
Nie wiem czy zauważyliście jak internauci (czyli my wszyscy) wrażliwi są prawa autorskie odnoszące się do treści, które tworzą. Właściwie jest to jedna z nielicznych rzeczy, która łączy wszystkich. Własność tekstu, prawo do niego i oburzanie się kiedy ktoś w bezpardonowy sposób skopiuje go do swojego serwisu i wykorzysta jako własny.
Nie ma właściwie obrońców tego typu praktyk (korzystania z cudzych treści), nikt nie rozpoczyna krucjaty pod hasłem “treści muszą być wolne”, “uwolnijcie kontent od autora” itp. Nikt też nie mówi, że ma gdzieś jak autor skradzionego tekstu na nim zarabia. Wszystko to jest kompletnym przeciwieństwem tego jak internauci podchodzą do praw licencyjnych i autorskich programów komputerowych, filmów i gier.
Co ciekawe buntujemy się również kiedy widzimy płatne treści, płatne ebooki itp. W przypadku kiedy jednak ktoś skorzysta z 10 linii naszego tekstu nie pytając nas o zdanie, wytaczamy armaty i krzyczymy na całe gardło “złodziejeeeee!”. Pamiętacie pewnie wiele takich sytuacji – ja też pamiętam kiedy unosiłem się gdy ktoś pożyczał mój tekst nawet nie podpisując go właściwie.
Trochę w tym wszystkim jest jednak moralności Kalego, za wszelką cenę nie chcemy płacić za materiały w internecie i to co możemy ściągnąć za darmo nawet jeśli łamiemy przy tym prawo. Natomiast to co sami produkujemy uważamy za bezcenne i unikalne a dysponowanie tym bez naszej zgody za skandalicznie niewyobrażalną praktyką.
Ciekawy jestem jak my to sobie tłumaczymy?

Witaj, nazywam się Grzegorz Marczak i jestem autorem tego bloga. Piszę tutaj o serwisach społecznościowych, nowych technologiach i nowych trendach w internecie.

[...] antyweb.pl przed chwilą AntyWeb | » Jak sobie tłumaczymy moralności Kalego? antyweb.pl/…bie-tlumaczymy-moralnosci… Pokaż reakcje /* */ inne strony z tej witryny + obserwuj co [...]
Tekst sprawia wrażenie filozofowania przy jajecznicy. Za dużo uogólnień i generalizacji, żadnych przykładów. Jacy “my”, jacy “internauci”?
Sugeruję zapoznanie się z definicją dysonansu poznawczego, albo po prostu zwykłej hipokryzji, a wszystko stanie się jasne.
My, okradanie, chętnie byśmy ci odpowiedzieli, ale powstrzymuje nas paniczny strach, że również i ta wypowiedź zostanie ukradziona i nie my na niej zarobimy tylko złodzieje. Z tego powodu nie usłyszysz od nas ani słowa.
[...] antyweb.pl/jak-sobie-tlumaczymy-moralnosci-kalego wzbudza zainteresowanie! Pokaż reakcje /* */ inne strony z tej witryny + obserwuj co pisze [...]
@tazz:
Hipokryzja to jakaś forma obrony jest? Jakich ty przykładów chcesz ? Że ludzie filmy i muzykę z sieci ściągają ? Czy że oburzają się jak im się teksty podkłada?
Odnieś się do pytania na końcu, wykaż błędne myślenie a nie pisz o jajecznicy – bo akurat na śniadanie miałem kawę i bułki :)
co innego kradziez (sciagasz i publikujesz jako swoje), co innego uzycie (ogladanie/sluchanie).
@Grzegorz Marczak:
To pytanie jest źle postawione. Zbytnio uogólniasz mówiąc o wszystkich. W sieci funkcjonuje bardzo wiele osób, które szanują prawo do własności nie tylko swojej ale i cudzej. Pytanie powinno brzmieć: “Jak tłumaczą sobie Ci, którzy wykazują się podwójną moralnością”
A odpowiedź jest w gruncie rzeczy prosta. Tłumaczą to sobie … głupio. Bo żadnego mądrego uzasadnienia nie ma. Już słyszałem wiele idiotycznych tekstów: “bo płyty drogie”, “bo nie ma tego w Empiku”, “bo wytwórnie za dużo zarabiają”, “bo mam duże potrzeby a nie stać mnie na tyle płyt”, …
Wszystko to bełkot hipokrytów.
@JN:
czyli autorowi tekstu dajemy prawo do dysponowania jego własnością a autorowi muzyki czy programu już nie – bo to tylko używanie?
@JN:
O właśnie takie głupoty mam na myśli.
Jak mi podprowadzisz samochód z pod bloku i go sprzedasz to ukradłeś. A jak podprowadziłeś żeby pojeździć to już nie ukradłeś, tak?
@Michał Mech:
uwierz, że gdyby tak postawił pytanie to zamiast rozmowy na temat rozmawialibyśmy o tym czy ja nie ściągam i jestem taki idealny :) Oczywiście jeśli ktoś poczuł się urażony to przepraszam – nie o to chodziło. Choć w tym przypadku uogólnienie uważam za zasadne bo tych wyjątkowych o krystalicznym sumieniu jest naprawdę niewielu – a przynajmniej ja takich nie znam
Przecież twórcy programów / muzyki / filmów są znani – chyba, że ściągając film mówisz innym, że jesteś jego autorem ;-)
IMO, chybiony przykład.
Piracenie != Plagiat
zastanawia mnie co innego, sa badania potwierdzajace korelacje pomiedzy ‘piractwem’ a sprzedaza. im wiecej piractwa tym wiecej sprzedazy. to nie jest zadna nowinka, mowi sie o tym od lat. moze problem jest taki ze ludzie chca placic ale.. sa leniwi? a systemy dystrybucji tresci sa ciagle koszmarnie niewygodne / drogie / niedostepne / etc. i szczerze powiedziawszy trudno obronic teze ze jak sciagne film to kogos okradam, to tak nie dziala, tych filmow nagle nie zrobi sie mniej a ja sciagajac go nie porzucam idei wycieczki do empiku bo i tak bym tego nie zrobil. to nie jest usprawiedliwienie, tutaj nie ma czego usprawiedliwiac bo problem jest w duzej mierze logistyczny a nie moralny.
@Przemek
sorry ale trudno się odnieść do tej wypowiedzi – jaka jest logika tego zdania?
Ciekawy jestem jak my to sobie tłumaczymy?
prowokator maly no ;p
zawsze tak samo, stoja nam przed oczami wielkie miliony ktore zarabia bezimnienna firma i my z 2k netto i kredytem, uwielbiamy tez wspominac o posrednikach i o tym ze gdyby cos kosztowalo tyle a tyle to bysmy napewno kupili
jednoczesnie nikt z nas nie pomysli nawet o tym ze moglby ukrasc z ulicy starego vw za 3k tylko idzie i potulnie kupuje.
@Grzegorz, chodzilo mi o podpisywanie sie pod tworczoscia i jezeli pytasz ‘czym sobie to tlumaczymy’ to wydaje mi sie ze w przykladzie, ktory podales glownie tym wlasnie
@Michal Mech, mimo szczerych checi trudno jest mi porownac kradziez samochodu do sciagniecia filmu, te dwa czyny nie maja ze soba absolutnie nic wspolnego, na zadnej plaszczyznie, ani technicznej, ani finansowej, ani moralnej, moze mylisz prawo autorskie z prawem wlasnosci?
@JN:
Sugerujesz, że zostałeś zmuszony do kradzieży? Wolne żarty. Przeczytaj teraz to co napisałeś:
Jeśli kradnę coś co ciężko lub niewygodnie dostać w sposób legalny to nie jest to kradzież tylko reakcja na toporny sposób dystrybucji.
Gdzie brakiem wygody określasz swoje lenistwo, które nie daje Ci ruszyć dupy do Empiku.
Brawo Grzegorz! Od dłuższego czasu zastanawiałem się, czemu nikt o tym jeszcze nie napisał.
Większość ściąga muzykę, filmy, ale gdy tylko ktoś skopiuje z naszej strony, zrobione przez nas zdjęcie, okazuje się, że jednak prawa autorskiego trzeba przestrzegać, a ci co tego nie robią to złodzieje. Ile tego typu wiadomości “Jakiśtam serwis ukradł mi newsa” ląduje na głównej Wykopu? Sporo. Ile osób, które te wiadomości wykopuje, samemu nic nigdy nie ściągnęło? :) Właśnie
@Michal Mech, sugeruje mniej emocji. Nawet w naszym niedoskonalym prawie kradziez nie ma nic wspolnego ze sluchaniem muzyki za ktora nie zaplaciles. serio.
Problem w tym ze dyskusja o prawach autorskich zostala ustawiona przez posrednikow (wytwornie, sprzedawcow), ktorym udalo sie wmowic ludziom (mi tez dopoki nie zaczalem sie nad tym zastanawiac) ze mozna porownac sciaganie filmow do kradziezy samochodow, ta logika sie kupy nie trzyma ale dzieki niej mozna utrzymac status quo i walczyc uzywajac narzedzi prawnych a nie biznesowych (tj. wprowadzajac lepsze modele biznesowe).
Z Flakera:
Nie podoba mi się to uogólnienie “my wszyscy”. Nie każdy internauta łamie prawa autorskie i mogę potwierdzić, że da się żyć bez ich łamania. Dodatkową zaletą jest to, że można sobie wyrobić zdanie na temat praw autorskich bez poczucia winy i świadomości że każdy głos na ten temat byłby moralnością Kalego. Piractwo zamyka usta osobom które może by chciały zawalczyć o jakieś uczciwe zasady w tym zakresie i to jest oczywiście szkodliwe.
Jeżeli chodzi o mnie to tak: mam wszystko legalnie. Mam same legalne programy, zamiast Office’a mam OpenOffice’a, a zamiast Photoshopa Irfan View i Paint.NET. Muzykę słucham na Last.fm na którym mam wykupiony abonament. Da się? Da.
Jeszcze jeżeli chodzi o programy testowe – jeżeli firma nie daje wersji 30 dniowej albo od razu wiem, że nie będzie mnie stać na dany soft, to nie biorę od nikogo giftów w stylu pirackiej wersji. Bo po co skoro i tak nie kupię później. Mogę polecić każdemu spróbować przejrzeć swój dysk, wywalić wszystko co łamie prawa autorskie i znaleźć darmowe odpowiedniki, a pozostałe kupić. To nie jest taki duży wydatek. Większość pirackiego softu to kwestia lenistwa. Ludzie kopiują sobie Photoshopa dla pewności że będzie on miał wszystko czego potrzebują, kiedy i tak wykorzystają 5% Photoshopa – funkcje które tak samo znajdą w Paincie czy Paint.NET.
czytajac wypowiedzi, mam wrazenie ze sporo osob popelnia dwa proste bledy logiczne.
1) piractwo = plagiat (czyli podpisywanie sie pod cudza praca)
2) piractwo = kradziez (najlepiej samochodu)
o ile pkt. 1) to po prostu blad w interpretacji o tyle pkt 2) to logika ktorej bronic sie nie da, ale za to ciekawy case PRowy (w polowie lat 90tych, z tego co pamietam, ruszyla wielka machina PRowa w stanach ktorej glownym przeslaniem byla wlasnie ta analogia, kopiujesz = kradniesz samochod. wtedy to jeszcze byly dyskietki)
@Tom
świetnie – w takim razie tekst ten nie jest kierowany do Ciebie (szczególnie pytanie na końcu). Ludzi o krystalicznym sumieniu którzy nigdy nawet jednego filmu czy mp3 nie ściągnęli podziwiam.
@JN ja z kolei sugeruję więcej rozsądku, bo to co mówisz nie posiada za wiele sensu.
Spójrz na to tak. Twórca/artysta czy ktoś inny, kto wytwarza muzykę zamyka się na rok w studiu nagrań. Siedzi tam rok i nagrywa muzykę, którą przecież musiał napisać, skomponować zaaranżować. Przez ten czas musi coś jeść i jakoś żyć. Płaci mu zapewne za to wytwórnia. Potem wytwórnia prowadzi promocję produktu, wszyscy się cieszą bo twórca zarobi wreszcie na swojej pracy. Układ jest jasny: pracowałem długo na to by stworzyć ten utwór i jeśli i cię podoba oraz chcesz z niego korzystać (oglądać, słuchać, cieszyć się przy nim czy wzruszać) zapłać mi.
A Ty co robisz? Korzystasz z jego pracy. Dlaczego? Bo nie chce Ci się iść do sklepu.
Identycznie sytuacja wygląda z oprogramowaniem czy każdą inną własnością intelektualną.
Myślałem Grzegorz, że ruszyło Cię trochę w kwestii opisywanego startupu Shows.pl i w tekście szukałem odniesień do tego projektu. Moja nadzieja gasła wraz ze zbliżaniem się do końca czytania artykułu. Aż zgasła. A ten projekt, który opisujesz, wszystkie Twoje większe i mniejsze wątpliwości z nim związane oraz reklama tego przedsięwzięcia na Twoim blogu, idealnie wpisuje się w tezę, którą odczytuje z tekstu. Shows.pl nigdy nie powinien być opisywany na Twoim blogu, może jedynie, jako case study łamania prawa autorskiego przez projekty webowe.
To taki mój kamyczek do tego ogródka :) Pozdrawiam
@Grzegorz Marczak
Myślę że większość ludzi może nie stosuje moralności Kalego, ale prawdą jest że większość ludzi nie troszczy się o prawa autorskie. Ja jako autor strony z nagraniami nie mogłem pogodzić tego, żeby z jednej strony mówić ludziom: nie kopiujcie treści z mojej strony, bo szkodzicie mi w ten sposób, a z drugiej samemu nie mieć czystego sumienia. To by była moralność Kalego i chyba mało osób troszczy się prawami autorskimi właśnie po to, aby nie musieć rozwiązywać tego problemu.
Jakiś czasu temu podjąłem się eksperymentu wywalenia z komputera wszystkiego co stwarzało wątpliwości co do legalności, po czym zacząłem szukać freeware, open source, usług do słuchania muzyki, oglądania filmów tak aby móc to robić legalnie. I występuję tutaj jako osoba która może potwierdzić, że się udało i że można tak żyć.
