Kiedyś takie pomysły pojawiały się w głowach szalonych dyktatorów z filmów o przygodach Jamesa Bonda. Planujący zagładę świata lub co najmniej namieszanie w globalnej polityce czarny charakter wystrzeliwał w kosmos własnego satelitę. Dzisiaj na wcale nie taki odległy pomysł wpadli hakerzy, którzy chcą zawalczyć o wolność słowa (i dostępu do plików) w internecie.

Pomysł na wystrzelenie satelity padł podczas konferencji Chaos Communication Congress, która odbyła się niedawno w Berlinie. Projekt już został ochrzczony mianem Hackerspace Global Grid. Nie jest to zupełna mrzonka (choć na razie brakuje pieniędzy), jako że haktywiści nie chcą umieścić na orbicie Ziemi jednego dużego satelity, ale całą masę niewielkich urządzeń wynoszonych za pomocą balonów.

Niemieccy pasjonaci zawiązali w tym celu współpracę z niemiecką instytucją Constellation, która wspiera podobne projekty. Mają też już niejakie doświadczenie, jako że w poprzednich latach wysyłali hobbystycznie w przestrzeń niewielkie satelity. Teraz chcą stworzyć za ich pomocą sieć, która może być wykorzystana w walce o internet bez cenzury.

Haktywistom zależy stworzeniu wolnego dostępu do internetu, który nie będzie ograniczany za pomocą ustaw typu Stop Online Piracy Act (SOPA), która proponowana jest w USA. Chcą również prowadzić dodatkowe badania mogące pomóc w rozwoju technologii. Na samym starcie mają jednak sporo problemów.

Niewielkie satelity wynoszone na orbitę nie mają bowiem stałej trajektorii lotu. Trudno je namierzyć, a potem wykorzystać do własnych celów. Niemieccy haktywiści wpadli więc na pomysł, aby stworzyć urządzenia, będące czymś w rodzaju „odwróconego GPS”. Pozwolą one namierzać umieszczone w przestrzeni satelity. Urządzenia takie miałyby być sprzedawane za około 100 euro, zaś ich prototyp powinien powstać jeszcze w tym roku.

Jest też znacznie delikatniejsza kwestia naruszania przestrzeni powietrznej państw, nad którymi satelity będą krążyć. Władze krajów, którym nie spodoba się pomysł Hackerspace Global Grid mogą po prostu zestrzelić krążące w ich przestrzeni obiekty.

Moim zdaniem mimo godnej pozazdroszczenia pasji i ciekawych pomysłów, haktywiści raczej nie osiągną dużego sukcesu. Zdaniem naukowców namierzanie z ziemi nisko latających satelitów jest możliwe, jednak będzie trudne do wykonania. Nagminne będą przerwy a także opóźnienia w przesyłaniu sygnału. Może znacznie lepszym, choć bardziej przyziemnym byłoby skupić się na przekonywaniu władz do wizji otwartego internetu?

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • HiIAmFromPoland

    Myślę, że to zasłona dymna. Gdybym był hakerem zhakowałbym jakiegoś starego radzieckiego satelite lub asteroidę błąkającą się po orbicie i wgrał tam jakiegoś linuxa.

    To narazie jest pomysł. Był też pomysł stworzenia alternatywnej sieci korzystając z domowych wifi. Cała ta infrastruktura kosztuje pewne sumy, żeby zapewnić nam te przyzwoite 512Kbps, a cofnąć się do ery modemów nie chcem. A bojkot GoDaddy dał nawet niezły efekt, więc jak przyjdzie co do czego to zrobimy bojkot Platformy, podatków czy czegoś tam.

