47

Obejrzałem „Ostatniego Jedi” dwa razy – na razie nie mam ochoty na więcej

Ostatni Jedi święci triumfy. W pierwszy weekend nowy najnowszy epizod Gwiezdnych Wojen zobaczyło blisko 800 tysięcy widzów generując wpływy z biletów na poziomie 17,8 miliona złotych. To najlepsze otwarcie w tym roku, a wielu widzów wciąż nie widziało filmu.

Mam już za sobą dwa seanse VIII epizodu chyba najbardziej popularnej na świecie sagi filmowej. Sądziłem, że do kina wybiorę się jeszcze co najmniej dwukrotnie, ale straciłem ochotę. W mojej bezspoilerowej recenzji zaznaczyłem, że Ostatni Jedi to bardzo odważny film, a ja przygotowałem odważną deklarację – nie mam ochoty go więcej oglądać. Nie wszystko w nowych Gwiezdnych Wojnach mi nie odpowiadało – Ostatni Jedi to wizualny rarytas, na który patrzy się z wielkim podziwem, uwielbiam to, co stało się z Kylo Renem i ogromne wrażenie zrobił na mnie stary, zmęczony życiem i zrzędliwy Luke Skywalker. Niestety, wiele innych elementów zawiodło.

Zbędne wątki

Struktura filmu jest tak zakręcona, że na przestrzeni kilku minut wymagane jest, by widz wzruszył się, zdenerwował i zaśmiał – niekoniecznie w tej kolejności. Przeskoki pomiędzy różnymi wątkami są zbyt częste, wytrącają z równowagi, a to nigdy nie było problemem Gwiezdnych Wojen. Wreszcie, wyprawa Finna z Rose do kasyna na Canto Bight mogłaby się w ogóle nie odbyć – rozwija bohaterów (a właściwie nową bohaterkę). Odniosłem wrażenie, że wszystko to zrobiono tylko po to zająć czymś Finna, dla którego zabrakło miejsca w innych, niezwykle zapchanych bohaterami scenach oraz w celu wydłużenia czasu trwania filmu. Misja mogła zakończyć się fiaskiem, ale jej przebieg jest tak niewiarygodny i niesatysfakcjonujący, że wolałbym, by w ogóle to nie miało miejsca.

Reżyser przeszarżował

Muszę, po prostu muszę wspomnieć w kilku słowach o dwóch odważnych scenach, które zaburzyły cały mój pogląd na nowy kanon Gwiezdnych Wojen. Wiedzieliśmy, że Disney będzie próbować nowych sztuczek i że to było niezbędne, by uatrakcyjnić drugi film z najnowszej trylogii, ale Księżniczka/Generał Leia ożywająca w kosmicznej próżni czy droid BB-8 sterujący maszyną AT-ST nie mieści mi się w ramach nawet tak otwartego uniwersum jak Gwiezdne Wojny. Te sceny tak bardzo wybiły mnie z rytmu, że potrzebowałem kilku dobrych minut, by powrócić do gwiezdnowojennego nastroju i móc kontynuować seans. Wrażliwość na Moc Lei można było ukazać w inny, mniej spektakularny sposób i byłbym zdecydowanie bardziej usatysfakcjonowany.

Są chwile, gdy Ostatni Jedi zachwyca

A przecież Ostatniemu nie brakuje dobrych, bardzo dobrych i świetnych pomysłów. Przemiana Kylo Rena jest dla mnie przekonywująca i o ile nie byłem zwolennikiem tej postaci w Przebudzeniu Mocy, tak teraz jestem w stanie uwierzyć, że Ben Solo faktycznie ma pewne szanse siać postrach w galaktyce jak niegdyś Darth Vader. Scena z podduszaniem Generała Huxa wypadła fenomenalnie. Dla równowagi otrzymaliśmy jednak festiwal głupotek i żarcików w kolejnych scenach z udziałem tych postaci, które rozegrały się w kabinie AT-AT. Spojrzenie Kylo Rena na Huxa powtarzającego rozkaz zostało zagrane wyśmienicie przez Adama Drivera, ale było nie na miejscu. Podobnie jak zapytanie o to, czy ostrzał Luke’a był wystarczający lub rzucenie Huxa o ścianę z użyciem Mocy. Drobnostki? Być może. Ale zamiast się śmiać, łapałem się za głowę. Gwiezdne Wojny nigdy nie stroniły od humoru, ale nie było go tak dużo i wynikało to z przebiegu zdarzeń lub charakteru postaci (ot, choćby Han Solo, który rzucał żartami nawet w poważnych momentach).

Projekcja Luke’a Skywalkera, która zmyliła Kylo Rena i dała szansę naszym bohaterom uciec z potrzasku, była jedną z nowinek na temat Mocy autorstwa Riana Johnsona. Taki zwrot akcji był dla mnie miłą niespodzianką, ale czy wychodzący z chmury pyłu Luke musiał wykonać ten gest strzepnięcia kurzu z ramienia? Wszyscy na sali głośno się zaśmiali, ale takie dodatki niszczą misternie budowany nastrój powagi, zagrożenia i niepewności.

Kim jest Rey?

