147

VOD w Polsce. Kiedy zmieni się mentalność (części) polskich internautów?

Problem ten nie dotyczy oczywiście wszystkich, trudno stwierdzić czy większości, ale istnieje. I irytuje mnie za każdym razem, gdy na niego natrafiam. Nie podejmowałem tego tematu przez dłuższy czas, ale pod jednym z moich wpisów pojawił się niepoprawny pod zbyt wieloma względami komentarz ten felieton musiał powstać.

O serwisach VOD nigdy w Polsce nie mówiło się tak dużo, jak na przestrzeni ostatnich 2 lat. W styczniu 2016 roku, gdy Netflix zaliczył tak zwany soft launch wokół globu – w tym w Polsce – zaczęła się dobra era VOD nad Wisłą. O ile wcześniej wybór był całkiem szeroki, dysponowaliśmy lokalnymi serwisami pokroju Player.pl, Ipla, VOD.pl, TVP VOD i karmionym zagranicznymi treściami HBO Go, to brakowało u nas większych graczy. Z zazdrością zerkaliśmy na to, co dzieje się chociażby za naszą zachodnią granicą, spoglądaliśmy na Wyspy Brytyjskie, aż wreszcie wyglądaliśmy za ocean, gdzie panuje istne eldorado. O tym eldorado warto kilka słów napisać, bo krąży o nim wiele legend.

Amerykańskie VOD to eldorado

Nie, nie istnieje żaden serwis, gdzie jest „wszystko”. Netflix był w pewnym momencie prawdziwym liderem, ale nie dysponował najnowszymi treściami – głownie najświeższymi odcinkami seriali – jak Hulu, a Amazon od samego początku chwalił sobie materiały „Prime Exclusive”, czyli niedostepne nigdzie indziej. Rywalizacja pomiędzy tymi serwisami oraz rosnąca popularność wideo w sieci spowodowała, że każdy z dzisiejszych molochów rynku VOD zainwestował we własne produkcje – z mniej lub bardziej udanym skutkiem – a także postarał się o nabycie praw na wyłączność do wybranych seriali. Część z nich dotyczy tylko wybranych regionów, ale Hulu jest nieustatnnie dumne z posiadania Seinfelda we własnej ofercie, co z pewnością przysporzyło serwisowi sporej grupy nowych lub powracających widzów.

netflix logo

Do gry włączyły się także stacje telewizyjne. HBO Now jest (niemalże) spełnienie marzeń fanów produkcji HBO, gdyż mieszkańcy Stanów Zjednoczonych nareszcie mogą wykupić subskrypcję do usługi online bez potrzeby podpisywania umowy na kanały HBO. W tym wszystkim udało się zawrzeć mały haczyk – HBO Now wykupimy tylko u pośrednika, np. w App Store, Google Play lub innych – ale koniec końców płacimy tylko za to, z czego korzystamy. Spójrzmy na inne kanały. CBS, Showtime, Starz – ci również próbują własnych sił w zbudowaniu usługi, za którą użytkownicy będą chcieli płacić. To oznacza stały przychód, zamiast oglądania słupków popularności najgłośniejszych produkcji na trackerach torrentów. Wcześniej Amazon, a teraz Hulu wystartowało z pakietami kanałów – większa platforma pośredniczy w zakupie dostępu do oferty danego programu. W taki sposób Starz, Showtime i HBO docierają do kolejnych widzów. Nie bez znaczenia są też działania w segmencie telewizji na żywo w internecie, ale to już zupełnie inna bajka. W wielkim, telegraficznym skrócie: dzieje się.

 

VOD w Polsce – dlaczego narzekamy?

