e-sport wydarzenie iem
32

Moje miasto wymiata, reszta Polski powinna brać przykład. Słów kilka o IEM 2017

Na co czekają fani esportu w Polsce, a może i na świecie? Zaryzykuję odpowiedź, że na finały Intel Extreme Masters. Impreza po raz kolejny odbędzie się w Katowicach i to już za kilka tygodni. Chociaż graczem nie jestem, zmagań profesjonalistów nie śledzę na co dzień, to na wydarzenie czekam. Zacieram nawet ręce, bo wiem, że moc będzie z nami. I cieszę się na myśl o tym, że miasto, w którym żyję ma okazję promować się w tak fajny sposób.

Katowice to moje miasto. Nie urodziłem się tutaj, nie wychowałem, nawet nie studiowałem. Ale los tak sprawił, że niniejszy tekst tworzę w centrum tego miasta. Polubiłem je i doceniam to, co dzieje się zarówno w Kato, jak i w całym regionie. Niektórzy drwią, że stałem się folderem turystycznym Górnego Śląska. Jak tu jednak nie promować województwa, w którym jest tyle do zobaczenia? Niedowiarków zapraszam na wycieczkę, chętnie poprowadzę. Zwłaszcza lokalsów, którzy narzekają i przekonują, że nic tu nie ma, że trzeba wyjechać…

Temat na inny wpis, może nawet całą serię, dzisiaj nie o zabytkach i śląskim dziedzictwie, a o teraźniejszości i przyszłości. Tej nowoczesnej, esportowej. Trafiłem wczoraj na dość ciekawe wydarzenie, konferencję poświęconą IEM. Pierwszym zaskoczeniem było miejsce – spotkanie odbywało się w ESL Arena Katowice. Wcześniej nie miałem pojęcia, że taki obiekt istnieje. A tu proszę: profesjonalne lokum do grania i streamowania tego na cały świat. Scena przygotowana na bitwy, sprzęt za duże pieniądze, studia, reżyserki, pokoje, w których zawodnicy mogą się przygotowywać do starć. I sztab ludzi, który za to wszystko odpowiada.

Patrząc na ten obiekt i słuchając opowieści o jego funkcjonowaniu, przestaje dziwić to, jak poważnie zwiększyło się zatrudnienie w ESL Polska w ostatnich latach: od kilku ludzi na początku dekady do blisko 80 osób dzisiaj. Dane wskazują jednak na to, że rozwój jest uzasadniony, istnieje przestrzeń w której można się rozwijać: wśród Polaków naliczymy już miliony fanów esportu (konkretne dane znajdziecie w slajdach z prezentacji – warto zwrócić na nie uwagę, bo sporo tam ciekawostek). I nie są to „niedzielni” widzowie – ci stanowią kolejne miliony.

Czy ta rzesza ludzi, jej przyrost, mają większe znaczenie? Odpowiedź jest oczywista: mają, bo to potencjalni odbiorcy reklamy i klienci. Uwagę przyciąga np. fakt, że partnerem tegorocznego IEM jest firma Gillette – wydarzenie przyciąga markę, która z esportem, grami i komputerami ma niewiele wspólnego, ale jest zainteresowana widzami. A to przede wszystkim młodzi mężczyźni. Mylą się jednak ci, którzy myślą, ze chodzi wyłącznie o 12-13 latków. Mowa także o trzydziestolatkach, osobach, które już zarabiają, czasem spore pieniądze.

Zwróćcie uwagę na grafikę poświęconą sponsorom, którzy zainteresowali się esportem, klubom sportowym, które zaczęły budować swoje drużyny w tym segmencie, telewizjom, które weszły w ten biznes czy znanym postaciom inwestującym w esport. Sporo ciekawych przykładów, interesujące przykłady mamy nawet na rodzimym rynku (Legia, Polsat). Działają na nich liczby, którymi mogą się pochwalić np. Katowice przy okazji IEM, wyobraźnię pobudzają prognozy. Niebawem może się okazać, że tego rynku zwyczajnie nie da się pomijać – straty byłyby zbyt duże.

Rośnie ESL, powody do zadowolenia ma też Intel. Firma, która przespała rewolucję mobilną, która o solidnych wpływach z Internetu Rzeczy na razie jedynie mówi, nadal zarabia wielkie pieniądze na podzespołach dla pecetów. W tym, na sprzęcie tworzonym z myślą o graczach. Imprezy typu IEM to doskonałe miejsce do autopromocji, korporacja świetnie wstrzeliła się w ten trend. Przekonuje przy tym, że przyszłością gamingu będzie m.in. rzeczywistość wirtualna i wiąże z tym spore nadzieje. Nie podzielam tego entuzjazmu, przynajmniej nie w bliższej perspektywie (wartość rynku chyba przesadzona), ale jednocześnie widzę przyszłość Intela w dość jasnych barwach. Bo któż miałby mu zagrozić chociażby na tym gamingowym rynku…?