Więc nie jestem człowiekiem który nigdy nic nie ściągnął, ale już tego nie robi. Więc może pytanie na końcu nie jest adresowane do mnie, ale mam coś do powiedzenia w tej kwestii i to mnie nie dyskwalifikuje z dyskusji bo był okres w moim życiu kiedy byłem adresatem dla tego tekstu.
Tym którzy by chcieli też spróbować takiego eksperymentu polecam: http://polishwords.com.pl/narzedzia.php http://legalne.info/ http://www.lastfm.pl/home i takie hasła jak public domain i creative commons.
[...] reklama kuba przed chwilą czym innym jest plagiat a czym innym ściąganie filmu od przyjaciół z torrenta :) antyweb.pl/…bie-tlumaczymy-moralnosci… [...]
@Michał Mech
Skąd przekonanie, że ktoś, kto ściąga mp3 na pewno kupiłby płytę, gdyby nie miał możliwości ściągania? Dopiero niedawno zauważyłem ten trochę naciągany wniosek. Na tej zależności zasadza się stwierdzenie, że artysta traci. Tymczasem może być tak, że jeżeli bym nie ściągnął, to bym wcale nie kupił. W ogóle bym nie znał. Zatem: gdzie tu strata dla artysty?
@Michal, skoro jesteśmy już przy sensie i logice. Dlaczego sądzisz że słuchanie muzyki, za która nie zapłaciłeś to to samo co kradzież samochodu?
@Grzegorz Marczak
Chyba zjadło mój poprzedni komentarz, więc w skrócie: ja nie znam ani jednej osoby, która by nigdy nie miała nic łamiącego prawa autorskie. Sam posiadając bloga i stronę z nagraniami video nie mogłem pogodzić jednocześnie tego żeby mówić użytkownikom, żeby nie kopiowali moich treści gdzieś indziej a z drugiej strony samemu łamiąc potencjalnie czyjeś prawa. To byłaby moralność Kalego na co słusznie zwracasz uwagę. Dlatego jakiś czas temu byłbym regularnym adresatem tego tekstu. Na co tylko chciałbym przy tej okazji zwrócić uwagę, że czasy się zmieniają: nawet filmy można znaleźć legalnie, muzykę też. Nawet polskie programy mają swoje strony jak np. Plejada. Jeżeli ktoś łamie prawa to z własnej wygody i raczej nie szuka na to tłumaczeń.
Bo właściwie pierwsze zgłębienie tematu praw autorskich i tego jak ciężko jest autorom treści żyć z dóbr niematerialnych prowadzi do tego, że trzeba w sumieniu rozstrzygnąć czy robią ok.Dlatego właśnie myślę, że ludzie po prostu nie zgłębiają tego tematu, aby nie stawać przed dylematem moralnym i nie martwić się dolą artystów przeczuwając, że wpędziłoby to ich w ból głowy. A jakoś nie widzę z drugiej strony aby ktoś przy okazji tekstów o piractwie ewangelizował o tym jak “wyjść z piractwa” i żyć na “legalu”, co by było szybkim lekarstwem na piracki ból głowy.
@Aubrey:
Oj logika kuleje, kuleje.
Nie kupisz bo nie znasz. Ale ściągasz, bo co? Bo jednak znasz? To oczywiście tyczy się artysty jako tako.
A teraz dalej. Znasz artystę ale nie wiesz czy warto bo nie znasz płyty. No to włącz radio lub posłuchaj darmowych sampli, które znaleźć nie trudniej niż pirackie wersje.
No ale pomińmy tą niespójność i pójdźmy dalej w przykład, który przytoczyłeś.
Nie znałeś. Ściągnąłeś. Poznałeś. Idziesz do sklepu kupić?
Hej,
Nie chce się czepiać, ale sam również kogoś okradłeś :P zapewne nie celowo, wypadało by chociaż umieścić w stopce nazwę skryptu, z którego korzystasz. Przynajmniej w mojej interpretacji kodu na licencji GNU GPL :)
Wracając do tematu to według mnie jednak piractwo jest o wiele większym złem niż plagiat, bo po pierwsze (pewnie są wyjątki) jest na mniejszą skalę po drugie przynosi o wiele większe straty (również znajdą się wyjątki). Chociaż sam niczego nie piszę więc jestem stronniczy. :) Swoją hipokryzję tłumaczymy zamożnością producentów i straaasznie wysokimi cenami.
Pozdrawiam
Marcin
[...] antyweb.pl 11:33 AntyWeb | » Jak sobie tłumaczymy moralności Kalego? antyweb.pl/…maczymy-moralnosci-kalego… Pokaż reakcje /* */ inne strony z tej witryny + obserwuj co [...]
@JN:
Przykład z samochodem to zabieg PRowy jak sam wspomniałeś. Ma zaszokować i zwrócić na siebie uwagę. Sens natomiast jest dużo prostszy. I to, i to powoduje stratę materialną (nieuzyskanie korzyści to również strata).
Ktoś ciułał na auto a ktoś zabiera.
Ktoś ciułał przy mandolinie rok w studiu a teraz nikt nie kupuje utworu ale wszyscy słuchają.
To wbrew pozorom nie sa rzeczy odległe od siebie.
Chce posluchac artysty X. Plyta CD/mp3-ojka zakupiona “gdzies tam” ma DRM. Nie mam PC nie ma Windows …i nie ma IE. Mam za to Maka i iPoda. Nie mam mozliwosci zakupu w iTunes Store. Co mam zrobic? Kradne.
Chce obejrzec film. Czytam zachodnie recenzcje czy tez polskie zapowiedzi i dowiaduje sie, ze film na DVD/w kinie bedzie okrojony o kilka scen (jak, jeden z moich ulubionych horrorow Kinga – “The Fog”). Co moge zrobic? Kupic na zachodzie? Ok. Ale napisow mi zrobic juz nie wolno a jesli nawet wolno, to nie musze tego umiec. Co robie? Kradne.
Kradne w przy wielu takich “okazjach” i wcale nie czuje sie z tym zle. Z drugiej strony, jesli wytwornia/sklep/autor szanuje mnie i moj czas, kupuje jego tworczosc i supportuje w miare mozliwosci. W zeszlym roku na gry, programy i muzyke wydalem prawie 600,00 PLN. Sciagnalem muzyki i filmow mniej wiecej za 1/3 tego.
Podsumowujac – tak, to dystrybucja daje ciala, niestety co raz bardziej, serwujac co raz to wieksze “zabezpieczenia” i co raz bardziej absurdalne ograniczenia. Ja sie na to nie godze.
@Michal, nie, auto jest jedno. Masz je albo Ty albo zlodziej.
sfera kultura/sztuki i prawa autorskie to nie jest materia zero-jedynkowa. Mowimy o rzeczach niematerialnych, ktorych ilosc nie zmienia sie od sluchania / ogladania (nawet w naszym prawie masz dozwolony uzytek), mowimy o utworach, ktore powstaja w jakims kontekscie kulturowym napedzanym innymi utworami (pomowmy o autorstwie..)
strata materialna? jest sporo przykladow na to ze jest wrecz odwrotnie ale nie w tym rzecz, przeciez caly czas to Ty decydujesz czy pojdziesz i kupisz czy nie. gdzie zachodzi strata? bo nie kupiles chociaz mogles kupic? ale przeciez caly czas mozesz?
oznacza to de facto ze wartosc owego dziela jest na tyle mala ze JEDYNA motywaja do kupienia jest jego nieznajomosc ;)
(i tak po troche jest, dlatego mowimy o “przemysle” muzycznym)
to ciekawe z biznesowego punktu widzenia. kupilbys samochod ktorego w zyciu na oczy nie widziales? albo widziales tylko kawalek karoserii? (tak, zdaje sobie sprawe z roznic, ktore podkreslam na kazdym kroku, twierdze przez to tylko ze nie da sie porownac wartosci niematerialnych do materialnych, rozni je wszystko, od sposobu powstawania przez dystrybucje do sposobow koncumpcji i motywacji konsumentow)
temat poruszany tu i ówdzie co jakiś czas. argumenty w komentarzach powtarzają się (osławiona kradzież samochodu). według mnie do tzw. moralności kalego w tym temacie przyczynia się brak _nieuniknionej_ kary za kradzież. ilekroć czytam, że gdzieś na świecie ludzie cechują się wysoką kulturą (np. przestrzeganie przepisów drogowych) to zawsze po drążeniu tematu okazuje się, że stoi za tym system, w którym kara za wykroczenie jest nieunikniona (spróbujcie dyskutowac z policjantem w US). słówko co do zasadności obowiązujących systemów opłat – co TY zrobiłeś (legalnie) żeby zmienić system, z którym się nie zgadzasz? wiesz jaki pogląd na sprawę ma poseł na sejm, na którego głosowałeś? głosowałeś wogóle?
zostawiam tę parę słów do refleksji.. pozdrawim
Całe zamieszanie wynika z błędnego przekonania że utwory intelektualne (dowolne) mogą być przedmiotem własności. Proponuję zapoznać się z następującym tekstem:
http://mises.org/journals/jls/15_2/15_2_1.pdf
@JN:
1. To teraz mi powiedz gdzie jest strata Państwa, które karze za przemyt fajek bez akcyzy (nie, nie palę jakby co)?
2. To nie chodzi o to, że nie kupiłem choć mogłem. To chodzi o to, że cena cena usługi pod tytułem “możesz słuchać mojego utworu” kosztuje 29.99 PLN a Ty nie chcesz płacić ponieważ uważasz, że to nie jest warte. Ale jednocześnie słuchasz.
@JN:
Przesadzasz trochę. Analogicznie do tego co mówisz nie powonno się karać za przejazd na gapę tramwajem. Przecież przejazd jednej osoby, na trasie jednego przystanku. Przeciez to jest niemal nic nie warte w kontekście ruchu tramwajowego w ciągu całego dnia.
@JN:
A to ciekawe pytanie. Ciekawe bo nie wiem skąd. Ściagasz muzykę, której nigdy nie słyszałeś? Ani razu w radiu w telewizji. Strzelasz w ślepo w twórców, których nie znasz?
A jeśłi chodzi o samochód to po to się nim jeździ na próbę, ogląda identyczny model w salonie żeby kupić.
Analogicznie do muzyki słuchasz ją w radiu lub w Empiku przed kupnem.
Co do przykładu z samochodem:
Dziś nie płaci się już za materiał, tylko w większości za czas(czas pracy człowieka). Taki nowy samochód (za jakieś 60 000), na złomie to za jakieś 400 zł by poszedł. I gdzie się podziała ta różnica w cenie?
To samo się ma do muzyki, programu itd. Tam też ludzie muszą ciężko pracować.
A co do problemów z dystrybucją, fakt kuleje, ale kradnąc tego nie poprawimy, dodatkowo pogorszymy. Dlaczego?
Dlatego, że nie szukamy konkurencji która sprzedaje produkty lepiej, taniej itd.
Nikt się nie oburza, że nie ma w garażu Ferrari tylko powiedzmy Opla.
Nie lubisz wytwórni fonograficznych? To wejdź przykładowo na Jamendo i tam odszukaj sobie ciekawych artystów, posłuchaj ich muzyki, jak Ci się spodoba to przekaż im trochę grosza by mogli znowu coś ciekawego stworzyć.
Nie lubisz monopolu M$, nic prostszego… Zainstaluj Linuxa/BSD/(może MacOS).
Poszukaj programów za darmo, lub za grosze…
Ale oczywiście w garażu(komputerze) musimy mieć przecież Ferrarii, Jaguara…
A kradzieżą zabijamy tylko konkurencję i wzmacniamy monopole!
@Grzegorz Marczak
Nie neguję Twojej logiki, a na ogólne pytanie ogólnie odpowiedziałem pisząc o hipokryzji :) Michał Mech potem ładnie napisał, o co chodziło (thx :)
Nie poczułem się również urażony. Etap ściągania empeczy przeszedłem jeszcze w ubiegłym wieku, teraz jest tuba, tjunsy, e-radia, które mi wystarczają. Filmów nie ściągam bo lubię ‘cinema experience’.
Inną kwestią jest wykorzystywanie cudzego kontentu typu teksty, zdjęcia, ikonografia itp na blogasku. Teksty piszę sam, bez kopypasty, bez kreatywnego tłumaczenia, bez dodawania dwóch zdań komentarza do czyjejś krwawicy – moim zdaniem w przeciwnym wypadku zabawa w prowadzenie bloga mija się z celem.
Ale zdarza mi się wkleić fotę bez większej refleksji na temat (c). Tak długo jak blog jest dla fanu, tak długo nie mam z tym dużego moralniaka.
Jeżeli celem Twojego tekstu było wyciągnięcie osobistych wyznań, to v’oilla, mam nadzieję, że podobnie jak śniadanko smakowało :)
/p>
Grzesiek, co za timing:))))
Zapraszam 22 października do klubu Chłodna 25 – będzie Muniek Staszczyk, Kazik, L.U.C. może wpadnie Tymon Tymański, oraz ZPAV, ludzie z kancelarii prawnych, z “majorsów”, ludzie z mniejszych wydawnictw (SP Records), ktoś z PISF, Agory i TVN
Będziemy mówili o piractwie, kradzieży własności w sieci i propozycjach zmian prawa, podejścia, modeli biznesowych ze strony wydawców, autorów, fanów i konsumentów!
Całość pod patronatem dziennika “Metro”.
pozdrawiam i zapraszam
Odpowiednikiem zamieszczenia na swoim blogu cudzych treści byłoby w przypadku muzyki sprzedawanie płyty z cudzą muzyką ale okładką informującą, że jest nasza. W przypadku filmu takim odpowiednikiem byłoby zmienienie napisów początkowych i końcowych sugerujących, że reżyser, aktor itp. są inni.
Analogia z tekstu jest moim zdaniem nietrafiona.
Zgadzam się, że przyczyna wielkiej skali piractwa w naszym kraju jest fatalny sposób dystrybucji treści. Nie zależy mi na posiadaniu płyty CD z muzyką czy filmem. Wystarczyłaby mi (po zapłaceniu odpowiedniej kwoty) możliwość zapisania plików (np. mp3) na dysk albo na przenośny odtwarzacz. Jestem pewien, że w takich warunkach duża część dzisiejszych piratów byłaby w stanie płacić za treści.
