To swojego rodzaju  paradoks – wybór polskojęzycznych książek elektronicznych jest wciąż skromny, przynajmniej w porównaniu do tytułów dostępnych w księgarniach, jakby tego było mało, ich ceny nie są znacząco niższe, a czarę goryczy dopełnia niemal wszędobylskie DRM. Mam czytnik od niecałego miesiąca, a już w tej chwili wiem, że będę kupował więcej książek elektronicznych niż kiedykolwiek kupowałem zwykłych. Warto zaznaczyć, że książki lubię kupować i w tej chwili jestem na etapie mocowania nowych półek, bo w obecnych trzech regałach brakuje już od jakiegoś czasu miejsca i książki stoją miejscami na kupkach. Strach pomyśleć co będzie kiedy rynek e-booków się na dobre rozkręci.

Książka jest stworzona do dystrybucji cyfrowej

Warto sobie uświadomić, że tekst we wszelkich możliwych formach najłatwiej przesyłać drogą elektroniczną. Po prostu zajmuje najmniej miejsca. Książka zawierająca kilkaset stron, będąca zdecydowanie grubsza od statystycznej pozycji i nadająca się do lektury przez co najmniej tydzień po kilka godzin dziennie, zajmuje mniej miejsca niż standardowy utwór MP3, który trwa 3 minuty. Nie ma co nawet wspominać o materiałach wideo, zwłaszcza tych w jakość HD. Owszem dzisiejszy internet znosi tego rodzaju ograniczenia, ale sama prędkość ściągania na stałym łączu to nie wszystko. Książki można śmiało ściągać przez łącze 3G. Można je też kolekcjonować, nawet na pojedynczej płycie CD zmieszczą się setki, podczas gdy ktoś kolekcjonuje muzykę potrzebuje dziesiątek GB, a kolekcjonerowi filmów kilka terabajtów może być za mało.

Jest przynajmniej kilka powodów dlaczego tak łatwo kupuję książki przez internet. Błyskawiczne pobieranie jest tylko jednym z nich.

Zakupy w każdej chwili

Wcześniej jak chciałem kupić książkę, musiałem zaplanować wyjście do Empiku, co stało się tym trudniejsze od kiedy przeprowadziłem się na obrzeża miasta, lub zamówić ją wysyłkowo i czekać na paczkę, co zwykłe owocowało odkładaniem zamówienia do czasu aż uzbiera się kilka pozycji, o których wiem, że na pewno chcę je mieć. Nawet jeżeli trafiałem do księgarni przypadkiem, co nie zdarzało się zbyt często, zwykle nie przygotowany do zakupu nie wiedziałem na którą pozycję się zdecydować. Dzwoniłem do kolegi co poleca, często wychodziłem z niczym, bo podejmowałem decyzję o powrocie do domu i przemyśleniu sprawy na spokojnie.

Teraz e-księgarnię mam dwa kliknięcia stąd. Mogę przeszukiwać katalog książek kilkukrotnie w ciągu dnia, poszukać recenzji w sieci, zrobić rozeznanie. Cały czas wiem, że jeśli się tylko zdecyduję na zakup, będę mógł pogrążyć się  w lekturze za mniej niż minutę, co sprzyja impulsywnym zakupom. Sytuacja będzie jeszcze korzystniejsza dla osób mieszkających z dala od dużych miast, którzy nigdy nie mieli księgarni pod ręką.

Formaty cyfrowe sprzyjają promocjom

Każdy fizyczny przedmiot ma swoją cenę, poniżej której nie warto go sprzedać, bo nie zwrócą się nawet koszty produkcji. To ograniczenie nie dotyczy cyfrowych plików, które można bez końca „rozmnażać”. Osoby decydujące się wydać swoją książkę na Amazonie za ledwie kilka dolarów, a czasem jeszcze mniej, pokazali, że można w ten sposób zarobić ogromne pieniądze. Niskie ceny sprzyjają impulsywnym zakupom. Mało kto się zastanawia czy warto wydać 2 dolary, jeśli cokolwiek go zainteresuje. Sytuację do tej pory najlepiej znam z platformy cyfrowej dystrybucji gier Steam. Kiedy na Steamie są promocje rzędu -75 albo nawet -90% i można za kilkanaście złotych kupić grę która kosztowała prawie dwieście, często łapię się na tym, że wydam znacznie więcej, niż gdybym wydał na gry, gdyby były po normalnych cenach. Działa myślenie „taka okazja, że grzech nie skorzystać, nawet jak później nie będę w to grał” i zamiast jednej gry za 80zł „wychodzę” z koszykiem wypełnionym kilkoma lub kilkunastoma grami za  sto kilkadziesiąt złotych. Niby zaoszczędziłem a wydałem więcej.

Dziś kupiłem książkę w „promocji dnia”, której inaczej bym nie kupił. Dla autora i księgarni sprawa jest jasna, lepsze moje 5zł, niż samo wzruszenie ramionami. Dodatkowo książka nie zajmuje miejsca, więc taki zakup jest w zasadzie bezbolesny. Impuls i kolejna pozycja do kolekcji.