Wracam do miasta, jego roli i zysków w układance o nazwie Intel Extreme Masters. Osoba, która wymyśliła, by Katowice gościły ów turniej, powinna dostać przynajmniej plac swojego imienia. Miasto miało szczęście, że stało się gospodarzem IEM. Ale mądrość ludowa głosi, że szczęście sprzyja lepszym. Miasto bardzo poważnie podchodzi do tego wydarzenia, widać gołym okiem, że się angażuje, dzięki czemu poziom i rozmach imprezy stale rosną. A na tym zyskują lokalni przedsiębiorcy (w czym uświadamiał mnie w ubiegłym roku pewien taksówkarz), fani esportu oraz miasto jako całość. W ciągu kilku lat Katowice stały się wizytówką Polski na esportowej mapie. Ludzie w Chinach czy USA mogą nie kojarzyć Krakowa czy nawet Warszawy, ale znają Katowice. Spodek. Pamiętają tłum przed obiektem i w jego wnętrzu. Stosując „konwencjonalne” metody promocji Katowice wydałyby na ten cel grube miliony dolarów. A efekt i tak mógłby być gorszy.

Po kilku latach powinienem być przyzwyczajony, ale w lutym pewnie znowu stanę przy tej kolejce i pokręcę głową z niedowierzaniem (bo kolejka będzie mimo rozbicia imprezy na dwa weekendy, o czym więcej pisałem w tym tekście). Potem wejdę do środka i zobaczę tysiące ludzi oklaskujących profesjonalnych graczy. Pewnie i we mnie obudzi się kibic. Wszystko to będę miał „za rogiem”. Wypada pogratulować i życzyć, by było coraz lepiej. Samego utrzymania imprezy chyba nie muszę życzyć: ona zaczyna się zrastać z miastem.


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców

  • Just a guy :)

    Czyli rozumiem, że w Katowicach ludzie przychodzą oglądać, jak inny grają?:)

    • Krzysztof Markiewicz

      Nie oglądałeś nigdy transmisji piłki nożnej, ręcznej czy siatkówki? Tam też inni grają ;)

    • Just a guy :)

      Zdarza mi sie ogladac, ale wole grac:)
      To jednak cos innego no… kilku gosci caly czas przy biurku wali do siebie nawzajem z cuntera… wtf:D

    • kofeina

      Jak miałem 6 lat, to lubiłem oglądać jak mój starszy brat gra w jakąś grę. Ale przeszło mi.

      I tak sobie żyłem wiele lat myśląc, że w gry się gra.
      I parę lat temu uderzyło mnie jak bardzo wiele osób ogląda tych kolesi od CSa. I wielbią tych ludzi jak wielu innych ludzi gwiazdy swojego ulubionego sportu.
      W tym mój kumpel:
      (J)a: Stary, po co oglądasz jak ktoś gra w grę, skoro możesz sam sobie pograć?
      (K)umpel: Bo oni wymiatają, takie rzeczy wyprawiają! Ostatnio 3 heady w kilka sekund Ktośtam (wymienił ksywę) walnął!
      (J): A to nie lepiej samemu walnąć heada? Przecież ten gość tylko klika myszką
      (K): Nie zrozumiesz tego.

      I tutaj miał rację. Nie rozumiem do dzisiaj.

    • Mnie to nie porywa, ale rozumiem innych – zwłaszcza podczas takiego turnieju. Tam są naprawdę duże emocje.

    • Darek B.

      trzeba po prostu dobrze znać mechanikę danej gry by się to podobało.
      W żadną z tych gier nie grałem i ciężko mi się to ogląda.

    • To prawda – każdy tytuł ktoś musiał mi najpierw tłumaczyć. Ale potem już z górki ;)

    • Just a guy :)

      hehe same here:)
      Też tak czasem mam
      Ja do kumpla: Grasz?
      – nie, nie. Oglądam jakie akcje ludzie robią na battlefieldzie
      Ja – ok, have fun. Ja… idę porobić akcje na battlefieldzie, może kiedyś mnie zobaczysz:)

    • Krzysztof Markiewicz

      Też nie oglądam. Wolę zagrać, bo na wszystko czasu nie starcza, ale rozumiem, że komuś może się to podobać. Powtórzę przykład z piłką nożną. Też zawsze lubiłem pograć, ale i chętnie obejrzę mecz w TV. Nie mam takich umiejętności jak Ronaldo. Oni nie mają takich umiejętności jak np. Virtusi, więc oglądają, zachwycają się i marzą 😀😀

    • Ogląda się tak samo jak każdy sport, jak się nie znasz na piłce nożnej to też cię nie interesuje, to samo z League of Legends czy CS. Aby to jakkolwiek zainteresowało trzeba pierw poznać zasady, wymiary boiska itp.