@Michał Mech
Czasami ściągam rzeczy zasłyszane w radiu lub właśnie nieznane (zapoznaję się czasem z rzeczami, o których ludzie dużo piszą, żeby wiedzieć o co im biega). Czasami gdzieś w filmie coś umieszczą. Ale to za mało, żeby lecieć do sklepu i kupować płytę.
Argument z radiem jest częsty, ale tam grają tylko single, w ogóle kierowanie kogokolwiek do polskiego radia (nie mylić z Polskim Radiem) to właściwie już obelga — polskie stacje komercyjne grają 15 utworów na krzyż, tygodniami i do znudzenia. Dawniej kupowałem płytę, bo mi się singiel podobał. Czasami było fajnie, czasami trafiała się kupa (względna = mnie się nie podobało). W końcu zrezygnowałem z tej metody jako kosztownej. Ostatnio miałem taką sytuację: usłyszałem w radiu zespół, który miało genialny pierwszy singiel (moim zdaniem), niestety płyta się nie broni (jw.). Metoda radiowa też zawodzi.
Odpowiadając na ostatnie pytanie: tak, pójdę kupić, jeżeli płyta jest dobra. Ba, jeżeli trzeba będzie, to ściągnę ją nawet z Japonii, kiedy ta jest niedostępna nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Myślę, że dobra płyta się obroni.
Ale nie o mnie chodzi tutaj. Chodzi o pytanie: skąd założenie, że nie ściągnałby = kupiłby? Bo jeżeli nie ma ono podstaw, to wszelkie szacowanie strat artystów jest wzięte z sufitu.
(Powiedz mi proszę — i nie ma tu ironii z mojej strony — gdzie mogę znaleźć darmowe oraz legalne sample całej płyty w Internecie, bo nie kojarzę takich miejsc.)
@pz:
O przyczynasz każdy wie. Ja również wolę mieć mp3 i mam. Tyle, że staram się, mieć 100% pokrycia w płytach na półce. Wolałbym nie musieć.
Tylko nie o to pytał Grzegorz. Pytanie brzmiało dlaczego ludzie sobie usprawiedliwiają kradzież? To, że nie chcę płyty a tylko mp3 to nie usprawiedliwienie.
Podobnie możnaby usprawiedliwać kradzież jabłek na bazarze. No przecież ukradłem bo wredna baba mi nie pozwoliła zapłacić. A ja chciałem zapłacić. Kartą.
Moim zdaniem nie ma tu żadnej hipokryzji ani moralności Kalego, a teza jest postawiona trochę na opak z wymieszaniem pojęć. Czym innym jest ściąganie pirackiej muzyki z torrenta, a czym innym skopiowanie od kogoś tekstu ze strony, wrzucenie na własnego bloga i podpisanie go własnym nazwiskiem lub bez podania źródła. W pierwszym przypadku jest to typowe piractwo, a w drugim plagiat, który będzie plagiatem niezależnie od tego, czy jego ofiarą padnie bloger czy autor pracy magisterskiej.
Ludzie chcą płacić za materiały pobierane z internetu. Przykładem może być iTunes popularne w USA, którego domagają się iphonowcy z Europy.
Wypowiedzi kilku blogerów którym podprowdzono teksty to nie krzyk, tylko mały pisk. Nie spotkałem się z płatnymi stronami, a płatne ebooki sprzedają się całkiem nieźle na Allegro, wydawnictwa typu Złote Myśli sprzedające ebooki też cieszą się powodzeniem, o czym świadczą spore jak na nasz kraj prowizje wypłacane z systemów partnerskich. Jeśli miałeś na myśli bunt użytkowników Naszej Klasy przeciwko płatnym usługom na ich portalu, to gdybyś policzył ilu faktycznie się buntowało, to by wyszło że góra 10%, z czego tych faktycznie zbuntowanych było 1%, a reszta to przeklejacze. Podobne zdziwienie budzi to, że ci wszyscy protestujący naszoklasowicze po zakończeniu buntu nakupowali dużo eurogąbek i teraz bez pardonu opłacają nimi usługi. (Podobnie jest z napompowanym protestem przeciwko Śledzikowi, niby wielki protest, a tak naprawdę szum robi kilka osób na krzyż, na moim profilu widzę że jakieś 12 osób ze 180).
Jeśli już mamy porównywać dwie strony medalu, to weźmy pod uwagę, że tych domagających się czegoś za darmo jest 10,000 i przypada na nich 1 osoba produkująca treść. Producentów mamy w internecie garstkę, a odbiorców grube tysiące. Nie powinno się zestawiać ich głosów na równi, bo jest za duża dysproporcja. Poza tym jak już ktoś tu zauważył, “my” to nie niekoniecznie “oni” i na odwrót.
Jeśli chodzi o mnie, to ja jestem za płatnym dostępem do treści. Zawartość polskich portali jest na bardzo niskim poziomie i są tam same przeklejki z agencji prasowych. Chętnie zapłacę abonament za dostęp do portalu, który da mi profesjonalną treść. Chętnie też kupię muzykę i filmy w internecie, ale tak żeby mi one wskoczyły od raz na partycję, z pominięciem listonosza i programów do ripowania multimediów.
@Aubrey:
Przykładowo Jamendo
@Michał Mech
Mam nadzieję, że nie zostanie to odebrane jako czepialstwo z mojej strony, ale pytanie w tytule brzmi: “Jak sobie tłumaczymy moralności Kalego?” (nie powinna być “mentalność Kalego”?). Między tłumaczeniem a usprawiedliwianiem się jest jednak różnica. I tak — niedostateczne kanały dystrybucji są dobrym wytłumaczeniem. Wymuszanie posiadania drogiego krążka w pudełku na półce po to tylko, żeby sobie zrobić mp3 powoduje zbiorowe obywatelskie nieposłuszeństwo. Fajnie by było, żeby ktoś miast pisać o kradzieży samochodów wymyślił jak odpowiedzieć na to zapotrzebowanie, z np. strumieniowym odsłuchem płyty po to, żebym wiedział, czy to nie jest jednosinglowy gniot oraz możliwością kupna. Radiohead, Nine Inch Nails czy Saul Williams zdecydowali się na nietypową metodę dystrybucji i okazało się to działać. Ale musieli to zrobić poza wielkimi firmami, o których Trent Reznor powiedział przed wydaniem “Ghosts I-IV”: “Ich nie interesuje muzyka, oni chcą sprzedawać plastikowe krążki”.
(I tak nawiasem mówiąc, to praktycznie nic już nie ściągam. Odkryłem sympatyczne radio.)
@Sławomir Wilk:
Ja tam tak wielkich różnic nie widzę (w obu przypadkach autrzy mają prawd do decydowania co się z ich utworami dzieje) – a pytanie było inne. Dlaczego ci sami którzy na co dzień są piratami tak dbają o to , żeby nikt nie popełnił plagiatu.
Dlaczego jest usprawiedliwiane ściąganie muzyki, programów i filmów a nie jest usprawiedliwiane kopiowanie czyichś testów. W obu przypadkach stratny jest twórca.
Wielkie dzieła za mną nie stoją, a właściwie wszystko co “produkuję” w internecie jest na licencji “Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.” Jak ktoś chce korzystać, niech korzysta do woli, jak ktoś nie ma honoru i będzie się pod tym podpisywał – jego sprawa. Ja nie robię kasy ani nie nadrabiam na własnej popularności wykorzystując czyjeś utwory. Także jakiegoś kaca moralnego po tekście (szczęśliwie) nie mam.
@Aubrey to prawda radio to nie zawsze dobre kryterium ale jednak kryterium. Lepsze czy gorsze zależnie od rodzaju muzyki i stacji.
Poza Jamendo jest jeszcze Sporify, którego daje się używać w Polsce, choć dopiero za jakiś czas ma być u nas wprowadzony.
Dodatkowo mam pytanie czy znasz cennik na Last.fm? Być może żądając braku opłat żądasz za dużo. Istnienie opłat nie jest złe. Zobacz jakie są.
@Grzegorz Marczak
Kiedy ja właśnie pytam: skąd ta pewność, że jest stratny artysta, którego płytę ściągnięto z Internetu?
I muszę się zgodzić, że plagiat to co innego jest. Nawet jeżeli również przynosi stratę.
Myślę, że raczej cieszysz się z faktu, że tysiące czytelników ściągają na swoje komputery Twoje teksty, by, bez uiszczania żadnej opłaty, bezwstydnie je sobie przeczytać.
@Michał Mech
Miałem wykupioną subskrybcję na Last.fm, ale tam można było słuchać tylko losowanych utworów (niemniej ten system mi pasował), wybrane i całe płyty mieszkańcy tylko kilku krajów (o co były wielkie bunty użytkowników, ale tutaj się kłaniał nasz ZAIKS — i pokrewne — raczej, który chciał za dużo pieniędzy, podobnie YouTube’a położyli).
Co do Jamendo, to właśnie alternatywna droga dystrybucji, ale coś, czego singiel usłyszałem w radiu, nadal jest poza dostępem.
A, i nie żądałem braku opłat. (Nie mogę edytować niestety.)
@Aubrey:
I właśnie tu mamy wybór, faktem jest że w Jamendo nie ma tego co i w radiu jest. Natomiast jest tam wiele ciekawej muzyki, na którą każdego stać! Słuchając muzyki to prawie jak oglądanie reklam, no ale nie wszystko co na reklamach musi się mieć. Gdyby ludzie nie kradli utworów, to by szanowali swoje pieniądze i wybierali tylko najlepsze rzeczy na które ich stać. W takim systemie model Jamendo stał by się bardzo popularny, a i pieniądze szył by do naprawdę dobrych artystów.
Mysle ze spokojnie mozna “pozyczac” sobie teksty i je udostepniac innym. Na codzien jest to powszechna praktyka – gry, filmy itd. ;)))
–
Czy zarbiasz na czyms czy tez piracisz dla wlasnego uzytku, nie ma znaczenia.
Jedno i drugie jest korzyscia, ktora sie osiaga bez zgody autora, bez uiszczenia oplaty.
[...] antyweb.pl przed chwilą AntyWeb | » Jak sobie tłumaczymy moralności Kalego? antyweb.pl/…maczymy-moralnosci-kalego… Pokaż reakcje /* */ inne strony z tej witryny + obserwuj co [...]
Ja osobiście ściągam ile się da i często rzeczy, których zupełnie nie znam. Wchodzę na torrenty jak do sklepu, czy na jakiekolwiek inne rapidshery. Słucham ciągle i ciągle.
Po prostu kocham muzyke :)
Jako, że kocham muzę to jestem na około 20, 30 koncertów rocznie i tak sobie myślę ze ta forma bezpośredniego wsparcia artysty najbardziej mi odpowiada:)
Ps.
Sztuka przetrwa, przemysł fonograficzny mam zdecydowanie daleko w ciemnym miejscu i tak sobie myślę, że nawet zależy mi na jego upadku.
Ps2.
Co by wrócić do treści wpisu, podpisanie się pod czyimś tworem, a skopiowanie i podanie źródła to chyba dwie osobne kwestie.
Prawo autorskie zostało wymyslone aby bronić autora przed autorem, a nie przed klientem, słuchaczem, widzem. Dziś wykorzystuje się do wmówienia nam że nie mamy prawa do np. odsłuchania muzyki w celu decyzji. Nie możemy zwrócić filmu, muzyki, często oprogramowania, które nas zawiodło.
Może nazwijmy to jescze mocniej np. pedofiliją muzyczną, zabijaniem artysów, terroryzmem.
Żyjemy w innym czasach gdzie funkcjonalność wyprzedza prawo. Dobra sztuka i twórcy obronią się sami. Mam gdzieś że jakiś biedny artysta po 2 latach w studio nagraniowym wypuszcza chłam, którego ja nie chcę kupić. Często jestem ciekawy czy muzyka jest dziełem godnym uwagi i ściagam. Jeśli mi się spodoba kupuję, ale nie chcę płyty CD chcę MP3 , mam mieć prawo do pożyczenia MP3, DVD, Książki. Z oprogramowaniem jest inaczej bo zgadzamy sie lub nie zgadzamy się na licencje – czyli prawny zapis że jako klient nie mam żadnych praw.
Powinniśmy skupić się bardziej jak to możliwe że daliśmy sobie tak namieszać w głowie.
@Fizista, myślę, że to się powoli staje. Skoro Jamendo istnieje, to znaczy, że się to sprawdza. Gdzieś ostatnio czytałem, że zmiana przyjdzie, jak starych na stołkach zastąpią ludzie, którzy ściągali mp3 i nie boją się tego.
No i czy wreszcie ktoś mi odpowie na moje pytanie: skąd ta pewność, że jest stratny artysta, którego płytę ściągnięto z Internetu?
@Dawid:
A samochód możesz zwrócić?… Dziwna logika…
@department:
A co z artystami, którzy powiedzmy nie dają koncertów(z różnych przyczyn)? Słuchasz ich muzyki i co dalej? Czy ten sposób honorowania jest sprawiedliwy?
A czy nie lepiej uszanować wolę (pośrednią/bezpośrednią) artysty i honorować jego prace w ten sposób jaki on by chciał?
mnie np. wk####a dzieciarnia z photoshopami ściągniętymi z netu
niech se głąby jedne zarobią na oryginały i pootwierają firmy, niech wystawią faktury i zusy popłacą, a nie robią stronki po 5 zł
tyle mam do powiedzenia o piractwie
@Aubrey:
@Aubrey celem każdego artysty (no powiedzmy, że jednym z wielu) jest to żeby napisać utwór, którym uradowany słuchacz będzie się cieszył przy każdym odsłuchaniu w domu.
Kontrakt między artystą jest prosty ja Ci daję radość a Ty mi dajesz złotówkę za każdy utwór.
Sytuacja kiedy teraz Ty słuchasz jego utworu nie płacąc mu złotówki jest sytuacją kiedy artysta nie zarobił złotówki. Jest stratny zeta.
Wiele osób prowadzi krucjatę pt “treści powinny być wolne”. Czytałeś Lessinga może?
I wiele osób nie oburza się gdy ktoś wykorzystuje ich treści, w tym komercyjnie. Przykład? Licencja niusów na OSnews.pl, licencja recenzji na Filmaster.pl.
Pewnie jestem w mniejszości, ale dla mnie treści multimedialne czy tekst to jedna bajka i powinnismy dążyć żeby jak najwięcej z tego było dostępne na wolnych licencjach.