E-booki czyta się wygodniej

Nie przesadzam, naprawdę tak myślę. Czytnik jest lżejszy niż większość książek (nie mówiąc o całych kolekcjach), łatwiej przerzucać strony, bo można to robić jedną ręką i nie ma sytuacji, że książka nie chce się rozgiąć i sama się zamyka. Czytnik automatycznie zapamiętuje stronę na której skończyliśmy dla każdej książki z osobna, w związku z czym czytanie kilku jednocześnie nie stanowi problemu, tym bardziej, że wszystkie mamy zawsze przy sobie. Do tego dochodzą dodatkowe możliwości w postaci wyszukiwania w tekście, słowników czy adnotacji.

Biorąc to wszystko pod uwagę, to znaczy uniwersalną dostępność i szybkość w pozyskaniu, czasowe okazje, łatwość gromadzenia i czytania takich plików, oraz zestawiając to z liczbą książek, które zakupiłem przez ten niecały miesiąc, a których normalnie w księgarni nigdy bym nie kupił, staje się dla mnie jasne, że w krótkim czasie liczba moich e-książek stosunkowo szybko przekroczy liczbę wszystkich książek zbieranych przeze mnie przez lata, przez całe życie w zasadzie.

Co będzie jutro?

Tak wygląda sytuacja już teraz. Strach pomyśleć co będzie, kiedy e-booki będą powszechnie dostępne bez utrudniających życie zabezpieczeń DRM, wybór będzie porównywalny albo większy od „książek analogowych”, a ceny już na dzień dobry będą o połowę mniejsze od tradycyjnych wydań, dodatkowo od czasu do czasu oferując wielką wyprzedaż.  To będzie po prostu szał zakupów. Nikt nie będzie wykręcał się brakiem miejsca na półce. Biorąc pod uwagę masowe zakupy z założenia większych, droższych i trudniejszych w dystrybucji gier (nie raz trzeba ściągnąć kilkanaście GB), rynek e-booków dopiero wybuchnie z ogromną siłą. Jest po prostu skazany na sukces.

Jeśli ktoś zastanawia się co czyni kupowanie e-booków takim wyjątkowym w stosunku do wszelkich innych zakupów w internecie, które nie są już nowością, to mam prostą odpowiedź. Wyjątkowe jest to, że przejście na dystrybucję cyfrową nie wpływa na komfort czytania. Wszystko dzięki czytnikom z ekranem e-ink. Gry od początku były cyfrowe, jedynie sprzedawane na fizycznych nośnikach. Tu mówimy o przejściu z całkowicie fizycznej formy wydruku, czyli barwnika na papierze, na zupełnie niefizyczną formę umożliwiająca natychmiastowe przesłanie po kablu, zachowując jednocześnie przyjemność z czytania jaką daje papier, a nie  monitor. To prawie jak teleportowanie fizycznych książek ;)

Tradycyjna książka nie jest konkurencją

e-booka

Oczywiście nie brakuje malkontentów, którzy mówią, że prawdziwej książki nic nie jest w stanie zastąpić. Dla mnie kolekcjonowanie książek jako przedmiotów, a czytanie zawartych w nich treści to dwie zupełnie różne rzeczy, które należy zdecydowanie rozdzielić. Nie potępiam kolekcjonerów książek, tak jak nie potępiam kolekcjonerów znaczków, sam wciąż lubię kolekcjonować fizyczne książki, trzymać je w ręku, kartkować. Nie rozumiem tylko czemu miłość do tradycyjnej książki miałaby mnie powstrzymać przed konsumpcją treści z mojego czytnika. Kolekcjonowanie znaczków nie wyklucza wykorzystywanie ich w tradycyjny sposób, to znaczy naklejania na kopertę w celu wysłania listu.

Źródła obrazów w kolejności, zaczynając od góry: [1][2][3][4];

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000466735328 Adam Gołąbiewski

    Mnie czytnik wogóle skłonił do czytania. Przez całe życie nawet jednej książki nie przeczytałem… nawet w szkole :) … ale od kiedy mam czytnik (od czerwca) przeczytałem już około 30 książek. Kupiłem nawet kilka papierowych książek, ale w porównianiu z Kindle, czytało mi się bardzo nie wygodnie, bo musiałem książkę trzymać obiema rękoma, żeby ciągle się nie zamykała.

    Ebooki to też oszczędność, bo często można trafić na promocje, np. całą trylogię Millennium kupiłem za 30 zł, gdzie na allegro musiałbym wydać ok. 70-80 zł z przesyłką.

    • kicia

      Adam Gołąbiewski: Mnie czytnik wogóle skłonił do czytania. Przez całe życie nawet jednej książki nie przeczytałem… nawet w szkole :) … ale od kiedy mam czytnik (od czerwca) przeczytałem już około 30 książek.

