11

Gypsy – oceniamy przedpremierowo wyczekiwany serial na Netflix

Gypsy, to jedna z ostatnich serialowych premier Netfliksa na czerwiec. Na jego debiut czekałem z niecierpliwością nie tylko ja, ale także inni redaktorzy Antyweb. Obejrzałem udostępnione mi przedpremierowo 5 odcinków, czyli połowę serialu - na resztę zaczekam razem z Wami. Ale czy będę miał ochotę wrócić do życia psychoterapeutki Jean i jej pacjentów?

Dramat Netfliksa zapowiadał się wyśmienicie. Klimatyczne zwiastuny budowały świetną, tajemniczą i wciągającą atmosferę. W praktyce wyszło jednak nieco inaczej. Gypsy nie jest serialem lekkim. Poruszana tematyka to mniej lub bardziej poważne problemy życiowe pacjentów odwiedzających gabinet Jean i to wokół nich kręci się każdy z odcinków. Razem z główną bohaterką wysłuchujemy ich opowieści, czasem udając, że nas to interesuje.

Po drugie, skomplikowana, choć nie do końca odgadniona pani doktor, nie wydaje się mieć pomysłu na siebie. Podejmowane przez nią decyzje, w pierwszej kolejności, wydają się przemyślane i w pełni świadome, ale po pewnym czasie dojdziemy do wniosku, że tak wcale nie jest. Wręcz przeciwnie, działa pod wpływem emocji, zachcianek.

Gypsy – co się udało, a co nie

 

Trzeba jednak powiedzieć, serial zrealizowany jest lepiej, niż tylko poprawnie. Pod względem technicznym nie mogę się do niczego przyczepić. Stosowane zbliżenia czy czasem nieruchome kadry po prostu działają – ogląda to sie naprawde dobrze. Jeśli miałbym na coś narzekać, to na muzykę, która jest niestety bardzo wtórna. Główny motyw muzyczny jest przyjemny dla ucha, nadaje wszystkiemu aury tajemniczości, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że cały czas słyszę dokładnie to samo. Ścieżka muzyczna jest odpowiednia, dobrze spasowana, ale po pewnym czasie nie robi na nas wrażenia. Podobnie wypada czołówka serialu – nie do końca pasuje do tej produkcji.

Netflix i seriale – Gypsy mogło być lepsze

Dziwią mnie takie niedociągnięcia w produkcji Netfliksa z Naomi Watts na czele. Aktorka znakomicie radzi sobie przed kamerą, do czego zdążyła nas już przyzwyczaić. Wtórują jej Billy Crudup w roli męża oraz Maren Heary w roli córki. Pozostałe postacie są tylko zarysowane, nie poznajemy ich bliżej, choć w wielu wypadkach powinno to nastąpić. Prześlizgujemy sie tylko po ich żywotach, mimo że to właśnie one, w teorii, napędzają ten serial. Do tego niewyraźna czołówka i muzyka, broni sie za to operator kamery, który potraktował swoją robotę jak należy.

Netflix odpowiada za powstawanie mnóstwa seriali i coraz częściej mówi się, że to odbija się na ich jakości. Trzeba przyznać, że jest w tym trochę prawdy, bo Gypsy wydaje się być wyprodukowane na szybko. Potrafi zaciekawić, ale podejrzewam, że do 5 (a może i 10?) odcinka dotrwają tylko najwięksi fani Naomi.