38

Hotfile pozywa Warner Bros za oszustwa i nadużycia

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że rozmaite instytucje antypirackie jak i korporacje medialne pozywają często serwisy udostępniające pliki. Jeśli dać użytkownikom możliwość łatwego udostępniania plików, zawsze znajdzie się pewien procent osób, który będzie chciał udostępniać nielegalną muzykę i filmy. Pierwszy raz (przynajmniej z tego co się orientuję) serwis udostępniający pliki – Hotfile pozywa wielką korporację medialną, jaką bez wątpienia jest Warner Bros. […]

Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że rozmaite instytucje antypirackie jak i korporacje medialne pozywają często serwisy udostępniające pliki. Jeśli dać użytkownikom możliwość łatwego udostępniania plików, zawsze znajdzie się pewien procent osób, który będzie chciał udostępniać nielegalną muzykę i filmy. Pierwszy raz (przynajmniej z tego co się orientuję) serwis udostępniający pliki – Hotfile pozywa wielką korporację medialną, jaką bez wątpienia jest Warner Bros. Na dodatek wygląda na to, że Htofile posiada mocne argumenty przeciwko wytwórni filmowej.

Nie pierwszy raz wyszło na jaw, że walka z piractwem to wolna amerykanka. Instytucje i firmy próbujące ścigać piratów same zachowują się jakby zostały wyjęte spod prawa. Wygląda na to, że wszystkie chwyty są dozwolone. Pecha ma ten, na kim akurat skupi się uwaga walczących z piractwem.

Torrent Freak informuje o bardzo ciekawym zwrocie akcji, kiedy to gnębiony Hotfile postanowił się odgryźć. Wiele wskazuje na to, że skutecznie. Zacznijmy jednak od początku. Kiedy Warner Bros nie podobało się, że multimedia do których posiadają prawa są udostępniane za pomocą serwisu Hotfile, serwis postanowił zareagować dając wytwórni filmowej odpowiednie narzędzie aby walczyć z tym procederem. Narzędzie nosi nazwę Special Rightsholder Account (SRA) i pozwala Warner Bros usuwać z serwisu umieszczone na nim pliki, zakładając oczywiście, że Warner Bros faktycznie posiada do nich prawo.

Htofile złożył zażalenie do sądu, że Warner Bros wielokrotnie nadużywał tej możliwości usuwając pliki, do których praw nie posiadał. Po części winę ponosi automatyczny skrypt, który np. w poszukiwaniu filmu The Box usunął z serwisu również książkę o tytule:   “Cancer: Out Of The Box,” autorstwa M. Bollinger’a, jak również produkcję BBC “The Box that Saved Britain”.

Stosowanie prostego skryptu, który usuwał z serwisu wszystko, co ma fragment tytułu filmu w nazwie to podejście z pewnością nieprofesjonalne i narażające Hotfile na straty. Nie trudno się domyślić, że bardzo wiele plików zawiera w sobie słowa użyte w rożnych tytułach filmów. To jednak nie wszystko. Pikanterii całej historii dodaje umowa pomiędzy Warner Bros a Hotfile, wedle której w miejscu usuniętego pliku pojawiał się link do miejsca w którym można było kupić produkcje Warner Bros. Teraz staje się jasne, że usuwanie jak największej ilości plików, również tych, do których wytwórnia filmów nie ma żadnego prawa, było po prostu opłacalnym działaniem.

Hotfile twierdzi, że wielokrotnie zgłaszał problem dotyczący niesłusznego usuwania plików z serwisu przez Warner Bros, jednak liczba pomyłek się nie zmniejszała, wręcz odwrotnie. Jeden z przypadków, to usunięcie najpopularniejszego na Hotfile pliku, który pobierany był 5 razy częściej niż inne pliki. Był to program open source, który został umieszczony na serwisie przez samego twórcę, który uznał taki sposób dystrybucji swojego programu za właściwy.

Cóż, umieszczenie linku do produkcji Warner Bros w miejscu najpopularniejszego na serwisie pliku musiało się niewątpliwie opłacić i narazić Hotfile na spore straty.

Tak oto rzekoma ofiara piractwa Worner Bros, zaczęła wykorzystywać Hotfile do promocji,w sposób nieuczciwy, z pewnością zdając sobie sprawę, że oskarżonemu o umożliwianie piractwa ciężko będzie się bronić i dochodzić sprawiedliwości. W końcu piractwo to dziś bardzo nośny temat. W modzie jest potępiać je głośno i wyraźnie.

