23

HTC liczy, że 2018 będzie należał do nich

Tajwańska firma to prawdziwa legenda rynku mobilnego. Niestety ostatnie kilka lat trudno nazwać szczególnie udanymi, ponieważ osiągane wyniki finansowe zdecydowanie pozostawiały wiele do życzenia. W dodatku ich urządzenia po prostu nie wyróżniały się na tle rywali. Na szczęście patrząc po ostatnio zaprezentowanych nowościach, czyli U11+ oraz U11 Life, oraz sprzedaży działu zajmującego się tworzeniem modeli Pixel Google'owi można powiedzieć, że zaczyna się na nowo rozkwit tego producenta.

Nowa strategia HTC

Chialin Chang, szef firmy, w trakcie trwania konferencji, na której pokazano nowego flagowca, zapowiedział zmiany w cyklu wydawniczym kolejnych telefonów. Na razie brzmi to dosyć zaskakująco. Nie da się ukryć, że HTC nie potrafiło w ogóle zająć się tworzeniem rozsądnie skonstruowanych rodzin produktów, czego przykłady mogliśmy zobaczyć na półkach sklepowych.

Seria Desire z high-endowej stała się czymś znacznie mniej ważniejszym. Otóż w jej skład zaczęły wchodzić modele z niskiej i średniej półki cenowej, a następcą został jedynie na chwilę Sensation. Potem byliśmy świadkami narodzin linii One. One X napędzany przez czterordzeniowy układ Nvidia Tegra 3 i ekran Super LCD dzielnie walczył z Samsungiem Galaxy SIII, a One S i One V również broniły się w swoich segmentach cenowych. W roku 2013 ujrzeliśmy już prawdziwego klasyka – One M7. Głośniki stereo, aluminiowa obudowa o ponadczasowym wyglądzie i aparat z technologią Ultrapixel – to było coś wzbudzającego zachwyt.

Gorszy etap

Niestety od tamtej pory dało się zauważyć, że firmie brakuje nieco pomysłu na siebie. Niby serwowano nam całkiem apetycznie wyglądające kąski, ale w rzeczywistości był to odgrzany fast food. Oprócz świetnego One M8, HTC zaczęło działać „na oślep”. Prezentowanie modele nie miały prawie żadnego wyróżnika, za wyjątkiem jakości dźwięku. W dodatku wyceniano je stanowczo za wysoko. Dla mnie przelaniem czary goryczy była generacja Desire x30, oferujące nawet gorszą specyfikację od poprzedników.

Dobrym przykładem może być również HTC Desire 10 Lifestyle. Montowanie Snapdragona 410, układu z 2014 roku, w nowości z 2017 roku trudno określić inaczej niż strzał w stopę. Pewnym przełomem stał się HTC One A9 z 2015. Uważam go za prawdziwy katalizator zmian w ofercie, mimo że wiele osób niesłusznie oskarżali go o bycie kopią iPhone’a. Mało osób wiedziało wtedy o porozumieniu na linii HTC – Apple i możliwości wzajemnego czerpania inspiracji.

Ambitne plany

W 2018 roku Tajwańczycy mają zamiar zaprezentować szerszej publiczności jedynie pięć, sześć modeli. Zważywszy na ich sytuację oraz powodzenie podobnej operacji u Sony uznaję to za trafiona decyzję – w końcu jest szansa, że będą oferować same dobre telefony. Szczególny nacisk ma zostać położony na urządzenia za około 300 dolarów. Jest to ważne z uwagi na chiński rynek, w którym trwa najbardziej zaciekła walka właśnie w tej kategorii.

Najwyżej pozycjonowana pozostanie rodzina U. Z obserwacji możemy wywnioskować, że będą to U12, U12 Ultra oraz U12+ – możemy liczyć w ich przypadku na powrót do korzeni. Otóż HTC planuje wrócić do używania podwójnych aparatów. Tajwańczycy po raz pierwszy zastosowali je w Evo 3D z 2011 roku, dzięki czemu można było wykonywać trójwymiarowe zdjęcia, jednak identycznie jak jego główny konkurent, LG Swift/Optimus 3D nie okazał się sukcesem.

Podwójne deja vu

Dwa „oczka” z tyłu miał również HTC One M8. W jego przypadku dodatkowy sensor pozwalał uzyskać rozmycie soczewkowe – niestety jakość zwykłych fotografii pozostawiała nieco do życzenia, choć i tak było bardzo dobrze. W 2018 szykuje się powrót do tego. Spodziewam się jednak, że HTC pójdzie ścieżką obraną przez m.in. Xiaomi, Samsunga czy Apple i zaimplementuje już teleobiektyw.

Można mieć w końcu nadzieję, że producentowi uda się wyjść na prostą. Z oceną nowego plany trzeba się jednak wstrzymać do połowy przyszłego roku, kiedy będziemy mogli cokolwiek napisać na temat jego wdrażania. Co ciekawe, U11+ to alternatywna wersja Pixela 2 XL. Oby kolejne modele były równie ciekawe, wtedy Tajwańczycy z pewnością zdołają odzyskać nawet odrobinę wcześniejszej popularności.

źródło: Engadget