążyła się zepsuć.

Nie minął nawet miesiąc, a Polinka już się zepsuła. Agnieszka Niczewska, rzecznik prasowa Politechniki Wrocławskiej, potwierdzała, że jest awaria, ale przyznała, że nie wie, co jest jej przyczyną. Mówiła, że za obsługę kolejki przez pierwsze pół roku odpowiedzialna jest firma Doppelmayr i to ona zdiagnozuje i naprawi usterkę. (źródło)

Sprzęt udało się zreanimować i hulał niczym halny w Tatrach. Do momentu, gdy na początku marca w wagonik z ludźmi na pokładzie przydzwoniło ramię koparki przewożonej Odrą przez barkę. Sprawę zgłoszono do inspektora żeglugi, ponieważ dźwig na barce miał być za wysoki. Co wykazało śledztwo, nie wiemy. Prawdopodobnie sprawa ślimaczyć się będzie w nieskończoność.

Tymczasem uszkodzony pojazd wywieziony został do Szwajcarii i… nikt nie wie, kiedy wróci. Kolejka miała zacząć działać do końca marca, tymczasem, jak donosi portal tuwroclaw.com, naprawa wagonika ponoć nawet się nie zaczęła.

Firma Doppelmayr ma wyprodukować w Szwajcarii nowy szkielet wagonika, przysłać go do Polski, a tu na miejscu mają zostać przełożone do niego części, które nie ucierpiały w wypadku. (źródło)

Obawiam się, że do tego czasu władze się zniecierpliwią do tego stopnia, że padnie pomysł wykopania pod Odrą tunelu metra z dwoma przystankami. A co? Zastaw się a postaw się! Co ciekawe, 1 kwietnia zarządcą Polinki miała zostać Politechnika Wrocławska, ale ta nie chce brać odpowiedzialności za uszkodzoną kolejkę. Co dalej z urzędniczą zabawką za przeszło 12 milionów? Nie wiadomo. Sprawa natomiast jako żywo przypomina znaną i kultową scenę…