      No to masz jeszcze duuuuzo do nadrobienia :)

  • Gruby

    Tak dla e-booków, tak dla cyfrowej dystrybucji.
    Ale (znowu) muszę się przyczepić Steama i podobnych wizji, jeśli chodzi o książki. Mam się cieszyć, że wydaję więcej? Gdyby chodziło o „będe kupował więcej za tyle samo” albo wręcz „będę kupował więcej, a i tak wydam mniej, bo jest taniej”, to super. Ja wolę się jednak nie zachłysnąć tymi „promocjami”, bo jak widać, ostatecznie to nie konsument zyskuje. Nie ma co robić zakupów na zapas – czy to książki, czy gry. Może czasem warto wydać trochę więcej na pewniaka, którego się przeczyta, niż dobrą ofertę, którą nie jesteśmy tak bardzo zainteresowani. Owszem – jeśli przeczytasz każdego z tych e-booków, to nie mam zastrzeżeń. ;)
    I pamiętaj, że przecena -75% na Steamie nie jest wcale tak atrakcyjna, kiedy ta sama gra w Polsce ma dwa razy niższą cenę, niż pełna na Steam i zaraz ma trafić do jakiejś taniej serii. Standardowe ceny e-booków w Polsce póki co nie zachwycają, w USA też już 10$ nie jest górnym limitem. „Tanich” książek możemy się nie doczekać (te zwykłe wcale nie są takie drogie, choć zdarzają się absurdy i dziś jest trochę gorzej, niż choćby parę lat temu).

    • Jan Rybczyński

      Nie zrzucajmy na sprzedawców odpowiedzialności za to co klient kupi. Każdy sam zarządza swoim portfelem. Zgadzam się, że sprawdzona pozycja za 80zł może być lepszym wyborem niż nakupienie w tej samej cenie kilku pozycji z promocji. Tym nie mniej klient decyduje i klient płaci. To w pełni jego odpowiedzialność.

      Sami decydujemy i głosujemy naszymi portfelami. Ja komuś się nie podoba, to nie kupuje, ale osobiście nie mam nic przeciwko modelowi jaki proponuje Steam, wręcz odwrotnie, mnie jako klientowi bardzo odpowiada.

      Nic mi też do tego czy ktoś kolekcjonuje e-booki i nigdy ich nie czyta, tylko napawa się widokiem listy plików. To nie moja sprawa co kto kupuje i po co. Ja nikomu do kieszeni, ani na dysk nie będę zaglądał, skoro kupuje za swoje.

      Natomiast przykład z promocjami przytoczyłem, żeby podkreślić, że rynek książek elektronicznych jest skazany na sukces, dlatego jego powolny rozwój na naszym podwórku mnie dziwi. Ja się cieszę, że kupuje więcej książek, zamiast filmów czy gier.

    • Gruby

      Odwracanie kota ogonem. W supermarketach różne produkty są tak rozłożone po całym sklepie i ułożone na konkretnych półkach, żeby klient kupił więcej, niż potrzebuje, więcej, niż zamierzał wchodząc. Artykuły pierwszej potrzeby są zwykle tańsze, niż w osiedlowym sklepiku. To tylko wina klienta, że zapłacił więcej, bo ostatecznie to on za wszystko płaci?
      Mogę krytykować jakiś model sprzedaży, jeśli widzę, że tak naprawdę służy wyciąganiu większych pieniędzy, tworzeniu wcześniej nieistniejących potrzeb. Na koniec to nie klient jest najbardziej zarobiony i wcale to nie jest win-win. Zgadzam się, rynek e-booków jest skazany na sukces, ale jak się przyjrzeć, to niekoniecznie to jest takie wesołe dla klienta. Ty jesteś (tak zakładam) świadomym konsumentem, wiesz, co kupujesz. Zauważasz, że działają instynkty, kupowanie impulsywne, „inaczej bym nie kupił” itd. i godzisz się na to, ale pewnie też nie będziesz przesadzać (ale lubisz czytać i na pewno wydajesz stosunkowo dużo na książki, skoro większość społeczeństwa nie czyta wcale). Wolałbym jednak, gdyby zamiast samych zachwytów takie teksty zawierały również słowa przestrogi, bo naprawdę niektórzy dopiero po fakcie patrzą, że wydali bardzo dużo, a niekoniecznie znajdą czas czytać/słuchać/grać/oglądać.

    • Jan Rybczyński

      Co do słów przestrogi, to słuszna uwaga. Na przyszłość postaram się być bardziej krytyczny.

      Tym nie mniej nie podzielam Twojego punktu widzenia. Oczywiście, że to wina klienta, że wydał za dużo. Inaczej trzeba by oskarżyć wszystkich którzy się reklamują, cały marketing, a klientów ubezwłasnowolnić. No bo jak inaczej? Jak sprzedajesz towar, to nie ma klasycznej sytuacji win-win. Ty chcesz sprzedać jak najwięcej, klient chce coś kupić.

      Jak ktoś ma z tym problem, niech robi sobie listę zakupów przed wejściem do sklepu i niech się jej trzyma.

      Jestem przeciwny oszustwom, podawaniu nie prawdy, kombinowaniu np. z czasem trwania gwarancji i obsługa klienta. Ale nie widzę nic złego w namawianiu do zakupów i optymalizowaniu swojej sprzedaży. Kto ma odpowiadać za nasze pieniądze jeśli nie my sami?

