Rozwój Internetu to zjawisko, które generuje wiele ciekawych zjawisk społecznych, ekonomicznych, politycznych. O ile sam Internet jest tworem neutralnym o tyle zjawiska te mogą przybierać pozytywny lub negatywny wymiar. Kwestia bezpieczeństwa najmłodszych w sieci to jeden z tych problemów, z którymi różne rządy i organizacje starają się uporać od lat, a właściwie dekad. Czy jest w ogóle możliwe stworzenie mechanizmów, które ustrzegłyby dzieci przez zagrożeniami, jakie niesie ze sobą korzystanie z internetu?

Współczesne dorastające pokolenie nie zna świata bez sieci i w coraz młodszym wieku rozpoczyna swoją przygodę z Internetem oraz nowoczesnymi technologiami go wykorzystującymi. Jakiś czas temu pisałem o interesujących badaniach dotyczących dzieci w Wielkiej Brytanii i używania przez nich smartphonów, również w kontekście wykorzystywania ich do przeglądania internetu. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie trzeba szczegółowych badań, aby „gołym okiem” dostrzec to zjawisko. Od nas wszystkich zależeć będzie to, w jaki sposób nauczymy najmłodsze pokolenie używania Internetu, gdyż wydaje się, że wypuszczenie dzieci „samopas” i pozwolenie im na niekontrolowane korzystanie z sieci nie przyczyni się do niczego dobrego.

Jak już wspomniałem wcześniej, kwestią dzieci w sieci, że tak zrymuje, nie zajmują się tylko rodzice, a bardzo często wręcz w ogóle. Ponieważ jest to zjawisko ogólnospołeczne nie może ono umknąć uwadze różnych organizacji i rządów, więc nie dziwi fakt, że nie umknęło ono Unii Europejskiej, która w osobie Komisarz Neelie Kores bardzo aktywnie angażuje się w kwestię cyfryzacji i wirtualizacji współczesnych społeczeństw.

Problem niedostatecznej kontroli nad poczynaniami dzieci w sieci został już dawno zdiagnozowany i był poruszany niejednokrotnie. Niedawno jednak, bo wczoraj, powstała bardzo interesująca inicjatywa, która grupuje blisko 28 największych na świecie podmiotów branży IT, a której celem jest wzmocnienie bezpieczeństwa dzieciaków w necie na terenie Unii Europejskiej. W inicjatywę tę zaangażowały się solidarnie tacy giganci, jak Facebook, Apple, Google, LG, Microsoft, Nokia, RIM, Vodafone, Orange, Deutsche Telekom i wielu innych. Na co dzień konkurenci, w tej sprawie łączą siły i wraz z UE chcą stworzyć mechanizmy, które roztoczą większą opiekę nad najmłodszymi w Internecie. Na czym miałoby to polegać?

Celem jest stworzenie takich rozwiązań, które ułatwiłyby zgłaszanie niebezpiecznych treści, wzmocniłyby bezpieczeństwo prywatności pod kątem wieku, wprowadziłyby mechanizmy ułatwiające klasyfikowanie treści uwzględniające wiek, oraz dawałyby lepsze narzędzia kontroli w ręce rodziców, a także efektywniejsze i łatwiejsze sposoby blokowania niebezpiecznych treści.

Na razie jest to tylko zarys pomysłu i nie wiadomo, jak potoczą się dalsze losy tego projektu. Jednak, patrząc na samą listę biorących w niej udział podmiotów, które mają narzędzia i środki, wydaje się, że jest duża szansa na poprawienie bezpieczeństwa najmłodszych w ich wędrówkach po wirtualnym świecie. Nie będzie to jednak proste zadanie, nie tylko ze względów technicznych.

Warto na chwilę się zastanowić, czy dziecko nie zostanie wylane wraz z kąpielą. Każde zaostrzanie kontroli nad przepływem treści w sieci niesie za sobą pewne zagrożenia, które można określić, niedoskonale oczywiście, mianem groźby cenzury. Rzecz w tym, aby te przyszłe mechanizmy kontroli nie mogłyby być używane zbyt swobodnie i w innym, niż założony, celu. Czy jest w ogóle możliwe stworzenie takich narzędzi, które będą stosować metodę punktowego ataku, a nie „spalonej ziemi”? Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, ale intuicja podpowiada mi, że raczej nie. Ale mogę się mylić i mam nadzieję, że to robię.

Inną sprawą jest fakt, że dostarczenie narzędzi nic nie da, jeżeli rodzice nie będą z nich korzystać. Wprawdzie w dość lakonicznej na razie informacji możemy wyczytać, że zarówno rodzicom, jak i nauczycielom zostaną zapewnione odpowiednie informacje, ale jak to zostanie dokładnie zrealizowane, tego nie wiadomo. Wydaje się, że bez szerokiej kampanii edukacyjnej skierowanej przede wszystkim do rodziców żadne nowe mechanizmy kontroli nie pomogą. Sądzę również, że redefinicji powinny ulec lekcje informatyki w szkołach. Nie powinny one dotyczyć tylko nauki mechanicznych zdolności korzystania z komputera i programów, ale zacząć się skupiać bardziej na przekazywaniu najmłodszym wiedzy o Internecie i wpajaniu im pewnych kompetencji w tym zakresie. Ale to już tylko moja opinia.