Hotfile domaga się zadośćuczynienia za wyrządzone szkody oraz nakazu aby Warner Bros sprawdzało każdy plik indywidualnie, zanim zdecyduje się usunąć go z serwisu.

Tak oto jesteśmy świadkami wykorzystania piractwa dla własnych celów wielkich korporacji. Oczywiście piractwa nie popieram ani nie uważam, że można je usprawiedliwiać. Nie jest jednak tak, że cel uświęca środki. W biznes dystrybuowania filmów i muzyki jest wpisane ryzyko piractwa, tak jak w zawód kierowcy wpisane jest ryzyko wypadku na drodze a w zawód lekarza możliwość zarażenia się od pacjenta. Niewykluczone, że walka wszelkimi sposobami z piractwem przynosi więcej szkód niż samo piractwo jako takie. Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech postawi się na miejscu Hotfile.

Tak jak nie można zakazać chorym przychodzić do lekarza, bo mogą go zarazić, tak niewinni ludzie oraz firmy nie mogą być poszkodowane podczas walki z piractwem. W żadnych okolicznościach, to powinien być absolutny priorytet. Moim zdaniem Hotfile i tak żąda stosunkowo niewielkiego zadośćuczynienia. Gdyby to ode mnie zależało, odebrałbym Warner Bros wszelki dostęp do kasowania plików z serwisu, skoro wykorzystywali narzędzie do własnych korzyści, szkodząc przy tym innym.

Najsmutniejsze jest jednak to, że nikt nie wyciągnie z tego wniosków na szerszą skalę, a korporacje medialne dalej będą uprawiać wolną amerykankę w walce z piractwem, zupełnie bezkarnie. Przypadek Hotfile jest tylko jednym z wielu.

Po więcej informacji zapraszam na Torrent Freak.

A jakie jest wasze zdanie na ten temat?

  1. Gynvael Coldwind napisał(a):

    Usuwanie po nazwie brzmi troche… dziwnie.
    W zasadzie przed usunieciem z pliku powinni nie tylko sprawdzac nazwe, ale rowniez zawartosc, tj. czy plik jest tym czym oni mysla ze jest (w koncu w The Box.mkv moze byc autorski filmik kogos kto nagral 1.5h filmik o swojej kolekcji kartonowych pudelek).

    1. Jan Rybczyński Jan Rybczyński napisał(a):

      Dokładnie tak, powinni ściągać każdy plik i sprawdzać co zawiera. tego właśnie teraz żąda Hotfile w swoim pozwie. Ale jak do tej pory tak to właśnie działało. A nawet jeszcze gorzej, skoro nie tylko po nazwie kasowali, ale również popularne pliki, żeby umieścić swoje reklamy w zamian nich.

  2. Czytujący napisał(a):

    I bardzo dobrze, oby HotFile wygrało sprawę i oby Warner Bros jak najbardziej na tym ucierpiał. Wszystkie „organizacje” które „bronią” praw autorskich itp. to po prostu złodzieje, hipokryci którzy na dodatek uważają się za stojących ponad prawem, ZAiKSy i tym podobne.

    Zamiast tępić piractwo bezpośrednio niech autorzy się zastanowią jak zachęcić ludzi do kupna albo jak udostępnić cyfrowe metody kupowania materiałów tak by mi się to opłacało, by materiał był w dobrej jakości, bez DRMu, bym mógł go odtwarzać na różnych platformach, w rozsądnej cenie a nie w takiej samej jak wersja BOX.

  3. marcin napisał(a):

    nie „poza prawem”, tylko „ponad prawem” ;)
    to nie to samo.

  4. Marek Pieróg napisał(a):

    Odwracając: to hotfile powinno sprawdzać nie po nazwie pliku czy treść jest dystrybuowana przez osobę posiadającą majątkowe prawa autorskie do niej ;)
    Wszystkie serwisy typu hotfile, rapidshare czy ile ich tam jest żyją tylko dzięki piractwu, więc przypomina to kolegów którzy lecą z żalem na policje, że zostali okradzeni, a na codzień paradują w bluzach z napisem chwalącym dzielnych policjantów.