    • Gruby

      Generalnie się zgadzam, ale ludzie dają się nabierać na reklamy – to tylko ich wina? Nie mają wykształcenia w tym kierunku, a ponoć to największe umysły tego świata rozmyślają, jak jeszcze lepiej nakłaniać ludzi do zakupów. Nie jest to więc równa konkurencja. ;) I klient nawet nie ma szans zoptymalizować własnych zakupów w przypadku takiego Steama… Są pewne strategie, ale nie dają one tylu możliwości. Pod tym względem sprzedający są nie fair. ;)
      O win-win pisał ktoś inny w komentarzach i tylko do tego nawiązałem, że niekoniecznie jest tak wesoło. Dobra, cwaniak znajdzie sposób i nie da się nabrać, ale cały system czemuś służy i musi się ostatecznie opłacać, więc sporo osób się nabrał – że nie musieli kupować? Jasne, ja nie zakazuję takich praktyk, po prostu nie pochwalam i zwracam uwagę, żeby oprzytomnieć w porę.

    • Jan Rybczyński

      Reklama działa na wszystkich, również na tych, którzy reklamę stworzyli. Reklama nie działa na takiej zasadzie, że jak nie kupuje proszku w ogóle i zobaczę reklamy Dosi, to nie wytrzymam i polecę do sklepu żeby sobie kupić. Bardziej na zasadzie, że jak już pójdę do sklepu po proszek i nie będę wiedział co kupić to jest szansa, że kupię ten, o którym usłyszałem ostatnio. Albo jak będę wybierał miedzy dwoma, to wybiorę ten o którym widziałem więcej reklam.

      Za to jak lubię VW i wiem, że jego chcę, to żadna reklama Fiata tego nie zmieni.

      Problem nadmiernych wydatków jest z innej kategorii, mniejszej samokontroli (która nie dotyczy tylko zakupów) nieumiejętności odroczenia gratyfikacji etc. Niewiele ma to wspólnego z edukacją jako taką, czy z inteligencją w ogóle. Oczywiście, te poziomy podatności są różne, bo wszyscy jesteśmy różni i na niektórych to niewątpliwie działa mocniej, ale na nich nawołujący straganiarz też działa mocniej i kolega namawiający na kielicha też.

      Czasami prosty człowiek co nie chodził do szkoły jest na 4 nogi kuty i za nic nie da się podejść, a do człowieka wykształconego wystarczy mówić odpowiednim językiem.

      A ty proponujesz, żeby nie wykorzystywać ludzi podatnych. Jasne, szczytny cel, powiedz to kolegom jak będą próbowali Cię namówić na piwo. Co prawda zysku z tego nie będą mieli (nie finansowy) ale mechanizm jest ten sam. Ktoś czegoś chce i namawia drugiego. Relacje społeczne też się na tym opierają. Granice są płynne. Ciężko powiedzieć co można bezwzględnie zakazać.

      Jak mam wybierać między odgórnymi zakazami, to już wolę sam pilnować swojego portfela.

    • Gruby

      Napisałem, że nie chcę nic zakazywać. O reklamach napisałem jako części całego mechanizmu. Ale właśnie tak jest – ludzie siedzą i kombinują, jak tu w granicach prawa jak najwięcej cyferek wydoić z naszych kieszeni. Ja nie mówię, że trzeba zabronić wykorzystywania podatnych ludzi w ten sposób. Ja twierdzę tylko, że warto wspomnieć o zagrożeniach, żeby ci podatni też się dwa razy zastanowili. Służyć temu mogą właśnie blogi, jak ten.
      A to, że lubisz VW też niekoniecznie wynika z tego, że jest lepszy od Fiata. :) Trybik działa.

  • Ghoran

    Po pół roku posiadania Kindle dostrzegam problem: łatwość w kupowaniu e-booków. Tak, to jest pewien problem. No bo kupić jest bardzo łatwo. Klik, klik, klik – książka znaleziona, przelew wykonany, ściągnąłem, mam. Promocja była więc nawet tanio zapłaciłem. Dwa dni później – to samo. Ooo i w tej księgarni też promocja. Liczba książek na czytniku rośnie – czas jaki mogę poświęcić na czytanie taki sam. I robi się tak, że mam naprawdę dość dużo książek, które czekają w kolejce. Za dużo. Okazuje się, że są takie, które czekają na swoją kolej od paru miesięcy, bo w międzyczasie trafi się coś ciekawszego.

    • Gruby

      +1

  • Michlis

    Ghoran, nie tylko Ty tak masz ;) Jeśli spojrzymy na to z dystansu, to może się okazać, że jest to sytuacja win-win dla wydawców i nas czytelników. Zakładam, że większość osób wydając ~30zł na ebooka dokładnie wybiera publikację i dokonuje przemyślanych zakupów. Jeśli jednak ebook kosztuje ~5-10zł to łatwiej o spontaniczny zakup, częściej niż przy obecnych ‘normalnych’ cenach. Wydawnictwa będą zarabiały mniej na jednym egzemplarzu, ale nadrobią to wzrostem sprzedaży.

