54

Z kina wychodzę w trakcie seansu. I niech ludzie to widzą…

Dlaczego ludzie wychodzą z kina podczas filmu? Mógłbym odpowiedzieć, że na znak protestu, ale to chyba nie wyczerpuje tematu - wątpię, by spore grupy widzów chciały coś zakomunikować światu opuszczając seans. Bardziej prawdopodobne wydaje się to, że spodziewali się innego filmu. I nie chodzi tylko o to, że miał być lepszy - on miał być inny. Zrozumiałbym nieporozumienia 10 lat temu, lecz jakim cudem dochodzi do nich dzisiaj, gdy film można szybko zweryfikować?

Kino jako sztuka może i jest uniwersalne, ale nie oznacza to, że każdy film będzie uniwersalny – spora część obrazów przeznaczona jest do określonej grupy odbiorców: fanów gatunku, miłośników reżysera/aktora, osób lubujących się w obrazach niezależnych czy pochodzących z egzotycznych państw. Mogłoby się wydawać, że na takie filmy wybierają się przede wszystkim ludzie zorientowani w temacie. Czasem okazuje się jednak, że w sali kinowej przebywa grupa osób, dla których film jest niespodzianką. Niemiłą niespodzianką. Spodziewali się czegoś zupełnie innego, dostali materiał, który wywołuje na ich twarzach straszny grymas.

Mniej więcej dekadę temu zostałem namówiony na film „Wielka cisza”. Obraz prezentuje życie zakonników i, jak sam tytuł wskazuje, główną rolę odgrywa cisza. Prawie trzy godziny ciszy. Nie napiszę, że to były najlepiej spędzone trzy godziny w moim życiu. Sali jednak nie opuściłem, walczyłem do końca. I byłem zszokowany, gdy zapaliły się światła – sala była prawie pusta, a zaczynaliśmy z pomieszczeniem wypełnionym ludźmi. Widziałem, że widzowie się wymykali, ale nie sądziłem, że ewakuowało się 95%.

Sytuacja miała miejsce w połowie poprzedniej dekady – Internet nie był tak rozwinięty, jak dzisiaj. Podkreślam to, by pokazać, że kiedyś możliwości weryfikacji było mniej. Ludzie mogli nie wiedzieć, na co się wybierają. Chociaż to naciągane wytłumaczenie. Ale zostawmy odległą przeszłość, spójrzmy na teraźniejszość. Jakiś czas temu wybrałem się na seans „Song to Song” w reżyserii Terrence’a Malicka. Ile osób wytrzymało do końca? 3. Słownie: trzy. Na początku grupa była znacznie większa, w trakcie się wykruszała. Dlaczego? Bo to trudny film (mnie się bardzo podobał, daję 8/10). Nie byłem zbytnio zaskoczony tym, co dostałem. Tego samego nie można chyba powiedzieć o reszcie widzów. Możliwe, że część z nich zobaczyła „song” w tytule, dostrzegła, że jedną z głównych ról gra Ryan Gosling i stwierdziła, że to kolejny film muzyczny (skojarzyli z La La Land). A te obrazy łączy naprawdę niewiele. Rozmowa dwóch kobiet siedzących za mną dotyczyła tego, jak długo będą walczyć i kiedy najlepiej wyjść.

Przyznam, że jestem zdziwiony: jak w dzisiejszych czasach, erze wszechobecnej informacji, można tak przestrzelić? Wiem, z trailerami trzeba uważać, ale wiele osób i tak je ogląda. Są opisy filmu, recenzje, analizy, głosy widzów. Przecież w prosty sposób można się dowiedzieć, czy to jest film dla nas. Parę miesięcy temu okazało się np., że „Milczenie” może wypłoszyć z kina sporą grupę ludzi. Przyznam, że gdy wszedłem do sali, byłem trochę zdziwiony. Ktoś mi zrzuci szufladkowanie ludzi, ale nie myliłem się zbytnio: ludzie, których obecność mnie zaskoczyła, opuścili seans. Jak tu trafili? Może zobaczyli plakat z Liamem Neesonem, przypomnieli sobie niektóre filmy z jego udziałem i doszli do wniosku, że znowu dokona zagłady na ekranie? A tu niespodzianka…

W jakimś stopniu może to oczywiście wynikać z opcji abonamentu w kinie (z której sam korzystam): ludzie idą na jakikolwiek seans, bo i tak już za to zapłacili. Problem polega na tym, że tracą czas, a ten ma jeszcze większą wartość. Chyba, że wymęczonej godziny przed ekranem i ewakuacji w połowie filmu nie uznają za marnotrawstwo. Nie zdziwiłbym się, gdyby dla niektórych była to nawet forma rozrywki: wyjdę ostentacyjnie (bo część widzów robi to głośno i widowiskowo), niech widzą, że nie oglądam każdego filmu. Nowa świecka tradycja.