    1. marsjaninzmarsa napisał(a):

      Odwracając – to organizacje antypirackie żyją dzięki piractwu. Gdyby nie użytkownicy, którzy nielegalnie rozpowszechniają pliki istnienie organizacji „broniących” interesów twórców nie miałoby żadnego sensu. :P

    2. Gruby napisał(a):

      Piractwo jest bardzo opłacalne również dla koncernów medialnych itd.
      Oni sobie świetnie zdają sprawę, że piraci nie kupiliby ich produktów. Tylko PRowo mówi się o ogromnych stratach, przedstawia piratów jak najgorszych złodziei itd. żeby opinia publiczna była przeciwko.
      Jednocześnie kwoty, na które pozywani są piraci są wielokrotnie wyższe, niż jakiekolwiek inne! Szczególnie w USA „własność intelektualna” jest przez sądy wyceniana dużo wyżej, niż takie błahe sprawy jak ludzkie życie. Oczywiście tylko wtedy, kiedy prawa autorskie należą do dużego gracza. To jest biznes.

    3. Tomek napisał(a):

      Marek Pieróg: Odwracając: to hotfile powinno sprawdzać nie po nazwie pliku czy treść jest dystrybuowana przez osobę posiadającą majątkowe prawa autorskie do niej ;)
      Wszystkie serwisy typu hotfile, rapidshare czy ile ich tam jest żyją tylko dzięki piractwu, więc przypomina tokolegów którzy lecą z żalem na policje, że zostali okradzeni, a na codzień paradują w bluzach z napisem chwalącym dzielnych policjantów.

      Jeśli postulujesz „uwalenie” amerykańskiego odpowiednika rozdziału 3 naszej ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, to wiedz że to uderzy również w serwisy takie jak Antyweb – i już nic w sieci nie skomentujesz.

  5. Michał Gvviazdowski napisał(a):

    „Htofile złożył zażalenie do sądu, że Warner Bros wielokrotnie nadużywał tej możliwości usuwając pliki, do których praw nie posiadał. Po części winę ponosi automatyczny skrypt”

    bez jaj, pomyłka skryptu WB to powód do pozwu a „pomyłka” serwisu _bazującego_ na kradzieży treści m.in. WB to powód do chluby. Świat staje na głowie.

    1. Jan Rybczyński Jan Rybczyński napisał(a):

      Chyba nie czytałeś artykułu, albo świadomie zignorowałeś informację, że Warner Bros kasowało pliki, do których nie miało żadnych praw nie tylko przez pomyłki automatycznego skryptu. Po prostu wybierali bardzo popularne pliki i usuwali, żeby zamiast nich pojawiły się odnośniki do Warner Bros. To osobna od automatycznego skryptu historia. Takie działania nie były pojedynczymi przypadkami.

      Skoro uważasz, ze to jest ok, to może z miejsca niech zamkną Htofile i po sprawie?

      Poza tym piszesz, że Htofile bazuje na kradzieży treści, to jak możesz podaj serwis zajmujący się hostingiem plików, którego z czystym sumieniem tak nie nazwiesz. Może okazać się, że wg. Ciebie nie powinno być żadnych serwisów które umożliwiają udostępnianie plików, bo w każdym można umieścić pirackie pliki i ktoś może to przeoczyć.

    2. Edward Tomasz Napierała napisał(a):

      Jest coś takiego, jak pomocnictwo. Polega to, w największym skrócie, w świadomym i celowym pomaganiu w popełnieniu przestępstwa. Wsadzono za to m.in. kolesi od ThePirateBay – nie za to, że prowadzili tracker, ale za to, że prowadzili tracker służący praktycznie wyłącznie łamaniu praw autorskich. Firmy pokroju Hotfile działają na identycznej zasadzie – świadomie i celowo pomagają w łamaniu praw autorskich i zarabiają na tym grubą kasę.

  6. Michał Gvviazdowski napisał(a):

    Gruby: Piractwo jest bardzo opłacalne również dla koncernów medialnych itd.

    idioci w tych koncernach medialnych, że tego nie dostrzegają?

    1. Gruby napisał(a):

      Dostrzegają i ciągną grubą kasę z pozwów, często od ludzi, którzy nawet nikomu nic nie udostępnili, ale np. stworzyli narzędzia to ułatwiające (choć przeznaczone do innych celów) i to w celach niekomercyjnych.
      Oczywiście gdyby publicznie nie piętnowali procederu, to mniej by wyciągali od „sprawców”.