  • Jami

    mam podobny „problem” na steamie, kupowanie jest takie łatwe, ciągle promocje, a biblioteka się rozrosła, na pewno trochę pokupowało się rzeczy, których normalnie nie brałoby się pod uwagę, ale w sumie nie żałuję, bo przynajmniej jest fajna rozrywka na długie zimowe wieczory, poza tym można zapoznać z fajnymi grami indie (od twórców niezależnych), a także mniej popularnymi dużymi tytułami (a normalnie kupowałabym pewnie tylko duże hity). Teraz staram się mieć gry tylko na steamie, nie kupuję już pudełek. Nawet jeśli gra, która mnie interesuje ma podobną cenę w pudełku i na steamie to wolę wersję elektroniczną, bo gdybym te wszystkie gry miała trzymać w pokoju to nie starczyłoby na nie miejsca.

    Na razie czytnika ebooków nie mam, ale pewnie go kiedyś kupię i wtedy będę mieć podobną sytuację jak na steamie.

  • mzl

    „Cały czas wiem, że jeśli się tylko zdecyduję na zakup, będę mógł pogrążyć się w lekturze za mniej niż minutę, co sprzyja impulsywnym zakupom.”

    Powinieneś tu jeszcze dodać gwiazdkę:

    *nie dotyczy zakupów w empiku (średni czas na potwierdzenie płatności kartą to ok. 45 minut, a zdarzyło mi się czekać i ponad 2h, tragedia!)

    • Jan Rybczyński

      Przyznam, że w Empiku nie kupowałem e-booków.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=594618923 Piotr Borowski

    niestety często ceny ebooków są droższe niż papierowych książek

  • Gruby

    Problem w dystrybucji cyfrowej jest jeszcze dłuższa żywotność produktu (książka, płyta, film, gra). Ceny spadają wyraźnie wolniej… Dla wydawców (którzy mają i tak większy zysk jednostkowy) to wygodna sytuacja, dla klientów niekoniecznie. Jeśli to się przyjmie, to nie będzie można już przeczekać, nie stawiać na nowości, tylko wszystko będzie drogie.

    • Jami

      patrząć na steama to mam odwrotne wrażenie, nowe gry są drogie, ale wystarczy przeczekać parę miesięcy lub rok i można gry-hity kupić często po 5€,
      Można popatrzeć też na promocje na amazon.com lub na ostatnie promocje na gry EA (na stronie producenta) to gry z roku 2011 (Crysis 2, Bulletstorm, Alice Madness Returns, Dungeon Siege 3, Shogun 2) można było nabyć za max 25 zł, a często dużo taniej.

      nie wiem jak z pozostałymi produktami, bo właściwie na razie tylko gry kupuje w dystrybucji elektronicznej.
      Mówię tu głównie o promocjach, bo ceny domyślne są pewnie takie duże, żeby promocje wyglądały dużo bardziej kusząco.

    • Jan Rybczyński

      To nie jest kwestia tego, że cyfrowa dystrybucja dłużej trzyma cenę, tylko to jest model stopniowych obniżek vs krótkotrwałych promocji z rozmachem. Oba modele mogą funkcjonować obok siebie.

      Tobie jako konsumentowi bardziej odpowiada stopniowa, równomierna obniżka, ale mnie jako takiemu konsumentowi odpowiada zdecydowanie bardziej model krótkotrwałych promocji. Po prostu.

    • Gruby

      Krótkotrwałe, czyli niepewne – teraz nie potrzebuję, nie wiem, kiedy przeczytam/zagram, ale kiedy znowu będzie promocja? Lepiej kupić teraz… Od razu to i tamto, jest okazja, potem nie będzie. Oczywiście nie kupując nowości można wydawać dużo mniej kupując wtedy, kiedy akurat mamy potrzebę – a ponieważ nie kupowaliśmy nowości wcześniej, to i starsze pozycje nas zadowolą (w przypadku książek nie powinno być dyskusji). Dla wydawcy opcja promocji jest bardziej opłacalna, bo klient nie może sobie wypracować strategii, jest zdany na jego łaskę, kupuje impulsywnie, wydaje więcej. Ja wolę sam się zastanowić, jakie mam potrzeby, niż pytać tych, którym zależy, by były jak największe.

    • Gruby

      Jami – ceny gier na Steamie są podobne do konsolowych, ale to standardowe ceny na wielu rynkach. Brak różnicy między płytą, a kopią cyfrową, chcemy tego samego z ebookami? W Polsce gry na PC są wyraźnie tańsze, niż na zachodzie, po roku często trafiają do tańszych serii i też za 20-30zł można dostać niedawne hity, a do tego do wyczerpania nakładu, a nie przez 24 godziny – czyli jeśli rzeczywiście chcemy zagrać, a nie dlatego, że hit i tanio, więc kupię od razu sześć. Poza tym jak bardzo zależy mi na jakiejś grze i kupię na Steamie, nawet w promocji, a tydzień później oferta jest jeszcze dużo lepsza, to niezbyt fajnie… Są strony, które monitorują promocje i widać, że jak gra raz spadła do -75%, to następnym razem i tak będzie pewnie -50% i tak w kratkę, a większość czasu za całą cenę. System działa, ludzie wydają więcej kasy, niż wcześniej. Gry to też inny rynek niż książki – wiele tytułów w ciągu pierwszego miesiąca sprzeda się większej ilości kopii, niż potem przez rok, dlatego szybciej pojawiają się te promocje, dzięki którym jeszcze trochę się opchnie. Z książkami tak być nie musi, wystarczy spojrzeć na promocje na Amazonie – owszem, są fajne rzeczy i tanio, ale trudno to porównać do Steam Sales. Brak outletu, tanich księgarni wysyłkowych, używanych książek itd. Ja nie liczyłbym na rewolucję cenową. E-booki są szansą dla wydawców w Polsce, teraz wydawnictwa upadają albo są kupowane, muszą więcej zarabiać, ok, niestety to przekłada się też na zyski dla pośredników, VATu rząd obniżyć nie zamierza, wesoło nie jest. Oby przynajmniej nie było drożej, niż na papierze.