Czy mamy prawo narzekać na ofertę VOD w Polsce? Pewnie. Regionalne usługi nie potrafią sprostać technicznym oczekiwaniom użytkowników – wsparcie dla przeróżnych platform, problemy ze stabilnością etc. – a część treści nie jest dostępna w formie abonamentu, lecz za jednorazową opłatą. Początek 2016 roku oraz następne miesiące pokazały, jak wiele jest do zrobienia. Netflix nie ma sobie równych pod względem liczby obsługiwanych urządzeń, a także jakością treści. 4K Ultra HD, HDR, Dolby Vision, a ostatnio nawet Dolby Atmos. O ofercie piszemy dość często, więc nie będę kolejny raz jej przytaczał. Zmienia się, ale ja nadal nie mogę obejrzeć wszystkiego, co bym chciał – po prostu nie ma na to czasu. Amazon liczy sobie przysłowiowe grosze za dostęp do ograniczonego, nie-do-końca-przetłumaczonego Prime Video, ale dla chcącego nic trudnego. Tutaj również o jakości materiałów trudno dyskutować, a w 4K lub 1080p, całkowicie legalnie i miło zobaczyć przygody Clarksona i spółki, a także oryginalne seriale. Wreszcie Showmax, dostępny za darmo dla abonentów Play, dla pozostałych osób oferowany za jedyne 19,90 zł. W ofercie jest trochę nowości, spływający nad Wisłę zaledwie dzień po amerykańskiej premierze, oraz sporo klasyków i filmowe kolekcj, do których zawsze miło wrócić. Ze wsparciem wszystkich platform nie jest kolorowo – użytkownicy narzekają na obsługę Chromecasta czy problemy z trybem offline – ale za taką kwotę jestem w stanie przełknąć niektóre niedogodnści.

Żadna usługa VOD nie jest i nie będzie idealna.

VOD polska

Komfort niepłacenia

Tymczasem czytam taki komentarz:

vod czeba zakładać konto, nic zadarmo to poco wymyśli vod żeby zdzierac kasę znas

Zignorujmy błędy językowe. Skupmy się tym, co najważniejsze, czyli mentalności. Mentalności, którą podziela mnóstwo osób, w tym wiele moich znajomych, których nie piętnuję, a staram się im wytłumaczyć. Niektórzy, raczej po dłuższych niż krótszych namowach, ulegają i odwiedzają adres netflix.com lub showmax.com. Większość jest zdziwiona ofertą, jakością materiałów i ceną, którą można swobodnie podzielić na kilka osób. Skąd to zdziwienie? „Bo w internecie pisali”, że na Netfliksie nie ma co oglądać, to samo na Showmaksie. Odwiedzanie CDA, zalukaj i innych wynalazków stało się dla wielu odruchem. Mało kto weryfikuje legalność takich przedsięwzięć. Nawet nie próbuje sprawdzić, czy w asortymencie wspominanych w wielu rozmowach serwisów nie ma danego filmu czy serialu. Panuje przeświadczenie „płacę, więc musi być legalne” i jest ono bardzo silne.

Ale przywykliśmy też do niesamowitego komfortu niepłacenia. Wygoda, której trudno jest się pozbyć. Z którą ciężko walczyć. Mam internet, więc „należy mi się”.

Nie będę stał w obronie usług VOD i firm, które nie starają się wyjść naprzeciw użytkownikom, czyli klientom. Czasem wymagane są zmiany fundamentalne, czasem tylko drobna modyfikacja w działaniu serwisu może znacząco polepszyć sytuację aktualnych oraz potencjalnych użytkowników. W niektórych przypadkach można pogodzić się z taką lub inną ofertą, w innych można lub należy stawiać się do samego końca, dając do zrozumienia, że dana propozycja musi być lepsza.

Mamy w czym wybierać

Nie musimy kupować filmów na DVD czy Blu-Ray, a muzyki na kompaktach. Już tylko nieliczni potrzebują fizycznych wydań, nośników. Wygoda i swoboda wygrały. Cyfrowa dystrybucja (sklepy takiej jak iTunes) oraz usługi streamingowe (wymieniane powyżej) ma się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, także u nas! W Polsce! Doskonale pamiętam westchnięcia nad dobrobytem Brytyjczyków, gdy pojawiło się u nich Spotify. Teraz usług pokroju Spotify mamy do wyboru kilka, każda o typowej dla siebie charakterystyce.

Gdzie tu jest miejsce na takie narzekanie?