@fizista
Są jazdy próbne. Mieszkanie można obejrzeć, spodnie można przymierzyć. Lecz analogia mimo wszystko nie jest trafiona. Film ‘przymierzysz’ przez trailer czy recenzje, książkę podobnie. Z muzyką jest najtrudniej, lecz od czego radio (w tym internetowe) czy muzyczne telewizje (w tym tuba).
Wiele osób z komentujących popełnia błąd zakładając, że każdy utwór jaki jest (w necie) mogą z niego korzystać za darmo. To błąd – nigdzie nie ma napisane, że kultura (muzyka, książki, filmy, gry itd) Ty musisz być ich konsumentem. Nigdy i nigdzie nie było tak aby WSZYSTKICH było stać na konsumpcję kultury.
Gdzie jest napisane w konstytucji, że na koncert tenora operowego światowej sławy bilet musi kosztować tyle żeby bezrobotny Pan Ziutek mógł go kupić? Kto wymyślił, że każdego musi być stać na nową płytę Madonny czy? To absurd.
Jeśli ktoś (wydawca, autor, wytwórnia) sprzedaje płytę a Ty uważasz, że jej cena jest dla Ciebie za wysoka ale pomimo to ściągasz ją aby “posłuchać i zdecydować” czy jest fajna popełniasz wykroczenie ponieważ umniejszasz przychody artysty, wydawcy, wytwórni.
Dlaczego? Ponieważ gdyby każdy deklarujący, że po wysłuchaniu płyty, która mu się spodobała pójdzie do sklepu i ją kupi okazało by się, że artyści zarabiają krocie i żyją “dolce vita” podczas gdy jest dokładnie odwrotnie. Zdecydowana większość ludzi, którzy mają pliki płyt czy filmów nie kupuje nic “w realu”.
Tym bardziej nie pójdziesz na koncert bo a) musisz dojechać b) zapłacić za wstęp c) kupić hot doga i piwo d) czasami przenocować. Ponieważ artyści tracą na sprzedaż to podnoszą ceny koncertów – w Polsce znane kapele i artyści już liczą sobie więcej za występ niż koledzy z zagranicy. Fajna zależność, co?
Dane (polskie i zachodnie) pokazują, że 95% internautów ściągających pliki (legalnie i nie). W Polsce 85% ludzi w wieku 15-24 lata (badania dziennika Metro) akceptuje i nie rozumie za co ma płacić – to nie jest kwestia mentalności albo braku elemenatrngo wychowania i świadomości, że nie wszystko co jest “w sieci” jest darmowe.
“Wypożyczanie” produktów to kompletna bzdura wymyślona na usprawiedliwienie kradzieży. Czy pójdziesz do teatru i zapłacisz za bilet tylko wtedy gdy spektakle Ci się spodoba? Proszę pokazać mi autora, który chcąc żyć z tego co tworzy zgodzi się na dobrowolną opłatę (powtarzam taki, który czerpie podstawowe dochody a nie Radiohead, który z koncertów robi 80%-90% swoich zarobków). Nie ma takich ludzi.
Wiecie ile kosztuje nagranie płyty w dobrym studio z dobrymi muzykami? Ile kosztuje wyprodukowanie choćby niszowego filmu na przyzwoitym poziomie? Ile kosztuje markteting i PR (nie, wszystkiego nie da się zrobić za pomocą myspace i facebooka ergo za free).
Zejdźcie na ziemię – nie stać Was na płyty, filmy i gry więc je kradniecie szukając wymówek, że “koncern was okrada”, “cena jest za wysoka” czy “zapłacę jak mi się spodoba”. To jest gadanie biednych dzieciaków które nie mają hajsu na płytę za 60 pln ale mają w domu net, który opłacają rodzice. Wielcy “wywrotowcy systemu” za mamusiną pensję..
Spróbujcie zatem tę samą logikę zastosować do “innych wielkich koncernów” ZUSu, Urzędu Skarbowego, swojej spółdzielni czy operatora telekomunikacyjnego – nie możecie bo was szybko złapią?
O i macie odpowiedź – kradniesz bo wiesz, że Twój czyn nie jest tak prosto wykrywalny i karalny. Kradniesz bo to jest (obecnie) proste, ot dwa kliknięcia i filmik leci. Kradniesz bo według Ciebie artysta X to dureń co nagrywa płytę w jeden dzień bez żadnych0 kosztów i pewnie sra kasą więc “mu się należy”.
Fajnie będzie jak kiedyś pójdziecie do pracy, zaczniecie dostawać odcinki ZUS i będziecie się wkurwiać, że znowu cena światła poszła w górę i paliwo na stacji drożeje.
Wtedy zrozumiecie, że “artysta X” którego tak chętnie nagrania ściągaliście (bo go lubię, powinnieć być dumny, że tylu fanów go słucha!) też płaci rachunki, kupuję chleb i browar i marzy o tym żeby jego płyta sprzedała się lepiej niż ostatnia to może stać go będzie na remont studia i kupno sprzętu…
Polecam co wysmarowałem kilka miesięcy temu:
http://blog.kurasinski.com/2009/06/30/ach-ci-dobrzy-piraci/
http://blog.kurasinski.com/2009/07/17/dzieci-albionu-2/
http://blog.kurasinski.com/2009/07/14/pokolenie-bez-zobowiazan/
@Artur – sam bym tego lepiej nie ujal. Zgadzam sie w 100%. Teraz banda malolatow szuka wymowki – wlasnie jak napisales – ze “koncerny nas okradaja” lub “czasy sie zmienily”.
-
Niedawno kupowalem Maca – dlaczego nie skoczylem do sklepu, wyrwalem MB sprzedawcy z reki i nie powiedzialem: wiesz, chce sobie go wyprobowac i moze kupie jak mi bedzie odpowiadal. To jest bardzo oczywiste – bo zanim bym sie obejrzal siedzialbym w pierdlu za to. A MP3, oprogramowanie (nad ktorym pracuje kilkaset osob – np. AdobePhotoshop), filmy (mega koszta) bardzo latwo sciagnac bez odpowiedzialnosci.
Ale zeby lepiej sie poczuc i usprawiedliwic – opowiada sie bajki o zlych koncernach ktore poprostu chca normalnie zarabiac (i jeszcze to zdziwienie, ze robia co moga zeby sie utrzymac na rynku).
Kwestia cen – nikt nie patrzy na to ze malo zarabia, tylko na to ze go na cos nie stac – i wtedy to wina dystrybutora (ktory napewno jest odpowiedzialny za to ze malo zarabiasz, right?).
@Michał Mech
To pewne uogólnienie z tym kontraktem, ponieważ wielu ludzi udostępnia na licencjach CC czy nawet w domenie publicznej (niech będzie, że jestem precyzyjny), ale tak samo stratny jest, kiedy tej płyty posłucham u znajomego albo na tarasie jak sąsiad głośno puści (na ogół disco polo, ale to też artyści). Poza tym nie płacę od odsłuchu, tylko zakupu plastikowego krążka. Co z nim potem robię to moja sprawa. Mam w swojej płytotece wydawnictwo, z którego wysłuchałem dwa utwory i wyłączyłem, po czym więcej doń nie wróciłem (paradoksalnie: była nie do ściągnięcia znikąd i po zakupie dowiedziałem się dlaczego). Ten zespół też zarobił za całą płytę, chociaż jej nie przesłuchałem. I analogicznie — gdybym kupił jedną płytę i słuchał jej w nieskończoność, raz za razem, to autor również dostaje zryczałtowaną opłatę za kawałek plastiku, a właściwie jakiś tam procent, bo “pośrednicy”. Zatem nie w tym rzecz. Poza tym jednak koncerty — rzecz, która się spodobała przyciągnie na koncert. Zatem płyta sama w sobie nie przyniosła zysku, ale napędziła machinę koncertową. A płyta, której nie słucham nie wyśle mnie na żaden koncert. W liceum, kiedy byłem mamusinym wywrotowcem, ściągałem różne płyty, które obecnie (po wielu latach) kupuję. Gdybym ich wtedy nie ściągnął i nie pokochał nastoletnim uczuciem, to teraz pewnie nawet nie wiedziałbym o ich istnieniu. Czy strata się niweluje w ten sposób? Jeżeli tak, to artysta jednak zarobił. Nie od razu, ale to i tak nieźle, zważywszy, że wielu ludzi dopiero po śmierci zostało docenionych.
@Artur Kurasiński
Czy dysponujesz jakąś podkładką na temat tej zdecydowanej większości ludzi? Jakieś badania, ankiety?
A jeszcze mam pytanie do autora notki: skąd to zdjęcie będące ilustracją? To z jakiegoś filmu czy coś? Nie widzę, żeby autor był podany. I to w notce, w której utyskuje się nt. niepodawania źródeł. Czy to zamierzona ironia?
Proszę wybaczyć, ale nie mogę tego czytać. Kradzież (obojętne tekstu, zdjęcia, nagrania, audio, wideo) jest kradzieżą. Pisałem o tym i bardzo byłem krytykowany jak śmiem “zamachnąć się na wolność w internecie”.
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pasozyty_zeruja_na_serwisach_i_nieswiadomych_internautach_87856.html
Po drugie ktoś jednak walczy o prawa autorskie http://www.wiadomosci24.pl/artykul/po_pierwsze_nie_kradnij_88161.html zresztą, wielu dyskutantów wspomina tutaj o licencjach CC.
Po trzecie hołdowanie przeświadczeniu, że w internecie wszystko wolno, że rządzi pokolenie “dzieci Neostrady” kończy się tak jak w tym przypadku http://www.wiadomosci24.pl/blog/kradziez_zdjec_z_wiadomosci24_pl_lukasz_walczy_o_swe_prawa_111942.html
Najlepszą odpowiedzią na to jak ludzie tłumaczą sobie podwójną moralność i okłamują siebie, że nie są złodziejami jest lektura komentarzy w tym wątku :).
Tłumaczenie tekstów ludzi o podwójnej moralności
@Aubrey:
rozumiem, że od dzisiaj udostępniasz swój samochód, mieszkanie w czasie kiedy go nie używasz nam wszystkim :). Byc może jak będziesz chciał sprzedać kiedyś auto/mieszkanie to łatwiej jej kupimy :)
@piotr:
Nie mogę kupić mercedesa w wersji limitowanej z nawigacją i niebieską tapicerką skórzaną bo dostepny jest tylko w Niemczech. Na dodatek nie mogę w polsce mieć rejestracji z DE – co robię – KRADNĘ
@department:
Kradnę samochody gdzie się da i jeżdżę nimi ile chcę. Od czasu do czasu wysyłam czeki do firm motoryzacyjnych – to moja forma wsparcia :)
@Dawid:
nie mogę zwrócić do salonu po roku auta, które nie jeździ dokładnie tak jak chciałem (i uwaga: jak się nie podobał film to zwracasz bilet w kasie ?)
Cykl przejściowy etapu cywilizacyjnego od dostrzegania wartości w rzadkich przedmiotach (że już pominę PRL i przejdę do III RP) do dostrzegania wartości cudzej pracy w łatwych do zwielokrotnienia przedmiotach informacyjno-kulturowych. Wiele tresury jeszcze trzeba, żeby ucywilizować gawiedź w tym względzie. Moralność w tym temacie to nie jest takie oczywiste coś – to wytwór amerykański dla potrzeb zaprzężenia obywateli do nowego rodzaju gospodarki. Poza tym faktem, że kradniemy z Holywood, a utożsamiamy się z własnymi utworami w Internecie w Polsce (nie, Amerykanie, wcale nie sądzą, że Polacy są takimi samymi ludźmi jak oni), to wyjedź poza dobrze prosperującą Warszawę, oceniając postępowanie Polaków.
@Michał Mech
“Pytanie powinno brzmieć: “Jak tłumaczą sobie Ci, którzy wykazują się podwójną moralnością”
A odpowiedź jest w gruncie rzeczy prosta. Tłumaczą to sobie … głupio. Bo żadnego mądrego uzasadnienia nie ma.”
Bo Pan mózgu nie ma, bo indoktrynacja liberalną myślą zachodnią zastąpiła empatię do ubogich krajan.
“Już słyszałem wiele idiotycznych tekstów: “bo płyty drogie”,”
Sam jesteś, K*, idiotyczny. Płyty są za drogie w stosunku do tego, że wielkie koncerny już na tym etapie muszą polskimi mediami popędzać społeczeństwo do konsumpcji muzyki pop – i to w gospodarce, która ledwie na podstawowe rachunki ludziom daje. Nie mówie o wielkich polskich miastach. A płyty muszą kosztować tyle, co na zachodzie, bo się prezesowi wrócą płytki przez granicę na ponowną sprzedaż.
“bo nie ma tego w Empiku”,
Naprawdę jest ktoś tak mówiący? A pytasz w kontrze, czy na Merlinie nie było?
“bo wytwórnie za dużo zarabiają”,
No bo zarabiają. Rozumiem, że masz ślepą plamkę na zagadnienia polityczne i jak prawo każe Ci zabić matkę, bo ZUS nie ma z systemu na jej emeryturę (bardzo realne), to posłusznie wykonasz.
“bo mam duże potrzeby a nie stać mnie na tyle płyt”, …
infojunkie – niech spoczywa w pokoju; ciekawe kiedy ktoś taki odkryje, że ma duże potrzeby na rozmaite narkotyki i odpłynie ze społeczeństwa w niebyt
Uwaga wszyscy – utwory informacyjne to nie przedmioty materialne – paralele są nie na miejscu. Własność na przedmiotach materialnych zdołał sobie wyobrazić prawie każdy przez całe życie (jak patrzę na ludzi z dworca, to wątpię, że zupełnie każdy), natomiast własność na wyprodukowanej informacji wymaga jeszcze lat pracy polityków, klechów i szkoły – nie ma co tu koordynować światopoglądów teraz na tym blogu. Czytać prawo.vagla.pl, czytać.
@Michał Mech “Kontrakt między artystą jest prosty ja Ci daję radość a Ty mi dajesz złotówkę za każdy utwór.
Sytuacja kiedy teraz Ty słuchasz jego utworu nie płacąc mu złotówki jest sytuacją kiedy artysta nie zarobił złotówki. Jest stratny zeta.”