  7. Michał Gvviazdowski napisał(a):

    Jan Rybczyński: Poza tym piszesz, że Htofile bazuje na kradzieży treści, to jak możesz podaj serwis zajmujący się hostingiem plików, którego z czystym sumieniem tak nie nazwiesz.

    no właśnie, ja nie umiem znaleźć choćby jednego, a Ty potrafisz? Jeśli nie to czemu mam się litować nad „biednym hotfile?”. Nosił wilk razy kilka ponieśli (WB) skryptem wilka.

    1. Jan Rybczyński Jan Rybczyński napisał(a):

      Tego się obawiałem. Jednym słowem uważasz, że wszystkie serwisy, które umożliwiają hosting plików są złe, tak? Czyli jak Kowalski chce komuś udostępnić plik, to już jego problem i serwisów które to ułatwiają nie powinno być, bo jeszcze ktoś coś nielegalnego w nich umieści.

      To jest właśnie myślenie w stylu, tępimy piractwo za wszelką cenę, nawet jeżeli uczciwi ludzie stracą na tym najwięcej. To jak przymusowe reklamy antypirackie których nie da się przewinąć na początku legalnych filmów i legalni muszą je oglądać, bo piraty mają powycinane zbędne śmieci.

      To wreszcie jak z facetami, którzy mają w spodniach narzędzie gwałtu. Do tego sprowadza się myślenie, że każdy serwis oferujący hosting plików jest zły, bo ktoś może coś nielegalnego na nim umieścić.

      Nie chcę mówić dokąd dalej prowadzi takie rozumowanie. Dla mnie to jest nie do przyjęcia. To tak jakby zabiegać kradzieży samochodów przez zakazanie ich produkcji, niech wszyscy chodzą piechotą i będzie najbezpieczniej.

    2. Edward Tomasz Napierała napisał(a):

      Nie dlatego, że ktoś może wykorzystać go do piractwa, tylko dlatego, że w praktyce wykorzystuje się go prawie wyłącznie do piractwa. Ot, subtelna różnica.

  8. Michał Gvviazdowski napisał(a):

    Jan Rybczyński: Tego się obawiałem. Jednym słowem uważasz, że wszystkie serwisy, które umożliwiają hosting plików są złe, tak? Czyli jak Kowalski chce komuś udostępnić plik, to już jego problem i serwisów które to ułatwiają nie powinno być, bo jeszcze ktoś coś nielegalnego w nich umieści.To jest właśnie myślenie w stylu, tępimy piractwo za wszelką cenę, nawet jeżeli uczciwi ludzie stracą na tym najwięcej. To jak przymusowe reklamy antypirackie których nie da się przewinąć na początku legalnych filmów i legalni muszą je oglądać, bo piraty mają powycinane zbędne śmieci.To wreszcie jak z facetami, którzy mają w spodniach narzędzie gwałtu. Do tego sprowadza się myślenie, że każdy serwis oferujący hosting plików jest zły, bo ktoś może coś nielegalnego na nim umieścić.Nie chcę mówić dokąd dalej prowadzi takie rozumowanie. Dla mnie to jest nie do przyjęcia. To tak jakby zabiegać kradzieży samochodów przez zakazanie ich produkcji, niech wszyscy chodzą piechotą i będzie najbezpieczniej.

    nie, w żadnym wypadku nie uważam że wszystkie systemy wymiany plików są złe. Tylko te oparte na kradzieży cudzych treści. Aha, czyli wszystkie. (Mylę się? Jakiś przykład? Name one.)

    Jak umowny fileshare czerpie zyski z okradania WB opierając się na zasadzie „co niezgłoszone to legalne” to jest OK. Ale jak WB opiera się na zasadzie „wobec tego zgłaszamy wszystko, a czego nie zakwestionujecie to nielegalne” to już nie OK.

    Kali kraść dobrze, Kalemu kraść niedobrze?

    Żeby wyklarować – umownych użytkowników wszyscy i tak mają w okolicach końca pleców, tak WB jak i fileshare. Chodzi tylko o kasę, to czemu ma mi być żal złodziejskiego biznesu?