Nie wspomniałem jeszcze o Rey, która to przecież kreowana jest na nową i jedyną w tym momencie Jedi. Problem w tym, że wodzenie nas za nos w kwestii rodziców Rey i jej pochodzenia oraz błyskawicznego pojmowania tajników Mocy, a także sztuki władania mieczem jest dla mnie tak nie przekonywujące, że ta postać staje się dla mnie niezwykle obojętna. Jej ciągłe próby namówienia Luke’a do powrotu mnie nużyły. Podobnie jak dostrzeganie „konfliktu” (oho, nawiązanie do Imperium Kontratakuje i Powrotu Jedi) w Kylo Renie. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy piszą, że Ostatni Jedi pozbawiony jest jakichkolwiek elementów z innych części sagi, skoro punkty wspólne widać jak na dłoni. Coraz bardziej skłaniam się ku opinii, że ta centralnym bohaterem trylogii jest Ben Solo, a nie Rey.

Łotr 1 > Przebudzenie Mocy > Ostatni Jedi

O tym, jak blado wypada Ostatni Jedi na tle Przebudzenia Mocy, świadczą sceny, które pamiętam najlepiej. To oczywiście sceny, które mnie irytują i wolałbym, by ich w filmie nie było. W przypadku Epizodu VII do wymienienia mam tylko jedną, którą nazywam „przypominajką o Mocy” podczas pojedynku Rey z Kylo Renem, gdy znajdują się nad przepaścią. Gdyby trwało to 2 czy 3 sekundy przymknąłbym oko, ale w moim odczuciu ciągnące się w nieskończoność ujęcie to najsłabszy punkt całego filmu. „Wtórny”, „poprawny” i „rzemieślniczy”, jak określa się Przebudzenie Mocy, film JJ Abramsa było udanym powrotem marki Star Wars, dlatego cieszę się, że to właśnie on zmierzy się w IX epizodzie z wymysłami Riana Johnsona. Jeśli JJ wczyta się w opinie i komentarze, to dostrzeże, że Ostatni Jedi nie wzbudza jedynie zachwytów. Średnie z ocen krytyków czy głosowań użytkowników mogą być wysokie, ale chyba żaden inny film z sagi aż tak nie podzielił widzów/fanów, a wśród wypominanych potknięć powtarzają się wciąż te same elementy.

Łotra 1 mógłbym oglądać co tydzień. Przebudzenie Mocy bawiłoby równie dobrze co miesiąc. Z Ostatniego Jedi chcę zapamiętać tylko te udane sekwencje. Ale dostrzegam też w tym drugą stronę medalu – formuła typowej trylogii Gwiezdnych Wojen wyczerpuje się, więc zapowiedzi zupełnie świeżych trzech filmów napawa mnie optymizmem. O ile Rian Johnson, któremu powierzono odpowiedzialność za nie wszystkie, dostrzeżenie niedokładności w swoim ostatnim dziele. Solo, czyli film z serii Gwiezdne Wojny historie, a prościej rzecz ujmując spin-off Star Wars, może potwierdzić moje przewidywania co do niezbędnego nowatorskiego podejścia do filmów w tym świecie, co okazało się strzałem w dziesiątke przy Łotrze 1.

  • Daniel Markiewicz

    również byłem w kinie 2 razy (dzień po dniu), na tę chwilę starczy, mam sporo lepsze wrażenie niż autor artykułu, ale jeżeli chodzi o szczegóły tego co mi sie podobało i nie podobało to zgadzam się co do przecinka w całości, z tym że widzę dużo więcej analogii tej części do 5tej i 6tej (2 i 3 starej trylogii) części. Czułem się jakby opowiadano podobną historię w podobnych lokacjach co w tych starych tylko zrobione na nowo (mniej niż w przebudzeniu mocy oczywiście, ale jednak), tylko że mi to nie przeszkadzało, lubię takie smaczki. No i oczywiście humor mnie raczej wkurzał. Pierwsze 3 żarty były śmieszne choć w złych miejscach, potem już miałem za dużo tego comic relief.

  • steveminion

    Rozumiem, że ktoś może być masochistą i poszedł dwa razy na VIII ale twierdzenie, że „Przebudzenie Mocy było udanym powrotem marki Star Wars” nawet nie wiem jak skomentować…

    • Daniel Markiewicz

      bo o gustach z reguły się nie dyskutuje

    • mikevest

      Bo albo się go ma albo nie, a niektórym czasem warto to powiedzieć

  • adam adi

    Fajne efekty specjalne nic więcej, scenariusz i gra aktorska dno, żadnego dramatyzmu. Kupa

    • janek

      jak oglądałem to miałem wrażenie ze parę ujęć było interesujących, ale teraz nic nie jestem w stanie sobie przypomnieć wiec chyba mi sie zdawało. Teraz takie czasy ze wyciska sie cytrynkę do końca a potem jeszcze przepłukuje woda, do chwili gdy jeszcze posmak pozostal,

    • Ogau

      Streściłeś cała serię jednym zdaniem ;)

    • Robert M

      Czyli jak cała saga. Przecież tam nigdy nie było dramatyzmu, gra aktorska często przypominała grę w szkolnym przesdstawieniu, mocno przerysowane role. Walka Kenobiego z Vaderem przypominała okładanie się kijami przez dwóch staruszków ( o ile to można walką nazwać). A podobało się nam między innymi dlatego, że oglądaliśmy to jako dzieci :D Stąd dzisiejsze SW już tak nie kręcą.

