• Kilka refleksji po Seedcampie


    Poczytałem trochę opinii jakie pojawiło się od uczestników warszawskiej edycji mini seedcampu, a jest ich już dość sporo: Michał Brański na swoim blogu (1,2,3), Maciek Budzich i jego wywiady video, Artur Kurasiński raczej pozytwnie, Marcin Jagodziński raczej negatywnie, Janek Rychter z dobrymi wnioskami.

    Pozwolę sobie też na małe podsumowanie tego jak ja oceniam tę imprezę i kilka jej głównych punktów.

    Organizacja

    Mogę powiedzieć, że widziałem już kilka imprez na których prezentowały się startupy, kilkanaście profesjonalnie zaplanowanych i przeprowadzonych konferencji, i pewnie wysłuchałem w swoim życiu kilku tysięcy prezentacji. Z mojej perspektywy organizacyjnie Seedcamp był bardzo udany, nie będę na razie odnosił się do poziomu a jedynie do tego jak wyglądała impreza.

    Przede wszystkim był rygor czasowy którego pilnowali organizatorzy, odbyły się wszystkie zaplanowane punkty a przesunięcie czasowe w stosunku do planu było bardzo niewielkie. Zrezygnował bym natomiast z panelu dyskusyjnego – mimo iż moim zdaniem był ciekawy to jednak skonsumował sporo czasu który można by przeznaczyć na tak zwany networking czyli moim zdaniem jedną z większych zalet takich spotkań.

    To co mi się mniej podobało to sposób i forma głosowania. Każdy dostał czystą kartkę na której miał wpisać nazwę najlepszego zespołu – i to jeszcze było by w porządku gdyby nie fakt, że karteczki te dostaliśmy i musieliśmy oddać mając przed sobą jeszcze dwa spotkania z startupami. Kolejna rzecz to każda grupa mentorów miała spotkanie tylko z częścią startupów także innych trzeba było oceniać tylko na bazie 5 minutowych prezentacji jakie były na samym początku dnia.

    Prezentacje

    Pierwszym i jak się później okazało jedne z najważniejszych punktów mini Seedcampu były prezentacje. Każdy serwis miał dokładnie 5 minut na to aby opowiedzieć o swoim projekcie. Powiem szczerze, myślałem że będzie gorzej i nie tylko jeśli chodzi o stronę merytoryczną ale i prezentacyjną. Wprawdzie było kilka prezentacji w których długo nie można było się dowiedzieć o co chodzi w prezentowanym biznesie, ale generalnie wydaje mi się, że część prezentacyjna była do przeżycia.

    Krytykując młodych ludzi którzy stają przed salą na której jest ponad 100 osób i mówią po angielsku warto pamiętać, że wielu z nich robi to pierwszy raz. I chociaż nie wiem jak bardzo byśmy chcieli aby nasze startupu były to tylko biznesy z profesjonalną kadrą zarządzającą i ludźmi z doświadczeniem to jednak nie zawsze tak jest. Oczywiście nie jest to usprawiedliwienie dla tych nieprzygotowanych i prezentacji całkowicie po Polsku (moim zdaniem organizatorzy wykazali się pobłażliwością dopuszczając do niej).

    Mimo iż prezentacji było aż 20 to jednak dzięki konsekwentnemu pilnowaniu czasu, dało się tę część imprezy przeżyć dość bezboleśnie (choć krzesła w agorze do miękkich nie należą)

    Dyskusje w podgrupach czyli sesje z mentorami

    W przypadku mojej grupy mentorów było aż 5, i wszyscy bardzo aktywni. Praktycznie każdy zadawał pytania, wyrażał opinie dawał porady czy też drążył temat. Nie miałem też momentu w którym odłączyłem się od dyskusji (przeważnie takie stadium osiąga w momencie znużenia czy wręcz znudzenia całą dyskusją). Oczywiście nie wszystko było tak idealnie jak mogło by być, niektóre serwisy które startowały były jeszcze w tak wczesnej fazie iż nie posiadały nawet prototypu. Nie wszystkie dyskusje były super merytoryczne (to jest jednak normalne ponieważ nie ma ludzi którzy znali by się na wszystkim i potrafili rzetelnie ocenić każdy biznes), ale za zawsze panowała bardzo fajna atmosfera i przynajmniej ja nie czułem jakiegoś dystansu między startupami a mentorami.

    Przyzna, że chętnie zamienił bym się z tymi młodymi serwisami i sam wypytał dokładnie ludzi, którzy mają olbrzymie doświadczenie w branży, którzy decydują o inwestycjach czy też mają kilkanaście startupów z którymi na co dzień pracują.

    Networking itp

    Podczas samej imprezy przerw było bardzo niewiele, jedna czy dwie na kawę i dłuższa na obiad (ale też bez szaleństwa). Mimo tak krótkiego czasu udało mi się porozmawiać z kilkom inwestorami, popytać o opinie na temat seedcampu i poziomu serwisów oraz zebrać kilkanaście wizytówek. To co mnie natomiast zaskoczyło to brak kolejek chętnych do rozmowy z ludźmi od których nieraz zależy przyszłość takich serwisów lub którzy w rozmowie face to face mogą udzielić bardzo cennych rad.