Płać mi miliard złotych za czytanie ciebie – albo cię j…ę bombą atomową! Konsumuj moją kulturę, beyatch! Wszyscy mi płacą. Wszycy się samookreślają na lastfm ilością wpłaconych mi pieniędzy. Będziesz green i w ogóle. No przecież w telewizji podali za zagranicznymi mediami, że minister G mi płacił, premier T chciał płacić, generał C płaci. Nie spróbujesz dowiedzieć się, jakie orgazmy oni mają? Zaraz podam konto. Istnieje możliwość “trial period” za 500 milionów. No przecież moja bytność jest podstawą cywilizacji zachodniej – płać k płać. Już zaksięgowałem twój dług u mnie.
PS – w ogóle wkrótce będzie pora przeorientować ekonomię na samookreślanie się przy pomocy rodzaju posiadanych piórek we włosach – w pakiecie dołączam kukułcze piórko.
(jak by jakiś Echelon czy inne służby specjalne ten komentarz czytały – to zastrzegam, że to w ramach dowcipu)
Jestem zdegustowany Grześku jak wszystko pomieszałeś. Zrobiłeś z tego bezsensowny gulasz, papkę. (Poniżej używam dużych liter nie po to żeby krzyczeć, tylko dla podkreślenia słów.)
A Ty Arturze Karasiński KOMPLETNIE i ABSOLUTNIE nie masz racji.
Po pierwsze – i jest to najważniejsza sprawa – żaden odbiorca utworów NIE OKRADA ani twórcy, ani koncernu ani sprzątaczki ani nikogo innego.
Nawet gdy ściąga z sieci, kupuje od pirata czy mu się to śni w koszmarze.
Przykro mi to powiedzieć, ale ludzi, którzy nazywają swoich odbiorców ZŁODZIEJAMI są DEBILAMI lub OSZOŁOMAMI lub zwykłymi oszustami.
Przepraszam, ale mam dość ludzi, którzy wyzywają innych od złodziei choć nie mają do tego żadnego prawa.
W aspekcie praw autorskich złodziejem może być tylko ktoś kto przypisuje sobie cudzy utwór (czyli plagiator) lub Ci którzy zarabiają na cudzej twórczości, ale nie płacą za to twórcom odpowiednich tantiem. Czyli tzw. “piraci” oraz… koncerny. Tak właśnie – koncerny. To one najbardziej okradają twórców vide choćby rynek DVD , czy telekomy masakrycznie okradający twórców treści internetowych.
Jak widać z powyższego w żadnym przypadku nie mieszczą się odbiorcy utworów.
Oczywiście – jeżeli konsumując utwór i uzyskując korzyść z tego (dobry nastrój czy inne) a w zamian nie odwdzięczają się twórcom to popełniają nadużycie.
Tyle, że jest to nadużycie czysto moralne. Miałem korzyść a się nie odwdzięczyłem. Nie ma żadnej kradzieży ani innego podłego czynu.
Ludzie mogą więc legalnie ściągać i się tym dzielić z innym ile tylko ich dusza zapragnie. Tym bardziej, że za każdy nośnik, za każde urządzenie rejestrujące, pobierana jest opłata na rzecz twórców!
Co do piractwa to za jego skalę odpowiedzialne są TYLKO i WYŁĄCZNIE pazerne i głupie koncerny.
To one zamieniły RYNEK – czyli miejsce wymiany obopólnych korzyści – na ubitą ziemię, miejsce walki. Klienci może są głupi, ale nie lubią być bezczelnie dymani.
A jeżeli ten sam utwór – np. film – w najlepszym odbiorze (kinie) przynosi twórcom 1 dolara, 1 dolara z VHSu, a na DVD ten sam film kosztuje 30-50 dolarów to jest dla nich oczywiste, że są dymani.
To koncerny wymyśliły regiony,sregiony, DRMy i inne durnoty zamiast dać ludziom możliwość KUPIENIA legalnych wersji za AKCEPTOWALNĄ cenę.
I ułatwiać im te zakupy jak tylko się da, a nie utrudniać jak tylko się uda wymusić przekupywaniem Władz.
Co do twórców serwisów/blogów itd. obruszających się na kopiowane treści to nie ma tu mentalności Kalego tylko normalne oburzenie na plagiat.
Śmieszą mnie głodne gadki o braku moralności Internautów, wkurzają bezdennie głupie i oszołomskie gadki o złodziejstwie itp.
Ten kto powinien się pokajać to niektórzy twórcy i większość koncernów.
I przeprosić odbiorców za zniszczenie rynku.
pozdrawiam
@Arnold,
Korzystanie z czegos bez pozwolenia, jest zlamaniem prawa. Latwy dostep do tresci (mp3, film, soft) dzieki technologii niczego nie usprawiedliwia. Nadal masz dostep do tresci BEZ POZWOLENIA.
To jest logiczne.
Tutaj nie ma zadnego “ale”.
Masz pozwolenie – korzystasz – nie masz pozwolenia – nie korzystasz.
Ceny nie maja nic do tego. Jezeli nie stac Cie na zakup Porsche, to go nie KRADNIESZ zeby z niego korzystac. Poprostu z niego nie korzystasz.
Kazde ustepstwo w tej materii, bedzie prowadzilo do anarachii.
Ja jestem autorem. Tworze tresci. Nie chce zeby ktos z nich korzystal. Ale taki typ jak Ty, chce z nich korzystac bez mojego pozwolenia. To jest fair?
@Arnold – Dzieki, że Ty ZAWSZE wiesz lepiej. Naprawde bez tego drobnego elementu zycie byloby smutniejsze.
Niestety poniewaz ABSOLUTNIE sie nie zgadzam z Toba wiec na tym mozemy zakonczyc nasz skromny dialog.
Zycze Ci abys kiedys posmakowal co znaczy “byc twórca” dymanym przez “fanow”, ktorzy nie kupia Twoich plyt na MySpace (placenie przez PayPal? Obciach) ani nie pojda na koncert (za daleko! za zimno!) ani nie nabeda Twojego filmu (eeee widzialem to juz!) ani ksiazki (ale gowno!) czy gry albo programu komputerowego (Glupie Adobe Flash za 2 tys. pln? Posralo ich?!).
Tak na jeden jedniutki dzien. Potem mozesz pisac co chcesz.
dc1: Złamaniem jakiego prawa? Boskiego, “naturalnego”, tureckiego, rosyjskiego?
Od kiedy to jest złamaniem prawa słuchanie, oglądanie, czy czytanie jakiegoś utworu bez pozwolenia? Kto ma mi dać to pozwolenie? Autor? Bzdury wierutne dc1.
Wybacz ostre sformułowania, ale mierzi mnie już powszechne p…..lenie banialuków w tej wojnie koncernów z ich klientami.
Daruj też sobie analogie z kradzieżą – są czysto oszołomskie bo takich analogii nie ma. Jeszcze raz powtórzę – prawa autorskie dzielą się na osobiste i majątkowe.
Osobiste to więź autora z utworem – niezbywalna i mogąca zostać jedynie ukradziona przez plagiatora. Tak plagiator jest złodziejem jeśli przypisuje sobie autorstwo cudzego utworu.
Majątkowe prawa to prawa do DOCHODÓW z EKSPLOATACJI utworu na konkretnych polach EKSPLOATACJI .
Żaden odbiorca NIE EKSPLOATUJE UTWORU – on go KONSUMUJE.
Wobec tego odbiorca – nie może twórcy ukraść żadnych praw majątkowych!
Prawa majątkowe kradną tzw. piraci oraz koncerny – jeśli płacą za mało lub w ogóle nie płacą twórcą bo i tak bywa.
Jeżeli ktoś nie rozumie tak ELEMENTARNYCH spraw to nie powinien w ogóle zabierać głosu. Oczywiście przedstawiciele koncernów rozumieją je doskonale, ale wolą mącić ludziom w głowach i robić ze ściśle zapisanych praw jakieś rozmyte “prawa boskie” i pie….lą niemożebnie o złodziejstwie.
Tworzysz treści i chcesz mieć nad nimi pełną kontrolę to – zostawiasz je w szufladzie.
Jeżeli je rozpowszechniasz, wprowadzasz w obrót to przykro mi – tracisz prawa do pełnego kontrolowania utworu, dawania jednym praw do jego odbioru a innym go zabraniania. To czysta logika. Nie muszę pytać autora czy mogę przeczytać kartki z jego książki – biorą książkę i czytam. Ani tego czy mogę oglądnąć film w telewizji – włączam i oglądam, ani o to czy mogę słuchać jego muzyki – a nuż ktoś obok stoi autem z głośnikami ustawionymi na maksa.
Nie dajmy się ześwirować – autorom przysługują tylko dwa prawa – do autorstwa (podpisania) ich utworu i do tego by czerpać korzyści finansowe jeśli ten utwór jest eksploatowany. I to wszystko. Koniec. Kropka.
Tak na marginesie to -sprawa twórczości ma jeszcze dwa elementy odróżniające ją od świata materialnego. Pierwszy to niezastępowalność. Nie zastąpisz jednego utworu innym, samochodu innym – tak. Drugi, że korzystanie z utworu nie pozbawia tego innych nawet w tym samym czasie.
Arturze Kurasiński – Nie. Nie ZAWSZE wiem lepiej. Choć przeważnie ;)
Bardzo mi się podoba stwierdzenie “być dymanym przez fanów”. Idealnie pokazuje jak niektórym twórcom poprzewracało się w głowach.
Przez całe tysiąclecia twórca cieszył się jak miał mecenasa i nie musiał prezentować się na jarmarkach gdzie niezadowolona z utworu tłuszcza zamiast groszem mogła sypnąć kamieniami albo i gorzej. Teraz niektórzy uważają, że
(sic!) “są dymani przez fanów”. Żałosne! Zawsze miałem ambiwalentne odczucia wobec ludzi, którzy gardzili swoimi klientami zamiast ich szanować.
Dla Twojej wiadomości – napisałem kilka książek, parę filmów się nakręciło i opłaciło stworzenie płyty. Wszystko to grasuje po sieci, ludzie do mnie piszą, zagadują, rozmawiają – nawet do głowy mi nie przyszło by pluć na kogokolwiek z nich. Ostatnio nawet zwróciłem kobiecie za zakup e-książki bo cytuję jej słowa “tzn chodzi mi o to że tą książkę znam dobrze i oczekiwałam czegoś innego (tą książkę można pobrać za darmo z różnych stron) “.
A może powinienem ją zbluzgać i jeszcze zapodać na policję, że ma nielegalną albo piracką wersję?
Co do cen to choć mówiłeś to z przekąsem to – tak! Zdecydowanie posrało koncerny z cenami jakie wymyślają na swoje produkty.
I na koniec jeszcze raz przypomnę – wszelkie nośniki i urządzenia rejestrujące/kopiujące obciążone są dodatkowymi opłatami na rzecz twórców.
Po to właśnie byśmy mogli kopiować do woli i mieć czyste sumienia.
Uwzględniając to gadki o złodziejstwie są już totalną bezczelnością twórców.
pozdrawiam
I żeby było jasne – nie mówię, że powrót do “tysiącletnich korzeni” jest tym co jest dobre. Twierdzę tylko, że konieczny jest powrót do rynkowych zasad, czyli miejsca gdzie warunki wymiany w tym ceny wyznaczają obie strony, a nie gdzie jest narzucana przez jedną dominującą stronę. Stronę, która dziś toczy zwykłą wojnę ze swoimi klientami i ogranicza ich prawa, nawet te już mocno okrojone.
@Mariusz
Analogia z samochodem jest błędna, ponieważ kiedy osobnik A kradnie osobnikowi B samochód, to osobnik B go nie ma, nie może z niego korzystać. Analogią tutaj byłoby: osobnik A kupił sobie najnowszą płytę Kazika, a osobnik B w przebraniu ninja (maskę można łatwo zrobić z czarnego podkoszulka) ukradł tę płytę i osobnik A nie może jej słuchać, bo jej nie ma. Jeżeli osobnik B zamiast kraść tę płytę — dalej w przebraniu ninja oczywiście — robi zrzut na mp3, to płyta pozostała do słuchania osobnika A.
Tego tyczy się kradzież — zabrania fizycznego przedmiotu. Ściąganie płyty, nawet jeżeli naganne, wymaga innego podejścia. Dlatego nie pada to na podatny grunt. Dla ludzi to abstrakcja. Jak napisał Arnold: kradzieżą byłoby, gdybym nagrał piosenkę Kazika i podał się za jej autora.
I dalej: kupuję płytę wykonawcy i robię zrzut mp3, żeby słuchać z telefonu (niestety jest za mały, żeby przyjmować CD, ale już pisałem do producenta w tej sprawie), następnie robię kopię CD do samochodu dla ojca, gdzie płyty się niszczą, a trzecia zostaje w domu, gdzie moja matka z siostrą mogą sobie słuchać. Nasza rodzina okradła artystę, ponieważ powinienem kupić trzy płyty, a tak jeden słucha na legalu (w domu), a ja z mp3 i ojciec w samochodzie dymamy artystę, ponieważ od tych odsłuchów nie ma biedny artysta ani złotówki.
Bardzo mnie bawi umieszczanie po stronie mentalności Kalego, ponieważ pokazuje, że nie zostało zrozumiane, co próbuję tu pisać. Nie mam zamiaru bronić ani usprawiedliwiać ściągania, tylko mówię, że te dyskusje będą bez sensu, jeżeli a priori zwolennicy status quo będą grzmieć o złodziejstwie. Nie, w sytuacji, kiedy skopiowanie/pobranie płyty to jest klik i już, a to jest tworzenie kopii. To wymaga nowego spojrzenia i nowego słownictwa. Ani złodziej (trochę za mocne i poniekąd niezgodne z polskim stanem prawnym, ponieważ ściągać — np. z Rapidshare’a — mogę do woli), ani pirat (który z kolei trąca egzotyką i powoduje absurdalizację zagadnienia, ponieważ pirat kojarzy się z takim brodaczem, najlepiej z hakiem zamiast ręki, który napada statki lub świrem nie respektującym przepisy prawa drogowego) nie pchną dyskusji do przodu.
Nadal nie doczekałem się od Artura Kurasińskiego danych, które potwierdzałyby jego wypowiedź, że “zdecydowana większość” ściągających nie kupuje płyt. Nie bardzo wyobrażam sobie jakby to mieli zbadać. Nie ma rejestru ile faktycznie się ściąga oraz ilu z tych ludzi kupuje i ile kupuje potem. To sobie tak możemy przerzucać “większościami” i “mniejszościami” do upadłego i nic z tego nie wyniknie. Nadal nie uzasadniono jakoś sensownie tych “strat przemysłu fonograficznego”, ponieważ liczy się, że ściągnięte = niekupione, a tak nie zawsze jest. I pewnie nikt nie wie w ilu przypadkach.