  • kofeina

    Nie zgadzam się z Twoją opinią ;)

  • Theverge

    A ja co do kolejności nowych star wars do zupełnie się nie zgadzam i bym całkowicie je odwrócił ;)

  • Wazy

    Ciesze sie ze ktos to napisal: to nie jest komedia, to nie jest glupawy film z glupawymi zarcikami dla glupawych amerykanów. To jest cos ważnego, coś czym ludzie żyją od lat, poznają i kochają. Ale… czy na pewno? Moze kubel zimnej wody dla takich fanów jak Ty i ja byl potrzebny. Koniec, skonczylo sie, to juz nigdy nie będzie wazne kulturowe zjawisko tylko maszynka do robienia pieniędzy. Nawet sam mistrz yoda wysmial Jedi. Koniec epoki, koniec rozdzialu, wyciagam star wars z szuflady z podpisem „rzeczy dla mnie ważne” i wrzucam do szuflady z etykietą „kolejny film”. A Disney szczesliwy bo zarobi i sprzeda kupe gadzetow. Wiele osob pisze ze nie pójdzie na kolejny epizod. Ja pojde ale dzieki Last Jedi wiem czego oczekiwac: zwyklego filmu. Nie Filmu, nie Gwiezdnych Wojen. Filmu. Tym bardziej ze juz bez Carrie, bez Marka, bez Harrisona. W sumie to nic sie nie stało. Nic sie nie wydarzylo. Stara trylogia dalej jest na półce na dvd. A teraz bedziemy sie juz tylko zabawiac.

    • kofeina

      Tak samo uważam – spoko film, ale to nie Gwiezdne Wojny. To ułatwia odbiór filmu.
      Z kina w sumie wychodzi się z niczym, chociaż fajnie się oglądało.

    • placidus

      Dokładnie to samo myśle. Olbrzymie oczekiwania (a może właśnie nie olbrzymie… tylko po prostu oczekiwałem kolejnych star warsow), a dostajemy po prostu dobry film. Na seansie czułem frustrację i rozgoryczenie. Brak powagi, głupie żarty, milion wątków, bohaterowie nijacy, posługujący się chyba śmocą, a nie mocą. To było po prostu wielkie show Disneya w „świecie star warsow” które miało zabawić ludzi, a ludzie w kinie się śmiali, naśladowali odgłosy Chewbacki, na koniec klaskali. Czyli podobało się. Sprzedało się. Gazdzety gry koszulki tez sie sprzedają, a we mnie coś umarło. Saga się skończyła. Na Powrót Jedi.
      Ostatni Jedi obejrzę jeszcze raz ale już z innym nastawieniem. Pójdę po prostu na dobry film.

    • Bartosz Er

      Kurcze myślę podobnie. Z kina wróciłem trochę zmieszany ale tak się zastanawiam czy my juz czasem nie dorośliśmy? gdzie ta magia Star Wars? Czy rzeczywiście rządzi kasa a nie dobro milionów miłośnikow sagi? Sam juz nie wiem? Na pewno do kolekcji kupie na płytce bluray i nic więcej.

    • Agent OfBolas

      Bardzo mądrze napisane panie Wazy. Myślę, że takie świeże i świadome podejście do produktów Disneya pozwoli uniknąć rozczarowań. Absolutnie nic nie pokona starej trylogii, wspartej wieloletnim sentymentem – pomimo iż niedoskonałe, bzdurnych zagrań, nieścisłości i pewnej bajkowości jaką niosą za sobą stare filmy – będą na piedestale. Ponieważ były pierwsze i na stałe wyryły się w naszej świadomości. Warto sentyment odłożyć na półkę by do niego wracać i dalej się nim cieszyć, a nowe produkcje brać na chłodno i się nimi cieszyć – są naprawdę świetnie zrealizowane.

      Pozdrawiam.

  • Ja chciałem dać serii jeszcze jedną szansę i żałuję. Nie dosyć, że poprzednia (VII) była słaba, ta (VIII) okazała się jeszcze gorsza. Nie ma planu, każdy kolejny scenariusz wrzuca do kosza to co poprzednicy zrobili. I nie dotyczy to tylko dawnej serii jak spalenie biblioteki Jedi, ale także nowych pomysłów, np. zabicie Snoke’a. Przypomnę może, że gdy krytykowano VII część, że nic nie wiadomo, fani odpowiadali, że kolejne części wszystko wyjaśnią. Przyszła VIII i nic nie wyjaśniła. Dalej nic nie wiadomo o Mary Sue, Snoke’u, First Order itd. Cała VII część była poświęcona poszukiwaniom Luke’a. Teraz się okazało, że Mary Sue nie potrzebuje nauki, a Luke nie jest w stanie nauczyć jej czegokolwiek. Cała VIII część to pogoń za ostatkiem. Celem wielkich generałów (albo raczej generalic) jest ocalenia „iskry” (spark) i to się udaje. Wprawdzie stracili wszystko: flotę, ludzi, ale „iskra” (spark) została uratowana. Cały jeden wątek z Last Jedi jest bez sensu – planeta z kasynem, więzienie, akcja na statku wroga – to wszystko okazuje się stratą czasu. A najlepsze sceny to kopie Luke doprowadzony przez ojca do Imperatora z Powrotu oraz bitwa o bazę z Imperium kontratakuje.
    http://ksiazki.audio/blog/ostatni-jedi

    • kofeina

      Przecież przygoda Finna z Rose i BB8 w kasynie ma taki sam wydźwięk jak dziwne przygody R2D2 i C3PO w poprzednich częściach. Strata czasu, bo nic z tego nie wyszło? Hmm… Widz był pewny od początku, że wyjdzie, że wejdą na statek, wyłączą „namierzacz” i wtedy będzie spokojnie mogła flota uciec. Tymczasem wszystko wzięło w łeb, pojawia się poczucie beznadziei sytuacji i właściwie nie ma już ratunku dla Rebelii: Finn i Rose zawiedli; wróg dowiedział się o fortelu; Kylo jednak nie pomoże, więc Rey również nie może już nic zrobić; Luke jest zbyt daleko…

      W każdym razie, odnośnie oceny najnowszej części – ułatwia ją zaniechanie traktowania filmu jako Gwiezdnych Wojen, które znamy z epizodów I-VI. Serio.

