2

Ten sprzęt HTC przyciąga tłumy ludzi. I trudno się dziwić, bo nikt nie ma lepszego

HTC nie odpuszcza rynku VR i trudno się dziwić, bo tajwański producent dysponuje aktualnie najlepszymi goglami wirtualnej rzeczywistości na rynku. Co jednak najważniejsze, ciągle je udoskonala.

Nie tak dawno HTC pokazywało samodzielne, niewymagające kabli oraz podłączania do komputera rozwiązanie Vive Focus. Na CES pokazali natomiast mocarne Vive Pro, które do działania potrzebują mocniejszych pecetów o dużej mocy obliczeniowej. Na targi MWC firma zabrała oba te rozwiązania, a także garść software’u ukazującego pełnię ich możliwości.

I trzeba przyznać, że HTC Vive Pro faktycznie zrobiły wrażenie na uczestnikach targów (w tym na mnie). Po kilku godzinach spędzonych ze zwykłymi Vive mogę śmiało napisać, że różnica jest kolosalna. Oczywiście to efekt zastosowania lepszych podzespołów. W Vive Pro użyto bowiem dwóch ekranów OLED o łącznej rozdzielczości 2880 x 1600 pikseli. Zagęszczenie pikseli wzrosło tym samym do poziomu 615 PPI.

Oprócz tego gogle mają zintegrowane słuchawki, co nie wymaga używania zewnętrznych headsetów. Podobnie jak podstawowy model, również pro posiada opcję podłączenia bezprzewodowego. Do tego celu potrzebujemy jednak specjalnej przystawki Vive Wireless, która w sprzedaży pojawi się dopiero w drugiej połowie bieżącego roku.

Zresztą to nie jedyne akcesorium dla Vive. Oprócz klasycznych kontrolerów firma produkuje też trackery, które możemy umieścić np. na nadgarstkach lub łydkach. W ten sposób oprogramowanie będzie mogło śledzić ruch naszych nóg. Prezentowane na MWC 2018 rozwiązanie HTC tworzy we współpracy z Mi Hepa Sports – aplikacją szkoleniowo rehabilitacyjną, która służy do grania w piłkę w wirtualnej rzeczywistości.

Jak HTC promowało swój VR na MWC?

Jedną z atrakcji był lot balonem. Przygotowano koszyk, do którego uczestnicy wsiadali, zakładali gogle VR, a następnie mogliśmy podziwiać malownicze widoki, unosząc się nad kanionem. Wrażenia potęgował wiatrak, który wprawiał powietrze w ruch. Sam koszyk znajdował się natomiast na sprężynach, a pracownicy HTC nie oszczędzali uczestników, potrząsając nim od czasu do czasu. Ci mogli natomiast sterować balonem, poprzez pociągnięcie uchwytu nad głową.

To zresztą nie jedyna aktywnośc. Nieco dalej można było zagrać w kilka osób w grę survivalową polegającą na strzelaniu to hord zombie. Niestety nie udało mi się tam dopchnąć, bo tłumy na stoisku HTC były przeogromne. To niesamowite, że nawet tyle lat po premierze, VR od HTC ciągle budzi wyobraźnię i przyciąga tysiące ludzi, którzy ustawiają się w długich kolejkach i cierpliwie czekają na kilkanaście minut rozrywki.

Myśląc o Vive na chłodno, trudno oprzeć się zadaniu pytania: co dalej? Technologia już jest i robi ona duże wrażenie. Opóźnienia wynikające z bezprzewodowej transmisji danych nie są aż tak mocno odczuwalne (przynajmniej podczas lotu balonem, który, powiedzmy sobie szczerze, zbyt dynamiczny nie jest). Brakuje jednak ciągle konkretów – projektów i wspartych specjalistycznym oprogramowaniem rozwiązań, które pokazywałyby, że VR faktycznie znajduje zastosowanie w praktyce (chociaż są wyjątki, jak HTC Vive uczące historii w Pałacu Kultury)

Strzelanie do zombie jest fajne, ale na konferencji przez 20 minut. Potem wracamy do domu i na myśl o wydaniu worka pieniędzy na gogle VR, które będą nam służyły tylko do gier, dostajemy bólu głowy. A tymczasem ciągle nie widać innych perspektyw oraz zastosowań mimo rzucających wręcz na kolana doświadczeń, któe oferuje ten sprzęt.

Zmiany, zmiany, zmiany…

Na sam koniec warto dodać, że w HTC zanosi się na duże zmiany. Nadchodząca restrukturyzacja firmy ma przynieść połączenie dywizji odpowiedzialnej za VR z działem produkującym smartfony (a przynajmniej tym, co z niego zostało po transakcji z Google).