    1. Tomek napisał(a):

      1. Jak już wyżej pisałem, idąc tym tokiem myślenia należy zamknąć Google Documents oraz komentarze na Antyweb.

      2. „zyski z okradania WB” – tzn. co im ukradli? Krzesła z sali konferencyjnej? http://questioncopyright.org/piracy_is_not_theft

      3. WB zgłaszając fałszywy „copyright claim” popełnia czyn niedozolony w świetle sekcji 512(f) DMCA – http://images.chillingeffects.org/512.html:

      Misrepresentations. – Any person who knowingly materially misrepresents under this section –
      (1) that material or activity is infringing, or
      (2) that material or activity was removed or disabled by mistake or misidentification,
      shall be liable for any damages, including costs and attorneys’ fees, incurred by the alleged infringer, by any copyright owner or copyright owner’s authorized licensee, or by a service provider, who is injured by such misrepresentation, as the result of the service provider relying upon such misrepresentation in removing or disabling access to the material or activity claimed to be infringing, or in replacing the removed material or ceasing to disable access to it.

    2. Gruby napisał(a):

      Wszystko to biznes. Fryzjer też. Zamknąć, bo jest tylko dla kasy?
      Hosting plików jest potrzebny i wiele ludzi z tego korzysta legalnie.
      To nie Hotfile wrzuca nielegalne pliki, ale użytkownicy. Hotfile jak widać stara się pomagać wytwórniom i koncernom zwalczać piractwo, udostępniając odpowiednie narzędzia. I to oni są tymi złymi? Co takiego robią? Zgłoś nielegalny plik, to usuną. Gdyby sprawdzali każdy upload, to z kolei poruszona zostałaby sprawa prywatności. I jak tu robić biznes w itnernecie? Za to Warner Bros nie może zrzucić winy na użytkowników. Oni kasują całkowicie legalne pliki, niezwiązane z ich wytwórnią i jeszcze bezczelnie podmieniają je na reklamy…
      Poza tym artykuł jest o tym, że Warner Bros nie jest taki święty i walka z piractwem nie zawsze służy szczytnym celom. To nie jest istotne, czy w Hotfile biją murzynów. Warner nawalił. Warto sobie z tego zdawać sprawę.

  9. Michał Gvviazdowski napisał(a):

    Tomek: 1. Jak już wyżej pisałem, idąc tym tokiem myślenia należy zamknąć Google Documents oraz komentarze na Antyweb.2. “zyski z okradania WB” – tzn. co im ukradli? Krzesła z sali konferencyjnej? http://questioncopyright.org/piracy_is_not_theft3. WB zgłaszając fałszywy “copyright claim” popełnia czyn niedozolony w świetle sekcji 512(f) DMCA – http://images.chillingeffects.org/512.html:Misrepresentations. – Any person who knowingly materially misrepresents under this section –
    (1) that material or activity is infringing, or
    (2) that material or activity was removed or disabled by mistake or misidentification,
    shall be liable for any damages, including costs and attorneys’ fees, incurred by the alleged infringer, by any copyright owner or copyright owner’s authorized licensee, or by a service provider, who is injured by such misrepresentation, as the result of the service provider relying upon such misrepresentation in removing or disabling access to the material or activity claimed to be infringing, or in replacing the removed material or ceasing to disable access to it.

    ad 1. komentarze na antyweb? bo?

    ad 2. to proste – ukradli im prawa do wyłącznego rozpowszechniania filmów/seriali etc. A nie, przepraszam, użytkownicy ukradli. Serwis zupełnie nie wie do czego używa go większość ludzi.

    ad 3. możliwe, że WB naruszył prawo. No i co z tego? Ma nam być żal serwisu służącego do zinstytucjonalizowanej kradzieży plików m.in. WB? Mnie żal ich nie jest, kradli – dostali kontrę. Płakać nie wypada.

    BTW: prosta konsekwencja jest taka – nie będzie filmów, nie będzie seriali, nie będzie transmisji meczów, „nie będzie niczego”, bo wszyscy gdzieś się z kimś podzielą. Będzie lepiej?

    1. Gruby napisał(a):

      „I co z tego, że WB naruszył prawo?” No to co z tego, że ktokolwiek je narusza?
      Wszyscy są równi wobec prawa, więc nikt go nie powinien naruszać. Im większy gracz, tym większa odpowiedzialność. Jeśli nie, to nie należy zastanowić się nad zmianą nazwy ustroju.
      Nie można tłumaczyć kogoś cudzymi błędami. Chyba się zagalopowałeś i sam nie widzisz, co piszesz.
      Zresztą co ma zrobić HF? Udostępnia zainteresowanym narzędzia do walki z piractwem. Nawet po takie wpadce nie mówi WB – wypad, nadużyliście zaufania. Robią co mogą, żeby zachować równowagę między bezpieczeństwem i prywatnością, a zwalczaniem piractwa.

