1

Klatka, z której nie ma ucieczki – nie porzucę iPhone’a, bo: iMessage

Piąta wersja systemu iOS była rewolucyjna (dla użytkowników urządzeń Apple) z kilku powodów. To właśnie iOS 5 przyniósł nowoczesne centrum powiadomień, ale w tym samym czasie poznaliśmy inną nowość: system wiadomości błyskawicznych iMessage wkomponowanych w aplikację z tradycyjnymi SMS-ami. I właśnie przez iMessage trudno mi dziś porzucić iOS-a. Bo nie mogę. I nie chcę.

iMessage trudno nazwać rewolucją. Apple po prostu wtłoczyło do własnych systemów operacyjnych autorskie rozwiązanie, które można chyba określić mianem komunikatora – nic wybitnego. Jeśli numer telefonu lub e-mail został przypisany do systemu, czyli pojawił się w bazie Apple, to zamiast klasycznych SMS-ów możemy wysyłać tym kontaktom wiadomości iMessage poprzez internet- pod względem wizualnym różnica zauważalna jest od razu, ponieważ sam numer lub e-mail w kontakcie podświetlane są na niebiesko. Tę samą barwę przybierają dymki z wiadomościami, podczas gdy SMS-y zawsze miały kolor zielony. Jasne jest więc, komu możemy wysłać link, obrazek czy inne multimedia bez obaw, że po drodze coś się zepsuje. Aplikację Wiadomości można wtedy faktycznie traktować, jako typowy internetowy komunikator.

iMessage i problemy

Wciąż natrafiam na osoby, które nie mają o tym wynalazku… zielonego pojęcia. iMessage ustawiło się samo, a skoro działa, to w czym problem? Otóż problem zaczyna się wtedy, gdy mało obeznana w temacie osoba pozbywa się iPhone’a, ale nie zadba o to, by numer wymazać z serwerów Apple. Nasze wiadomości nie docierają wtedy na urządzenie z iOS-em lub macOS-em, pomimo istnienia funkcji „wyślij SMS w razie problemów”- to ona ma zapewnić dostarczenie wiadomości nawet w formie SMS-a, lecz czasami najczęściej po prostu zawodzi. Trudno też manualnie przełączyć się na SMS-y, gdyż wybór opcji „wyślij jako SMS” będzie możliwy tylko wtedy, gdy wystąpią problemy z wysyłką iMessage.

Co więcej, gdy znalazłem się poza zasięgiem Wi-Fi i nie mogłem też skorzystać z internetu poprzez sieć komórkową, to wysłanie iMessage było po prostu niemożliwe. „Włącz iMessage” głosił komunikat, jakbym umyślnie wyłączył tę funkcję w ustawieniach. „Są jeszcze e-maile i inne komunikatory” powiecie. W przeważającej większości sytuacji macie rację, ale kilkoro ze znajomych nie używa niczego innego, a e-maila odczytają dopiero przy nadarzającej się okazji sprawdzenia skrzynki e-mail.

Mimo to, nie mogę zrezygnować

Powód „za”, to wygoda. Żadnych dodatkowych aplikacji, żadnych rejestracji, żadnego wyszukiwania znajomych – iMessage automatycznie łączy nas przez internet z innymi użytkownikami usługi, nawet gdy są oni tego nieświadomi – wystarczy posiadać w kontaktach e-mail lub nr telefonu drugiej osoby. Mało kto ponosi dziś koszty SMS-ów, ale gdyby tak miało się stać, to ich unikną. Apple na swój sposób rozwiązało kwestię nowoczesnych SMS-ów, nad czym pracuje Google próbując dogadać się z operatorami w sprawie obsługi RCS (protokół komunikacji mający pozwolić na przesyłanie multimediów z zachowaniem zasad działania SMS-ów).

Gdy wszystko działa jak należy, to trudno doszukiwać się w iMessage jakichś większych wad. Może poza problematyczną synchronizacją wiadomości pomiędzy urządzeniami, którą miała usprawnić funkcja obsługi chmury, ale aktualizacja nadal nie nadeszła. iMessage nie da się zastąpić niczym innym, a szanse na pojawienie się komunikatora Apple w przeglądarce czy na Androida są bliskie zeru.

Korzystam, bo chcę. Korzystam, bo muszę.