5

Miliarder przygotowuje hotel w kosmosie. Urlop na orbicie już za kilka lat

Jeśli na wczasy to tylko... w kosmos. Na razie nierealne, nawet jeśli ktoś jest majętny, ale za kilka lat przeszkody techniczne powinny zniknąć i barierą pozostanie zawartość portfela. Ewentualnie kwestie zdrowotne - wydaje się mało prawdopodobne, by organizator na taką wyprawę brał każdego chętnego. Czy owe podróże będą polegały wyłącznie na krótkim locie, podziwianiu Ziemi z dużej wysokości, zabawie w stanie nieważkości? Niekoniecznie - całkiem realnie brzmią plany tworzenia bazy hotelowej poza naszą planetą. Konkrety w tym zakresie przedstawił jeden z amerykańskich miliarderów.

Hotel na orbicie – tu nie potrzeba głośnych reklam, to hasło załatwia sprawę. I chociaż pomysł nie jest nowy, w książkach czy filmach pojawia się od dawna, biznesmeni też poświęcają mu uwagę, to z konkretami jest już gorzej: nie wystarczy powiedzieć, że chce się coś takiego zrobić. Potrzebne są wielkie pieniądze, zaplecze techniczne, bardzo dobrze przemyślany biznesplan, odpowiedni partnerzy. Wydaje się, że tym wszystkim dysponuje Robert Bigelow. Człowiek, który na branży hotelarskiej zjadł zęby (z poniższego filmu dowiecie się, że to nie jest technologiczny geniusz, osoba zafascynowana nowinkami – nie korzysta nawet z laptopa). To jego jedyne zaplecze? Nie.

Jeszcze w poprzednim stuleciu biznesmen powołał do życia firmę Bigelow Aerospace, która zajęła się produkcją sprzętu kosmicznego. Jak się okazuje, z powodzeniem. Przedsiębiorstwo ma na swoim koncie m.in. opracowanie nadmuchiwanego modułu stacji kosmicznej, który parę lat temu został zainstalowany na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej:

Pierwotny plan był taki, żeby trochę protestować nadmuchiwany moduł, po czym będzie można go odłączyć i spalić w atmosferze. Jednak w związku z tym, że firma Bigelow Aerospace najwidoczniej wykonała kawał solidnej roboty, trochę szkoda się tego pozbywać… NASA zdecydowała, że szkoda tracić te 16 m3 dodatkowej przestrzeni i moduł BEAM może jeszcze trochę zabawić na ISS. Poza tym prowadzone są negocjacje na kolejne takie moduły, które mogłyby trafić na orbitę na kolejne lata.[źródło]

Wsparciem i odbiorcą w tym projekcie była NASA, ale niedawno pisałem, że Agencja za kilka lat prawdopodobnie o(d)puści Międzynarodową Stację Kosmiczną, a to może być problem dla Bigelow Aerospace. Biznesmen nie zamierza jednak rozkładać rąk – już tworzy kolejny interes: Bigelow Space Operations. W oparciu o swoje moduły chce zbudować… własną bazę. Taka jednostka miałaby się pojawić na orbicie już na początku przyszłej dekady. Jednocześnie mogłoby przebywać na niej 6 osób. Do kogo skierowana zostanie ta usługa? Zaletą projektu jest to, że można go nazwać uniwersalnym: będzie dedykowany państwom, firmom, osobom prywatnym.

Jeśli jakiś podmiot chce tam przeprowadzać eksperymenty, obiekt stanie się nowoczesnym laboratorium. Jeśli milionerzy zechcą wybrać się na kosmiczny urlop, moduły zamienią się w hotel. Jeden moduł B 330 ma długość 16 metrów i z naszej perspektywy może się to wydawać niezbyt imponujące, ale w warunkach kosmicznych daje to całkiem spory obiekt. Zwłaszcza, że na orbitę trafia w znacznie mniejszej formie. I tu ciekawostka: firma anonsowała też projekt Olympus – bazę, która będzie dużo większa od MSK, ale ponoć uda się ją wynieść w przestrzeń kosmiczną jedną rakietą Falcon Heavy. Składana baza – to byłoby coś.

NASA chce zrezygnować z rozwoju MSK, ale jednocześnie skupi się na dalszych celach: Księżycu i Marsie. A to szansa dla Roberta Bigelowa – jeżeli jego moduł wciąż będą rozwijane i uda się potwierdzić, że to dobry pomysł, amerykańska Agencja może być nimi zainteresowana. To jednak niepewny klient. Z pewnością korzyścią jest fakt, że nakręca się temat turystyki kosmicznej: dużo mówi się o lotach, ale hotel byłby czymś bardziej elitarnym, więc pożądanym przez największych krezusów. Pozytywną wiadomością dla wspomnianych przedsiębiorstw jest to, iż sukcesem zakończył się start Falcon Heavy: spada koszt tworzenia stacji, rosną możliwości jej rozbudowy.

Taki obiekt byłby interesujący z naprawdę wielu powodów. Obok pytań o eksperymenty, jakie mogłyby tam zostać przeprowadzone, pojawią się np. kwestie prawne i… podatkowe. Od jakiegoś czasu mówi się o tym, że na orbicie powinny powstawać kasyna, by uciec przed fiskusem. Dochodzimy do momentu, w którym to nie musi się okazać mrzonką.