  • Inna sprawa gdy ktoś ma wykupiony abonament. Wtedy takie wyjście nie jest obarczone przepłaceniem za seans i można spokojnie wyjść z sali nie tracąc swojego, cennego czasu.

    • Marcin Czajka

      Wyjście nie, ale przyjście już tak, więc niczego to nie zmienia. Strata czasu i tak jest.

    • Można wtedy z automatu pójść na inny.

    • Hightower

      Nie wiem jak jest gdzie indziej, ale w Cinema-City i tak musisz poczekać na zakończenie tego filmu, z którego właśnie wyszedłeś. Bo nie można w ramach abonamentu kupić biletów na seanse, które się „nakładają”.
      Także strata czasu pozostaje.

    • Hmm wprawdzie zdażyło mi się to tylko raz, ale nie miałem takiego problemu. Po prostu podszedłem do pracownika kina i mi anulował bilet i mogłem pójść na inny film.

    • Hightower

      Dzięki za info, może się kiedyś przydać :)
      Ja oparłem się na regulaminie i na tym, że przez stronę internetową nie da się anulować biletu po rozpoczęciu seansu, a co za tym idzie kupić biletu na inny trwający równolegle. Parę razy próbowałem jak nie udało mi się wyjść z pracy zgodnie z planem. Wychodzi na to, że warto wtedy iść i załatwić sprawę osobiście.

    • Nie ma sprawy! Mam nadzieję, że to nie był wyjątek i po prostu nie trafiłem na osobę, która nie ma nic przeciwko naginaniu zasad :P Ewentualnie jest możliwość wyjścia (Sadyba) drzwiami,, którym się weszło i po prostu wejście do innej sali, ale wtedy nie mamy gwarancji miejsca, jednak tak jeszcze nie próbowałem i nie wiem czy nie zostałbym zawrócony.

  • Tomasz Maciorowski

    A ja głupi myślałem że ludzie mają problem gastryczny a to była manifestacja

    • Marian Koniuszko

      Pieknie w kontekscie tego komentarza brzmi tytul: „wychodzę w trakcie seansu. I niech ludzie to widzą”

  • Arrczi

    Jeszcze nigdy nie wyszedłem w trakcie seansu :)
    Sprawdzam na co idę.

  • kofeina

    Terrence Malick jest tak strasznie przehypowany…

    • Marcin Czajka

      Jakby nie było na to polskiego określenia. Ale co ja tam wiem.

    • kofeina

      Jest. Ale zdecydowałem się do nie używać. Moja decyzja. Zrozumiałeś, co napisałem, więc z czym masz problem?

    • MagHoracy

      Wszstk mżn przcztć i zrozmć, ae cz to zncza ż nleż tk pisć?

    • kofeina

      To co napisałeś nie jest tym samym.
      By oddać sens tego co napisałem zamiast użycia słowa „przehypowany” musiałbym napisać, że panuje duża ekscytacja wokół tego przereklamowanego reżysera, który na to nie zasługuje.

      Ale komon! Jesteśmy w internecie, daj żyć.

    • sdfg

      Nie musiałbyś, jest wiele synonimów pojedynczych, jak i złożonych.

    • kofeina

      A jednak uznałem, że to określenie pasuje najlepiej i go użyłem. Czy aż tak bardzo was to boli?

  • Ja

    Ludzie są leniwi i lubią okazje. A to połączenie jest zabójcze. Nie czytają, nie analizują, nie znają się. Nie mają czasu, ochoty na wysiłek. Polegają wygodnie na lajkach, magicznym 7+ na filmwebie czy poleceniach znajomych, bo komuś czcośtam kiedyś się spodobało, więc musi być dobre. Nie musi. Nie ma czegoś takiego, jak dobre dla wszystkich. Każdy ma inny gust. Czasem warto poświęcić 5 minut na zorientowane się w temacie, żeby potem nie żałować zmarnowanego wieczoru i niepotrzebnie wydanych pieniędzy. Po prostu trzeba odrobiny krytycznej analizy, albo mówiąc wprost – myślenia.