Sprawa nie jest czarno-biała. Arnold ma rację: powprowadzali regiony na DVD, żeby nie ściągać filmów z USA np., co wyszłoby taniej (jak dolar dobrze stał, to sprowadzenie “The Slip” Nine Inch Nails — na szczęście na CD jeszcze nie ma regionów — z USA kosztowało łącznie z wszystkimi opłatami 55 zł, a w Polsce ja mogłem sobie kupić za 65 zł + koszty wysyłki), co też nie jest uczciwe wobec konsumentów (a może to już prosumenci?) sztuki szeroko pojętej. Myślę, że gdyby ludzie nagle przestali ściągać wszystko, to sprzedaż muzyki i filmów nie skoczyłaby radykalnie do góry, tylko by się okazało, że nie ma chętnych na konsumpcję tych “dóbr”. A tak się to kręci jakoś.
A może nie? Bo przecież każdy ma tylko swoje domysły o skali zjawiska, o potencjalnych stratach itd.
@Arnold Buzdygan:
Czy nie lepiej w takiej sytuacji zastosować się do ich reguł?
Każdy kto bierze/kradnie “ich” treść wspiera “ich”. Ludzie nie szukają alternatywnej treści, może i lepszej, tańszej…. Cierpi na tym konkurencja! Dlatego to jest złe.
Kradzież jest wtedy gdy ktoś ponosi szkodę. A tu przecież szkoda jest nie tylko po stronie “koncernów”, ale właśnie po stronie tych co mają alternatywne produkty.
Jak by wyglądał rynek gdyby ktoś zrobił maszynę która by potrafiła sklonować/skopiować wszystko za jednym kliknięciem? Wszyscy by posiadali/używali najnowszy model Nokii, w garażu był by najnowszy model Ferrari, itd. …. Zabita by była różnorodność….
Czy mam rację?
@Aubrey – zgadzamy się w jednym punkcie – nalezy rozgraniczyc tzw. “uzytek wlasny” od kradziezy. Uzytek wlasny w polskim prawie (mniej lub bardziej dokladnie) jest dobrze opisany. Wlasnie dotyczy tych czynnosci o ktorych mowisz – kopia CD dla wykorzystania w samochodzie, komorce, podarowanie babci.
Uzytek wlasny konczy sie kiedy utwor wrzucisz na swoja strone domowa, bloga, p2p czy forum. Wtedy a) nie wiesz kto sciga b) nie masz panowania ile kopii zostaje pobranych c) lamiesz umowe zawarta z artysta / wydawca w momencie
Bardzo wazna rzeczy – uzytek wlasny nie dotczy oprogramowania komputerowego. Robiac kopie “bezpieczenstwa” plyty Windows czy pakietu Office popelniasz przestepstwa (kradziez).
AD dane
Dane, ktore przytoczylem zostal opracowane na podstawie badan SMG KRC dla dziennika Metro – nie moge ich publikowac poniewaz…nie mam do nich praw :) Polecam natomiast artykul w Newsweeku: http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/newsweek_biznes/pliki-banknotow,46783,1 (niestety nie maja archiwum online) gdzie dziennikarz podawał za HitWise.com takie dane:
> 40 mld plików z muzyka pobrano w 2008
> 95% plikow pobrano za darmo
> 86% internautow sciagajacych muzyke z sieci nie widzi w tym nic zlego
> 3,7 mld dolarow wydano w 2008 roku na zakup muzyki online
Zeby bylo jasne: postuluje o rozgraniczenie miedzy “sciaganiem na uzytek wlasny” a “korzystaniem z sieci p2p, dzieleniem sie tworczoscia osob, ktore nie wyrazily na to zgody na forach, serwisach sharingowch itd.”.
To co ja zauwazam i przed czym chce sie bronic to wrzucanie do jednego wora:
“sciagania z sieci jako zrodla wszelkiego zla” oraz “siec = darmo”. Konsekwencje tego drugiego juz obserwujemy w Polsce – rosnie pokolenie “internetu bez granic i oplat” gdzie prosba o 1 pln za przeczytanie tekstu powoduje wybuch smiechu. Innymi slowy – hodujemy pokolenie, ktore nie uwaza Internetu za miejsce gdzie mozna uczciwie zarobic i generowac zysk. Bo wszystko “jakos” i “skads” da sie sciagnac…
Utwór ma autora. Nie właściciela. “Własność intelektualna” to bezsensowny zbitek słów.
Piosenka, wiersz, żart, obraz, program komputerowy – to nic innego jak zera i jedynki. Można to swobodnie dystrybuować bez żadnych reguł, poza jedną: uznaniem autorstwa.
Kto jest właścicielem i ma wyłącznie prawo do tej liczby (szesnastkowej): 225062706E2D5062796E206762207772666720676222 ? No kto?
A jest to slogan reklamowy “Coca-Cola to jest to” (stworzony w latach 70′ XX wieku przez Agnieszkę Osiecką dla wiadomego koncernu) po następujących przekształceniach: ROT-13, zapisany jako txt, odczytany szesnastkowo.
Żale, że jacyś Artyści rok siedzieli w studiu nagraniowym, mam gdzieś. Gdzieś bardzo głęboko. To ich problem z kiepskim modelem biznesowym, nie mój.
Artyści, sztuka, wszystko to rozwijało się przed kinematografem Lumiere’ów i woskowymi walcami Edisona. Michael Jackson, Rolling Stones… Budka Suflera, Lady Pank… Marcin Daniec, Ani Mru-Mru – wszyscy oni spokojnie wyżyją z prawdziwej pracy: występów dla publiczności.
@tolep:
fajne podejście do życia mieć wszystko w dupie? Tylko trochę to takie mało dorosłe mi się wydaje.
Arnold Buzdygan – zgadzam się z Tobą. Bardzo słuszne uwagi! Znam trochę temat choćby dlatego, że jestem prawnikiem z wykształcenia oraz interesuję się szeroko pojęta problematyką praw autorskich.
Rzecz wymaga jednak podkreślenia pewnych rzeczy i dodania kilku kwestii.
Przede wszystkim artyści nie mają CO DO ZASADY dobrej reprezentacji, gdyż koncerny nie dość, że żyją ich kosztem to mają ich zazwyczaj w ….. miejscu, gdzie światło nie sięga.
Rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie minimalnych, aczkolwiek masowych i łatwych w egzekucji opłat, np. 50 gr za ściągnięcie filmu, 10 groszy za ściągnięcie piosenki… Mało? A jeśli mówimy o setkach milionów ściągnięć danego filmu? Z tego artysta powinien otrzymywać grubo powyżej 50%. A ile teraz otrzymuje? Obawiam się, że coś koło 10-20%. Przy obecnym systemie tracą zarówno odbiorcy, jak i artyści. Zyskują koncerny, które dymają jednych, jak i drugich. Przepraszam za kolokwializmy.
Ważna kwestią jest implementacja systemu, który pozwoliłby artystom zarabiać na swoich utworach bez pośredników. Wydaje mi się, że jest to możliwe. Potrzebne jest lepsze współdziałanie na tym polu samych artystów, którzy są najczęściej rozproszeni i bardzo często walczą w pojedynkę.
@Arnold Buzdygan:
Pominę banały o korporacjach (nie spodziewałem się po tobie takich wypowiedzi). To co napisałeś jest ok, tylko że wiele osób czerpie korzyści z dystrybucji nie swoich treści nie dzieląc się z autorem. nie czepiam się tych co ściągną dla siebie (takie czasy) ale wszystkich mechanizmów i podmiotów które na tym “legalnie” zarabiają. I co najgorsze jest na to społeczne przyzwolenie.
@tolep:
A kto ma prawo do pewnej, uporządkowanej grupy cząsteczek, np. składających się na mój portfel i jego zawartość ? No kto ?
@Grzegorz Marczak
Wszystko? Napisałem dokładnie, co. Nie stać Cię było na polemikę z argumentacją?
Zdaje się, że rzeźbiarzowi, który zepsuje wielką bryłę marmuru nikt nie zwróci jej kosztów, ani też kosztu roboczogodzin nad nią spędzonych, prawda?
Grzegorz:
Nie moja wina, że korporacje są pod – uzasadnionym – pręgierzem :)
Pisałeś o moralności Kalego – toż to one ją najlepiej prezentują.
Z jednej strony korporacje wrzeszczą wniebogłosy jaka krzywda im się dzieje, z drugiej… odmawiają twórcom tantiem z rynku DVD. Bezczelnie i przez całe lata, choć zyski z tego mają większe niż z czegokolwiek do tej pory.
Takoż M$ – przez całe lata przymyka oko na piractwo ich softu byle zmonopolizowało świat i wycięło konkurencyjne produkty, a dopiero potem wielki płacz i co gorsze – obecnie celowe oszukiwanie klientów.
Tak samo rząd USA. Wielkie słowa o “świętej własności intelektualnej”, święte oburzenie na tanie odtwórcze leki z Indii – gdy rząd RPA podjął decyzję o kupnie leków umożliwiających kurację AIDS za 10 dolców miesięcznie to mało wojska tam nie wysłali. A pewnie i by wysłali gdyby się nie zreflektowali, że RPA ma broń jądrową.
Ale gdy u nich jeden szaleniec wysłał parę listów z wąglikiem to natychmiast zapowiedzieli niemieckiej firmie, że albo radykalnie obniży cenę ich antybiotyku albo… złamią jej patent. I tyle.
To są właśnie przykłady moralności Kalego. Nie moja wina, że dotyczą one właśnie wiodących korporacji.
Tolep i Arturze Karasiński: utwory w internecie nie są za darmo. Chyba, że ktoś przypadkiem ma za darmo internet :)
Telekomy zarabiają krocie – w Polsce kilka miliardów złotych rocznie – na cudzej twórczości i… nic za to nie płacą choć wg prawa – POWINNI!
Ale co odpowiada ministerstwo? “Objęcie twórców treści internetowych ochroną wydaje się być przedwczesne”.
Buacha cha cha cha – zabawne prawda? Mają gdzieś już ustanowione już prawo i gdzieś całą rzeszę twórców. Dlaczego?
Bo sami Ci twórcy dają się okrutnie dymać telekomom, a potem głośno beczą, że ich (sic!) OKRADAJĄ ODBIORCY!
pozdrawiam
@Paparara:
Ja Ciebie nie obraziłem, zaś Ty mnie tak. Nie życzę sobie żeby byle kto, kto wstydzi się własnej opinii podpisać własnym nazwiskiem, mnie obrażał.
@Arnold Buzdygan:
Ironia mode on: Jak Ci podpieprzę samochód z podjazdu to pamiętaj. Zapłaciłem za niego!
Zapłaciłem sprzedawcy, u którego kupiłem łom :P
Arnold wiem, że stać Cię na coś jeszcze głupszego, dawaj!
Panowie proponuję mniej emocji w dyskusji – inaczej to wszystko wytnę (będzie się można poskarżyć na cenzurę :) )
@tolep:
A co to za przykład? Czego ma dowodzić?
Przykład z rzeźbiarzem jest prosty: pokazuje, że artyście nie płaci się za faktyczną pracę (i materiały zużyte), tylko za efekt. Nikogo nie obchodzi czy zmarnował po drodze 10 bloków marmuru. Coś tym jest. Dlaczego muzyk, który siedział 10 miesięcy w studio ma mieć je jakoś liczone? To było jego ryzyko, że to, co zrobi, nie sprzeda się. Idąc dalej: mamy artystę A i B. Artysta A nagrał płytę w 10 miesięcy, artysta B — w 10 dni. Obydwie płyty kosztują w sklepie 25 zł i obydwie są ściągane na potęgę. Pytanie brzmi: którego bardziej okradziono? A może tak samo? Potencjalny przelicznik, którego się trzymają ludzie: 1 ściągnięta = 1 niekupiona = 25 zł w plecy (choć ile dla artysty to pewnie inna historia). Więc to się liczy, a nie że 10 miesięcy ten jeden siedział w studio.
@Artur Kurasinski
A czy nie jest trochę tak, że wielkie firmy broniąc status quo obudziły się z ręką w nocniku? Rozwój Internetu był — jest — czymś szybkim, może nawet gwałtownym, czymś nie dla wszystkich zrozumiałym, oraz — co okazało się niebezpieczne dla “starego porządku” — trudnym do opanowania przez prawo. Można aresztować nastolatka, który postawił serwer z plikami, a który dociera do wielu ludzi, ale przy p2p to się robi trudne, ponieważ takich ludzi są pewnie miliony na całym świecie. Dane śmigają jak kule w “Matriksie” w te i we wte i cały ten system kuleje, ponieważ wszystkich nie wyłapie, co wiąże się z tym, że tak nie będą w stanie zatrzymać tego całego ściągania, bo wszystkich nie wyłapią, a kilka pokazowych procesów nic nie daje, nie zniechęca to ludzi. Mamy więc do czynienia z wielkim zbiorowym nieposłuszeństwem.
Arnold w jednym miał rację: raz uwolniony film, piosenka czy zdjęcie (rzeźbiarze mają trochę lepiej) zaczyna żyć własnym życiem, są powielane, przerabiane, parodiowane, czasem nawet plagiatowane (i tutaj przychodzi na pomoc prawo) i taka jej rola, z tym się nie da nic zrobić. Nie było z tym wielkiego problemu w czasach przedinternetowych, gdzie grono znajomych było zawężone. Kasetę mogłem przegrać ograniczonej liczbie znajomych (a i tak grzmieli, że hometaping is killing music industry) i skala była do zignorowania. Nikt nie ścigał wtedy tego a sądzę, że dzisiejsze podejście ma korzenie w tamtych czasach tamtych technologii. Świat poszedł naprzód i ludzie robią to samo. Skopiowanie kasety trochę trwało, zrzut na mp3 mniej, wystawienie na jakiegoś rapida też niewiele, a znajomych mogę mieć na całym świecie. I nagle się to dużym firmom (i małym, żeby wspomnieć zabezpieczenia na którejś płycie z SP Records, które uniemożliwiało zrobienie mp3 i ludzie byli źli, ponieważ kupili i chcieli sobie zrzucić na mp3playery, ale się nie dało; w efekcie pozostawało płytę ściągnąć z Internetu mając na półce pudełko) nie podoba, nagle to jest złe, a tak naprawdę zmieniła się tylko skala zjawiska. (Kasety również przegrywało się pewnie ludziom mniej znanym.)