    • Przygody R2D2 i C3P0 są ważne dla fabuły filmów, tutaj cały ten wątek można wyciąć – nie służy niczemu.
      Np. gdyby nie przygoda R2D2 w Nowej nadziei to nie trafiliby do Luke’a a potem do Bena. Za to w najnowszym filmie cały wątek „przygody w kasynie” można wyciąć – nie służy niczemu.

    • kofeina

      Gdyby nie przygoda Finn i Rose, to raz, że fortel z transporterami po cichutku zmierzającymi na planetę by się udał, to dwa, że Finn nie zdobyłby wiary w sprawę i siły do walki. Więc jednak czemuś służył.

    • Finn z tchórza zmienia się w kretyna chcącego się zabić i musi być uratowany przez Chinkę – cudowna przemiana.
      Wracając do wątku. Gdyby wiedzieli co zamierza głównodowodząca to nie poszliby na tą misję, a plan przebiegłby dokładnie w taki sam sposób. Snoke wiedziałby o tym i na oczach Rey niszczyłby jeden statek po drugim – to kopia sceny gdzie Luke doprowadzony przez Vadera do Imperatora ogląda zagładę floty rebelii. Cały ten wątek (Finn i Rose) to wypełniacz czasu. Zresztą cały ten film nic nie zmienił w fabule serii. Znalezienie Luke’a nie dało Mary Sue niczego – i tak sama nauczyła się wszystkiego. „Rebelianci” jak uciekali tak dalej uciekają, aby chronić „spark”. Jedyna zmiana to śmierć Snoke’a oraz Luke’a – obie postacie od samego początku były drugoplanowe.

    • kofeina

      Snoke już by nie żył, więc nie wiedziałby o ewakuacji.

      Podobno lubisz książki, a te rzadko idą jednym torem, stąd trochę się dziwię Twojej ocenie tego wątku. Czy naprawdę uważasz go za zbędny tylko dlatego, że nie poszło zgodnie z planem i się nie udało? Przecież to bezsens. Na tej samej zasadzie możemy uznać za bezsensowne niemal wszystkie wątki z Gry o tron.

      Co do tego, że film nic nie zmienia w fabule serii, to… No jednak trochę zmienia, nawet wiele.

    • „Snoke już by nie żył, więc nie wiedziałby o ewakuacji”
      chyba mieszasz tutaj wątki nie mające nic wspólnego

      „Podobno lubisz książki, a te rzadko idą jednym torem”
      lubię dobre książki, np. Star Wars tz. expanded universe około 50% książek jest dobra, reszta jest słaba lub jeszcze gorzej – warto przeczytać „Trylogii Thrawna”, ale najlepsze moim zdaniem są dwie ostatnie serie „Legacy of the Force” oraz „Fate of the Jedi”
      http://ksiazki.audio/blog/dziedzic-imperium

      „Czy naprawdę uważasz go za zbędny tylko dlatego, że nie poszło zgodnie z planem i się nie udało?”
      ten wątek jest bez sensu, bo głównodowodząca bez powodu nie powiedziała swoim o planie, doprowadziła do rebelii, przez co jej podwładni wystawili się na ryzyko i przeprowadzili plan, który niczego nie zmienił

      „Przecież to bezsens. Na tej samej zasadzie możemy uznać za bezsensowne niemal wszystkie wątki z Gry o tron.”
      Który wątek w „Grze o tron” jest bez sensu?

    • kofeina

      „Snoke już by nie żył, więc nie wiedziałby o ewakuacji”
      chyba mieszasz tutaj wątki nie mające nic wspólnego

      Nowy porządek o ewakuacji dowiedział się od hakera. Nic nie wskazuje na to, by Snoke o niej wiedział. Czas ten zbiega się z jego śmiercią.

      Niestety, nie sięgnę już po żadną książkę z uniwersum – źle trafiałem poprzednio, mam lepsze rzeczy do czytania ;)

      „Czy naprawdę uważasz go za zbędny tylko dlatego, że nie poszło zgodnie z planem i się nie udało?”
      ten wątek jest bez sensu, bo głównodowodząca bez powodu nie powiedziała swoim o planie, doprowadziła do rebelii, przez co jej podwładni wystawili się na ryzyko i przeprowadzili plan, który niczego nie zmienił

      Czy faktycznie głównodowodząca musi dzielić się ze wszystkimi swoim planem? Ma prawo wymagać lojalności wobec siebie i wobec wydawanych przez siebie decyzji. Chciała utemperować Poe, wskazać mu jego miejsce i tyle. A plan niczego nie zmienił (chociaż zmienił, bo dał wiedzę o transportowcach), bo nie udało się go zrealizować.

