63

Ile aplikacji naprawdę potrzebujesz? Można bardzo łatwo się przekonać

Ilu aplikacji tak naprawdę potrzebuję? Czy zdołałbym zamknąć się w liczbie 10 programów na moim smartfonie? Nie licząc oczywiście tych podstawowych, preinstalownych aplikacji jak Telefon, Wiadomości czy Mail. Jak przekonać się, czy któraś z aplikacji jest nam faktycznie potrzebna?

Poszukując dziś jednej z aplikacji na smartfonie – byłem pewien, że znajduje się w jednym z folderów, ale jej tam nie znalazłem, więc od razu sięgnąłem po wyszukiwarkę – zorientowałem się, jak wiele aplikacji zdołało zadomowić się na moim telefonie. Od dłuższego czasu pojemność pamięci nie jest problemem nawet dla tańszych modeli smartfonów, ponieważ 64 czy 128 GB staje się standardem lub w bardzo łatwy i tani sposób możemy rozszerzyć ją za pomocą karty pamięci. W pewnym momencie przestaje się zwracać uwagę, ile pozostało nam wolnej przestrzeni. Bez obaw pobieram kolejne albumy offline w Spotify, zapisuję artykuły w Instapaper i ściągam odcinki serialu w aplikacji Netflixa. Dopiero kilka wyjazdów i całe mnóstwo zdjęć zmusiło mnie do zapanowania nad tym chaosem.

W momencie pojawienia się nowego telefonu do testów sprawa staje się bardzo prosta. Instaluję na nim tylko niezbędne mi aplikacje i gotowe. Wykasowanie wszystkich danych to dziś kwestia kilku tapnięć w ekran, więc nie pobieram kolejnych programów tylko dlatego, że jak najszybciej chcę zacząć traktować dany smartfon jak swój własny. Android do tej pory nie dorobił się w 100% skutecznego przywracania kompletu ustawień systemu oraz w aplikacjach, więc nawet nie próbuję bawić się w półśrodki – wszystko robię ręcznie. A że robię to ręcznie, to cały proces trwa do 20 minut.

Dziś ponownie zwróciłem uwagę na to, ile aplikacji pobrałem i zainstalowałem na własnym smartfonie „w razie czego”. A nuż się przyda – powtarzam za każdym razem, gdy jestem o krok od jej usunięcia. I wiecie co? Ta chwila nigdy nie nadeszła. Prawie każda z appek nie była dla mnie przydatna przez kilkanaście miesięcy – świetnie zapowiadające się edytory i poprawiacze zdjęć, notatki w chmurze – bo każda usługa jest lepsza od poprzedniej, aplikacja do śledzenia wyników jednej dyscypliny sportowej – bo najdokładniejsza, najszybsza i z dodatkowymi multimediami, kilka gierek (na które jednak nie było nawet chwili w kolejce w sklepie/na poczcie/w przychodni, klienty dziennika i czasopisma, które miałem czytać poza domem, a kończyłem na stronie mobilnej każdego z tytułów… i tak dalej.

Selektywne usuwanie aplikacji bywa jednak trudne. Każdorazowo pojawia się pytanie – a jeśli będę chciał/miał sposobność w to zagrać, przeczytać albo obejrzeć, to co wtedy? Spędzę kilka minut na pobieraniu aplikacji ze sklepu, ewentualnym konfigurowaniu konta i prawdopodobnie stracę ochotę lub skończy mi się czas. Zakładając oczywiście, że zasięg pozwoli na pobranie nawet tych kilkunastu megabajtów w kilkanaście sekund albo szybciej. Wbrew pozorom nie trudno jest znaleźć się w miejscu, gdzie złapiemy resztki sygnału LTE, powolne 3G lub weryfikator naszej cierpliwości, czyli E(dge).

Nikt nie broni nikomu posiadania dziesiątek czy setek aplikacji na telefonie, ale w pewnym stopniu odbija się to na wydajności urządzenia jak i/lub czasie pracy na baterii. Pozbycie się zbyt wielu aplikacji może też przywrócić nam pewien spokój, gdy telefon nie będzie przepełniony zbędnymi ikonkami – kwestia indywidualna. Jak to zrobić? Dla przykładu, iOS podpowiada, które programy może usunąć i nawet zrobi to sam, gdy mu na to pozwolimy – wystarczy, że ich w ogóle nie uruchomimy lub będziemy robić to nad wyraz rzadko.

Ale ostatnio zdecydowałem się na drastyczne działanie, rzekłbym nawet, że wyzwalające. Zabezpieczyłem kopie zapasowe kontaktów i innych najważniejszych danych, a następnie wymazałem pamięć w telefonie. Niedługo później zainstalowałem tylko te aplikacje, które były potrzebne od ręki, a pozostałe instalowałem na przestrzeni następnych kilku dni, gdy okazały się niezbędne. W efekcie kilkadziesiąt programów uwolniło pamięć mojego smartfona, zniknęła niekończąca się lista ikonek i od tamtej pory próbuję nie pobierać niczego na zapas.