74

Gry naszego dzieciństwa — w co redakcja grała za młodu?

Z okazji Wielkiej Soboty dziś redakcyjnie i luźno — po prostu chcielibyśmy opowiedzieć o naszych grach dzieciństwa. Jest nostalgia, jest wiele dobrych wspomnień. Ale spokojnie, dobrych gier też nie zabrakło!

Nie jest tajemnicą, że w naszych wspomnieniach trawa bywa bardziej zielona, cukier słodszy, a gry, filmy, książki i seriale które konsumowaliśmy przed laty nie mają żadnych wad. Kojarzą nam się z fajnymi, często beztroskimi, czasami. Tak się zdarzyło, że w AntyWebie niemal każdy ma inne wspomnienia z grami dzieciństwa. I nie dlatego, że dzielą nas przepaści pokoleniowe. Po prostu, tak wyszło!

Marcin

“Kolejny dzień i znowu to samo…” powiedział któryś ze skazańców odsiadujących wyrok w Górniczej Dolinie w Khorinis, a ja właśnie za to lubiłem Gothica – za ten klimat. Poczucie beznadziejności sytuacji i tego, że nie jestem nikim szczególnym, a po prostu jednym z wielu anonimowych skazańców, który dzieli swój parszywy los wraz z innymi… anonimowymi skazańcami. Górnicza Dolina nie była ani ładna, ani bezpieczna i nie mogłem liczyć chociażby na uczciwość… Na każdym kroku mogłem zostać napadnięty, okradziony, oszukany, pobity, zabity i cholera wie co jeszcze. Tak… klimat mojego dzieciństwa. Kocham Gothica! Będę musiał go jeszcze kiedyś odpalić i znów wcielić się w losy bezimiennego skazańca.

Maciej

Pisałem jakiś czas temu, że w grach uaktywniał się we mnie budowlaniec – w dzieciństwie tworzyłem miasta w Faraonie czy Zeusie i czasem ciągnie do zbudowania piramidy albo przynajmniej mastaby. Były też długie godziny spędzone przy Age of Empires i bombardowanie zamków ze statków wyposażonych w jedną armatę. Miesiącami siedziałem przy serii Commandos, która czasami doprowadzała mnie do olbrzymiej irytacji, ale przyciągała niczym magnes. Do dzisiaj zastanawiam się, czy całość można przejść zielonym beretem… Jednak największą miłością był, jest i będzie Heroes III. Był czas, gdy ten tytuł nie miał przede mną tajemnic – obudzony w środku nocy mógłbym wymienić czary z trzeciego poziomu i porównać siłę rażenia konkretnych jednostek. Wiedza bezużyteczna, ale wspomnienia piękne.

Tomasz

Najcieplej wspominam Heroes III, przy którym spędzałem długie godziny w trybie “Płonące Pośladki” (serio, tak się nazywał). Żeby było sprawiedliwie, podczas każdej tury wszyscy poza aktualnie grającym wychodzili z pokoju. W końcu nikt nie chciał, żeby przeciwnicy podglądali jego położenie na mapie czy stan armii. Potem przyszedł czas Diablo II, które przechodziliśmy chyba kilkanaście razy (jeden grał, a pozostali patrzyli i “doradzali”). Najwięcej emocji wzbudzał jednak Serious Sam, w którego graliśmy… we trzech na jednej klawiaturze. Z czasem “dorobiliśmy” się gamepadów, więc liczba osób przy klawiaturze zmalała do dwóch (+ dwie z padami). Ekran był podzielony na cztery małe okienka, co na 15-calowym monitorze wyglądało dość kuriozalnie. Mimo wszystko, było idealnie. Dzisiejsze co-opy i multiplayery się do tego nie umywają! W samotności natomiast miliony godzin spędzałem przy RTS-ach: StarCraft, Tiberian Sun, a potem Red Alert (szczególnie 2).