      „Przecież to bezsens. Na tej samej zasadzie możemy uznać za bezsensowne niemal wszystkie wątki z Gry o tron.”
      Który wątek w „Grze o tron” jest bez sensu?

      Biorąc pod uwagę kryterium kwalifikowania do bezsensownych na podstawie rezultatu działań, każdy, który skończył się niepowodzeniem. A więc np. wojna prowadzona przez Robba Starka oraz jego wesele; bitwa Stannisa, w której poległ; szukanie prawowitego następcy tronu przez Neda itd.

    • „Niestety, nie sięgnę już po żadną książkę z uniwersum – źle trafiałem poprzednio, mam lepsze rzeczy do czytania”
      gdybym kiedyś nie trafił na eu to pewnie teraz też bym po to nie sięgnął

      „Czy faktycznie głównodowodząca musi dzielić się ze wszystkimi swoim planem? Ma prawo wymagać lojalności wobec siebie i wobec wydawanych przez siebie decyzji. Chciała utemperować Poe, wskazać mu jego miejsce i tyle.”
      Widać, że fabułę pisała osoba nie mająca pojęcia o armii, dowodzeniu, szczególnie, że chodzi o resztki, niedobitki przegranej strony – w takiej sytuacji był w pewnym momencie Washington – przegrał wszystkie bitwy, ludzie mu dezerterowali – wyobraź sobie co by było gdyby zachowywał się jak wiceadmirał Amilyn Holdo. Gdy żołnierze wierzą, że dowodzący ma jakieś asy w rękawie, ma jakiś plan to zostaną i będą dalej walczyć. Ale jaki jest sens zostawać przy dowódcy, którego celem jest uciekanie, które nie może skończyć się dobrze.

      „Biorąc pod uwagę kryterium kwalifikowania do bezsensownych na podstawie rezultatu działań, każdy, który skończył się niepowodzeniem. A więc np. wojna prowadzona przez Robba Starka oraz jego wesele; bitwa Stannisa, w której poległ; szukanie prawowitego następcy tronu przez Neda itd.”
      Mylisz rezultat działań postaci, który często nie prowadzi do tego czego one chciały z rezultatem w ogólności – wojna prowadzona przez Robba nie doprowadziła do rezultatów, których on chciał, ale do tego, że władzę otrzymały dwa rody Boltonów i Freyów – akcja książki doprowadziła do tego.
      „bitwa Stannisa, w której poległ” – tutaj to już się ośmieszasz, w prawie każdej bitwie jest przegrany i wygrany, każdy z nich przed bitwą miał jakieś plany, które z powodu wyniku bitwy się nie spełnią, trudno jednak twierdzić, że przebieg bitwy nie miał wpływu na dalszą historię – miał i to ogromny

    • kofeina

      Widać, że fabułę pisała osoba nie mająca pojęcia o armii, dowodzeniu, szczególnie, że chodzi o resztki, niedobitki przegranej strony – w takiej sytuacji był w pewnym momencie Washington – przegrał wszystkie bitwy, ludzie mu dezerterowali – wyobraź sobie co by było gdyby zachowywał się jak wiceadmirał Amilyn Holdo. Gdy żołnierze wierzą, że dowodzący ma jakieś asy w rękawie, ma jakiś plan to zostaną i będą dalej walczyć. Ale jaki jest sens zostawać przy dowódcy, którego celem jest uciekanie, które nie może skończyć się dobrze.

      A jednak tak Holdo postanowiła. Kto miał wiedzieć, ten wiedział, bo przecież ktoś te transportowce tankował, no nie? Wiemy tyle, że Poe i jedna czy dwie osoby z mostka nie wiedziały o planie. Poe jako narwaniec, który ma w czterech literach dowództwo, tym bardziej takie, którego nie zna i nie szanuje, postanowił, że sam zostanie zbawcą. Jasne, że utrzymanie morale to rzecz dowódcy.

      Nie mylę nigdzie rezultatu działań. To Ty określiłeś wątek Finna i Rose jako bezsensowny ze względu na to, że do niczego nie doprowadził, czyli jego rezultat jest bez większego znaczenia dla reszty, choćby tutaj:

      Cały jeden wątek z Last Jedi jest bez sensu – planeta z kasynem, więzienie, akcja na statku wroga – to wszystko okazuje się stratą czasu.

      A więc oceniasz sens po tym, czy rezultat był pozytywny dla przedstawionej fabuły. Bo o tym, że wpływ miał już Ci napisałem, jak również i o tym, że ten wątek rozwija Finna. Ale nie wiem dlaczego to pomijasz i umniejszasz.

    • „Jasne, że utrzymanie morale to rzecz dowódcy”
      tu jesteśmy zgodni, wiceadmirał Amilyn Holdo była beznadziejna jeżeli chodzi o morale

      „A więc oceniasz sens po tym, czy rezultat był pozytywny dla przedstawionej fabuły”
      nie, nie rozumiesz mnie – jeżeli jakiś wątek z filmu da się wyciąć i dalej oglądać film bez niego oznacza to, że ten wątek był bez sensu, czyli był zbędny

    • kofeina

      Tak, w ocenie Holdo się zgadzamy.

      Co do bezsensownych wątków – mówisz, że to taki, który nie ma wpływu na główną historię?