Świat poszedł naprzód i w dobie mp3 playerów robienie zabezpieczeń, które uniemożliwiają mi zrobienie mp3 jest bez sensu, to typowe dla przedstawicieli “starego porządku”. iTunes nieźle sobie radzi na kasowaniu ludzi za pobieranie muzyki, to całe Jamendo też hula, nawet jak się nie jest Radiohead czy NIN, w Polsce jest jakaś strona, gdzie zespół wystawia swoje dokonania i ludzie wpłacają dobrowolnie różne kwoty pomagając zebrać np. na sfinansowanie studia nagraniowego. Ci wpłacający potem są traktowani jako udziałowcy przy podziale zysków z płyty, jak więc widać da się inaczej i dopóki to będzie tylko oczekiwanie pt. “przestańcie ściągać, bo to jest złe”, to będą zgrzyty. Można grzmieć o moralności, wyzywać od złodziei, porównywać do kradzieży samochodu (aż dziw, że ta bzdura się trzyma tak dobrze w dyskusjach), ale to nic nie zmieni. Wprowadzanie regionów na DVD czy wysokie ceny płyt (co jest tłumaczone piractwem, ale to się robi błędne koło, zresztą piractwo jest od zawsze — tylko dawniej działało na bazarach) powodują, że ludzie też czują się dymani. A jak się tak czują dymani, to sobie to odbiją. Może dlatego nie ma poczucia winy z powodu ściągania, bo wydawcy nie wychodzą w pół drogi do odbiorcy i konsumenta. Więc są dwa obozy, które wyzywają się od złodziei i krwiopijców, a sytuacja trochę przypomina mi front zachodni podczas I Wojny Światowej.
Nie wszyscy są Radiohead, ale podejrzewam, że gdyby Kazik umożliwił zakup swojej płyty w postaci cyfrowej, to mógłby przetrzeć szlak, dlatego, że on tu u nas jest gwiazdą pokroju Radiohead. Może następnym razem.
Poza tym wciąż uważam, że jest spora grupa ludzi, która nie mając możliwości ściągnięcia nie kupiłaby płyty/filmu, więc liczenie ich jako potencjalną stratę jest błędne. To typowe myślenie życzeniowe.
(I może ktoś mi powie jaki jest sens umieszczania przed DVD reklamówki społecznej, która informuje mnie, że ściąganie to złodziejstwo? Przecież kupiłem ten film i mam oryginalny. Trochę mi to przypomina sytuację na studiach, kiedy do obecnych na zajęciach pani mówiła, że trzeba chodzić na zajęcia, a miała na myśli stale nieobecną grupę ludzi.
Na szczęście zrezygnowali już z długaśnych reklam i trailerów filmowych, na ogół od razu jest menu filmowe, a trailery można samemu odpalić, co zresztą często robię.)
Szkoda że dyskusja przerodziła się w opowieści o przyrównywaniu kradzieży samochodu do niedoskonałych praw autorskich niematerialnych. Wszyscy wiemy że coś trzeba z tym zrobić. Przykład filozofii Kalego, nie przystaje do dzisiejszej rzeczywistości, ani to, że proces twórczy nie zawsze jest nastawiony na bezpośrednie zyski. Czasami ludzie tworzą aby dzielić się swoimi pomysłami, talentami z innymi, a dziś każdy ma wybór czy tworzy dla siebie i innych, czy chce zamknąć pomysł przed innymi.
Ten pierwszy model gdzie twórcy tworzą z jasną wizją do czego możesz użyć ich pomysłu, pewnie będzie określany jako punkt zwrotny w historii ludzkości. I można tęsknić do świata gdzie liczyła się sprzedaż bezpośrednia ale ten nowy model jest bardziej demokratyczny i właśnie z punktu widzenia Kalego, sprawiedliwy.
Gdyby dziś zapytać Kalego może to zdanie brzmiało by inaczej, może posługiwanie się przykładem biednego Afrykańczyka, który mówił o kradzieży w celu przeżycia, nie odnosi się do potrzeb wyższych ( fundamentaliści mogli by nazwać to rasizmem ;-)) i nieznajomością hierarchii potrzeb Maslowa . Może dziś Kali jest programistą, który tworzy oprogramowanie Open Source, a żyje ze sprzedaży wsparcia i wdrożeń tego oprogramowania, jest znany z powodu klarowności kodu który stworzył i rozchwytywany jako konsultant. I może chce się dzielić. Może tak jak Mozart, Wyspiański tworzy z potrzeby tworzenia “inaczej go rozsadzi”. A może Kali jest muzykiem, miał profil na MySpace i cieszył się za każdym razem jak ludzie ściągali jego utwory, by później opisywać na swoich stronach że zakochali się w tej tajemniczej afrykańskiej muzyce, i jak Kali wydał album, każdy z zakochanych fanów mógł zapłacić za niego tyle ile mógł zapłacić ( patrz Radiohead) . Dzięki temu zarobił 2 miliony dolarów bez potrzeby dzielenia się z producentem 80 procentowym haraczem.
Kradzież własności intelektualnej to jeden z hamulców rozwoju nas jako społeczeństwa. Gdyby nie wypaczono idei patentów, licencji i praw autorskich, rozwój ludzkość następował by o wiele szybciej. Jeśli w farmakologii nie obowiązywał by kult zysku, dziś nie musielibyśmy wmawiać ludziom że umierają w imieniu praw licencyjnych na lek, na których ich nie stać. ( powiedz to dziecku które umiera, że nie ukradniesz leku który by go uratował, Kali by ukradł i ja też)
Kali dziś pewnie już nie kradnie, dziś właśnie dzięki Internetowi siedzi pod swoim baobabem i tłucze kod dla chińczyków. I kurna jest szczęśliwy ;-), choć możliwe że zaczynał z “inaczej” licencjonowanym oprogramowaniem.
Piszę to jako twórca, korzystamy przy budowie naszego pomysłu z kodu, który piszą ludzie których nie znamy, ale staramy się oddawać społeczności to co możemy.
I to nie jest idealistyczne, dzięki takiemu pomysłowi w 6 miesięcy kończymy funkcjonalność, gdzie przy zamkniętych produktach poświęcilibyśmy 18 miesięcy a inni mogą się cieszyć że nie muszą pisać obsługi np S3 Amazon w Rails.
Pamiętam przecież że ludzie właśnie tutaj dzielili się swoimi pomysłami w ramach obiecywanych 5%, a każdy przecież wiedział, że sprzedaje własny pomysł tłumowi. Wiec dziś w naszym biednym kraju powinniśmy wszyscy zmienić filozofię, i propagować właśnie model dzielenia się pomysłami bo tylko to może spowodować że będziemy kiedyś może potęgą. Tylko że małostkowość czasami w Nas zwycięża.
Zdecydowanie za dużo uogólnień i zbyt pobieżne podejście do tematu.
Cytując:
“Nie ma właściwie obrońców tego typu praktyk (korzystania z cudzych treści), nikt nie rozpoczyna krucjaty pod hasłem “treści muszą być wolne”, “uwolnijcie kontent od autora” itp.”
zapytam tylko – słyszałeś o Open Source i Creative Commons?
Na przykład nasz blog Szkoła Web 3.0 (http://www.semanticschool.com/) udostępnia treść na licencji CC, ale tylko do zastosowań niekomercyjnych. Jeżeli ktoś chce zarabiać na mojej treści – to już inna sprawa.
Chyba właśnie tego typu analiz zabrakło mi w tym artykule …
Fajna dyskusja :D
Po pierwsze – artysta tworzy, bo czuje wewnętrzną potrzebę tworzenia. Celem artysty nie jest zrobienie fortuny na dziełach, tak postępują rzemieślnicy.
Po drugie – dzieła dobre bronią się same, czy to piosenki, książki, oprogramowanie, film czy fotografia. Wszyscy z nas mają własną kopię ulubionego filmu/albumu/programu, kupioną w sposób zgodny z prawem.
Mamy obecnie funkcjonującą gałąź biznesu zajmującą się skupowaniem praw lub opieką nad artystami (tzw. wytwórnie) i sprzedającą ich dzieła publice. Nie jest tajemnicą, że w układzie producent-pośrednik-klient najlepiej zarabia pośrednik, co nie jest wyjątkiem w kwestii dzieł kultury. Nie znaczy to również, że producent zarabia mało, albo wcale. W chwili obecnej pośrednik ma nieco trudniej, bo i producent (artysta, albo rzemieślnik) jak i klient nie są zadowoleni z przyjętego modelu – stąd właśnie zjawisko ‘piractwa’.
Nie jest tajemnicą, że muzycy – dobrzy muzycy, a także popularni – zarabiają w zasadzie tylko na koncertach, wpływy ze sprzedaży płyt przez pośredników są nikłe, co spowodowało pojawienie się wielu małych, niezależnych wytwórni, które sprzedają bardzo ograniczony katalog. Często są to firmy tych samych artystów, których dzieła są sprzedawane przez te wytwórnie. Wielu artystom (w odróżnieniu od rzemieślników) nie przeszkadza ‘piracenie’ ich dzieł, gdyż to zwiększa ich zasięg i powoduje pojawienie się większej ilości fanów na koncertach = większe wpływy. Producenci oprogramowania, które jest dobre często otrzymują dotacje od użytkowników.
Problem piractwa polega na tym, że niektórzy rzemieślnicy uważają, że jeśli już coś stworzą, to *muszą* na tym zarobić tak samo dobrze, jak artyści. Jednak ich prace o wiele rzadziej uzyskują tak powszechną akceptację jak prace artystów, co wywołuje ich utyskiwania na temat wyimaginowanych utraconych zysków, które w żadnym wypadku stratą nie są. Każda działalność zarobkowa wiąże się z ryzykiem utopienia czasu i pieniędzy bez zysku. Tym większa im bardziej nasycony jest rynek. A rynek kultury jest bardzo nasycony.
Inną sprawą jest wymuszanie zmian przez wielkie firmy z dużą ilością środków na przepychanie swoich sugestii do opinii publicznej i prawodawstwa. Bo np. w 1985 roku mogłem bezproblemowo przepisać sobie do zeszytu pożyczoną książkę od kolegi, żeby móc do niej wrócić. Obecnie takie działanie jest nazywane piractwem. Ba, inaczej jest traktowane pożyczenie koledze/koleżance komiksu Hellboy, a inaczej filmu na DVD o tym samym tytule – bo nie wykupiłem licencji na wypożyczanie. Czy naprawdę tak powinno być?
W moim odczuciu o piractwie można mówić w kontekście osoby, która uzurpuje sobie prawa do utworu, np. osoby *sprzedającej* skopiowane Photoshopy z torby, skopiowane albumy Kazika, pobrane z jednego bloga zdjęcie jako swoje gazecie Fakt itp. Rozciąganie tej definicji na osoby kupujące, lub dzielące się tym, za co w jakiś sposób zapłaciły jest świetnym argumentem pokazującym wyimaginowany ogrom strat i służy tylko do zapewnienia sobie pozycji skrzywdzonego.
@Damian Świderek – bingo!
Nawiasem pisząc, ile osób wie, że do każdej czystej płyty CD i DVD, taśmy video doliczany jest haracz na okoliczność możliwości użycia jej w procederze piractwa? U nas te kilkanaście groszy od nośnika wędruje do ZAiKSu. Zawsze mnie zastanawiało, czy ta opłata jest taka sama dla odtwarzaczy z zabezpieczeniami (np. iPod) jak dla odtwarzaczy na które można wrzucić co tylko chcemy (cała reszta, w tym odtwarzacze Creative, Sandisk, a nawet MS Zune).
A takie biblioteki? Toż to dopiero jest piractwo!
No bo dlaczego zarabiają na wypożyczaniu mojej książki choć nie kupili na to licencji? ;)
pozdrawiam
@RomeoAD:
Coś mieszasz… przeczytaj to poniżej… polskie prawo! Możesz pożyczać, dzielić się w kręgu znajomych. I tego się trzeba trzymać. Co do kręgu znajomych to chyba każdy wie, że jest on ograniczony, dlatego też puszczanie kupionej płyty w internet jest nielegalne bo dajesz ją już nieznajomym.
——-
Art. 23. ustawy z dnia z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektonicznourbanistycznego oraz do korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym
2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.
———-
Największym prawem jakie mamy jest prawo wyboru. Jak się nie podoba nam licencja na coś tam to mamy prawo odmówić i nie użytkować tego czegoś. I najważniejsze możemy śmiało poszukać czegoś co spełnia oczekiwania nasze co do wartości, ceny, licencji.
Oczywiście można powiedzieć tak: Ja jestem prawem, i jak tworzysz prawa, które mi się nie podobają to mam je gdzieś. Postawa bardzo “pro społeczna” ;)
Tylko pytanie gdzie nas ta droga zaprowadzi?
(Oczywiście nie ma sensu tu przytaczać historii, bo jak wiadomo skądinąd historia jeszcze nikogo nic nie nauczyła).
@Arnold B. – argument o bibliotece jest do luftu. Primo – biblioteka ma jakies papiery na wypozyczanie (w sensie, ze moze to robic legalnie i brac za to kase). Po drugie primo – kwestia skali. Wypozyczysz tyle egzemplarzy ile jest dostepnych na polce. Po trzecie primo – ktos te ksiazke na samym poczatku kupil i zaplacil autorowi i wydawnictwu.
@fizista:
W świetle licencji na kupiony film na DVD także nie mogę go pożyczyć najlepszemu przyjacielowi z podstawówki, dopóki nie wykupię licencji na wypożyczanie.
Tak zupełnie na marginesie dodam, że swego czasu wiele tzw. klubów stosowało selekcję aby pokazać, że nie każdy może się dostać do środka (czytaj: tam są tylko znajomi) i w ten sposób obchodziło zakaz publicznego odtwarzania utworów muzycznych. Bo skoro to tylko znajomi, to nie było to publiczne. Znajomym także wolno płacić za wstęp, prawda?
