Wszyscy już czytaliśmy o tym jak to Kancelaria Premiera wycięła kilka tysięcy komentarzy na Facebooku osób protestujących przeciwko ACTA (chodzi oczywiście o fanpage kancelarii). Przyznali się do tego faktu twierdząc, że w głównej mirze były to niestosowane czy też wręcz wulgarne wpisy.
Niestety drodzy politycy – internet nie zapomina. Wiem, że może to być zaskoczeniem dla pilnych moderatorów z Kancelarii ale są serwisy, które takie skasowane dane posiadają. Serwisy takie jak Fanpagetrender, który analizuje ruch na Facebooku.
Okazało się, że teorie o niestosownych i wulgarnych komentarzach, które zostały usunięte to kłamstwo. Cytując za fanpagetrender.pl:
- Skasowanych postów było znacznie więcej, niż 5 tys., o których mówi rząd
- Skasowano wiele postów z merytorycznymi wypowiedziami,
- Wulgaryzmów i pogróżek było bardzo mało, zdecydowana większość (prawie 90%) to protesty typu „Stop dla ACTA itd.”
- Łącznie skasowano komentarze ponad 3 tys. osób.

Jest to ironia losu, że w momencie kiedy Premier zapewniają wszystkich, że ACTA nie ma wpływu na nasze prawo a internet i wolność słowa nie jest zagrożona w tym samym czasie jego pracownicy stosują klasyczną cenzurę.
Można sobie zadać pytanie czy przedstawiciele polskiego rządu działający w internecie mają prawo do taki działań? Rozumiem, że fizycznie mogła to za nich robić agencja zajmując się FB ale odpowiedzialność spada na nich bo to oni decydowali.