    • Jan Rybczyński

      oczywiście nie chcę aby e-booki były w cenie zwykłych książek, to jest oczywiste. Moim zdaniem e-booki w takich cenach na większą skalę nie przejdą i już, chociażby dlatego, że książka kojarzy się z czymś materialnym. Pisałem o tym w artykule, przejście książek na dystrybucję cyfrowa to zdecydowanie większa zmiana niż cyfrowa dystrybucja gier. Gra bez pudełka to nie to samo co książka bez papieru.

      Natomiast ja znowu podkreślam i mówię tu tylko za siebie: lubię promocje na Steam, lubię czasem coś „upolować” i mieć satysfakcję, że mi się udało. Lubie sprawić sobie niespodziewaną, nie planowaną przyjemność.Wciąż, to ja mam kontrolę i jak nie chcę, to nie kupię , nawet na mega promocji, bo nie i już. Kto mnie zmusi?

    • Gruby

      Amazon zaczął od niskich cen ebooków, a teraz są wyższe… W Polsce wydawcy tez nie mogą zbytnio zejść z ceny, bo na zwykłych książkach ledwo zarabiają i tu mają szansę, żeby się jakoś odbić. Zdarzają się absurdy, jak „Gra o tron” jakiś czas temu, ale tak to te ceny ebooków w Polsce są niestety czymś uzasadnione. Powinny być niższe, ale wcale nie musi się tak stać. Wydźwięk artykułu moim zdaniem jest taki, że ebooki mogą być nawet lepsze od zwykłych książek! Dlaczego więc sprzedawać je taniej? Że koszta niższe? Tak, ale klient ma wygodniej, szybciej i może sobie je potem teleportować. Można to tak zrozumieć.

    • Gruby

      Dlatego uważam, że tekst jest hurraoptymistyczny.

  • Małgorzata

    Czy to wizja przyszłości? Bardzo prawdopodobna.
    Czy optymistyczna? Tekst skłania do myślenia w pozytywnych kategoriach. To jednak sprawa absolutnie indywidualna.

    Ja jestem tradycjonalistką, ale cieszy mnie, że współcześni Polscy twórcy, nie pozostają „w tyle” i promują oraz sprzedają swoje książki również w postaci elektronicznej.

    Pozwolę sobie na pewien przykład. Niejaki Victor Orwellsky (tak, tak polak -autor ukrywa się pod pseudonimem, jest na ten temat wiele spekulacji, ale nie o to tu chodzi) Wydał książkę, organizuje spotkania autorskie, na których pojawiają się jego wysłannicy, młodzi ludzie dużo mówią tam o nowoczesnych formach promocji i o tym, że czytelnictwo jest zagrożone.
    Apelują, że niezależnie od poglądów osobistych autorów, wydawców itd. trzeba reanimować KONAJĄCE CZYTELNICTWO i możliwe, że sposobem na to jest wydawanie e-booków (tu trzeba zaznaczyć, że pisarze zarabiają na nich bardzo niewiele)czy tak jest? Nie wiadomo, ale należy próbować!

    Ja zawsze będę wolała przewracać kartki książki, czuć zapach papieru, ale jeśli dzięki e-book’om młodzież ma wrócić do czytania to podpisuję się pod ideą ich popularyzowania obiema rękami.

  • Jack

    Czytam. Czy dużo? Nie mnie twierdzić, czasem trzy-cztery książki tygodniowo, czasami jedną na miesiąc. Jeśli musiałbym zamienić tradycyjną formę książki na elektroniczny substytut – przestałbym. Wygoda? Miękka, przyjemna w dotyku książka, która dodatkowo pachnie świeżym drukiem i pozwala na komfortowe przerzucanie kartek w dowolny sposób jest o niebo lepsza niż kawałek elektronicznego, bezdusznego badziewia z paroma przyciskami. Dla samego przerzucania kartek wolę kupić normalny, papierowy egzemplarz powieści. Nie przekona mnie „wielka pojemność” – tony gromadzonych woluminów to wspaniała rzecz, nie ma wielu rzeczy bardziej przyjemnych od zapachu i samej atmosfery własnej, składanej wiele lat biblioteczki.

    Czytnik ebook? Dla leniwych gadżeciarzy. Książka? Dla koneserów literatury. O.