    Gdybym to ja dla swojego biznesu poszukiwał inwestora czy też w ogóle dostał się na taką imprezę – dokładnie przygotował bym się do takich rozmów, wypisał bym na karce wszystkich potencjalnych inwestorów jacy będą na imprezie i potem konsekwentnie wyłapywał ich podczas przerw i starał się zainteresować swoim pomysłem. Wydaje mi się, że takiego natrętnego zachowania i jednocześnie dążenia do celu trochę niektórym startupom zabrakło (a przynajmniej ja takich zachowań nie zaobserwowałem).

    Słowo na niedziele

    Czy warto być na takiej imprezie? Moim zdaniem nawet jeśli nie jesteśmy autorem żadnego serwisu (tak jak obecnie ja) to tego typu impreza daje niesamowite możliwości poznania wielu ciekawych ludzi których z pewnością nie spotkamy na naszych lokalnych imprezach.

    To co najbardziej podobało mi się na seedcampie to dyskusje w podgrupach. Naprawdę trudno jest taką interaktywną i intensywną sesję zastąpić nawet kilkoma wystąpieniami na aulach, barcampach i podobnych imprezach. Feedback zebrany podczas sesji nie jest może tym za co płaci się tysiące dolarów firmom konsultingowym ale i tak jest bardzo wartościowy i naprawdę trudny do zdobycia bez tego typu imprez.

    Oczywiście mogło by być lepiej, kilka serwisów z pewnością nie powinno znaleźć się na tej imprezie (kilku za to zabrakło), kilka wykazało się sporą naiwnością, nieprzygotowaniem do rozmów itp, sesje z mentorami mogły by być jeszcze bardziej efektywne. Następnym razem też z pewnością nie będzie idealnie i dlatego jeśli tylko dostanę zaproszenie to będę jednym z pierwszych który je potwierdzi.

    zdjęcie pochodzi di.com.pl

  • KOMENTARZE

    1. Merlin

      Wszystko co napisałeś – święta racja… jedynie z komentarzem do dyskusji panelowej się nie zgodzę.

      Faktycznie, dyskusja panelowa nie była najmocniejszym punktem programu, ale akurat nie usuwałbym jej, tylko poprawił następnym razem.

      Po pierwsze primo – przydałyby się trochę ostrzejsze pytania. Sam nie zdążyłem niestety spytać o to, co chciałem: “Jak zapatrujecie się na różnicę między wycenami spółek w Polsce, a w Wielkiej Brytanii / Niemczech?”

      Po drugie primo – inny dobór panelistów. Było ładne zróżnicowanie, ale akurat na Seedcampie oczekiwałbym, że zaserwują nam ze czterech obcokrajowców i może jednego Polaka. Panel z ludźmi z okolicy możemy mieć na każdej Auli, ale tylko Seedcamp może dostarczyć nam dyskusję kilku przedstawicieli zachodniego świata.

      W Londynie panele były ultra ciekawe – np. posłuchaliśmy jak Facebook dyskutuje z Myspace i Googlem, albo założyciel Beebo opowiada o swoich pierwszych 200 milionach :) Lub np. panel o designe produktu m.in. z Last.fm i Skype.

      Aby zachować konstruktywność – może na Auli jakiś mały panelik wkrótce? Np. o konstruowaniu funkcjonalnych serwisów – Blip, Szufler, O2 i Fotka?:)

    2. ;)

      fajna fotka, same ogolone glowy i oblepione lapki ;P
      ech zamiast gadac pseudo marketingowe glupoty to na baby by poszli

    3. Paula

      Ciekawa i barwna relacja. Tylko sporo ortograficznych kwiatków typu :
      ‘zamienił bym’ , ‘mogło by’ , ‘przygotował bym’ się tutaj znalazło. To zawsze robi złe wrażenie i nieco osłabia istotę przekazu.

      Pozdrawiam,
      P.

    4. Marcin

      a ja z kolei uwazam, ze te panele są stratą czasu. W londynie było ich chyba ze 2-3 dziennie i to odbywalo sie kosztem tego, co jest najwazniejsze, czyli spotkan z mentorami. Szczerze mowiac wywalilbym wogole panele z formuły Seedcampa, lub zostawił jeden pod warunkiem, że panelisci będą gwarantowac gorącą dyskusję i skrócił czas do 30 minut

    5. rafal

      1 link do bloga michała branskiego jest skopany :) komentarz do usuniecia oczywiscie.

    6. Maciek

      Mały OT dot. Antyweb – jeszcze nie tak dawno w cenniku reklam był zapis “Reklama w RSS – Nie będzie” Jak widzimy obecnie dajesz rss-y przez google proxy a słynny zapis znikł, jednocześnie chwalisz się ilością pobrań RSS.