Konrad

Wśród tytułów z dzieciństwa w pierwszej kolejności muszę wspomnieć o… Contrze, Goal 3 i Double Dribble z Pegasusa. Ostatnia z gierek pełniła rolę Fify w erze pre-pc, gdy przed telewizorem zbierało się kilka osób i rozgrywało rozpisany na kartce turniej. Analogicznie sytuacja wygląda w nieśmiertelnym i legendarnym Deluxe Ski Jump (2.1 z polskimi skoczniami!), do którego powracam w wolnej chwili, ale regularnie przy okazji Świąt Bożego Narodzenia. Wspominając gry z peceta wymienię przede wszystkim Mafię – genialną opowieść w fantastycznej oprawie graficznej i muzycznej. Doskonale pamiętam otwarty świat, zróżnicowane i frustrujące czasem misje (ah, ten wyścig) oraz satysfakcjonujący finał. Obok Mafii postawiłbym innowacyjnego Max Payne’a (pamiętacie podziękowanie Maksa za odstrzelenie głośnika w windzie?). Jeśli o wspomnianą Fifę chodzi, to największym sentymentem darzę edycję z 2000 roku.

Jakub

Chociaż uwielbiam “te nowsze” gry z serii Fallout, z nostalgią wspominam pierwsze gry opowiadające o trudach życia w świecie dotkniętym przez atomową apokalipsę. Wychowałem się wręcz na historii o kryptach, wojnie o surowce, eksperymentach naukowych i ostatecznie “wielkim bum”. Niesamowity klimat, ogromne możliwości i oczywiście świetna mechanika gry. Co oprócz tego? Stareńkie, oparte na sieciowych zmaganiach strzelanki – Quake III Arena, Unreal Tournament. Wracam jeszcze ponadto do… C&C Red Alert, szczególnie do dwóch pierwszych odsłon tej genialnej strategii.

Paweł

Niech będzie chronologicznie. River Raid na Małym Atari, moja pierwsza własna gra, przy której w dodatku spędziłem setki godzin. Później był Pegasus i tona kartridży z lepszymi lub gorszymi produkcjami. Bardzo długo siedziałem przy PC ogrywając Mortal Kombat 2 i 3 – ba, w trójce brałem nawet udział w turnieju na jednej z Gambleriad. Niestety nic nie wygrałem. Absolutnie wciągnęło mnie pierwsze Diablo, szczególnie ogrywane przy jednej z najlepszych płyt brytyjskiego zespołu My Dying Bride – “Turn Loose the Swans”. To była jeszcze podstawówka, szkołę średnią zacząłem 3Dfx-em i Quake II, a potem przestałem być dzieckiem. Jak wiecie gram do dziś, więc gdzieś ten element niepoważnego młodzika wciąż jest pielęgnowany i tak będzie już do końca. Bo jedni z gier wyrastają, a inni dalej świetnie się przy nich bawią.

Kamil

Miałem to szczęście, że do gier wideo miałem dostęp właściwie od kiedy pamiętam. Mgliste wspomnienia z Commodore 64 to początki, a już w czasach przedszkolnych zagrywałem się na CDTV. Czyli, w praktyce, Amidze 500 zamkniętej w nieco innej formie. Nieskończenie wiele godzin spędzałem tam przy Rod-Land i po dziś dzień ubóstwianych przeze mnie Shadow Fighterze, Mortal Kombat II oraz International Tennis. Równocześnie do domu zawitał kultowy Pegasus, a zestaw klasyków ze 168 in 1 katowany był non-stop. Moje dzieciństwo to czasy rewolucji 3D, którą znam z PC oraz pierwszego PlayStation. Najwięcej godzin spędziłem chyba przy trylogii Tomb Raider, Rival Schools, Tenchu i nieśmiertelnym Tekken 3. A po drodze nie mogło też zabraknąć przygodnych, głównie nadmorskich, przygód z automatami.