Czy wrzucenie zdjęć na flickr z zastrzeżeniem, że są tylko dla rodziny jest naruszeniem czyichś praw? W końcu wrzucam je w internet.
@RomeoAD:
Wiem o jakie zapiski Ci chodzi. Dosłownie to pisze na każdym DVD, CD itd. (prawie każdym). Przy czym ten zapis nie tyczy się się Ciebie jako prywatnej osoby, bo według prawa polskiego masz do tego prawo(Art. 23. ustawy z dnia z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.). Ten zapis tyczy się przykładowo wypożyczalni(czyli tych którzy wypożyczają poza kręgiem swych znajomych w celach zarobkowych). Więc jak masz wypożyczalnie to musisz zakupić sobie płyty z odpowiednią licencją(kosztują znacznie więcej niż te dla przeciętnego Kowalskiego).
Nie jestem prawnikiem. Ale przypuszczam, że to było/jest nielegalne(Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. – Art. 23. ustawy z dnia z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.)
Radze przeczytać umowę z dwa razy przed wrzucaniem zdjęć do takich serwisów. W umowie do tych serwisów powinno być wyjaśnione jakich praw się zrzekasz (nie licząc autorskich) wrzucając zdjęcia. No i po pierwsze Ty musisz przestrzegać ich umowy(nie na odwrót), bo do ich serwisu wrzucasz, i to robisz za darmo. A oni jakoś na tym zarabiają ;)
fizysta: nie jesteś prawnikiem i dlatego kosmiczne dyrdymały gadasz. Nie ma czegoś takiego jak licencja na używanie utworu. Takie zwierze nie istnieje.
Licencje daje się tylko i wyłącznie na EKSPLOATACJĘ utworu na POSZCZEGÓLNYCH POLACH EKSPLOATACJI utworu. I koniec i kropka.
Tak – wiem, że pewne koncerny – szczególnie lubuje się w tym M$ i jemu podobne – próbują zrobić ludziom z mózgu szleje i nawijają makaron, że łaskawie udzielają ludziom licencji na wąchanie ich softu. Tyle, że to jest zwykłe oszukiwanie ludzi.
Przeraża, że tak wielu daje się na to nabrać a jeszcze bardziej, że nabierają się publicyści stając się dla M$ tzw. przydatnymi idiotami.
Arturze: przykład z biblioteką nie jest do luftu. Biblioteki to jedna wielka granda – patrząc z punktu widzenia prawa autorskich – piractwo pełną gębą i na gigantyczną skalę. Czy książki to inne, gorsze utwory niż filmy, gry, muzyka?
Dając analogię to tak jakby wypożyczalnia wideo kupowała sobie w sklepie płyty i je… wypożyczała. Albo jakby powstały wypożyczalnie softu lub muzyki.
Przecież też wypożycza tyle co na półce a i twórcy i wydawcy zapłaciła za płytę.
Działalność bibliotek to wynik kulturowych zaszłości z poprzednich wieków – w tym do przekonania o wspólnej własności twórczości – i XX wiecznego podejścia, że za wszelką cenę trzeba nauczyć ludzi czytać.
Tyle, że to nadal czystej wody piractwo bo autorzy nic nie dostają za działalność bibliotek.
@Arnold – jeśli nie widzisz (albo nie chcesz zobaczyć) różnicy (jakościowej, ilościowej) między osiedlową wypożyczalnią a The Pirate Bay to nasza dalsza rozmowa nie ma sensu. To co uprawiasz nazywa się sofistyką…
Autorzy / wydawnictwa mają obowiązek wysłania swojej książki czy co tam wymyślili w bodaj dwóch (a na pewno jednym) egzemplarzu do Biblioteki Narodowej właśnie w takim celu żeby KAŻDY mógł sobie to dzieło zobaczyć, poczytać i dotknąć. To jest obowiązek Twój jako autora lub / i wydawcy. Czy to oznacza, że państwo NAKŁANIA autorów do pozbywania się praw albo oferuje ich dzieło za free? Proooszę….
Podatek nakładany na wytwórców CD / DVD i urządzeń związanych z kopiowaniem ma za zadanie właśnie zwrócenie do instytucji typu ZAIKS tego fragmentu zarobku, który artysta traci w wyniku wykonania kopii jego filmu, książki itd. Abosultnie nie jest to nic co daje komukolwiek prawo do powiedzenia “ktoś już zapłacił za to abym mógł to kopiować i rozprowadzać czyjeś utwory za darmo”.
Mam takie nieodparte wrazenie, ze wszyscy ktorzy tak ochoczo chca “uwalnianiac kulture” i robic dobrze artystom (bo jeśli kopiuję i rozprowadzam, to przecież autor jest sławnniejszy!) jakos nie wiedza, ze artysci to nie sa male dzieci i sami potrafia zadbac o swoje interesy. Jesli napisze ksiazke i bede chcial ja rozdac na pewno znajde sposob – prosze tylko aby nie przeszkadzano mi w momencie kiedy bede chcial na niej zarobic.
Tlum osob z pochodniami krzyczacy “przylacz sie do nas! my wiemy lepiej czy powinnienes zarabiac czy nie! wiezi cie babilon! ocknij sie i rozdaj cala swoja wlasnosc za darmo w sieci! tako rzeczemy my – internauci co nie maja grosza przy duszy!” pachnie mi jednym wielkim komunizmem.
Na szczescie juz to przerabialismy i pare osob doszlo do wniosku, ze jesli nie placi sie wiecej pewnej grupie to nie ma rywazlizacji. Brak rywalizacji = brak rozwoju i stagnacja. Nie bronie nikomu nosic koszulek z Che i krzyczec “spalic kapitalizm”.
Jesli natomiast ktos ma mi dyktowac jak JA chce zarabiac na zycie to w majestacie prawa powitam go dwururka na ganku mojego domku. Wara Tobie od mojej wlasnosci.
@fizista: Jeśli chodzi o ‘kluby’ to są to wąskie grona znajomych z definicji. Na takiej samej zasadzie działa ‘świat książki’ Bertelsmanna. Klubowicze mają lepiej. Inna sprawa, że w przypadku ‘klubów’ z selekcją jest to mocne naciągnięcie takiej definicji.
@Artur: Piszesz o zwróceniu instytucjom zbiorowego zarządzania prawami fragmentu zarobku który jest utracony. Czy tak samo chętnie płaciłbyś od każdej przepracowanej godziny ‘podatek’ na poczet tego, że ktoś poprzez Twoje działania swoją pracę stracił? Grzesiek niedawno wrzucił przegląd wieści, w jednym z tych artykułów pada sformułowanie ‘właściciele praw autorskich zarabiają 150 razy więcej na naruszeniach praw autorskich niż na sprzedaży muzyki’. Nie kojarzy Ci się to z wymuszaniem haraczu, myta czy jak tego nie nazwać? Nie jestem zwolennikiem kopiowania wszystkiego za darmo, jednak pewne działania osób reprezentujących twórców budzą mój niesmak. Zwróć uwagę, jak rzadko to twórcy występują jako strona w awanturach o naruszenie praw własności intelektualnej w kulturze.
ps. Mam kilka filmów z licencją do wypożyczania. Nie były droższe niż 10% wartości DVD bez licencji do wypożyczania.
Arturze: Sęk w tym, że bibliotek w Polsce jest prawie 3 tys. Jak każda taka “osiedlówka” wypożyczy moją książkę 50 osobom rocznie to ile setek tysięcy książek NIE sprzedam? Rocznie?
Policzmy – sprzedaję książki po 45 zł x 3 tys. x 50 – o kurcze! . Tracę przez istnienie bibliotek prawie 7 MILIONÓW rocznie!
Ba nawet jak wypożyczą moją książkę tylko 10 osobom rocznie to tracę ponad milion złotych rocznie!
Przypomina Ci coś ten tok myślenia? :)
A z drugiej strony – usiądź i zastanów się sam przed sobą dlaczego rozgrzeszasz biblioteki? Poczuj te odczucia i uzmysłów sobie, że inni takie same mają wobec innych wytworów ludzkiej twórczości i kultury.
Żeby było jasne – nie neguję, że twórcom należy się zarobek, a nawet koncernom i innym pasożytom na tym rynku.
Problem zaczyna się gdy ten zarobek
a) chcą uzyskiwać nierynkowo, nieuczciwie, a nawet nazwijmy rzeczy po imieniu: oszukując i po bandycku.
b) bezczelnie nazywają swoich odbiorców złodziejami, do czego nie mają żadnych praw.
Tylko to mnie oburza a nie wysokość zarobków itp.
Co do Biblioteki Narodowej to ona gromadzi książki jako dobro kultury dla przyszłych pokoleń. Nie chcesz numeru ISBN – nie musisz go mieć i wysyłać książki. Praktycznie – nawet jak masz ISBN to jak nie wyślesz książki to nikt nawet Ci na to nie zwróci uwagi.
Obłożenie nośników i urządzeń kopiujących “podatkiem” – a faktycznie tantiemami – jest właśnie rozgrzeszeniem dla ludzi kopiujących treści.
Nawet nielegalnie.
Zauważ, że na takim nośniku i urządzeniu mogę nie mieć ŻADNYCH cudzych utworów tylko własne fotki, notatki itp. a i tak płacę.
Zauważ też, że utwór to nie jest towar, który ma zamienniki, więc jakiekolwiek analogie – nie podoba Ci się cena za Gwiezdne Wojny to se kup Żmije atakują – są bezsensowne.
pozdrawiam
Arek
@Arnold Buzdygan:
Skrót myślowy. Nie zmienia to faktu, że możesz używać/EKSPLOATOWAĆ dany utwór według życzenia właścicieli praw majątkowych. Koniec i kropka.
Fakt, że za niedługo do sklepu będzie się wchodzić z prawnikiem, i to jest CHORE!!!
Ale powiedz mi, jak najlepiej walczyć z takimi głupimi licencjami/prawami?
@Arnold Buzdygan – Poszukaj danych dot. czytelnictwa w Polsce a potem uzywaj takich argumentow jak ten z czytelnictwem i bibliotekami. 3 tys. wypozyczalni ale z jakim asortymentem – 200-300 ksiazkami przecietnie?
Drugi argument – cos bardzo kiepskie masz informacje jak na osobe, ktore ponoc cos wydawala. Nie wiem w jakim wydawnictwie dostajesz 100%, 50% czy nawet 25% wartosci ksiazki. Baaardzo mnie ciekawi ktore wydawnictwo tak robi dobrze, podrzuc namiary..
fizista: Możesz, ale nie musisz.
Wraz z wprowadzeniem egzemplarza utworu do obrotu, twórca traci prawo do jego kontrolowania poza dwoma przypadkami najmu i dzierżawy.
pozdrawiam
Arek
Acha – jak walczyć z takimi głupimi “licencjami”? Edukacją a nawet ściganiem oszustów takich jak np. Microsoft.
Niestety u nas dziennikarze chodzą na pasku takich koncernów bo przecież one wykupują reklamy w ich tytułach.
Kto się więc z nich postawi i napisze jasno, że Microsoft oszukuje ludzi ?
Nikt. Wolą powtarzać ich brednie i mieć z czego wyżywić rodziny.
pozdrawiam
Arek
@Arnold Buzdygan:
A licencje są to typowe umowy najmu/dzierżawy pod określonymi warunkami. Więc dlaczego ma ktoś tracić prawo do kontroli? I tu już nie chodzi o licencje M$, ale też licencje dające większe prawa licencjobiorcą (np. GPL, Creative Commons…)
@Arnold Buzdygan:
Zgadzam się z Tobą. Tylko co w takiej edukacji powinno się zawierać?
Ja na przykład jestem za:
- uczeniem ludzi czytania i przestrzegania licencji
- pokazywania im alternatyw (przy czym piracki Windows to nie jest alternatywa do legalnego, sam M$ się cieszy że masz pirata bo w ten sposób wybija konkurencję, gdyby tak nie było to by już dawno wyłączył wszystkie pirackie windowsy)
Sęk w tym, że – jak już pisałem tu zresztą – nie ma licencji na korzystanie przez odbiorcę z utworu (ściśle: egzemplarza utworu) bo nie jest to żadne pole eksploatacji wg prawa autorskiego. Wobec tego nie można udzielić licencji bo nie ma na co.
M$ nie wynajmuje swojego oprogramowania – przynajmniej jeżeli mówimy o normalnym obrocie, a nie jakichś innych sytuacjach – tylko sprzedaje EGZEMPLARZE swoich programów.
Nie chciałbym, żeby ta dyskusja przerodziła się w dyskurs na temat licencji M$ .
Bodaj dwa lata temu pisałem na swoim blogu o tym, że M$ oszukuje ludzi:
http://www.arnoldbuzdygan.com/wydarzenia/?p=23
Jak będziesz chciał to sobie przeczytasz tam więcej.
pozdrawiam
Arek
@Arnold Buzdygan:
Załóżmy, że masz rację. To powiedz mi co ma zrobić przeciętny Kowalski gdy na przeciw niego występuje taka wielka machina prawniczo/marketingowa?
Złożyć pozew do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów a potem o odszkodowanie i zadośćuczynienie za oszukanie.
pozdrawiam
Arek
“Przemysł muzyczny zawarł porozumienie z UE ws. dystrybuowania muzyki online. Komisja Europejska poinformowała o zawarciu porozumienia z przemysłem muzycznym, mającego na celu poprawę dostępu do muzyki online przez konsumentów z 27 krajów członkowskich…”
http://www.internetstandard.pl/news/351591/29/Przemysl.muzyczny.zawarl.porozumienie.z.UE.ws.dystrybuowania.muzyki.online.html
“Żeby za kilka lat”.
Co stoi na przeszkodzie – poza muchami w nosie – żeby to było dostępne jutro?
A potem wielkie żale i płacze, że ludzie ściągają lewizny.
pozdrawiam
Arek
[...] Do wszelkiej maści relatywistów mam jedną propozycję i apel – czytajcie uważnie ustawy i ich oficjalne interpretacje przez prawników a nie lokalnych “guru” na forach dyskusyjnych. Głupio będzie dyskutować na komendzie z policjantami, “..że Wam się wydaje, że..”. Prawo polskie może jest kulawe ale na szczęście pozwala dość łatwo wskazać kto łamie prawo w momencie np. rozpowszechniania z zyskiem plików w sieci Internet. [...]