    - Jacek

    • iks

      Szelest, miękkość i zapach czytników to tylko kwestia czasu :-)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000466735328 Adam Gołąbiewski

    Małgorzata: Ja zawsze będę wolała przewracać kartki książki, czuć zapach papieru (…)

    Tak mówi każdy, dopóki nie chwyci do ręki czytnika z e-ink :-) Ile to ja już czytałem recenzji, w których autor nie wyobrażał sobie czytania książek innych niż papierowe, dopóki nie dostał do ręki Kindle… i nagle mu się odmieniało :-)

    Przewracanie kartek książki jest przereklamowane, a z tym zapachem papieru to chyba jakiś fetysz. Jak ktoś to lubi to może w jednej ręce trzymać czytnik, a w drugiej rolkę szarego papieru toaletowego – pachnie podobnie ;-)

    • Jami

      ja właśnie chciałabym mieć czytnik ebooków bo wydaje się dużo wygodniejszy
      1. książki nie zajmują miejsca na półkach, nie kurzą się itp i jak gdzieś wyjeżdżamy to możemy zabrać ze sobą więcej książek niż normalnie
      2. nie trzeba trzymać książki i uważać, żeby się nie zamknęła – wygoda
      3. nie trzeba używać zakładek, maszyna sama za nas pamięta gdzie skończyliśmy
      4. wygodniejsze przewracanie kartek

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000466735328 Adam Gołąbiewski

    Jack: Czytnik ebook? Dla leniwych gadżeciarzy. Książka? Dla koneserów literatury. O.- Jacek

    Sorry, ale to podsumowanie jest po prostu kretyńskie i obraża wielu miłośników książek. Wg ciebie, ktoś kto czyta ebooki nie może być koneserem książek? To tak jakbyś powiedział, że miłośnikiem muzyki może być tylko ten, co słucha koncertów w filharmonii, a każdy kto słucha muzyki na dowolnym odtwarzaczu to leń i gadżeciaż.

    Skoro dla ciebie liczyć się forma książki, a nie jej treść, to po co wogóle czytasz książki. Zbierasz książki dla samego zbierania i podniecania się ich zapachem, czy dla wiedzy w nich zawartej lub rozrywki umysłowej, która dostarczają.

    „Jeśli musiałbym zamienić tradycyjną formę książki na elektroniczny substytut – przestałbym.” – i to mówi koneser książek, tak?

    • Jack

      Kretyńskie? Jakbyś się czuł, gdyby człowiek przestał mieć ciało, a cała jego osobowość została momentalnie zamknięta w bliżej nieokreślonej przestrzeni cyfrowej, choćby na dysku twardym? Zastanów się nad tym.

      Książka to nie tylko literki, słowa i informacje, to także forma i szereg przyzwyczajeń, uwarunkowań. Może forma nie stanowi najważniejszej wartości, ale jest pewnym wyznacznikiem, czy choćby składnikiem. Zawsze była. Od zarania dziejów, wbrew pozorom – nie powołuję się na tradycję. Chodzi mi po prostu o przyzwyczajenia, lekką nutkę sentymentalizmu i moje upodobania. Jeśli przez tyle wieków człowiek uważał literaturę za nierozerwalnie związaną z grubymi tomiskami, to siłą rzeczy owe tomiska ludzkość utożsamia z mądrością, wiedzą i nieskończenie bogatymi światami wyobraźni, kreowanymi właśnie poprzez umysł ludzki, zatopiony w lekturze.

      Nic nie mam do e-booków, po prostu są inne, służą do czego innego. Nieprędko przeniesie się dotychczasowe odczucia, związane z lekturą na e-booki, może wcale. Czy to dobrze? Czy źle? Ani tak, ani tak – po prostu inaczej. Lektura ulubionej powieści z ekranu, jakkolwiek nie byłby „wygodny”, nigdy nie będzie dla mnie tym samym, co zatapianie się w świecie wyobraźni, udostępnionym przez tradycyjne stronice. Jestem fanem postępu, ale nie podchodzę do niego jak wierzący do zbawienia. Jest postęp? Bardzo dobrze, pozwólcie mi na niego sceptycznie spojrzeć i prywatnie wynieść z niego takie wartości, jakie pomogą mi kontynuować, niekoniecznie tylko „wydajniej i szybciej”, ale też zgodnie z upodobaniami i szeregiem uwarunkowań, często subtelnych i dyskretnych, ale w ostatecznym rozrachunku – cholernie przyjemnych. Wy, postępowi, śmiejecie się z zapachu książki, a czymże jak nie postępem był druk w piętnastym wieku?

      Chcę spróbować e-booków, jak najbardziej, tylko dlaczego każdy tekst, jaki o nich czytam, przypomina reklamę? Nie ma rozwiązań bez wad, a jeśli czytniki e-booków są faktycznie takie, jak je opisujecie, to dla mnie pozostaje właśnie kwestia fizyczności, formy. Krótka informacja, artykuł, czysta wiedza akademicka – jak najbardziej. Nic jednak nie zastąpi wieczoru w fotelu, z kawką i przy klasykach literatury w formie jak najbardziej papierowej. Zapach to drobny procent przyjemności, które – po oczywistej, wysokiej wartości samej treści – pojawiają się, jeśli tylko przyjrzymy się procesowi tradycyjnego czytania. Pomacać, powąchać, popatrzeć – to wszystko wzbogaca wrażenia z czytania, a przynajmniej – czyni je komfortowymi dla kogoś, kto na książkach się wychował. Albo to ja jestem sceptycznym kosmitą.