      Ogólnie nie mam nic przeciwko reklamom w RSS, ale bardzo nie lubię, jeżeli przyrzeka się coś komuś publicznie (miałeś nawet kiedyś o tym dyskusje), a następnie to ignoruje.

      Ostatnio podobną niespodziankę zafundowała klientom pewna firma hostingowa, notabene jeden ze sponsorów bloga, która wbrew wcześniejszym obietnicom że ceny nigdy nie wzrosną podniosła swoje ceny o ponad 60% bez żadnego wytłumaczenia, jednocześnie dalej pozostawiając na swej stronie ów zapis.

      Uważam że takie praktyki bardzo obniżają wiarygodność i są niekorzystne zarówno dla klientów/czytelników jak i dostawców treści/usług.

      Jeżeli ktoś decyduje się na publiczne zapewnienie, iż czegoś nie zrobi, lub zrobi, to musi być tego pewien i brać za to pełną odpowiedzialność.
      To tylko tak gwoli przypomnienia, liczę, ze komentarz zostanie opublikowany.

    7. D

      nawet jeśli nie jesteśmy autorem żadnego serwisu (tak jak obecnie ja)


      A Antyweb :D ?

    8. Grzegorz Marczak

      @Maciek:

      Ogólnie nie mam nic przeciwko reklamom w RSS, ale bardzo nie lubię, jeżeli przyrzeka się coś komuś publicznie (miałeś nawet kiedyś o tym dyskusje), a następnie to ignoruje.


      Bez obawa – reklamy w RSS-ach pochodzą tylko z google i włączyłem je po to aby przetestować i napisać o tym artykuł.

    9. Jan Rychter

      Z punktu widzenia panelisty: to nie był najlepszy panel dyskusyjny. Zgadzam się, że powinno być więcej osób nieznanych lokalnej społeczności. Normalnie też panele są starannie przygotowywane przez moderatora — ten był wyraźnie organizowany w ostatniej chwili. Sam nie wiedziałem kto w nim wystąpi do chwili kiedy wszyscy nie usiedli :-)

      Na Auli zamiast paneli rozważaliśmy sesje Q&A, które mogą być znacznie ciekawsze. Wtedy przed salą nie sadza się takich ludzi jak ja, tylko np. samych przedstawicieli funduszy inwestycyjnych. Publiczność odpytuje, wolno dyskutować.

    10. ;)

      @Marcin:

      o jest najwazniejsze, czyli spotkan z mentorami.


      zawsze mozesz isc na jakis film kina moralnego niepokoju albo pomoc organizacji dobra publicznego czasy mentorow i autorytetow podobno sie juz skonczyly ;) no chyba ze za autorytet uznac zachowanie tuska albo pawlaka ;P

    11. Pajda

      Jak wygląda sprawa inwestycji w start-up-y po takich targach? Szczególnie ciekawy jestem wyników democamp-u z końca zeszłego roku. Czy któryś ze start-up-ów dostał finansowanie?

    12. pawel

      Panie Grzegorzu, bardzo ładnie się Pan prezentuje na tle reszty “ugarniturowanych” gości:-)

    13. Marcin

      @ ;)

      “mentorzy” to rzeczywiście “super-niefortunna” nazwa, którą tłumaczy jedynie to, że jest bezpośrednią kalką z angielskiego.

      Natomiast chodziło mi o to, że uwazam , ze spotkania bezposrednie i rozmowy w węzszych gronach są duzo bardziej wartościowe niz panele. Oczywiscie z mojego punktu widzenia

    14. antyweb.pl: AntyWeb | » Kilka refleksji po Seedcampie | flaker.pl

      [...] antyweb.pl 01:11 21/03/2009 AntyWeb | » Kilka refleksji po Seedcampie antyweb.pl/…ilka-refleksji-po-seedcam… Pokaż reakcje /* */ inne strony z tej witryny + obserwuj co [...]

    15. Startup Fest – Agora robi konkurs dla startupów!

      [...] (która notabene odbywała się w budynku gazety) jako mentor i muszę przyznać, że było to bardzo ciekawe doświadczenie, mam nadzieję że również dla [...]

    Odpowiedz

    Connect with Facebook

  • W POPRZEDNIM TYGODNIU

    Apple ogłosiło, że iPada w Polsce na razie nie będzie
    Zgrzyty i bunty w Startup School 2010
    Czytacie ebooki? Amazon twierdzi, że sprzedają się lepiej niż tradycyjne książki
    Google ma ciągle problem z wersjami Androida
    e-książek problemów kilka - czyli o tym co można jeszcze poprawić
    Facebook to zrobił 500 milionów użytkowników!
    O co dokładnie chodzi w odpowie.pl?
    Chomikuj.pl będzie jeszcze bardziej legalne
    Microsoft nadal zarabia więcej niż Apple ale Ballmer ma inne kłopoty
    Flipboard jest świetny - dla tej aplikacji warto mieć iPada