gabinet cieni
15

Hofmanowi nie udało się wyjść z cienia swojego rozmówcy. Bardzo słaby pierwszy odcinek „Gabinetu Cieni”

Aktywny PR-owiec prowadzący program publicystyczny - czy to mogło się udać? Sylwetki Hofmana nikomu nie trzeba przedstawiać, były rzecznik PiS, czołowy bohater afery madryckiej itp.

PR-owiec Hofman razem z Wirtualną Polską pokazali światu niedawno pierwszy odcinek programu “Gabinet Cieni” – z ciekawością obejrzałem i jestem mocno rozczarowany. Zdaje sobie sprawę, że to pierwszy odcinek i wiele rzeczy można poprawić, obawiam się jednak, że to co mnie rozczarowuje jest nie do poprawienia.

Powstrzymam się od opinii politycznych i skupię jedynie na tym, co było w programie i jak był zrealizowany. Tomasza Machała kilka dni po emisji chwalił się blisko pół milionem odsłon materiału, Hofman na Twitterze optymistycznie porównuje odsłony internetowe do wyników z badań Nielsena twierdząc, że są w czołówce programów publicystycznych.

Jak się oglądało “Gabinet Cieni”? Niestety słabo. Od strony technicznej mam wrażenie, że obraz jest prześwietlony i momentami gubi ostrość. Nie wiem czy jest to wina użytego playera czy też czegoś innego, ale trudno się to ogląda. Trudności z oglądaniem sprawiała mi również kamera, w której operator za cel wziął sobie pokazanie rozmówców z jak największej liczby kadrów. Z boku z góry, z drugiego boku, ujęcie na twarz, przybliżenie ujęcia zza pleców itp. Wszystko to sprawia, że trudno jest się skupić na samej rozmowie, ponieważ ciągle zmienia się nam obraz przed oczami. W przypadku takich programów najważniejszy powinien być gość i to co mówi, a nie fantazje operatora i nowoczesne kadry. Nie można się natomiast przyczepić do realizatora dźwięku – tutaj wszystko było na odpowiednim poziomie.

Hofman

Techniczne elementy nie bolą jednak tak bardzo jak merytoryczne. Hofman, który sam mówi o sobie, że nie jest dziennikarzem rozmawia z Antonimi Macierewiczem – chyba jedną z najbardziej barwnych postaci polskiej polityki. Gość więc jak na otwarcie i pierwszy odcinek bardzo ciekawy. Hofman jednak nie był w stanie wyjść ze swojej byłej roli, czyli rzecznika partii i z rozmowy ujawniającej cienie polityki wyszła rozmowa rzecznika z członkiem własnej partii. Przytakiwanie, przerzucanie się komplementami, pytania nie sprawiające absolutnie żadnego problemu gościowi, przyjmowanie odpowiedzi, w których finezja uniku przypomina grację słonia itp.

Rozumiem, że Hofman nie jest dziennikarzem. Naprawdę. Natomiast zastanawia mnie sens programu, w którym zaprasza się gości i praktycznie o nic sensownego się go nie pyta. Przyjmuje się każdą wymijającą odpowiedź i nie drąży tematu. Jaki mam mieć cel taki program? Złośliwie mógłbym powiedzieć, że jest to nowy rodzaj content marketingu, w którym to obie strony mają korzyści z tego, że rozmawiają ze sobą na wizji. Nie będę jednak złośliwy, bo przecież gdyby cały ten program był jedynie reklamą, to byłaby ona oznaczona prawda?

Abstrahując od złośliwości, Hofman dał się rozmówcy po prostu zdominować. Zastanówmy się więc czy to przypadek, czy po prostu Hofman jako były rzecznik partii politycznych, naprawdę nie umie przeprowadzić rozmowy tak, aby to on nią kierował? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.

A pomysł na program był ciekawy – w końcu, jeśli były polityk chciałby przepytać na poważnie swoich byłych kolegów, użyć swojej wiedzy o tym, co się działo w kuluarach polityki i zbudować na tej bazie merytoryczną dyskusję, to niezależnie od poglądów, taki program w internecie miałby szansę. Teraz jest miałko, bez treści i bez emocji. Może prowadzący wykaże się większą ikrą i odwagą w momencie kiedy po przeciwnej stronie stanie ktoś inny.