    • Moja wina, użyłem złych słów do określenia o co mi chodziło – bezsensowny wątek dla głównej fabuły, taki, bez którego nic się nie zmienia jeżeli go wyciąć.

      Wracając do krytyki filmu – cały film to najnudniejszy pościg w historii kina. Lecą, lecą i nie mogą ich złapać. Przecież mogliby przerzucić choćby jeden ze swoich statków w nadprzestrzeni i zajść ich z drugiej strony. Mogliby wypuścić ścigacze. Mogliby strzelać – lasery, rakiety naprowadzające itd.

    • kofeina

      Mam nadzieję, że o tych opcjach, to mówisz o tym, co mógłby zrobić Nowy Porządek?

    • Tak New Order był beznadziejny w roli tego złego, Imperium popełniało błędy, ale inni bali się ich – tutaj Poe wyśmiewa. To jest kolejny powód, dla którego ten film mi się nie podoba. Oryginalna seria była momentami straszna – np. zwłoki wujka i cioci Luke’a. Tutaj zdecydowanie obniżono wiek widzów – mamy typowo disneyowskich złych – trochę strasznych, ale główne śmiesznych.

    • kofeina

      To co napiszę będzie naciągane, ale ;)

      Na ile można traktować całą sagę Gwiezdnych Wojen jako uniwersalną opowieść o wierze we własne siły i jej skutkach? Pozytywnych, jak przekraczanie swoich ograniczeń, jak i negatywnych, gdzie zbytnia pewność siebie prowadzi do zguby?

      – Pewna siebie rada Jedi pozwala Imperatorowi grasować pod swoim nosem i go nie zauważa do chwili, w której jest już za późno.
      – Anakin pewny tego, że jest na tyle silny, by wykorzystać ciemną moc na własne potrzeby, zatraca się w niej.
      – Następnie powodowany własną słabością i napędzany strachem doprowadza do tego, czego obawiał się najmocniej.
      – Luke musi uwierzyć we własne siły, by Rebelia mogła przeciwstawić się skutecznie Imperium.
      – Imperator pewny swojej pozycji i przewagi zostaje zaskoczony i pokonany.
      I z nowych części:
      – Rey znów musi uwierzyć, że jest na tyle silna, że może się przeciwstawić Benowi i Nowemu Porządkowi.
      – Finn dzięki wierze w siebie przekracza swoje ograniczenia i przeciwstawia się Nowemu Porządkowi oraz przestaje uciekać (szczególnie w wątku, który uważasz za bezsensowny).
      – Luke zgubiony swoim zawahaniem stworzył Kylo Rena i wycofał się na ubocze.
      – Zagubiony Ben przechodzi na ciemną stronę.
      – Snoke popełnił błąd taki sam jak Imperator i zginął w swojej pysze.
      – Holdo z powodu własnej dumy doprowadziła do buntu przeciwko niej.
      – Poe z powodu zbytniej pewności siebie doprowadził do śmierci większości pilotów i niemal zniweczył plan ucieczki.

      Tak, naciągane. Ale wtedy nowe części wpisują się w trend ;)

    • „Na ile można traktować całą sagę Gwiezdnych Wojen jako uniwersalną opowieść o wierze we własne siły i jej skutkach? Pozytywnych, jak przekraczanie swoich ograniczeń, jak i negatywnych, gdzie zbytnia pewność siebie prowadzi do zguby?”
      Ciekawe podejście, nie miałbym nic przeciwko takiemu głównemu tematowi.

      „Anakin pewny tego, że jest na tyle silny, by wykorzystać ciemną moc na własne potrzeby, zatraca się w niej”
      film o przejściu Anakina na ciemną stronę był dla mnie niewystarczający, nieprzekonujący – dopiero książki:
      Labyrinth of Evil
      Revenge of the Sith
      Dark Lord
      dały mi powody, dla których przeszedł na ciemną stronę

      „Snoke popełnił błąd taki sam jak Imperator i zginął w swojej pysze”
      to moim zdaniem najsłabsza część filmu

    • kofeina

      Tak, opieram się na filmach, bo do książek z uniwersum mam uraz. Ale dobra, może coś uwzględnię na liście lektur na 2018 rok i może starczy czasu. Widzę, że polecasz 3 serie i te 3 tytuły. Czy może na początek coś innego?

    • Film „Revange of the Sith” jest słaby, ale książki są naprawdę dobre. Akcja filmu zaczyna się od momentu, gdy Palpatiene jest już porwany – „Labyrinth of Evil” wyjaśnia jak do tego doszło. Z kolei „Revenge of the Sith” pokazuje jak można zejść na ciemną stronę.
      Świetna jest też jedna z ostatnich serii „Legacy of the force”. To seria 9 książek napisanych przez 3 autorów. Seria opisuje republikę i przejście na ciemną stronę Jacena Solo (syna Hana i Lei, a brata bliźniaczej siostry Jainy Solo). Polecam szczególnie angielskie audiobooki – jeden lektor wraz z odgłosami z filmów.

    • kofeina

      Niestety, nie umiem w audiobooki. Dzięki za polecenie, może coś się uda z tego ;)

    • Robert M

      Przecież nikt nie spalił tych książek. I kto to jest Mary Sue??