  • czang

    Niech wychodzą – to najlepsze rozwiązanie
    lepsze to od gadania i świecenia telefonami – jak np. gdy ostatni raz byłem w kinie na filmie „Pokot” – dla mnie film świetny, ale stwierdziłem, że więcej do kina nie idę (przynajmniej tej sieci)
    nie dość że wszystko uwalone popcornem, ketchupem, to jeszcze ludzie, którzy zamiast wyjść bo się nie podoba gadają i przeszkadzają – porażka

  • yottahz

    A ja w sumie nie rozumiem na co się żalisz. Czy na to, że ludzie wychodzą w trakcie a nie powinni? Czy dlatego, że nie sprawdzają, o czym jest film i wychodzą w trakcie? Bo to trochę co innego i lekko się wyklucza. Są różne powody dla których ludzie chodzą do kina, czasami idą na film, czasami, żeby posiedzieć w ciemnej sali. Czasami nie sprawdzają o czym jest film, bo lubią być zaskakiwani, albo lepiej nie wiedzieć, bo się ogląda fajniej. Czasami idą, ale film nie spełnia ich oczekiwań i cenią swój czas, więc wychodzą w trakcie. Zdecyduj się na coś ;)

    • tomiga

      Świetny kometarz… powinien zostać wyróżniony.

    • kofeina

      Wydaje mi się, że chodzi o to, ze część z tych ludzi wychodzi ostentacyjnie.

    • yottahz

      Czyli jak? Halasujac? Spiewajac? Przeciez pisze, ze zaczyna seans duzo i jak konczy, to widzi, ze zostały 3 osoby. Wiec chyba to nie to ;)

    • kofeina

      Tytuł wpisu brzmi: „Z kina wychodzę w trakcie seansu. I niech ludzie to widzą…”

    • yottahz

      Tytuł tytułem, w treści odniesienia do tytułu nie znalazłem :)

    • kofeina

      Tak, też się zdziwiłem ;)

    • yottahz

      Że po raz kolejny tytuł i treść mają się do siebie nijak?

    • kofeina

      Masz na myśli, że nie powinienem być jednak zdziwiony? ;)

    • yottahz

      No jeśli jesteś tutaj pierwszy raz, to zdziwko jest zrozumiałe :)

    • Rincewind

      Jak jest ostentacyjnie?

    • kofeina

      Np. Rzucając jakimś komentarzem na temat filmu.

    • Rincewind

      Na przykład „fajny był, ale stać mi się chce a w miejscu publicznym nie umiem”?

    • kofeina

      Może być tak. Albo to, co usłyszałem w kinie od wychodzącego gościa, czyli „Złota palma w Cannes, ja pier*olę!”

    • uKi

      Zgadzam się. Ostatnio tak się czułem na szybkich i wściekłych, o ile kojarzę część 6. Po 1h miałem już dość tego co się tam wyprawiało ale zostałem bo kumpel nie chciał wyjść. Oczywiście wcześniej obejrzałem trailer. W domu mniej więcej co 3 film jaki oglądam kończę przed czasem bo mi go szkoda na siedzenie żeby tylko dokończyć. Ostatni jaki tak skończył to Lucid dream na Netflix – nie dałem rady. Moja żona nienawidzi już ze mną nic ogladac :)

    • yottahz

      No tak, zostałeś dla kogoś. Ale jeśli ten ktoś miałby to gdzieś, to byś wyszedł, bo szkoda życia na oglądanie badziewia. Kiedyś, jak byłem młodszy i wydawało mi się, że mam mnóstwo czasu oglądałem różny shit. Teraz oglądam jeden film na miesiąc i wcale nie mam poczucia, że coś mnie omija :)

    • XXX

      Akurat na szybkich i wściekłych bym z wielką chęcią ujrzał na wielkim ekranie mega zabawa :P

  • Polaczek

    Ja kiedyś wybrałem się na którąś tam część Władcy Pierścieni bo kobieta mnie wyciągnęła i wytrwałem do końca mimo, że nuda była zabójcza. Od tamtej pory nie chodzę na filmy które nie są w moim guście, nawet z kobietą 😉

    • Morski Morświn

      Znowu hobbici posuwali się godzinami w milczeniu na stokach gór?