    2. Tomek napisał(a):

      1. Bo nigdy nie wiadomo który komentarz narusza praw. Te same przepisy które chronią Antyweb chronią też Hotfiles.

      2. Ten wątek łatwo można zmienić w flejma więc pozwól że go zakończymy teraz :)

      3. Trzymając się sedna – Hotfiles prawa nie naruszył a WB tak. Przypominam że WB ostro lobbował za DMCA, na którym opiera się działalność Hotfiles i który WB sam teraz złamał. Ironia losu, co nie?

      BTW. Pics od didn’t happen – dowody anegdotyczne mają zerową wartość.

  10. Marek Pieróg napisał(a):

    marsjaninzmarsa: Odwracając – to organizacje antypirackie żyją dzięki piractwu. Gdyby nie użytkownicy, którzy nielegalnie rozpowszechniają pliki istnienie organizacji “broniących” interesów twórców nie miałoby żadnego sensu. :P

    Organizacje „antypirackie” to w większości patologia, tak samo jak obecny system zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (czy to polskie ZAiKSy czy amerykańskie RIAA). Ale to nie ma tutaj zastosowania – tutaj zgłasza się bezpośrednio poszkodowany.

  11. Marek Pieróg napisał(a):

    Tomek:
    Jeśli postulujesz “uwalenie” amerykańskiego odpowiednika rozdziału 3 naszej ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, to wiedz że to uderzy również w serwisy takie jak Antyweb – i już nic w sieci nie skomentujesz.

    Ironizuje. Ale przyznasz sam, że obecna sytuacja broni też tych którzy żyją tylko i wyłącznie z treści „wątpliwego” pochodzenia.

    Nie rozumiem takiego uwielbienia dla sytuacji w której to na stronie poszkodowanej ma leżeć cały ciężar poszukiwania i udowadniania, że *jest* poszkodowana. I nie łączmy tego z dyskusją na temat rzeczywistych strat, absurdalności odszkodowań których próbuje się dochodzić w stanach czy kolejnych flejmów czy piractwo == kradzież czy nie, na ten temat każdy ma wyrobione zdanie i nie ma sensu go ciągnąć.

    1. Tomek napisał(a):

      Marek Pieróg:
      Ironizuje. Ale przyznasz sam, że obecna sytuacja broni też tych którzy żyją tylko i wyłącznie z treści “wątpliwego” pochodzenia.Nie rozumiem takiego uwielbienia dla sytuacji w której to na stronie poszkodowanej ma leżeć cały ciężar poszukiwania i udowadniania, że *jest* poszkodowana.

      W prawie cywilnym zasadą jest że ciężar dowodu spoczywa na powodzie, a w prawie karnym – że człowiek jest niewinny póki nie udowodni mu się winy.

      Także przepisy o domniemaniu zgodności z prawem działań serwisów internetowych wpisują się w ten szablon – inaczej Grzegorz musiałby zamnąć komentarze na Antyweb czy widget Adtaily, nie mówiąc o samych wpisach mocno oparatych na zagranicznych źródłach.

      Ale nie chcę robić flejma bo temat jest tak wielowątkowy że i tak nikt nie wygra (jeśli w ogóle można wygrać flejma). W każdym razie tak „na gorąco” o wydaje mi się że copyright powinien wrócić do źródeł od których odjechał na kosmiczną odległość, utwory chronione powinny być rejestrowane, użytek dozwolony rozszerzony tak na nowo wybalansować prawa stron, a okres monopolu skrócony do np. 10 lat – i dopiero wtedy można mówić o sankcjach cywilnych czy karnych. W przeciwnym razie już niedługo wróci realna cenzura.

    2. Gruby napisał(a):

      Ale te serwisy nie żyją tylko z piractwa. Hosting plików jest zwyczajnie potrzebną usługą. „Poszkodowani” zawsze będą twierdzić, że ich prawa dało się lepiej chronić. Nie tylko w internecie, tak wygląda świat. A jednak da się uwalić cały serwis hostujący pliki – choćby odsiebie.pl z naszego podwórka. Jak widać, chomikuj.pl lepiej się broni. Jeśli wszystkie te serwisy żyją z wiadomego, to wystarczy to udowodnić i znikną. Nie ma co tworzyć prawa, które zabroni ich istnienia, bo łatwo będzie pod to podciągnąć inne usługi.