  • Adam

    „Jest też znacznie delikatniejsza kwestia naruszania przestrzeni powietrznej państw, nad którymi satelity będą krążyć. Władze krajów, którym nie spodoba się pomysł Hackerspace Global Grid mogą po prostu zestrzelić krążące w ich przestrzeni obiekty.”
    Tak? Bardzo ciekawe co kolega opowiada.
    Po pierwsze, przestrzeń kosmiczna nie należy do żadnego państwa i nie wymaga zgody na przebywanie w niej.
    Po drugie, ze względu na „po pierwsze” nie wymagana jest również zgoda na przelatywanie nad terytorium dowolnego państwa obiektu znajdującego się w przestrzeni kosmicznej.
    Po trzecie, mocarstwa mają kłopot z zestrzeleniem swoich uszkodzonych satelitów (dużych obiektów), ONZ ma kłopot z pozbyciem/zestrzeleniem śmieci krążących po odbicie. A kolega stwierdza, że „mogą po prostu zestrzelić krążące w ich przestrzeni obiekty”, pomimo tego, że wcześniej napisał (przepisał?) „Trudno je namierzyć, a potem wykorzystać do własnych celów” oraz „Niewielkie satelity wynoszone na orbitę nie mają bowiem stałej trajektorii lotu”.
    Jeśli już się pisze o czymś to albo proszę przepisywać słowo w słowo, bez zmieniania treści i dodawania swoich uwag. Albo jeśli już się chce dodać swoje 3 grosze, to dobrze jest się zapoznać z tematem i poczytać trochę o nim, żeby nie pisać potem bzdur.
    Pozdrawiam

    • Michał Majchrzycki

      Adamie, mówimy o niewielkich satelitach wynoszonych w przestrzeń nad ziemię, a nie hakerskiej wersji Sputnika ;)

  • ann

    „ale całą masę niewielkich urządzeń wynoszonych za pomocą balonów.”

    to ma być żart?
    balony nie osiągną prędkości kosmicznej i satelity po godzinie unoszenia się do ok 30-50km spadną na ziemie być może kogoś zabijając

    • Karol

      wcale nie trzeba osiągać 1 prędkości kosmicznej żeby coś wynieść na orbitę. Jest to tylko prędkość początkowa jaką należy nadać obiektowi bez własnego napędu żeby nie spadł na ziemię.

    • ann

      dlatego napisałem ze spadną

  • http://12elephants.blogspot.com/ Kazimierz

    „Może znacznie lepszym, choć bardziej przyziemnym byłoby skupić się na przekonywaniu władz do wizji otwartego internetu?”
    Nie jestem pewny co jest prostsze, satelity na orbicie, czy przekonanie władzy ;P

    • Michał Majchrzycki

      No cóż, politycy często zachowują się, jakby spadli z księżyca ;)

  • Z

    A dlaczego władze miałyby zgodzić na otwarty internet? Równie dobrze możesz napisać, że warto byłoby je przekonać do odpolitycznienia tv. Tylko że ani jedno ani drugie im się nie opłaca.

  • Maciej

    Satelity? Balony? To się chyba wzajemnie wyklucza!
    Niech ktoś zapoda linka do balonowych satelitów… bo pęknę.

    Balony poruszają się w atmosferze a satelity po orbicie… czyli poza atmosferą (orbita w atmosferze jest niemożliwa ze względu na siły tarcia) i tak jak pisze ann: te balony nie osiągną 1 prędkości kosmicznej i po prostu pospadają.

    No chyba, że nie pospadają – wtedy przeproszę :)
    Albo ktoś elkowentnie wykaże że (pewnie podobnie jak papierowe samoloty) te balony spełniają definicję satelity :)

  • Maciej

    Karol: wcale nie trzeba osiągać 1 prędkości kosmicznej żeby coś wynieść na orbitę. Jest to tylko prędkość początkowa jaką należy nadać obiektowi bez własnego napędu żeby nie spadł na ziemię.

    Czyli jak Syzyf – wynieśmy kamień na górę i… bum! Spadnie… no to jeszcze raz… kurde nie trzyma się… jeszcze…

  • http://postmedia.blogspot.com andrzej

    zamiast pleść androny ;) lepiej ciułać pieniądze, wziąć sprawy w swoje ręce i odkupić satelitę od bankruta, za 150 tys. dolarów. http://buythissatellite.org/