  • Baxter

    Nie wiem jak żeś Pan ten film oglądał (i to dwa razy!), ale Kylo Ren i gen. Hux nie siedzieli w AT-AT (to sie teraz jakos inaczej nazywa, ale mniejsza o to) tylko w wahadlowcu dowodzenia Kylo (ten sam, co byl w Force awakens)

  • mentalshot

    Powinny pozostać tylko piękne wspomnienia pierwszych kultowych części. Sztuczne podtrzymywanie kultowości nie zmieni faktu, że lata lecą, fani dojrzewają a komercja rządzi się swoimi prawami. Typowy efekt nowego iphona ale i tu widać już opamiętanie. Przykre, że film da się obejrzeć tylko 2 razy pod rząd a nie 5 czy 10, po prostu coś się kończy a tak naprawdę skończyło się już dawno…to już wegetacja, tylko nikt nie ma jaj ( szkoda kasy ) żeby odłączyć wtyczkę.

  • Darth Artorius

    Akurat Luke i to strzepywanie kurzu bardzo mi sie podobało. Skywalker powrócił do młodości. Puszcza do nas „oko”. Nie jest posągowy.
    Ratunek Lei w bąblu Mocy pokazano słabo. Ale da sie sam fakt wytłumaczyć.
    Natomiast BB8 i jego przesadne działania… przewyższył parę C3PO i R2D2. Za dużo tego.

  • Tech-Floyd :)

    Cóż… Zarówno przebudzenie mocy jak i Ostatni Jedi to filmy… niezwykle słabe. Oczywiście główna przyczyna są tutaj powtarzane wątki z poprzednich części, brak nowych, ciekawych elementów i… ten idiotyczny humor dla zaćpanych nastoletnich patoli…Już pierwsza scena w przebudzeniu mocy (Kylo ren vs Poe i to kto pierwszy mówi, później, że przez tą maskę go nie słyszy – sprawiła, że wiedziałem iż film będzie szrotem – i był). Tutaj to samo… Poe wzywa HuXa i… ten go słyszy, ten tego nie słyszy, ćw*ki na sali się śmieją, a ja płacze nad upadkiem niegdyś wspaniałej sagi, która obecnie bardziej przypomina „kosmiczne jaja” niż SW.
    Debilizmy są na każdym kroku…ostentacje wyrzucenie miecza za siebie przez Luka – żenada. Rey, która mój ” i feel something” gdy smyra ja tą trafką po ręce… wtf… to całe strzepanie kurzu to już totalne dno… Za dużo nawiązań do 5 i 6 części. Niestety ale… to zdecydowanie słabszy film niż nawet mroczne widmo.

    Kim jest Rey? Teoretycznie poznajemy ją jak Luka – siedzi na zadupi, bez grosza przy duszy, nie ma rodziców, ale… nie powinna być córką Luka, ponieważ Jedi nimi nie powinni kochać, a Luke raczej nie wygląda na takiego, który zrobi dziecko i zostawi. Z drugiej strony twierdzi, że widziała tą wyspę, wiec… who knows. Równie dobrze może być córką Hana Sola i tak jak Leia i look byli rozdzieleni, tak oni mogli rozdzielić ich, ale… czy wtedy Solo nie załapałby tego, gdy się spotkali?
    Jeśli faktycznie jest córką złomiarzy to… jest to kpina z całych SW…

    Jeszcze ten motyw z włamywaczem… „dzwonią” do Maz, ta im wskazuje jednego konkretnego hakera, złapali innego, on ich zdradza i… pół filmu szukania gościa, który pokazuje się przez 5 minut i jeszcze, żeby to on się jakoś „nawrócił” i został z nimi, a to taka postać 3cio planowa, o której nikt już nie pamięta…

    Generalnie… widać, że ktoś chce na siłę zniszczyć świetną sagę.

    • kofeina

      Cóż… Zgadzam się z oceną tego „I feel something” – w mojej głowie pojawiło się wielkie WTF?

    • Tech-Floyd :)

      WTF pojawiło się z mojej głowie przy pierwszej scenie przebudzenia mocy i pewnie pozostanie w niej do zakończenia tej żałosnej trylogii :)

  • pawbuk6

    Z tych nowych części też wg mnie najlepszy jest Łotr 1, jednak Ostatni Jedi bardziej mi się podobał od Przebudzenia Mocy. VII epizod kończy się dla mnie praktycznie w zamku Maz Kanaty, potem ilość absurdów, kopiowania poprzednich częśći i niespójności fabularnych wręcz przytłacza.

    Ostatni Jedi ma dobry początek i ciekawe zakończenie, jednak środek jest mocno chaotyczny, niespójny i wprowadza absolutnie niepotrzebne wątki (Finn i Rose, haker). Znów mamy kopiowanie schematów z oryginalnej trylogii (Rey próbująca nawracać Bena), dziwne zmartwychwstania (Leia), niespójności logiczne (ucieczka krążownika Ruchu Oporu) i żarty w nieodpowiednich momentach (momentami miałem wrażenie, że to robili goście od gier Lego). Wizualnie film stoi na bardzo wysokim poziomie (fantastyczne sceny na Crait), pod względem gry aktorskiej też nie można się do czegokolwiek przyczepić, jednak scenariusz kuleje. Nie podoba mi się też schemat „od zera do bohatera w 5 minut” w przypadku Rey – to nawet legendarny Anakin uczył się na Jedi ładnych kilka lat, a ta walczy jak równy z równym z wyszkolonym Kylo Renem zaraz po tym jak pierwszy raz ma miecz świetlny w rękach.