Czy pomysł ten jest dobry? Moim zdaniem, pomimo ewentualnych zagrożeń, jakie może ze sobą nieść, sądzę, że tak. Jeżeli działania te doprowadzą do stworzenia łatwych mechanizmów rodzicielskiej kontroli nad treścią, do której dostęp mają dzieci i ograniczą się tylko do tego aspektu, to nie widzę powodów, dla których nie dać dorosłym większej kontroli nad tym, co robią ich pociechy. Warto jednak podkreślić, że bez świadomości problemu u samych rodziców, żadne rozwiązania nie będą skuteczne i uważam, że to właśnie na nich powinien spaść ciężar realizacji tej kontroli. Zawsze w takich przypadkach istnieje pokusa przeniesienia odpowiedzialności na podmioty trzecie. Tego należy unikać. To, co oglądają najmłodsi w sieci i jak z niej korzystają, w dużej mierze, moim zdaniem, zależy od wychowania. Bez tego aspektu nawet najlepsze narzędzia nic nie pomogą.

 

Foto

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://www.motivationals.org Uncle Demotivator

    A teraz zamiast „dzieci” wstawmy „obywatele”, a zamiast „rodzice” wstawmy „państwo” i już zupełnie inaczej będziemy patrzeć na to zagadnienie. Ot, taka ciekawostka.

  • Czytelnik

    No i zaraz się okaże że bez cenzury internetu jak w Chinach to w ogóle nie mamy szans na bezpieczny internet i nie wiadomo jak to do tej pory funkcjonowało. W takim razie logujmy się z dowodem osobistym i wprowadźmy jeszcze coś na rzecz ACTA albo SOPA a każdego z TrueCryptem do więzienia do to pewny złoczyńca. [/ironia-off]

  • Tomek

    a moze cos takiego jak PEGI dla stron wystrczylo by wporwadzic ?
    I maly programik do przegladarki zeby dzieci nie mialy dostepu do stron z dana kategoria ?

    • Czytelnik

      Plugin do przeglądarki: Web Of Trust. Przeglądając stronę możesz oceniać strony pod względem odpowiedniości dla dzieci, bezpieczeństwa i jakości (jakoś tak) i możesz sobie ustawić że jak jakaś strona została przez społeczność oznaczona jako nieodpowiednia to po wejściu na nią wyświetli komunikat. Tylko nie jestem pewien czy ten komunikat nie zasłania całej strony czy tylko informuje i łatwo go ominąć.

  • Karim Achi

    Nie popadałbym w panikę i nie szukałbym od razu teorii spiskowej w tej kwestii. Wydaje mi się, że nie chodzi o blokowanie treści, bo na cenzurę nikt w europie nie pozwoli a i ta, jak ją nazwałeś „negatywna” strona internetu, z tego co mi wiadomo przynosi całkiem a całkiem niemałe dochody, z których państwa, takie jak Niemcy albo Francja, mające bardziej liberalne podejście do „negatywnych” stron życia, czerpią całkiem duże profity w postaci podatków. Jeśli strony będą zgłaszane gdzieś tam komuś, to najprawdopodobniej, powstanie baza z ratingiem stron, coś w stylu esrb (http://www.esrb.org/index-js.jsp) na podstawie którego przeglądarka będzie automatycznie odrzucała nieodpowiednie treści, w zależności od tego, jak administrator na lokalnej maszynie ją ustawi.

    Jeśli tak to będzie wyglądało, to wielki plus ode mnie. Bo, jak do tej pory w całym tym bajzlu o nazwie internet, nikt nie pokwapił się o kategoryzację, tak jak to działa w czasopismach, filmach i tv. Znam takie przypadki np. w firmach gdzie monitoruje się strony przeglądane przez pracowników, że ktoś lądował na dywaniku i tłumaczył się przełożonemu z tego, że kliknął link na stronie, która wskazywała na zupełnie inna treść niż w rzeczywistości mogłoby się wydawać. Tutaj pod tym linkiem paranoiczny jak dla mnie ale prawdziwy z życia wzięty przykład, o którym piszę. Sprawa dotyczyła „negatywnego” zdjęcia z tą różnicą, że w tamtym przypaku, znajdowało się na ono na stronie zespołu RAGE AGAINST THE MACHINE w UWAGA!!!! wikipedi: http://www.musicfanclubs.org/rage/demonstrations.htm. Chcąc uniknąć, co jak co ale kłopotliwego tłumaczenia się przed zidiociałym przełożonym, który ma nadmiar czasu i nie ma pomysłu, jak go zagospodarować, sam włączę u siebie tą usługę.

    Zgodzę się z Tobą w jednej kwestii. Mianowicie pomiędzy zamiarami, a tym, jaki efekt zostanie osiągnięty, może być spora różnica. Wytłumacz to jakiejś części społeczeństwa, która wychodzi z założenia, że nie ono ma obowiązek wychowywać swoje oseski ale zwala to na kark, szkoły państwa, podwórka. Będzie tak samo, jak z „negatywnymi” pisemkami w kiosku ruchu: jak dzieciak uprze się i zechce, to mimo zakazu sprzedaży nieletnim i tak cel zostanie przez niego osiągnięty.

  • konrad

    chciałem przeczytać, ale wymiękłem po trzech akapitach bez treści. panie Autorze, do meritum przechodzimy szybciej!

  • Pingback: Dzieciowo mi! » Nasze dzieci w sieci