    • Just a guy :)

      Gram w rozne gry, moze nie w lola czy cs bo na to mi szkoda czasu, ale nie wyobrazam sobie patrzec jak inni sie gapia w monitor:)

    • Kamil Szczepanek

      Nie patrzysz na ludzi przed monitorem tylko na obraz z ich monitorow, zasadnicza roznica. Tam sie duzo dzieje, gra jest dynamiczna, bardziej niz np. w pilce noznej :)

  • Michał Rapior

    Ludzie c całej Polski, EU przyjeżdżają oglądać jak inni grają co w tym złego?

  • Mordimer

    Też, nie urodziłem się w Katowicach, nie mieszkam tu, ale pracuję i widzę jak pozytywnie i dynamicznie zmienia się to miasto (drobny przykład tu: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/katowice/a/katowice-przy-dts-rosnie-tunel-aerodynamiczny-to-flyspot-katowice-zdjecia-wideo-360,10710892/ ).

    Chętnie dowiem się jednak czego jeszcze nie wiem o Kato ;-) Jak można zapisać się na wycieczkę? :-)

    • A lubisz zwiedzanie zabytków poprzemysłowych?

    • Mordimer

      Jeśli masz na myśli Nikiszowiec, to byłem/bywam, a jeśli coś innego, to chętnie.

    • Nikiszowiec to czubek góry lodowej ;) Ale też mocno się zmienił w ostatnich latach. Polecam imprezę Industriada i związane z nią obiekty – na dobry początek.

    • mok

      tylko opuszczonych

  • Member Berries

    Haha, ciekawe czy i tym razem jakiś frajer zostanie pojechany, a w kolejce urodzi się fejm!

    https://www.youtube.com/watch?v=BCZzZ6ebGfc

    • Lukasz

      Temu gówniarzowi trzeba było wyjeba@ z bani za nim się jeszcze pajac odezwał.

    • Member Berries

      wiesz, typ nie chciał bić dziecka przy ludziach…

  • Darek B.

    Super, że w Katowicach pomyśleli o takiej akcji , ale szkoda, że ten intel masters to gry „archiwalne” – wiem, że są one popularne w esport, ale brak jakiejkolwiek gry sportowej w tym zestawie, lub brak jakiegoś mordobicia czy czegoś nowego nie wiem „Titanfall, COD, Batlefield, ROcket League chociażby) to trochę lipa, bo są bardziej widowiskowe i przystępne dla przeciętnego gracza.
    Taki Street Fighter np. ogląda się rewelacyjnie.

    • Z jednej strony masz rację, z drugiej ich tytuły i tak przyciągają tłumy. Branża rozwojowa – każdy znajdzie coś dla siebie

  • fakt

    „Moje miasto wymiata”.

    Chyba gości smogiem :)

    Ten tzw. „esport” to biznes Intela i nVidii do trzepania kasiorki z gimbazy i wychowywanie młodych pokoleń w duchu potrzeby nieustającego klikania. Tak jak Microsoft ogłupia studencką młodzież darmowymi licencjami, tak Intel i nVidia wbijają do dziecięcych główek symbol narzędzia zwycięstwa: PC. Fanfary, podziw i szacun. Ci chuderlawi „gladiatorzy” mnie rozśmieszają. A pryszczaci zapatrzeni w swoich idoli mamieni bogactwem i sławą.

    Tylko że cały świat gra w te głupie drętwe konterstrajki, no będzie tego załóżmy 100 milionów, a DZIESIĘCIU „zawodników” trzepie na tym kasiorę. To gorszy biznes niż jakikolwiek sport fizyczny, gdzie zawodnik ma REALNE szanse na wsparcie klubu i w ogóle życie zawodowe.

    Tu banda klikaczy może jedynie popisać się jakością i częstotliwością przekleństw oraz poziomem agresji. W realnym życiu są głównie

    ZERAMI.

  • LenroK

    Można prosić link do prezentacji?

    • niestety, dostałem na fizycznym nośniku

    • LenroK

      :( a tak mnie zachęciły te słowa że więcej znajdę w prezentacji :(

  • MAG

    Pewnie zaraz mnie zlinczujecie. Uwielbiam grać odkąd miałem starego poczciwego C64 ale nigdy nie zrozumiem co jest fajnego w patrzeniu jak ktoś gra. Przekonajcie mnie. Tylko nie porównujcie proszę do zwykłego sportu. Granie to rozrywka więc po co patrzeć na to jak ktoś się bawi zamiast samemu się bawić…

    • adi

      Moim zdaniem to dokładnie tak ja z „tradycyjnym” sportem. Tam też ludzie patrzą w telewizor jak ktoś inny gra. Często nigdy w życiu nie spróbowali dyscypliny na którą patrzą. Dokładnie tak samo jak odniesienie to słów „granie to rozrywka”. Tak samo jak granie w kosza. Jak dla niektórych jest to praca zawodowa to tak samo jak dla graczy sportu elektronicznego.

  • Rex

    Kiedy to?