  • Michał Korzeniowski

    Kompletnie tego nie rozumiem, Przebudzenie mocy było scenariuszowo kiepsko zlepioną oryginalną trylogią- ani ciut zaskoczenia, lecimy na starym patencie i tak wszyscy pójdą. W Last Jedi aktorzy w sumie Ci sami, jednak trochę nowa historia, Yoda nie w CGI, z przynajmniej 2 dobre zwroty akcji, fajna sól…Oczywiście , że było za dużo podśmiechujek i nadal nie rozumiem po co jest Finn ale był zdecydowanie lepszy od poprzedniego a nawet pokusił bym się ,że był lepszy od 2 „nowych części” (1-3).

  • FrostyPL

    O ile z zarzutem o wątek kasyna i Finna się zgodzę, to z resztą w większości nie.
    Co złego jest w scenie z Leią? Ona nie ożyła, bo nigdy nie umarła. To córka Anakina, jednego z najpotężniejszych władających mocą, więc skąd takie zdziwienie? Chyba nie trzeba przypominać, do czego był zdolny Vader.
    Co złego w BB-8 sterującym AT-ST? R2D2 co chwilę podpinał się do różnych systemów, żeby nimi sterować, więc czemu BB miałby tego nie potrafić?
    Co do humoru się nie czepiam, bo to kwestia indywidualna. Osobiście scena z kurzem na ramieniu mi siadła. W końcu to element „comic RELIEF”.
    Wątek rodziców Rey to nie wodzenie za nos. Ma to ukazać, że „Moc” to nie rody i cała mitologia. Potencjał we władaniu mocą może mieć nawet „nikt” z największej dziury. Tak jak Rey czy kiedyś Anakin.

  • Agent OfBolas

    Padłem po przeczytaniu, że Łotr 1 jest najlepszym nowym filmem z uniwersum Gwiezdnych Wojen … takiej kiły kinowej jak Rogue 1 dawno nie widziałem. Jest głupkowaty, naciągany i pozbawiony całej „magi” jaką raczy nas saga od 1 części.

    Jak można, będąc świadomym na umyśle, przyjąć za prawidłowość to jak Jyn Erso widzi rebelianckie bombowce zrzucające bomby na głowę jej ojca, po chwili dowiaduje się, że rebeliancki agent wcale nie chciał ratować jej ojca a ubić strzałem w głowę …. w następującej po tym scenie Jyn Erso jest najbardziej zmotywowanym rebeliantem w całej bazie rebelii … serio? Ktoś to kupuje. Co więcej, lecą następnie na super mega przetajną planetę, tak tajną, że Imperium otoczyło ją wielgachnym polem siłowym … i zostają tam wpuszczeni po tak wiarygodnym tekście jak „yyy, tutaj czajnik cztery, wieziemy pizzę dla szefa i nie mamy przepustki ale spieszy nam się bo pieczarki stygną”. Po czym oczywiście zostają wpuszczeni do środka.

    I wiele, wiele więcej naciągania i niesamowitego pośpiechu. Wielka kosmiczna opera mydlana gdzie ginie każdy. Aż dziw, że nikt w kinie sam się nie ubił.

    Wracając do nowych filmów Disneya, spoza serii ‚dopowiadanek’. Pomimo iż widziałem dawno temu w kinie stare Gwiezdne Wojny i do dziś, pomimo kilku dekad wciąż kocham te filmy całym sercem, trzeba mieć świadomość ile czasu upłynęło, jak zmienił się świat i w jaki sposób robione są współczesne filmy. Na Last Jedi byłem już dwa razy. Dla mnie film jest kapitalny, smaczny humor (bez debilizmów jak Jarjar), z pięknym i żyjącym światem. Są pojedynki na miecze, film się nie dłuży, fabuła zaskakuje i posiada wiele smaczków a efekty wgniatają w fotel. To są Gwiezdne Wojny na które czekałem. Nie zaryzykuję, że to absolutnie najlepsza część z tego uniwersum, ale jest bardzo blisko. Film jest drugi na liście najlepszych filmów tego roku, tuż za filmem dekady – Blade Runner.

    Dla ścisłości, Przebudzenie Mocy również uważam za świetny film. Widziałem go w kinie 7 razy, 3 na DVD i również mam ochotę zobaczyć oba epizody w domu gdy już pojawi się Last Jedi na DVD.

    Pozdrawiam.

  • Fan

    Według mnie film całkiem niezły 8/10. Zabawnie było wypatrywać miektórych smaczków np. Żołnież ruchu oporu z maklolornetką nawiażywał do sceny z imperium kontratakuje. Oczywiście dla mnie-zapalonego imperialisty najlepszy nadal pozostaj łotr i powrót. Najgorzej na moje liście ma się przebudzenie. Na początku zapowiadał się nieźle ale cały nastrój popsuły drentwe żarty i przewidywalna fabuła. Na ostatnim jedi nawet się popłakałem podczas śmierci Ackbara. Uważam że film jest zabardzo krytykowany. Jest w nim tyle zwrotów do fanów, że człowiek ma w czym przebierać. Jedyna rzecz jaka mnie poirytowała to coraz większa liczba wątków. W samym filmie jest około 20 nawiązań (nie wiem ile dokładnie al mi się udało znaleźć coś kolo tego). Film godny polecenia i wyraźnie się odkreślający od porażki jaką było przebudzenie( w którym fabuła powiedzmy sobie w prost była przewidywalna i nudna).