  12. Tomek napisał(a):

    Edward Tomasz Napierała: Nie dlatego, że ktoś może wykorzystać go do piractwa, tylko dlatego, że w praktyce wykorzystuje się go prawie wyłącznie do piractwa.Ot, subtelna różnica.

    Pics or didn’t happen – dowody anegdotyczne mają zerową wartość.

    1. Edward Tomasz Napierała napisał(a):

      Zabawne – dokładnie ten sam argument przytaczali obrońcy TPB. „Pics” oczywiście zademonstrowano – w sądzie.

    2. Tomek napisał(a):

      Edward Tomasz Napierała: Zabawne – dokładnie ten sam argument przytaczali obrońcy TPB.“Pics” oczywiście zademonstrowano – w sądzie.

      Ponawiam prośbę o „pics”, sztuczki retoryczne zostawmy na boku.

  13. Marek Pieróg napisał(a):

    Gruby: Ale te serwisy nie żyją tylko z piractwa.

    Jasne. Wszystkie chomiki, rapidshare’y i inne jak wiadomo służą głównie do wymieniania fotek z imienin u cioci a źli piraci wykorzystują serwisy w niecnych celach niezgodnie z intencją ich właścicieli. Alternatywna rzeczywistość?

    1. Gruby napisał(a):

      Być może alternatywna. Ale nawet tu w artykule mamy powiedziane, że najczęściej ściąganym plikiem był legalny program z darmową licencją. W ogóle ściągając darmowe i legalne pliki w internecie często można się natknąć na mirrory na torrentach i filesharach. Czyli jest zapotrzebowanie na tego typu usługi. I nie chodzi tylko o fotki z imienin cioci, choć u mnie też zwykle jak ktoś np. nakręci filmik na jakimś wyjeździe, to podrzuca link do rapida.
      Że są piraci? No są, nikt nie przeczy. Ale przecież WB ma prawo skasować każdy jeden plik. Nie musi z nim iść do sądu i czekać na orzeczenie, może to zrobić od razu. W świetle prawa ze świata rzeczywistego to i tak jest duże ustępstwo. To Ty póki co chcesz tworzyć alternatywną rzeczywistość, gdzie prawa internetu będą inne (surowsze), niż zwykłe. A taka idea nigdy internetowi nie przyświecała.
      Nie mówimy też o wszystkich tego typu serwisach, ale o hotfile, który idzie przecież na rękę właścicielom praw, ale broni również własnych interesów. Jak wszyscy i tak chyba być powinno?
      Bo można też zakazać sprzedaży kamer (ludzie nagrywają filmy w kinie), nagrywarek CD czy DVD (to dopiero piractwo) oraz czystych płyt, w ogóle można odłączyć wszystkich od internetu, gdzie się tyle piractwa szerzy. Czy naprawdę wierzysz, że ludzie kupują płyty CD, żeby trzymać na nich własne zdjęcia?

    2. Tomek napisał(a):

      Marek Pieróg:
      Jasne. Wszystkie chomiki, rapidshare’y i inne jak wiadomo służą głównie do wymieniania fotek z imienin u cioci a źli piraci wykorzystują serwisy w niecnych celach niezgodnie z intencją ich właścicieli. Alternatywna rzeczywistość?

      To może zaproponuj rozwiązanie takie które nie wyeliminuje Google Docsów, nie zablokuje rozwoju chmur etc.

    3. Tomek napisał(a):

      Gruby: Bo można też zakazać sprzedaży kamer (ludzie nagrywają filmy w kinie), nagrywarek CD czy DVD (to dopiero piractwo) oraz czystych płyt, w ogóle można odłączyć wszystkich od internetu, gdzie się tyle piractwa szerzy. Czy naprawdę wierzysz, że ludzie kupują płyty CD, żeby trzymać na nich własne zdjęcia?

      Nie chcę psuć innym (nie Tobie) obrazu świata, ale w cenie kamer, płyt, dysków, ryz papieru płacimy już podatek na WB.

    4. Gruby napisał(a):

      Taki podatek to przecież tylko półśrodek, jak narzędzia pozwalające kasować pliki z HF. ;) Trzeba tego zakazać!