  • iks

    Dodatkowe minusy e-książek:
    - nie ma gdzie wpisywać dedykacji, autografów
    - w miejscach publicznych nie można podejrzeć okładki, żeby oszacować czy odezwanie się do tego kogoś rokuje interesującą rozmowę.

    • George

      Co do drugiego minusa, to przecież było już tu prezentowane rozwiązanie
      http://swiatczytnikow.pl/wp-content/uploads/2012/01/kafka-kindle.jpg

    • tam

      Minusy /skoro o nich mowa/, o których jakoś nikt, o dziwo, nie wspomina:
      1. Nie można szybko rzucić okiem ile do końca rozdziału (i czy zdążę przed obiadem)
      2. Pod domem mam dużą bibliotekę z wielkim, polskim księgozbiorem za fri (fakt, że kłopot z nowościami i książki stamtąd nie położę na poduszce:) ). Za eboki trzeba jednak zapłacić, a wybór polskich ciągle niewielki – jak ktoś nie ma oporów może kraść pdfy, ale, pomijając aspekt moralny, wybór losowy, a czeka go walka z literówkami na każdej stronie.
      3. Osobiście mam wielki problem w przeglądaniu cyfrowych sklepów, muszę już wcześniej dokładnie wiedzieć, czego szukam, co innego przejść się między półkami w księgarni /np. tak kupuję prezenty, tylko kto kupuje ebooki w prezentach/.
      Żeby nie było – piszę to jako posiadacz Kindla (używanego do angielskiej klasyki, pdfów naukowych i pojedynczych książek po polsku niedostępnych tradycyjnymi drogami)

    • Jan Rybczyński

      @tam masz sporo racji, ale to trochę kwestia osobistych preferencji, niż uniwersalnego problemu. Nie pisze o tych minusach, bo zwyczajnie nie są dla mnie minusami.

      1. Za to można skończyć w dowolnym miejscu, gdzie uznamy za stosowne i sprzęt zapamięta gdzie skończyliśmy. W przypadku Kindla możemy nawet kontynuować w tym samym miejscu na innym urządzeniu. Z resztą wystarczy jednym kliknięciem przenieść się do spisu treści i sprawdzić ile nam zostało.
      2. Powoli zaczyna również funkcjonować wypożyczanie e-booków. Trzeba na to jeszcze poczekać.
      3. To prawda, że chodzenie pomiędzy pułkami ma swoją specyfikę, ale sklepy on-line też mają swoje plusy. Rozmaite tagi, sugerowanie (inni którzy kupili tą książkę kupili też to i to) łatwe wyszukiwanie bez wołania obsługi, niekończący się nakład.

      Podsumowując, ja tego nie odbieram jako minusy i plusy, to po prostu charakterystyczne elementy oby tych rozwiązań. Każdy woli coś innego.

    • http://swiatczytnikow.pl Robert Drózd

      „1. Nie można szybko rzucić okiem ile do końca rozdziału (i czy zdążę przed obiadem)”

      - można :) jeśli między rozdziałami są znaczniki – to klikasz klawiszem kursora w prawo i masz następny rozdział (i widzisz ile jest %, lokacji czy stron – zależnie co pokazuje czytnik). Potem klawisz „back” i jesteś z powrotem tam gdzie czytałeś

      „- nie ma gdzie wpisywać dedykacji, autografów” – z tyłu czytnika można ;))

  • Witek Zbijewski

    a ktos liczyl ile „kosztuja” metry kwadratowe na których są przechowywane książki, kurz, brak mobilności… ciekawe kiedy dojdą notatki do książek współdzielone albo wogóle książki w chmurze

    kursy szybkiego czytania mają przyszłość przed sobą :-)

    no i dobre listy recenzowanych książek

  • Belfer

    Jack: Nic jednak nie zastąpi wieczoru w fotelu, z kawką i przy klasykach literatury w formie jak najbardziej papierowej. Zapach to drobny procent przyjemności, które – po oczywistej, wysokiej wartości samej treści – pojawiają się, jeśli tylko przyjrzymy się procesowi tradycyjnego czytania. Pomacać, powąchać, popatrzeć – to wszystko wzbogaca wrażenia z czytania, a przynajmniej – czyni je komfortowymi dla kogoś, kto na książkach się wychował. Albo to ja jestem sceptycznym kosmitą.

    Wybacz, ale jesteś dinozaurem w tej erze, a nie kosmitą. ;)

  • Witek Zbijewski

    dzięki
    tak coś czułem :-) no i dochodzi regał i potem czas na sprzedawanie książek… w weekend robiłem podobny eksperyment myślowy z lodówką, ciekawe wnioski