  • Shakuahi

    Nie zdarzyło mi się wyjść w trakcie seansu, ale zdarzyło się, że zrobiłam research przed filmem – przeczytałam recenzje, popytałam znajomych i pozornie ciekawy film okazał się strasznie nudny. Ktoś tam w innym komentarzu pisał że ludzie są leniwi i nie chce im się dokładnie sprawdzać na co idą, ale też nie przesadzajmy – to tylko wyjście do kina, bilet za dwie dyszki, nikt nie będzie spędzał dwóch godzin na analizowanie czy film trwający półtorej godzin spełni jego wymagania czy nie, to już by było chore. Zresztą po takiej analizie to po co iść na film, jak już się wszystko o nim wie? I ostatnia sprawa – czasami po prostu film irytuje, nudzi, nie wciąga chociaż powinien i tego nie da się przewidzieć przed seansem.

  • www

    10 lat temu bez problemu można było sprawdzić na co się wybieramy.
    Może autorowi chodziło o 20-25 lat temu? Chyba raczej również nie…. Pamiętam bowiem, że namiętnie kupowałem „Film” i „Machinę” a w nich można było wyczytać na co się wybrać a co omijać szerokim łukiem.

    • kofeina

      Nawet „Co jest grane?” było bardzo pomocne. Dostęp do informacji był.

    • MagHoracy

      Kiedyś był taki film, pt. Gry wojenne… Oglądnąłem go, a potem przeczytałem recenzję… Okazało się, że był to bardzo głęboki film o zagrożeniach związanych z wprowadzaniem komputerów (w latach 80. ubiegłego wieku!!), antywojenny, i w ogóle… po prostu człowiek powinien siąść i zadumać się nad zagładą do której nieuchronnie zmierza ludzkość… Od tego czasu przestałem czytać recenzję, bo ogólnie rzecz biorąc pieprzą tam przeintelektualizowane farmazony, a w 50% przypadków nawet nie obejrzeli filmu.

  • Morski Morświn

    Kino to reklamy i przestałem chodzić w ogóle. Nie chodzi o kase ale materiał wideo w którym nie mogę przewinąć reklam to nie dla mnie i tyle w temacie

  • Czyli jaki sposób wiarygodnej weryfikacji polecasz?
    Poza wcześniejszym oglądnięciu filmu na torrentach oczywiście.

  • XXX

    Ja po prostu mam neta i mogę sobie spokojnie sprawdzić film . Milczenie nie poszedł bym na niego wiem o czym jest po prostu nie ma w nic co mnie ciekawy :) . Ale ludzie chyba zapomnieli że mogą sprawdzić przeczytać i dopiero iść :)

  • Jakub Kurzępa

    Autor pisze, jak by swiat internetu i powszechnie dostepnej informacji miał bezwarunkowo okreslac , ze trafimy tylko na seans wg gusta. A tu niespodzianka. Większość ludzi ( a przynajmniej w wielkim multipleksie) idzie do kina jak do pubu – umawiamy się pod latarnia i wbijamy do pierwszego lepszego. Tak samo z kinem. Chodźmy do kina, zawsze cos grają. Nie spodoba nam się , to wyjdziemy, pójdziemy gdzie indziej…. Zmarnowany czas? Nie sadze, on byl przeznaczony na zmarnowanie. Ot zwykły czas na rozrywkę – kino, zakupy, wyjście na piwko czy na spacer… Nie ważne co. Zmarnowane pieniądze? Te 30zeta po prostu byly skazane na stracenie. Ludzie sa wbrew pozorom na tyle bogaci, ze az tak bardzo nie rozgladaja się za kazda złotówka (mowie tu o ludziach co chodzą do kina jako rozrywka. Jak ida bez planu na co to stać ich zmarnować 30zl nawet jeśli nie wytrzymają do końca).
    Wiec dziwie się, ze autora dziwi, se wszyscy nie tracą czasu na wieczne siedzenie w internetach, czytanie recenzji oglądanie zwiastunow. Po prostu ryzyk fizyk ida w ciemna. A jak się nie spodoba to po prostu wychodzą… Problemem sa ludzie, którzy wychodzą ostentacyjnie, żeby zademonstowac, ze im się nie spodobało albo po prostu sa burakami i myślą ze swiat kreci się wokół nich a nie wokół słońca… Po prostu przeszkadzają :-/

  • Juras

    Weryfikacja wcale nie jest taka prosta. Recenzje i opinie ludzi…Wielokrotnie czytałem super recenzje, a film był gniotem i na odwrót. Nie ma reguły. Z kina wychodziłem wielokrotnie, nie z powodu, że zostałem zaskoczony czymś czego nie oczekiwałem, ale że to co dostałem było gównem. Kolejna sprawa, że czasami mam ochotę obejrzeć lub posłuchać czegoś konkretnego i nie mam fazy na dany temat akurat w danej chwili. Tak miałem z Gołąb przysiadł na gałęzi i rozmyśla o istnieniu. Jakiś zaspany poszedłem do kina, było lato, nie miałem fazy na film wymagający czujności zmysłów i zasnąłem :). Jednak film zostawił swoje piętno, gdyż gdy wyszedłem z kina ciągle o nim myślałem. Potem obejrzałem go na necie i okazał się super filmem. Także autorze jak zwykle się z tobą nie zgadzam, czyli wszystko ok :).

  • gzub

    Jasne, zanim pójdę do kina, mogę przeczytać streszczenie :D heheh… recenzje są obecnie tak samo ch… jak filmy – jeden powie, że film 10/10, drugi, że 1/10 a trzeci, że średniak – kto ma rację? Ja, jak obejrzę, ale coraz częściej jeśli już coś mnie skusi, to okazuje się, że to była pomyłka.

    • XXX

      Ja tam na ocene nie patrze tylko patrze o czym jest film co mnie ocena interesuje :)

  • Stachu

    Ostatnio pomyślałem, że dam szansę nowemu kinu, 4k, cuda na kiju. Nie ma to jak torrent, ale co tam. Poszedłem. W filmie jakieś roboty grały na flecie. Miało być o potworach z kosmosu. No i wyszedłem.

  • HANNIBAL KANIBAL

    Pal licho film.Problem jest gorszy gdy obsługa kina nie domaga.Skupie się na wczorajszym seansie Wonder Women w Cinema city Kraków-Zakopianka. Usadowiłem się w przedostatnim rzędzie. Po około 30 minutach reklam rozpoczyna się projekcja filmu. Poziom ustawienia jasności projektora 3D w granicach 35% Brzmienie dźwięku gorsze niż z przeciętnej jakości głośnika w telefonie komórkowym. Jednym słowem niewiele widać a jakość obrazu TRAGICZNA !!! Przyzwyczajony do oglądania filmów w Imax przecierałem dosłownie oczy ze zdumienia. Jako że dawno nie spotkałem się z takim Sku…..wem!!! postanowiłem zasięgnąć języka i dowiedzieć się, o co chodzi. Zagaiłem do jednego z pracowników i szybko dowiedziałem się, że są wytyczne
    dyrekcji polegające na oszczędzaniu projektora.SIC! SERIO!!! Najbardziej rozbroiła mnie jednak uwaga chłopaka skwitowana złośliwym uśmieszkiem, że podczas seansu dla ekipy z kina projektor pracuje na maksa i obraz jest ostry i wyraźny. (Łał prawie pozazdrościłem wybrańcom) Na pytanie o jakość filmów w Imaxie stwierdził, że tam akurat cytuje „przy chachmęcić nie da bo system nie puszcza. Z tego, co się dowiedziałem, ponoć takie wytyczne są w większości multipleksów Cinema city w Polsce. Na pytanie, co na to centrala w Izraelu (właściciel Cinema city) Roześmiał się i stwierdził, że byłyby jaja i cała dyrekcja poszłaby do wymiany. Na koniec spytałem, ile dostaję na rynkę. Stwierdził, że 5 zł (pracuje trzeci rok), ale są i też tacy, którzy dostają 4 zł na godzinę. Jeśli to prawda to nie dziwi mnie standard i obsługa tego przybytku beznadziei. Jedno jest pewne, moja noga już nie powstanie w Cinema City. Zakopianka. Swoją drogą jestem ciekawy jak wygląda sytuacja w innych częściach kraju.

  • Mamoń

    „Proszę pana, siedzę sobie, proszę pana, w kinie… Pan rozumie… I tak
    patrzę sobie… siedzę se w kinie proszę pana… Normalnie… Patrzę,
    patrzę na to… No i aż mi się chce wyjść z… kina, proszę pana… I 
    wychodzę…”

  • DMC0

    Na to jest tylko jedno, jedyne, trafne słowo: ignorancja.

  • Konrad

    Moim zdaniem szukanie wyjaśnienia na siłę. Jak komuś nie podoba się film to niech wychodzi zamiast się męczyć.

    Co do weryfikowania opinii w internecie to miałem tak ze „Satr Wars: Łotr”. Tyle zachwytu nad filmem i opinie że dla nie-fanów film też jest OK… Pierwszy raz w życiu przysnąłem na filmie, zresztą nie tylko ja.